DRUKUJ

 

Wspomnienia

Publikacja:

 09-01-26

Autor:

 domiś
Masz 14 lat. Twoje życie nigdy nie było łatwe. Bardzo szybko zrozumiałaś, że jeśli chcesz przeżyć, musisz być silna. Żadnych nałogów, zbędnych wpadek. Oczywiście, czasami możesz sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa, lecz wszystko musi być pod kontrolą. Wygrasz z nią, to twój cel i tego musisz się trzymać. Nie pozwolisz by zrujnowała Ci życie, by to wszystko skończyło się tragedią. Nie, Ty jesteś silna i wiesz, że dasz radę, to twoje życie i nikt ani nic nie przeszkodzi ci w realizacji marzeń. Nie dasz się zniszczyć, w końcu wyjdziesz na prostą i zapomnisz o wszystkim co miało miejsce w dzieciństwie.
Masz na imię Marta. Twoi rodzice się rozwiedli gdy byłaś małym dzieckiem. Twoja matka porzuciła ciebie i starszą siostrę wybierając inna drogę. Narkotyki były jej jedyną miłością. Obiecałaś sobie iż nigdy nie skończysz tak jak ona. Nigdy. Wasz ojciec wychowywał was z pomocą babci. Jednak wróciła. Rozprawa o prawa rodzicielskie ciągnęła się miesiącami. Wraz z siostrą chciałyście z nią zamieszkać. Każdemu należy się druga szansa. To był błąd. Już wkrótce rozpętało się piekło które miało trwać przez następnych kilka lat.
Mieszkasz z siostrą, dziadkami i z nią. Każdy dziadek kocha swoją wnuczkę, Nie twój. Każda babcia broni swojej wnuczki i pilnuje by nie stała się jej krzywda. Jednak nie twoja.
Nie masz oparcia w nikim. Coraz częściej płaczesz. W końcu przestajesz się śmiać. Jednakże nie robisz nic złego.
Zaczynasz się odchudzać. Popadasz w bulimię. Wszyscy są źli, nikt cię nie rozumie. Zamykasz się w sobie. Dostajesz paranoi. Obsesji. Usilnie poszukujesz rozwiązania, lecz nic z tego. Mija następnych kilka lat.


****
Dziś są twoje 15 urodziny. Patrzysz na tort, który wygląda jak gdyby leżał rok w sklepie. Niechętnie się uśmiechasz i zdmuchujesz świeczki.
- Wszystkiego najlepszego Martynko!
Mama ściska cię z udawaną życzliwością. Dajesz jej buziaka w policzek. Tak naprawdę nie możecie się dogadać. Dobrze, że chociaż dziś w domu jest spokojnie. Z drugiego pokoju słychać ciężkie kroki ojca. Najpierw wchodzi jego brzuch, potem on. Przybyło mu w ciągu ostatnich lat. Nieogolony, ubrany w dresy, lekko podchmielony. Głaszcze cię po głowie. Na jego twarzy pojawia się smutny uśmiech. Dobrze wie, iż nie jest dobrym ojcem.. Domofon. Oho, Maciek. Będzie kłótnia, spóźnił się ponad godzinę.
Trzask drzwi. Zdyszany wpada do środka, wyraźnie czuć alkohol.
-Maciek do cholery gdzieś ty był? - krzyczy ojciec
-Janek, on pił. Co ty sobie wyobrażasz-zwróciła się matka do syna.
Ojciec podszedł bliżej. Zaczyna się -pomyślała Martyna. A zapowiadał się taki fajny dzień. Myślała że chociaż tym razem jej urodziny będą wyjątkowe. Przeliczyła się. Maciek dostał w twarz. Rozpętała się afera. Czas się ulotnić. Martyna powędrowała do swojego pokoju. Położyła się na łóżku i wpatrywała w sufit. Nie była silna. Nie znosiła swojej rodziny. Najchętniej uciekłaby od tego wszystkiego. A może tak by się zabić? Sięgnęła pod poduszkę wyjmując spod niej żyletkę. Jedno cięcie nikomu nie zaszkodzi..a może jeszcze jedno..to przecież życie zmusiło ją do tego..sama nigdy by tego nie zrobiła..

***

Dominika biegła po plaży. Za nią pędził jej 5-miesięczny labrador. Nie mogła powstrzymać śmiechu. Przewróciła się na piasek. Demi- jej suka wskoczyła na nią i zaczęła lizać ją po twarzy. Z oczu pociekły jej łzy , to z radości. Zawsze marzyła o takiej chwili. Była dziewczyną żywą, radosną, jej życie nie było nudne. Wiecznie coś robiła, nie potrafiła usiedzieć minuty w miejscu. Nie wiedziała, iż już wkrótce wszystko to zmieni się nie do poznania. Już niedługo miała dużo stracić. Przyjaciół, którzy okazali się zwykłymi tchórzami. Radość życia i wszystkie zainteresowania. Jej życie miało stać się nudne i pozbawione sensu.
Wrócili z nad morza. Karol wykręcił kolejny numer. Słychać krzyki i płacz. To mama i brat. Idziesz do swojego pokoju i włączasz muzykę. Przyzwyczaiłaś się, to przecież nie pierwszy raz. Stara się nie zwracać na to uwagi, przecież to nic strasznego.
Aż nagle wszystko się zmienia. Czujesz strach. Czego się boisz? Wszystko jest w porządku, nic się nie dzieje. Jednak w środku czujesz narastający niepokój. Coś się zmieniło.
Kilka miesięcy później przestajesz chodzić do szkoły. Wiele tracisz. Zamykasz się w domu bojąc się wszystkiego i wszystkich. Nie wiesz co się z tobą dzieje. Rodzice zabierają cię do psychologa. Przechodzisz długą terapie. Wydawałoby się, że wszystko wraca do normy. Złudzenia, tak naprawdę to był dopiero początek.


**** 2 lata później ***

Dominika przekręciła się na drugi bok. Była 6 nad ranem, a ona wciąż nie mogła usnąć. Jutro pierwszy dzień w nowej klasie. Czy ten rok będzie lepszy? Czy aby podjęła dobrą decyzję chcąc powtórzyć klasę? Miała nadzieję ,iż się uda, że w końcu wszystko będzie normalnie. Zdoła zapomnieć o niepowodzeniach, pozna nowych znajomych. Tak, dziś po szkole widzi się z Martą. Mają zapisać się na aerobik. Obie wiedzą iż inaczej nie będą mogły się spotykać. Mama Marty traktuje ją dość surowo. Ma mało wolnego czasu na spotkania z przyjaciółmi, tym bardziej z nią, która mieszka 40 min drogi od niej. Tak więc to doskonałe rozwiązanie. Najpierw jednak szkoła..Dominika zwlekła się z łóżka i niechętnie ubrała koszulę oraz krawat. Przejrzała się w lustrze i zobaczyła młodą kobietę zupełnie nie pasująca do gimnazjum. Zbyt szybko dojrzała i wyrosła z naiwności. Westchnęła i udała się do kuchni. Swoim zwyczajem usiadła na parapecie, czekając aż zagotuje się woda na kawę. Ze swojego okna nie miała zbyt atrakcyjnego widoku. Warszawa- smutna, brudna i zatłoczona. Wszyscy śpieszyli się do pracy, każdy zajęty swoimi sprawami. Ktoś wyrwał kobiecie torebkę, nikt nawet na nią nie spojrzał, nie udzielił jej pomocy. Smutne, iż ludzie tak mało przejmują się losem drugiego człowieka.
Jak dalej będzie wyglądało jej życie? Czy w końcu będzie szczęśliwa? Ach gdyby tak mogła się zakochać..Gdyby mogła poznać kogoś kto udzieli jej wsparcia , przytuli i powie kilka dobrych słów..lecz skąd ma wytrzasnąć kogoś takiego? Już dawno pogodziła się z tym, iż facet jej marzeń istnieje jedynie w pustych filmach. A i tam najczęściej umiera lub odchodzi.
Cicho wróciła do pokoju spakowała kilka rzeczy i wyszła z domu nim ktokolwiek zdążył się obudzić. Nie chciała rozmów, sztucznych uśmiechów ni powodzenia od rodziców. Chciała być sama i dokładnie przemyśleć miniony rok. Tyle się wydarzyło. Ani u Marty, ani Martyny ani u niej nie było dobrze. Z Martą jeszcze jakoś sobie radziły ale Martyna..Czuła że się stacza. Było z nią coraz gorzej. Dominika próbowała jej tłumaczyć by próbowała nie wpadać w kłopoty, lecz nadaremnie.
Dominika szła koło Hali Mirowskiej. Nie śpieszyło się jej. Rozpoczęcie roku zaczynało się o 8, podczas gdy byłą zaledwie 7.

***
3 klasa gimnazjum to nie lada wyzwanie. Może zacznę nowe życie? Martyna spojrzała na swoją rękę. Sznyty nawet w niej wzbudzały obrzydzenie. Wczoraj znowu się kłócili. To staje się nie do zniesienia. Spóźniła się zaledwie godzinę. Czy to naprawdę powód aby uderzyć własną córkę? czy ona nie może mieć normalnego domu? W rezultacie znowu się pocięła. A tak bała się uzależnień. Teraz już za późno, ale trudno, to jej ciało , ma prawo robić z nim co chce. Dziś pójdzie z kolegami na imprezę. Kto wie może w końcu zdarzy się coś ciekawego, poza tym, nie wypada odmówić , jeszcze uznali by ją za świętoszkę. Phi ona i grzeczna dziewczynka. Nigdy w życiu. Już ona wszystkim pokaże, jaka jest naprawdę! A niech, sprawi rodzicom kłopot, niech mają za swoje. Zasłużyli na to, wciąż się na niej wyżywają. Nic im nie pasuje. Jeśli ona- Martyna nie chce jeść to nie będzie jeść nie muszą od razu robić awantury. A że trochę później wróciła do domu? Czy robi to komuś różnicę? Fakt może była trochę wstawiona..Ale w końcu ma 17 lat, musi się cieszyć młodością, przecież wszyscy powtarzają, że ona tak krótko trwa. Zdecydowanie pójdzie dziś na tę imprezę. Dominik wspominał coś o jakiś tabletkach. Może spróbuje..to mogłoby być ciekawe..ale tylko trochę..nie może się przecież uzależnić..a gdyby nie spróbowała..nie, nie ma takiej opcji, wyjdzie na słabeusza. Postanowiła. Czas na coś nowego.

***

-Wynoś się z tego domu, skoro tak ci źle gówniaro! Nie będziesz mi tu pyskować!
-A co ja takiego znowu zrobiłam? Że powiedziałam prawdę?! Mam cię dosyć!- krzyknęła Marta i trzaskając drzwiami zamknęła się w łazience. Rozpłakała się. Miała dość tej napiętej atmosfery. Nikt nie stanął po jej stronie- nawet Magda, jej siostra. Gdyby chociaż coś zrobiła, a ona naprawdę starała się, aby mama była zadowolona. Po chwili zwróciła całe śniadanie. Poczuła się lepiej, przynajmniej nie będzie gruba. A dziś przecież widzi się z Pawłem- swoją nową miłością. Jest z nim już pół roku. Czuje, że będą razem na zawsze, on naprawdę ją rozumie. Stara się ją wspierać i całkiem dobrze mu to wychodzi. Co prawda, oczekuje czegoś w zamian, ale ona też nie ma nic przeciwko. Jest młoda, ale nie na tyle by nie okazać miłości swojemu chłopakowi. Razem mieli zerwać się z pierwszego dnia szkoły. On chodził do liceum, ona kończyła gimnazjum. Różnica wieku nie miała dla niej znaczenia. Wyszła z domu i udała się w umówione miejsce. Gdy go zobaczyła serce zabiło jej mocniej, Był taki słodki z tymi swoimi lokami i spodniami o numer za dużymi. Uściskał ją i pocałował w policzek. Poszli do jakiejś knajpy. Wczoraj wieczorem wyznał , iż muszą porozmawiać. Trochę się obawiała, ale zbyt wierzyła w ich miłość by przeczuwać rozstanie. Jednak jego słowa sprowadziły ją na ziemie..
- Marta. kochanie..ciężko mi to powiedzieć..ale..czuje że nie jestem odpowiednim chłopakiem dla ciebie. Lepiej będzie jak każdy z nas pójdzie swoją drogą.
Nie, to nie twoja wina. Każdy chłopak chciałby mieć taką dziewczynę. Ale ja..muszę tak postąpić. Nie pytaj dlaczego. Po prostu zapomnij o mnie, pewnie znajdziesz kogoś lepszego. Myślę, że lepiej będzie jak już pójdę.
Wstał i odszedł. Do Marty powoli docierało, co się stało. To dlatego ostatnio był taki dziwny. Unikał jej, nie chciał jej dotykać. Świat się jej zawalił. Zadzwoniła do Dominiki.

***

Kiedy Dominika wyszła ze szkoły miała mieszane uczucia. Nie było tak źle. Pomimo to trudno będzie jej się przyzwyczaić do nowej klasy. Lubiła swoją poprzednią choć często bywali złośliwi. Pamięta jak pod koniec zeszłego roku wszyscy się od niej odwrócili. Nikt na nią nie patrzył, nikt się nie odzywał. To było koszmarne. A wszystko z powodu głupich ocen. Jakie to miało znaczenie? NA to wspomnienie łzy stanęły jej w oczach. Postanowiła jednak, iż nie będzie się nad sobą rozczulać. Tamten rozdział jest już zamknięty, czas zacząć wszystko od nowa. Nie może i tym razem zawieść rodziców, nawet nie zdają sobie sprawy jak bardzo cierpi widząc ich zmartwione twarze. Wiele razy zastanawiała się nad tym, iż zapewne pragnęliby by ich życie wyglądało inaczej. Tymczasem najpierw jej brat, teraz ona. To musi być dla nich trudne, przecież każdy rodzić chce być dumny ze swojego dziecka, a oni jak do tej pory nie dali im powodów. Nie wątpiła w to, że ich kochają. Na pewno..Ale jej mama..Cóż..Nie da się ukryć, iż była trochę nerwowa. Tak naprawdę ciężko było z nią wytrzymać. Czepiała się wszystkiego i wszystkich, nieraz w wybuchu złości zdarzało jej się coś popsuć lub powiedzieć kilka słów za dużo. A tata? Tata siedział cicho opierając głowę w dłoniach. Wolał się nie sprzeciwiać, nie dyskutować, wiedział, że to spowodowałoby jeszcze większą awanturę. Dominika też wkrótce się o tym przekonała.
Nie miała jednak tak źle. W porównaniu z tym co działo się u innych był to raj. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie przez to zaczęły się jej problemy. Lęki to ciężka do przezwyciężenia choroba psychiczna. Dominika przekonała się o tym nie raz, podczas różnych eksperymentów ze swoim terapeutą. Raz nawet musiała położyć się na ulicy i udawać nieprzytomną. Tylko jeden z przechodniów zainteresował się czy nie potrzebuje pomocy. Reszta przeszła obojętnie, nawet się nie zatrzymując.
Tak rozmyślając Dominika zerknęła na komórkę. Cztery nieodebrane połączenia. To Marta. Coś musiało się stać. Czas wyruszyć ratować świat. Dominika zawsze pomagała swoim znajomym. Szkoda tylko, iż rzadko działało to w drugą stronę. Nieraz wyciągała Martynę z kłopotów, udzielała wsparcia Marcie. A o nią tak naprawdę nikt się nie troszczył. Ludzie łatwo nazywają się przyjaciółmi, lecz są to tylko puste słowa. Przyjaźń zaczyna się tam, gdzie dwoje ludzi troszczy się o siebie nawzajem. Nic nigdy nie działa w jedną stronę. Wtedy jest to bezsensowne. Pomimo to Dominika nie potrafiła odmówić pomocy. Taka już była, i to, iż kilka razy była już wykorzystywana, niczego ją nie nauczyło. Wciąż okazywała serce, bo czuła iż nie może postąpić inaczej.
Wykręciła numer i oczekiwała na połączenie.

***

Martyna wróciła do domu. Szybko ugotowała obiad i sprzątnęła w pokoju. Przyzwyczaiła się iż jest to jej obowiązkiem i wykonywała to niemal machinalnie. Zgarnęła talerze do zlewu. Spojrzała na zegarek, miała jeszcze 2 godziny, czas się szykować. Nalała wody do wanny i pobiegła do szafy. Długo przeglądała stertę porozrzucanych bez ładu ubrań by w końcu zdecydować się na poszarpane dżinsy. Pełno było na nich napisów, które wykonała samodzielnie. Bitch, sex , fuck off. Uśmiechnęła się. Do tego obcisła bluzka, a na to gorset. Strój już miała. Niestety nie miała pojęcia, iż jest on niegustowny.
Popędziła do łazienki. Po krótkiej kąpieli wysuszyła włosy i zabrała się do makijażu. Ostry, wyzywający, a jakże. Przecież musi zwrócić czyjąś uwagę. Poza tym, słucha rocka i metalu, a do tego rodzaju muzyki zdecydowanie nie pasuje delikatny makijaż. Musi się pośpieszyć, aby zdążyć przed powrotem mamy. Oczywiście skłamała, iż idzie do koleżanki. O dziwo, zgodzili się. Może szaleć przez całą noc. Już nie może się doczekać, przecież to właśnie dziś zdobędzie nowe doświadczenie. Nie zamierzała zostać ćpunką, ale przecież tabletki na kaszel to żadne narkotyki. Inaczej nie sprzedawali by ich w aptece bez recepty, prawda?

***

Umówiły się na starówce, w ich ulubionym miejscu. Dominika często tam przebywała. Mogła spokojnie rozmyślać i nikt jej nie przeszkadzał. Żadnych pretensji, żadnych kłótni, zero marudzenia. Siadała na ławce a przed nią rozciągał się prawdziwy świat. Setki samochodów. Ciemne, bezgwiezdne warszawskie niebo i czubek Pałacu Kultury. W oddali nad Wisłą widać było zakochaną parę spacerującą alejką. Takim to dobrze..Ona nie miała nikogo takiego. To wszystko dałoby się nawet znieść, gdyby tylko znalazł się ktoś, kto dzielił by z nią jej cierpienia, radości. Ktoś, kto pokochał by ją szczerze, za to jaka jest i bez względu na wszystko. Nie wymagał by od niej rzeczy niemożliwych, zawsze wspierał i doradzał w ciężkim momentach. Tęskniła za kimś, kto wziąłby ją za rękę i nie pytając o zgodę zabrał gdzieś daleko. Pokazałby jej nowe, lepsze życie, świat którego dotąd nie znała. Jednym słowem potrzebowała kogoś kto zafundowałby jej zimny prysznic. A może lepiej wodospad? Nie to, żeby nigdy nie miała chłopaka. To wszystko jednak było takie dziecinne i nudne. Chłopcy w jej wieku myślą że miłość polega na trzymaniu się za rączki i chodzeniu do kina. A tak nie jest i ona o tym wiedziała. Pragnęła uczucia, prawdziwego uczucia, a nie tylko pustych wyznań i przelotnych spotkań.
To właśnie o tym najczęściej myślała, obawiając się, iż nie dane jej być szczęśliwą. Może nie zasługuje na miłość? Kto chciałby się z nią związać? Ludzie nie lubią kłopotów..a już na pewno nie takich jakie miała ona. Czy ludzie z nerwicą muszą skazani być na samotność? Czy związek z nimi ma szansę przetrwania? A może prędzej i później i tak dojdzie do rozstania co tylko spotęguje dotychczasowe cierpienie..na tak wiele pytań nie znała odpowiedzi, a w jej głowie wciąż rodziły się nowe.
Tymczasem przyszła Marta i bez słowa usiadła obok niej. Patrzyły tak przed siebie, wiedząc iż słowa niczego nie zmienią. Musiały działać, bo inaczej wszystko byłoby stracone. Czasami zastanawiały się tylko po co. Jeszcze do niedawna Marta mogła powiedzieć, iż dla Pawła, dla ich miłości. A teraz? Teraz wszystko się zmieniło.

Przechodzący obok starzec kątem oka ujrzawszy dziewczyny poczuł w sercu smutek. Tak młode, a życie już zdążyło je skrzywdzić. Z pochyloną głową ruszył dalej.
***

Które to miało być piętro? Marta i Dominika znajdowały się na woli. Martyna zaprosiła je na imprezę, która odbywała się u jakiegoś tam Dominika. Pomyślały, że czemu nie. Matce Marty sprzedały kilka małych kłamstw. Ile radości było z przygotowywania. Najpierw oczywiście zakupy. Potem fryzury. W tej dziedzinie specjalistką była Marta. Ułożyła Dominice włosy, a następnie zrobiła delikatny makijaż. Wyglądała perfekcyjnie. Później zajęła się sobą. Po 3godzinach były gotowe. Podekscytowane wyruszyły w drogę. W końcu wydarzy się coś fajnego. Dominika rozmarzyła się, wyobrażając sobie, iż to właśnie tam spotka miłość swojego życia i wszystko się odmieni.
Piąte czy szóste? Które to miało być piętro? Piąte. Zapukały do drzwi. Otworzył im niski chłopak. Miał ciemne włosy do ramion z grzywką opadającą im na oczy. Nosił rurki i dziwne łańcuchy, swoim wyglądem przypominał Żyda. Coś w jego wyglądzie nie spodobało się Dominice. Bredził. Weszły do środka.
-Dominika? Dominika?! – krzyknęła Martyna.
Leżała skulona w fotelu. Wyglądała na śmiertelnie przerażoną. Po chwili do Marty i Dominiki dotarło co się dzieje. Była naćpana. Wzięła ten cholerny acodin, jak zwykle nie myśląc co robi. Marzenia o świetnej zabawie dawno znikły. Martyna rzuciła się jej na szyję. Po chwili przyłączył się do niej Dominik.
Marta nie wiedziała co robić..
-Ile tego wzięłaś- spytała się Dominika Martyny
-A bo ja wiem..trochę tego było..ale ja się boję..
Upadła na podłogę i zaczęła się trząść. W tym momencie Dominik podał Dominice komórkę. Zdziwiona przyłożyła telefon do ucha. W słuchawce odezwał się glos jakiegoś chłopaka. Przedstawił się jako Kornel. Czyste szaleństwo, w jednej chwili cieszysz się z nadchodzącej imprezy , a drugiej otaczają cię ludzie którzy ledwo stoją na nogach. Wszystko dałoby się jeszcze poukładać gdyby nie to, że owy Kornel powiedział iż Martyna musi natychmiast wrócić do domu. Nie było rady. Razem z Marta wzięły ją i wyszły z mieszkania. Martyna przestała kontaktować się ze światem..Wyglądała okropnie..ani Marta ani Dominika nigdy czegoś takiego nie widziały. Nie sądziły, iż stoczy się, aż tak nisko. Niestety był to dopiero początek jej wybryków..
Po krótkiej chwili dotarły do jej domu. Na szczęście było blisko. Marta miała zaczekać na dole. Gdy Martyna z Dominiką weszły do środka, jej mama siedziała przy stole. Była to chuda, mizerna kobieta. W ręku trzymała papierosa. Gdy spojrzała na córkę, Dominika dostrzegła w jej oczach gniew. Nie była to jednak zwyczajna złość.
-Co tym razem?? Pytam się co tym razem zrobiłaś?? Co tak siedzisz?? Pijana czy naćpana??
Martyna opadła na kolana wybuchając płaczem.
-Naćpana- powiedziała bardzo cicho.
W tej chwili rozpętało się piekło. Dobrze, że ojca Martyny nie było w domu. Dominika wiedziała do czego jest zdolny.
- Co ty sobie myślisz! Jak nie pijana to naćpana! Nie tak cię wychowałam! Co jeszcze wam strzeli do głowy? Najpierw Maciek przychodzi pijany, a teraz ta..naćpana. Niedługo własnych rodziców będziecie mordować!! Krew będzie pryskała po ścianach a wy będziecie się śmiać!!
Mama Martyna wyglądała strasznie, podczas gdy ona wciąż zanosiła się od płaczu. Dominika nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Po chwili kobieta uspokoiła się a na jej twarzy pojawił się ogromny smutek. Widać było, iż jest załamana. Zastanawiała się gdzie popełniła błąd, czy za mało miłości okazała swoim dzieciom?
-Cóż Dominiko..już nic tu więcej nie wymyślimy. Ja nie wiem, czemu oni się tak zachowują. Nie spełniają swoich obowiązków , wieczne z nimi kłopoty. Ta jeść nie chce, tamten się nie uczy, a my rozumiesz, musimy jakoś temu zaradzić. Co z tego, gdy oni właśnie taki numery wykręcają. Nikt sobie z nimi nie może poradzić Ani w szkole, ani żaden psycholog. To ja już naprawdę nie wiem co robić.
Dominika i Marta wracając autobusem żałowały, iż tak się to wszystko skończyło. Po raz kolejny się zawiodły. Tym, razem były one świadkiem cierpienia, lecz ponieważ była to dla nich osoba bliska, być może tym bardziej było ono bolesne.

***

U Marty ostatnio było coraz lepiej. To pewnie dlatego, iż większość czasu spędzała z ojcem. Niestety, już wkrótce miał wyjechać do Anglii. Jej mama starała się by stosunki między nimi uległy zmianie. Jednak nie zawsze jej to wychodziło. W tym czasie Marta bardzo zbliżyła się z siostrą. Stały się przyjaciółkami, pomimo to iż często dochodziło między nimi do sporów. Łączyły je jednak wspólne przeżycia i nikt nie mógł im tego odebrać. Zycie toczyło się dalej. Stało się monotonne. Nic ciekawego się nie działo. Awantury z dziadkami były już taką codziennością, że prawie nie zwracała na to uwagi. Starała się jak najwięcej przebywać poza domem, aby nie mieć z nimi styczności. Nie spotykała się z Dominiką tak często jak kiedyś. Znowu jej się pogorszyło a ona..nie do końca rozumiała co tak naprawdę się z nią dzieje. Wiedziała, iż ciężko jej wyjść z domu, ale jednocześnie nie miała czasu aby ją odwiedzić. To wszystko spowodowało, że odsunęły się od siebie wiodąc każda swoje życie.

***

Martyna zdawała sobie sprawę iż niszczy sobie życie. Miała dość swojej rodziny i wszystkiego co ją otaczało. Nienawidziła tego, iż nigdy nie miała pieniędzy. To było takie upokarzające. Postanowiła, iż oderwie się od tego wszystkiego. Nie miała żadnego planu, nie wzięła żadnych rzeczy. Po prostu wyszła z domu, mając zamiar już nigdy nie wrócić. Kolejno mijała ulice, idąc bez celu. Myślała o tych 15 latach, które przyszło jej przeżyć. Widziała teraz wiele błędów. Wiedziała, iż sporo w tym wszystkim jest jej winy. Jednak głownie odpowiedzialność ponosili rodzice. Przecież ciągle ją dręczyli. Nie dawali jej spokoju. Kiedyś nawet ją bili, ale przeszli terapię i trochę się polepszyło. Jeśli coś z nią było nie tak to z pewnością przez nich. Teraz o nich zapomni. Zmieni się, ułoży sobie życie. Nie wiedziała jeszcze jak, ale z pewnością tak właśnie będzie.
Po kilku nocach włóczenia się i uciekania policji zawędrowała do Dominiki. Ubłagały jej mamę by mogła u niej zanocować. Trochę kłamstw nikomu nie zaszkodzi. Przecież Pani Beata nie musiała wiedzieć, iż nie ma się gdzie podziać. Wystarczająco źle czuła się przed Dominiką.
Śmiały się pół nocy. Oglądały głupie filmy i gadały na czacie, zupełnie jak kiedyś. Zrobiły masę zdjęć, niektóre z nich były wręcz idiotyczne. Bawiły się świetnie. Usnęły dopiero o 3 wcześniej rozmawiając o swoich zmartwieniach i wylewając sporo łez. Obie były zagubione, każda na swój sposób. Martyna nie wiedziała, czego tak naprawdę chce, a Dominikę dręczyła samotność.
O 6 obudziła ich policja. Martyna zrozumiała. To właśnie po nią przyszli. Zapłakaną zabrali do ośrodka wychowawczego, które miało spowodować jej upadek. Była już stracona.
Dominika długo potem płakała. Czuła, iż nie ma już sił. Wszystko szło nie tak jak powinno. Zbyt wiele smutku, za mało radości. Tyle zła..a gdzie dobro? Gdzie życzliwość? Jej depresja zaczęła się pogłębiać.

***

Minął nowy rok. Życie Dominiki uległo gwałtownej zmianie. Wyglądało na to, iż się zakochała. Wszystko było niczym z bajki. Nie wierzyła, iż to co ją spotyka dzieje się naprawdę. Być może było to wynagrodzenie za to co musiała przejść. Swoją miłość poznała przez Internet. Zdumiewające ale pisząc do niego nie myślała, iż cokolwiek z tego będzie. Miała okres w swoim życiu kiedy siedząc w domu pisała milion wiadomości na minutę. Rozpaczliwie szukała partnera, który nie przychodził. Jak to często bywa miłość nadeszła w nieoczekiwanym momencie. Wszystko niczym z jej marzeń. Rozumieli się bez słów. Czuli, że między nimi istnieje coś wyjątkowego, pomimo dość znacznej różnicy wieku. Od początku darzyli się ogromnym zaufaniem, czując się w swoim towarzystwie cudownie i nigdy się nie nudząc. Niczego inne nie pragnęła. Było jej wspaniale i chciała by te chwile trwały wiecznie. Spędzając chwile z Piotrkiem czułą iż wreszcie ma w kimś oparcie. Wreszcie ma kogoś z kim może gadać godzinami i na kim może polegać. Oboje czuli, iż są spełnieniem swoich marzeń. Gdy pewnego dnia wyznał jej miłość poczuła, iż jest to najszczęśliwszy dzień w jej życiu i nic złego nie może ją już spotkać. Zaczęła wychodzić na prostą. Miłość dodawała jej sił. Potrzebowała go by spełniać swoje marzenia i cieszyć się życiem. Zaczęła się śmiać i widzieć sens swoich działań. Świat stał się nagle piękny. Wróciła do szkoły. Dzielnie pracowała nad tym by wszystko zaczęło się układać. Jak nie dla siebie to dla niego, dla nich. Dla ich przyszłości. Nie miała wątpliwości, iż chce spędzić z nim resztę życia. To właśnie na niego czekała. Z każdym dniem kochała go coraz bardziej. Nie istniał na świecie lepszy chłopak, ten był idealny, a co najważniejsze, jedyny.

***

W życiu Martyny także wiele się zmieniło. Poznała Lindę. Zaczęła się najgorsza przygoda jej życia- przygoda z narkotykami które ostatecznie doprowadziły do jej upadku. Mówili, że się nie uzależni. Chciała im tylko zaimponować i być lubianą. Wraz z Lindą często udawały się do hotelu w którym mieszkali 20letni Hiszpanie. Wszyscy tam brali, nie chciała od nich odstawać. Zwłaszcza, że byli szalenie przystojni. Nie mieszkała już wtedy w domu. Uciekała z ośrodka powracając tam tylko wtedy, gdy nie miała gdzie się podziać.
Pewnego razu, gdy jeden z obcokrajowców zbytnio sobie poczynał , postanowiła z tym skończyć. Wróciła do domu, nie brała już tydzień.
Jednak kolejna awantura z ojcem sprawiła, iż nie wytrzymała. Kolejna ucieczka, życie na własną rękę. Zostawiła krótki list rodzicom, wyjaśniając, że tak będzie lepiej. Nikt więcej miał jej nie zobaczyć. Nikt nie przypuszcza, że tak to się skończy. Każdy zastanawia się czy dało się temu zapobiec. Czy dało się coś zrobić by pomóc Martynie? Zmęczona tak krótkim życiem, zbyt słaba by stawić czoła przeciwnością losu..
Martyna postanowiła to zakończyć. Nigdy więcej nie cierpieć. Nie patrzeć w zawiedzione oczy rodziców. A tym bardziej te, które odbijały się w lustrze. Zawiodła sama siebie i z tym nigdy by się nie pogodziła…

***

Po pogrzebie Martyny , Dominika i Marta niewiele mówiły. Każda z nich obwiniała się o jej śmierć. Szczególnie Dominika. Wyrzucała sobie, iż mogła temu zapobiec.
Na jej przykładzie wiele się nauczyła. Zrozumiała, iż musi wziąć życie w swoje ręce i nigdy, NIGDY nie pozwolić by ktoś inny nim kierował, wyznaczał jej marzenia.
Gdy wieczorem spacerowała z Piotrkiem na moście świętokrzyskim wciąż o niej myślała. Wspominała ją gdy jeszcze była zwykłym dzieckiem. Na zawsze nim pozostała. Dominika stanęła przy barierce i zapatrzyła się w dal. Poczuła że Piotrek obejmuje ją ramieniem. Przytuliła się do niego, a on delikatnie głaskał ją po głowie. Poczuła, że teraz wszystko się już ułoży. Spojrzała w górę i uśmiechnęła się. Ruszyli przed siebie nie oglądając się już za siebie.

Data:

 3 miesiące temu

Podpis:

 isia

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=50622

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl