DRUKUJ

 

W ponure deszczowe dni 1 - Na tropie przygody

Publikacja:

 09-07-20

Autor:

 carys
W ponure, deszczowe dni...
>>Jak to się zaczęło (czyli zamiast prologu)
/Xii i Caryska/
/marzec 2005/

Nie każdy dzień w Krainach był słoneczny i pogodny. Niebo, zwłaszcza na północy, często pokrywał płaszcz chmur, które skutecznie uniemożliwiały słońcu spojrzenie na ten zakątek. Przesycona wilgocią atmosfera wprost zachęcała do pesymistycznych nastrojów i trąciła nudą.
Także i tego dnia pogoda nie prezentowała się najlepiej.
Xii i Caryska właśnie wróciły ze swej ostatniej podróży, ze słonecznego Zamorza, więc zastana pogoda dosyć szybko zepsuła im dobre humorki. Nie chcąc przeszkadzać hrabiemu Calebowi, który ostatecznie zaszył się w bibliotece i nudził nad księgami podatkowymi, prosząc przy tym o absolutną ciszę, przeniosły się do salonu.
Xii usiadła w fotelu przy kominku i, grzejąc zmarznięte kości, przeglądała jakąś starą zeszłotygodniową gazetę o wegetarianizmach, którą zapewne zostawiła tu Kolma (swoją drogą bardzo lubiąca przesiadywać w salonie i obmyślać kolejne taktyki co do obrony swych wegetariańskich poglądów). Carys z jeszcze bardziej znudzonym wzrokiem i z nosem przyklejonym do szyby wyglądała na zewnątrz. Lało jak z cebra i ani myślało przestać.
-Ale nuudy - ziewnęła drowka, odwracając się od okna.
Podeszła do kominka i przycupnęła obok siedzącej w fotelu Xii. Nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w płonący na palenisku ogień. Jego blask wesoło tańczył po ścianach, barwiąc je na czerwono. W pokoju panował półmrok.
Za oknem rozległ się grzmot, informując tym samym, że deszcz tak szybko nie ustąpi.
Chwilę później dębowe drzwi cichutko zaskrzypiały i do pokoju wszedł mokry Arew a tuż za nim przyczłapał Milo. Nieszczęśników, którzy zapewne urządzali sobie poobiedni spacer, gdzieś w plenerze zaskoczyła ulewa i nim dotarli do suchego schronienia, zdążyli już całkiem zmoknąć.
Zwierzęta, nie bacząc na swe panie, rozsiadły się przy kominku i zaczęły wydawać okrzyki zadowolenia.
Xiitane ze znudzeniem w oczach odłożyła gazetę.
-Carys..- zwróciła się do równie znudzonej towarzyszki- zróbmy coś twórczego poza babraniną w błocie i przeglądaniem gazet...
Carys spojrzała uważnie na przyjaciółkę.
-Na przykład? - zapytała, lecz Xii nie dane było udzielić wyjaśnienia, gdyż w tej chwili do pokoju wpadł Anaron.
-Hej dziewczyny! Mam super pomysł! Nie do przebicia! - krzyknął, wymachując jakimś pudełkiem przed nosami elfek.
Carys popatrzyła na "intruza" i podrapała się po głowie.
-Nie, tylko nie to...- Xii mruknęła z niesmakiem - Twoje pomysły są zabójcze!
-Ani, czy już mam się zacząć śmiać? - Carys pokręciła głową. - Co znowu wykombinowałeś? Czyżby kolejna genialna wersja chińczyka pomieszana ze skaczącymi toporkami twojego autorstwa?
-Albo na chowanego w błocie...- srebrnowłosa elfka parsknęła śmiechem.
-No co wy, dziewczyny! - Ani żywo zaprzeczył - Chodzi mi o RPG! Grę RPG!
-Co takiego? - Xii popatrzyła z niedowierzaniem na elfa, zdziwiona tym, że Ani mógł wymyślić coś pożytecznego, nie robiąc przy tym krzywdy otoczeniu.
Carys po raz kolejny podrapała się po głowie, niezbyt wiedząc, o co Aniemu chodzi. Na szczęście elf przestał już wywijać pudełkiem na wszystkie strony i drowka mogła odetchnąć z ulgą na myśl o konsekwencjach zderzenia jej nosa z grą Anarona.
-Słuchajcie, to jest tak, jak w naszych przygodach - podekscytowany elf, nie zważając na groźne spojrzenia towarzyszek, zrzucił ze stolika filiżanki z herbatą i rozłożywszy na nim zawartość pudełka, zaczął tłumaczyć zawiłości wymyślonej przez niego gry. - Udajemy, że gdzieś się wybieramy - rzekł, stawiając na dziwacznie powykrzywianej planszy figurkę o zdefektowanej nodze, która natychmiast się wywróciła - przetrącamy kości kilku złodziejaszkom...
-Takim jak ty? - dorzuciła Carys.
-Takim jak ja - wesoło przytakną Ani, po raz kolejny stawiając pionka - Nie! Nie takim jak ja! No wiecie? - spojrzał na chichoczące pod nosem dziewczyny. - A ty masz stać! Przecież ci mówię! - krzyknął na "niegrzeczną" figurkę, przedstawiającą krasnoluda, która co i rusz wracała do pozycji półleżącej.
-A oto Anaron i jego kolejny genialny pomysł - prychnęła Xii.
-"Zmory i potwory" - Carys przeczytała kolorowy napis na pudełku. - Komu to rąbnąłeś?
-Nie bój kruka, na pewno nie twojemu staremu. On nie gra w takie rzeczy - elf uśmiechnął się łobuzersko. - Powiedzmy, że natknąłem się na to przypadkiem...
W tym momencie do salonu weszła Kolma ze ściereczką w ręce. Ze zgrozą popatrzyła na filiżanki, walające się po niedawno wyszczotkowanym przez nią dywanie.
-Panienka nie widziała tu gdzieś mojej...? - zaczęła, rozglądając się na boki. - Moja gazetka!! - dokończyła z krzykiem, gdyż właśnie dojrzała zgubę wybrudzoną resztką herbaty.
Dwoma palcami podniosła gazetę i pomachała nią przed nosem towarzystwa.
-Czyja to robota? - wrzasnęła i nie namyślając się wiele, pacnęła zgubą w Anarona.
-Kolmuś, tylko spokojnie - Carys chwyciła służącą, która właśnie zamierzała obdarować kolejnym ciosem srebrnowłosą elfkę. - Odkupię ci tę gazetę!
Służąca gniewnie popatrzyła na drowkę.
-I założę ci tę prenumeratę - dorzuciła Carys.
Na twarz Kolmy powrócił uśmiech.
-Oczywiście - poklepała pannę Velmondo po ramieniu i zwinęła gazetę w rulonik. - A co będzie z moją grą? - dodała, wskazując na leżącą na stoliku planszę.
Xii i Carysce opadły kopary.
-Anaron! Żądam wyjaśnień!! - srebrnowłosa groźnie zmarszczyła czoło i potupała nogą.
-No przecież mówiłem, że przypadkiem... - Ani wyszczerzył zęby. - To może zagramy z Kolmusią? - zagaił.
Elfki popatrzyły po sobie i niepewnie skinęły głowami.
Kolma szybciutko przysunęła dla siebie krzesełko i wyciągnęła plik kartek, który leżał na samym dnie pudełka do gry.
-Zakładam, że znają państwo instrukcję obsługi - rzekła i spojrzała na towarzystwo.
-W wielkim skrócie, ale... - zaczęła Xii.
-Więc możemy zaczynać - przerwała jej Kolma. - Kto będzie MG?
-Kim?! - troje pozostałych graczy ze zdziwieniem popatrzyło na służącą.
Kolma o mało nie zaliczyła gleby.
-A więc widzę, że muszę przeprowadzić przyspieszony kurs nauki RPG - wesoło zatarła ręce i zaczęła wyjaśniać zawiłości gry...
Po dwóch godzinach nasi znajomi, mając zupełny chaos w głowach, wreszcie skapitulowali.
-No to nareszcie możemy zacząć - westchnęła Kolma i otworzywszy podręcznik do gry, rozdała graczom plik kartek z różnymi tabelami i notkami. - To wasze karty postaci. Radzę się dobrze z nimi zapoznać...
Niestety nie dane im było pod przewodnictwem Kolmy rozpocząć gry, gdyż do pokoju właśnie weszła Deirdre i obwieściła służącej, że musi jej pomóc spławić jakiegoś nieproszonego gościa, który przybył w odwiedziny do hrabiego Velmondo. (Oczywiście hrabia nie miał najmniejszej ochoty na owo spotkanie i od dłuższego już czasu symulował nagły nawrót kataru.)
-Mówi się trudno i gra się dalej - westchnął Ani, gdy Kolma spiesznie opuściła pokój, zabierając przy tym swoją gazetę, i pogrzebał w pudełku do gry "zmory i potwory". - To może jakoś wspólnymi siłami... - zaczął nieśmiało.
-I tak nic innego nie mamy do roboty - mruknęła Carys, zerkając w szybę, o którą nieprzerwanie bębniły krople deszczu.
-Niech będzie - zgodziła się Xii, studiując swoją kartę postaci, z której i tak niewiele rozumiała.
-To może tak - Ani ożywił się i zaczął czytać wstęp z podręcznika. - "Dawno, dawno temu..."

***

>>Na tropie przygody – część 1
/maj 2005/

"Dawno temu żył pewien złodziej... który wcale nie był zły.
To były straszne czasy. Bezprawie było prawem, a złodzieje - bohaterami. Tylko oni mogli uratować świat..."
-Czy to trochę nie przesada? - Carys, z dosyć ironicznym wyrazem twarzy, przerwała wywody Aniego.
-Tak pisze w podręczniku - pan Duke zrobił niewinną minkę, przesuwając figurkę, prezentującą bohatera, w odpowiednie miejsce na planszy.
-Carys, ciicho - Xii kopnęła towarzyszkę w kostkę. - Zobaczymy, co będzie dalej.
"Ten złodziej, a raczej bohater... nazywał się Andar. Andar Still."
Xii i Caryska popatrzyły po sobie i o mało nie pękły ze śmiechu. Anaron, jako złodziej, niestety, był bardzo gamoniowatym osobnikiem, a cichym już tym bardziej.
"Andar miał pomocnika, Marcalla Wytrycha." - Ani, niezrażony, kontynuował dalej.
-Ale Wytrych to twój szef ze Stowarzyszenia Początkujących Złodziei - Xii zdziwiła się.
-No i co z tego? Regulamin nie zabrania wykorzystywania na postacie drugoplanowe swoich przełożonych - Anaron postukał palcami o blat stołu. - A kogoś musiałem obsadzić w tej roli. Wybaczcie, Beld miał ciekawsze zajęcia.
-Niech będzie. Nawijaj dalej - Carys ponagliła towarzysza.
"No, dobra, nie wszyscy złodzieje byli bohaterami. Marcall był chciwym łajdakiem, ale Andar o tym nie wiedział.
Razem postanowili obrabować Wieżę Mroku...
No, może >obrabować< to niewłaściwe słowo, przynajmniej, jeśli chodzi o Andara, który traktował wyprawę do wieży jak misję. W wieży bowiem znajdowała się pewna księga, która mogła pomóc naszym bohaterom uratować miasteczko Is przed potworami."
-Tylko nie przesadzajmy z tym miejscowym kolorytem - upomniała Carys. - Za chwilę się okaże, że Wieża Mroku to moja restauracja!
-No co ty, aż taki bystrzak nie jestem - Ani wyszczerzył zęby. - Myślałem raczej o posiadłości twojego tatusia.
-O ty! - Carys podwinęła rękawy.
-Rozejm!! Nie bić mi się tu - Xii rozdzieliła nadgorliwe towarzystwo.
Anaron rzucił kośćmi.
-Piąteczka, czyli...
"Andar i Marcall znaleźli to, po co przyszli. Wielki Tom Pełen Rzeczy Których Czytać Nie Wolno.
Misja zakończyła się sukcesem.
-Dobra robota, stary! - Marcall uścisnął rękę towarzysza i dodał: - Opchnijmy tę księgę jakiemuś kolekcjonerowi.
-Nic z tego - Andar nie zgodził się na ten pomysł. - Musimy oddać ją potężnej czarodziejce, Xitanie Srebrnej.
-Oto jestem - przed Marcallem i Andarem pojawiła się Xitana."
-Spadaj! Zjawiłaś się za wcześnie! - Anaron krzywo łypnął na towarzyszkę.
-O żesz, z takim tekstem do kobiety?! - Tym razem to Xiitane zakasała rękawy i wymierzyła panu Duke kilka celnych ciosów w nos. - I co to za beznadziejne imię?! Xitana! Ha, też wymyślił!
-Pierwsze lepsze, które przyszło mi do głowy - jęknął Ani, rozcierając obolały nos. - Ale masz ciosa.
-Może wrócimy do akcji? - zagadnęła Carys.
-Jasne, stara, tylko oszczędź mój biedny nos, jak palnę coś głupiego - mruknął poszkodowany.
-Przecież to tylko gra - Carys uśmiechnęła się zawadiacko.
-Ale ty i Xii jesteście raczej marnymi aktorkami. Nawet nie umiecie zadawać udawanych ciosów.
-Liczy się efekt, no nie? - drowka oparła głowę na pięści.
-I gadaj tu z babami - westchnął Ani i przekartkował podręcznik.
"-Mam nadzieję, że w tej księdze Xitana znajdzie sposób, żeby się pozbyć potworów, które zagrażają naszemu miastu - rzekł Andar.
Ale Marcalla nic a nic nie obchodziły losy miasta. Chciał na księdze zbić kasę. A Andar mógł mu w tym przeszkodzić."
-O żesz, mam za mało siły na wygranie z Marcallem- stęknął Ani, oglądając swoją kartę postaci ze wszystkich stron.
-W końcu jesteś tylko złodziejem - odchrząknęła Carys.
-Dobrze, że przynajmniej wiesz, jak się posługiwać nożem - mruknęła Xii do siebie, co Ani skwitował groźnym spojrzeniem w kierunku srebrnowłosej.
"Wybuchła kłótnia i bójka. Marcall podstępnie uciekł z księgą, zostawiając Andara na lodzie."
-Dosyć tej paplaniny o złodziejach - Carys przerwała Anaronowi, zerkając w podręcznik - bo widzę, że teraz kolej na moją postać.
-Poważnie? - pan Duke zmierzył towarzyszkę nieco irytującym spojrzeniem. - A jak zamierzasz nazwać swoją postać?
-Calia Śmiała - Caryska dumnie wypięła pierś. - No to teraz ja nawijam.
"Nastał nowy dzień. Okoliczne lasy przemierzała dzielna paladynka, Calia Śmiała, która już z niejednego pieca chleb jadła."
-Zaraz, to my jesteśmy teraz w lesie? - zdziwił się Ani.
-No, tak jakoś - Carys wyszczerzyła zęby. - W podręczniku napisali, że drugi bohater czekał w lesie...
-Jakiś lewy ten podręcznik, wolałbym puszczę. Las jest taki... mało straszny - elf stwierdził po namyśle i przesunął swojego pionka po planszy.
-No dobrze, niech będzie puszcza - zgodziła się Carys i, zerkając na podpowiedzi widniejące w podręczniku, kontynuowała.
"Oczywiście Andar w trudnej chwili zwrócił się do towarzyszki z prośbą o pomoc.
-Witaj, o szlachetna Calio - Andar powitał paladynkę.
Calia była urodzoną przywódczynią, dodam tak na marginesie :D.
-Witaj - skinęła głową na widok przybyłego. - Czy zdobyłeś przeklętą księgę?
Andar przyznał, że zawalił sprawę.
-Ty spisałabyś się lepiej ode mnie, dzielna paladynko - powiedział."
-Taa, jasne - Anaron odchrząknął, a Xii zachichotała. - Ja tak powiedziałem? - dodał, wytrzeszczając oczy na Carys.
-To była moja interpretacja - drowka uśmiechnęła się niewinnie.
"Calia przyjęła złe wieści, jak przystało na bohaterkę...
-Psiakość! Nie dowiemy się, jak pokonać te poczwary!
-Szkoda - westchnął Andar. - Xitana mówiła, że odpowiedź jest w księdze.
-Ktoś wspominał o Xitanie Srebrnej? - na leśnej ścieżce pojawiła się czarodziejka."
-Hej, to moje pięć minut - Caryska postukała palcami o blat stołu. - Widzę, że bardzo lubisz niespodziewane wejścia.
-Po prostu nie mogę się doczekać, kiedy wejdę na scenę.
-Musisz jeszcze trochę poczekać - odparł Ani. - Na razie jesteśmy w lesie. Carys, co dalej?
"Nagle w lesie rozległ się mrożący krew w żyłach krzyk. Calia rzuciła się na ratunek, a Andar tylko skulił się ze strachu."
-Że jak?! - Ani spojrzał na Carys. - Znowu twoja interpretacja? Przypominam, że każdy gra swoją postacią.
-Sorcia, zapomniałam - drowka zarumieniła się niczym jabłuszko. - Już nie będzie dubbingu, obiecuję.
-No, ja myślę!
"Potwór porwał piękną..."
-Chwila, to moja postać jest facetem? - Carys zrobiła wielkie oczy. - I mam ratować księżniczkę z opresji? - mina drowki wydłużała się coraz bardziej, na widok kolejnych wskazówek.
-Na to wygląda - zachichotał Ani. - Chyba, że zmienimy księżniczkę w księcia.
-To kogo mam ratować?
-Może Belda, niesfornego braciszka Andara - rzuciła Xii.
-Zróbmy bardziej dramatycznie - przerwał jej Ani. - Carys... ee, Calia - poprawił się, widząc piorunujące spojrzenie towarzyszki - ratuje dziecko jakiegoś wielkiego pana z Is, dostajemy za to nagrodę i takie tam...
-No dobra - Carys zgodziła się.
"Potwór porwał małego Llynusa, syna miejscowego szlachetki. Chciał go zjeść na drugie śniadanie.
-Nie pozwolę ci na to, okropna paskudo - krzyknęła dzielna Calia i rzuciła się na stwora z mieczem w ręku.
Andar, trzęsąc portkami, tylko patrzył jak paladynka spuszcza manto potworowi.
Bohaterka odniosła następne zwycięstwo.
-I po krzyku, mały - rzekła do dzieciaka."
-Hej, tak nie wolno! - zawołał Ani.
-A to niby dlaczego?
-Potwór nie może zginąć tylko dlatego, że ty tak chcesz. Musisz rzucić kośćmi - upomniał Anaron.
Carys rzuciła i skrzywiła się nieco na widok wyniku.
-4? O żesz! Coś nie tak z tymi kośćmi... - odparła, zerkając do podręcznika gry "Zmory i potwory”. - Tu pisze, że tyle wystarczy.
-Nieprawda. Napisali "ponad cztery" - Ani zerknął w podręcznik ponad ramieniem drowki i wskazał odpowiedni akapit.
-Ojej, to znaczy, że postać Carys zginie? - Xii wyglądała na lekko przestraszoną.
-Da się załatwić - Ani rzucił kośćmi. - Mam 10, czyli...
"Potwór już prawie pożarł śmiałą paladynkę, lecz Andar w ostatniej chwili rzucił w bestię nożem.
-Na przyszłość uważaj, jak zadzierasz z większymi od siebie - pouczył Calię."
-Uf, o mały włos - Xii odetchnęła z ulgą na pomyślne zakończenie bijatyki. - Ale teraz pora na wejście Xitany...

***

>>Na tropie przygody – część 2
/maj 2005/

"Andar i Carys..."
-Calia, nie Carys - drowka poprawiła towarzyszkę.
"No, tak, Calia. Andar i Calia poszli do domu czarodziejki, który znajdował się na wzgórzu za miastem.
Xitana była bardzo mądrą czarodziejką, znała mnóstwo zaklęć i w ogóle... Mało kto z całego umagicznionego światka odważył się jej podskoczyć."
-Przypominam, że taki jeden ciągle tu podskakuje - Carys wskazała na Anarona.
-O tym też pomyślimy - obiecała Xii, zacierając ręce.
"Xitana siedziała właśnie w piwnicy i zamierzała rzucić potężny czar. Po długiej medytacji i porozumiewaniu z duchami pomocniczymi rozpoczęła inkantację..."
-Dobra, Xii, żeby czar zadziałał, musisz wyrzucić przynajmniej ósemkę - rzekł Ani, odczytując odpowiednią notkę w podręczniku do gry.
-Dziewiątka! - Xii odczytała wynik rzutu. - Jest! Udało się!
-No, już, mów, co się stało! - Carys ponagliła towarzyszkę, ciekawa, co też ta wykombinowała.
"Xitana Srebrna stworzyła eliksir na zamknięcie gęby Andarowi."
-Eliksir? - Ani wytrzeszczył oczy na Xiitane. - Kobieto, opanuj się! Chcę jeszcze trochę ponarzekać!
-Mnie odpowiada - Caryska zgłosiła poparcie.
-No, ale Xitana miała szukać sposobu na pokonanie potworów zagrażających miasteczku - przypomniał Ani.
-Ech, twoja gadka też bywa potworna - westchnęła Xii. - - Ale niech będzie, wróćmy do gry.
"Czarodziejka powitała przyjaciół.
-Witajcie, przyjaciele - skinęła głową na przybyłych i zaprosiła do chatki. - Nie mamy księgi, to co robimy?"
-Zaraz, zaraz - Ani powstrzymał twórczy zapał towarzyszki. - Xitana nie ma przecież pojęcia, że księga przepadła.
-Ale ja jestem bardzo przewidująca, zwłaszcza, jak ciebie wyśle się w teren - Xii wyszczerzyła zęby. - Niech wam będzie.
"Przyjaciele pokrótce wyjaśnili czarodziejce, jak stracili przeklętą księgę.
I wtedy czarodziejka powiedziała:
-A niech to! Dzięki księdze na pewno pozbyłabym się tych potworów! Wyrwałabym chwasty z korzeniami!"
-A co chwasty mają tu do rzeczy? - Xii podrapała się po głowie. - Moja postać jest botanikiem? Uuu... Nie daruję autorowi tej gry. Czytam dalej.
"Bohaterowie poszli do miasta, zmartwieni, że nie zdołali pomóc jego mieszkańcom. Ludziom z Is, nie wiodło się najlepiej. Potwory czyhały na nich dzień i noc."
-Cóż za dramatyzm - zachichotał Ani.
"-Skończyło się drewno na opał, a nikt nie pójdzie do lasu, gdzie grasują potwory. - rzekł jeden z mieszkańców. - Zimą zamarzniemy! A nasi bohaterowie obijają się! - popatrzył groźnie w kierunku naszych przyjaciół.
Stojący obok piekarz, pokiwał głową, i odparł do kobiety, która właśnie chciała kupić jakiś jego wyrób:
-Przykro mi, ale bez mąki nie będzie chleba. A nikt nie ośmieli się iść do młyna. To zbyt ryzykowne.
-Czeka nas głód. Już po nas - jęknęła kobieta.
Xitana popatrzyła na Andara.
-Szkoda, że nie mamy księgi. Dałeś się wrobić, jak dziecko.
-A mówiłam, żeby nie ufać temu draniowi, Marcallowi - dodała Calia."
-Nie przypominam sobie - Anaron zerknął na Caryskę. - Kiedy mi to mówiłaś?
Drowka tylko pokręciła głową.
"Nagle sokole oko Calii coś zauważyło...
-A niech mnie oskubią! - skinęła na towarzyszy i wskazała na okno wystawowe księgarni.
-Ten łajdak, Marcall przyniósł księgę tutaj! - zawołał Andar.
-Na szczęście dla nas - Xitana zatarła ręce. - To kto idzie po księgę?.
Calia zgłosiła się na ochotniczkę. Dobrze wiedziała, że rycerskie maniery i jej kobiecy wdzięk są dobre na wszystko.
Weszła do księgarni.
-Miłościwy panie - zwróciła się do księgarza - racz oddać nam tę księgę dla dobra wszystkich ludzi mieszkających w tym mieście.
-No tego... - księgarz wyglądał na lekko zaskoczonego..."
-Carys, możesz na sekundkę? - do pokoju wszedł hrabia Caleb i skinął na córkę.
-O co chodzi? - zapytała drowka, gdy wyszli na korytarz.
-Słuchaj, ten drapichrust, Xavier Bhancbrick, uparł się na dostawę cynamonu z Zamorza - wyjaśnił Caleb. - Jak szybko dasz radę załatwić ten towar?
Carys pacnęła się w głowę.
-Muszę pogadać z Dani, ona ma znajomości na Zamorzu i będzie szybciej. Ale wiesz, że teraz jest niezbyt dobra pora na taką wyprawę. W porze deszczowej po oceanie grasują sztormy. - westchnęła.
-Wiem, ale on się uparł - odparł Caleb z niezbyt szczęśliwą miną. - Próbowałem go przekonać.
-No dobra... A ile tego ma być? - zapytała rzeczowo Carys.
-Z... 20 skrzyń - Caleb szybko coś wyliczył na palcach. - No i mówił coś o goździkach, tak przy okazji. - Ale wiesz, córeczko, lepiej dla nas, gdyby ustalił nam nieco niższe podatki... Tak po znajomości.
-Tato, jesteś takim samym materialistą, co Xavier! - Carys nie wytrzymała.
-Ale córciu, to jak będzie?
-Jutro pogadam z Dani - Carys odparła po dłuższym namyśle. - A teraz wybacz, gram z przyjaciółmi w RPG.
-W co? - Caleb wytrzeszczył oczy.
-W grę Kolmusi - drowka krzywo łypnęła na rodziciela.
-A, - Caleb wreszcie załapał - to bawcie się dobrze.
Carys wróciła do pokoju.
-Co się stało? - zagadnęła Xii, widząc niezbyt wesołą minę przyjaciółki.
-Nic - Carys mruknęła pod nosem. - Gramy dalej.
"Calia wiedziała, że rycerskie maniery i jej kobiecy wdzięk są dobre na wszystko.
-Dawaj księgę, ty nędzny, podły wyzyskiwaczu! Ale już! Migiem!"
Ani i Xii spojrzeli po sobie i aż zagwizdali.
-Ktoś ci musiał nieźle zaleźć za skórę - odparł elf. - Kogo obsadziłaś w roli księgarza?
-Xaviera Bhancbricka - syknęła Carys.
"-No, tego... - księgarz nerwowo zatarł ręce. - Chyba nie chcecie okraść uczciwego księgarza? Mogę wam ją sprzedać. Po bardzo promocyjnej cenie - dodał.
-A ile kosztuje? - zapytał Andar, widząc, że paladynka nie jest na siłach, by negocjować.
-Tylko tysiąc złotych monet - rzekł księgarz. - I niech paladynka odprowadzi należny podatek.
-Co?! - bohaterowie zakrzyknęli zgodnie.
-Potrzebujemy księgi, żeby obronić lud przed potworami! - zawołała Xitana.
-Już ja mu... - Calia podkasała rękawy i zamierzyła się na Xaviera, lecz Andar przytrzymał ją na miejscu.
-Dobrze wiesz, że w całym mieście nie ma tysiąca monet! - odparł, oburzony złodziej.
-Nic na to nie poradzę - Xavier wzruszył ramionami. - Prawo popytu i podaży. To wolny rynek.
-To ma być wolny rynek? - wrzasnęła Calia.
-Tak, bo mam na nim wolną rękę - księgarz uśmiechnął się.
-Wszystkim opowiemy o twojej chciwości - rzekła paladynka, grożąc Xavierowi palcem. - Lud zabierze księgę siłą !Pożałujesz, ty liczykrupo!
-Tak, tak - zaśmiał się księgarz. - A teraz żegnam. Mam jeszcze dużo do zrobienia.
Ale, niestety, mieszkańcy Is nie okazali się zbyt chętni do pomocy.
-Nie mogę denerwować Bhancbricka - rzekł zapytany przez Andara. - Jestem mu winien pieniądze. Jeszcze podniósłby mi odsetki!
-Drań! - syknął złodziej i popatrzył na Xitanę, której też nikogo nie udało się zwerbować.
-Boją się o utratę pracy. Pół Is pracuje u Xaviera! - westchnęła czarodziejka. - Gdzie Calia?
-Właśnie próbuje przekonać ostatniego opornego - Andar wskazał na paladynkę groźnie wymachującą mieczem przed nosem jakiegoś wieśniaka.
-Co takiego? Odmawiasz mnie, Calii Śmiałej? - krzyknęła na mężczyznę, który natychmiastwowo dał dyla."
-Bezczelność! - żachnęła się Carys.
-W podręczniku napisali: "Żaden z mieszkańców nie miał odwagi pomóc bohaterom" - Xiitane przeczytała odpowiedni wers.
-Sami tchórze - Carys postukała palcami o blat stołu i rzuciła: - No to chodźmy tam i po prostu weźmy tę księgę!
-Nie możemy jej ukraść - zauważył Anaron.
-Zaraz, a czy ty aby nie jesteś złodziejem? - Carys popatrzyła uważnie na elfa.
-Ee... No, tego - Ani zarumienił się po czubki swych szpiczastych uszu.
-Nie bój się. - Carys poklepała go po ramieniu. - Odbiorę ją siłą i kulturą osobistą. Stary wyzyskiwacz będzie miał za swoje!
-Moment! Kradzież to moja działka - Ani zgłosił sprzeciw. - Zresztą może być niezła zabawa. - dodał wesoło.
-Mówię ci, że to zadanie dla prawdziwej bohaterki. Takiej jak ja! - Carys skrzyżowała ręce na piersiach.
-Niech kości rozstrzygną ten spór! - zawyrokowała Xii, rozdzielając skaczących sobie do oczu towarzyszy.
Carys i Anaron rzucili kośćmi.
-Oho. Wygrałem - ucieszył się elf i z wyższością popatrzył na rywalkę. - Liczy się inteligencja, a nie brutalna siła.
-Czy tego złodzieja nie mógłby ktoś porwać? - jęknęła zrezygnowana drowka.
-Przykro mi, ale autor nie przewidział, że będzie go grać Anaron - westchnęła Xii. - Może w dogrywce...

***
>>Na tropie przygody – część 3
/maj 2005/

"Noc okryła miasto czarną peleryną ciemności..."
-"Peleryną ciemności"? - Carysce o mało szczęka nie opadła. - Ani, daruj sobie te metafory. chcę grać! - ponagliła towarzysza.
-Spokojnie - elf uspokoił towarzyszkę. - Najpierw wprowadzę odpowiedni nastrój - dodał. - Ty też będziesz brała udział w tej przygodzie. Cierpliwości.
-Mam nadzieję, że nie pominiesz w akcji także mojej skromnej osoby - upomniała się Xii.
-Jeżeli w końcu dacie mi dojść do słowa, to nad tym pomyślę - Ani skapitulował. - Mogę?
-Jeszcze się pytasz - Carys podsunęła pod nos elfa jego kartę postaci. - Tylko nie przesadzaj za bardzo z pelerynami. O ile się nie mylę, twoje wyposażenie składa się jedynie z noża i złodziejskiego haka.
"Było niezwykle cicho. Miasto pogrążyło się we śnie. Tylko Andar i jego przyjaciółki tej nocy nie zmrużyli oczu. Mieli do wykonania ważną misję...
Złodziej, cichutko jak myszka, zakradł się na tyły księgarni i rozbroił zamek u drzwi.
Tymczasem w ciemnych uliczkach Xitana zaklęciami pilnowała, by złodziejowi nie przeszkadzały żadne siły nadprzyrodzone, a Calia wypatrywała gwardzistów."
-Wyrzuciłam 9. żadna siła nadprzyrodzona się nie prześliźnie - poinformowała Xii.
-Ja nie muszę rzucać - rzekła Carys. - Nieważne, ile wyrzucę, i tak będzie więcej niż 1, jak żądają w podręczniku, a moja bohaterka ma siłę na poziomie 20, co znaczy, że poradzi sobie z każdym zakutym typkiem - pokazała na karcie postaci.
-Blefujesz - Ani wytrzeszczył oczy.
-A skąd, mam dobrą zbroję - Carys wskazała na ubranko. - No... to znaczy, w grze mam - poprawiła się. - Ale co z Andarem?
-Spokojnie. Sama zauważyłaś, że to złodziej. Pamiętasz? - rzekł Anaron.
-Ale nie ręczę za jego umiejętności - zachichotała Xii.
-Nie musisz, bo Andar to złodziej pierwsza klasa! - Ani wypiął dumnie pierś. - Zręczność 28, na dodatek mam na składzie pięć kolczastych pułapek do zastawienia!
"Andar wkradł się do księgarni Xaviera Bhancbricka niczym duch. Jego wyostrzone zmysły reagują na każdy, nawet najlżejszy szmer. Cicho przeszukuje wszystkie zakamarki by znaleźć księgę. Najwidoczniej przezorny księgarz ukrył ją gdzieś...
Andar zauważył ledwie widoczne ślady na zakurzonej podłodze, które prowadzą go w kierunku lochów..."
-A skąd w księgarni lochy? - zdziwiła się Xii.
-Okazuje się, że Xavier jest także głównodowodzącym miejskiego więzienia - Ani wyszczerzył ząbki w uśmiechu.
-Cóż za zbieg okoliczności - skomentowała Carys, podejrzliwie zerkając na elfa.
"Nagle Andar usłyszał jakiś szmer. W lochach ktoś był...
Cichutko, jak mała myszka zagląda do środka.
To był Marcall! sprzedał Xavierowi księgę, a przy okazji swoje usługi!
Marcall słynął nie tylko z nikczemności, ale także z doskonałego słuchu. Bicie słabszych należało do jego ulubionych czynności..."
-He, he, wiem z doświadczenia - Anaron krzywo uśmiechnął się. - Nieraz od niego dostałem po grzbiecie za zepsutą robotę.
-Mój ty biedaku - Xii rozczuliła się nad nieszczęśnikiem.
"Andar postanowił zastosować manewr odwracający uwagę. Wiedział, że Marcall będzie na tyle głupi i da się nabrać. Andar wiedział, jak to wykorzystać...
Marcall usłyszał jakiś szmer w rogu pomieszczenia. Chwycił za kij baseballowy..."
-Ani, a co my, na meczu jesteśmy? - zdziwiła się Carys.
-A "chwycił maczugę" brzmi lepiej? - elf skrzywił się, a reszta ryknęła śmiechem.
-No to niech będzie. Zostajemy przy kiju - zdecydowała Xii.
"Marcall na paluszkach podszedł do miejsca, skąd rozlegał się podejrzany szmer i z bojowym okrzykiem >Mam cię!<..."
-I kijem baseballowym! - dodały Xii i Carys ze śmiechem.
"...rzucił się na nieproszonego gościa.
Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że tyle hałasu narobił... ściekowy szczurek, którego ktoś zamknął w klatce.
W Marcallu zagotowała się krew. W swoim małym móżdżku próbuje zebrać myśli... Ale jest już za późno.
Andar swym złodziejskim hakiem zabiera mu księgę sprzed nosa i zatrzaskuje drzwi do lochów. Sztaba trafia na swoje miejsce, a za drzwiami rozlegają się okrzyki pełne bezsilnej wściekłości.
Andar znów był lepszy..."
-Widzę, że lubisz upiększać - mruknęła Xiitane, opierając głowę na dłoni.
-Hej, Andar, to nie może się udać tylko dlatego, że masz takie widzimisię - zauważyła Carys sprowadzając towarzysza na ziemię, by za bardzo nie uderzył mu do głowy właśnie odniesiony sukces.
-Masz rację - Ani wziął kości. - Rzucę dla formalności.
-Coś ty taki pewien? - Carys krzywo zerknęła na elfa.
-Dwie piątki! - zawołał Ani. - Udało się! Moje szczęśliwe kości jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, a Andar jest najlepszy!
-Zależy, w jakiej działce - Xii zmarszczyła brwi.
"Andar szybko dotarł do towarzyszek i skłonił się dwornie.
-Kto z państwa zamawiał księgę? - zapytał.
-Szpaner - syknęła Calia pod nosem.
Xitana rzuca parę szybkich zaklęć. Pojawia się dym i odjazdowe rozbłyski..."
-Tylko nie za dużo - ostrzegła Carys. - Po ostatnich przygodach mam uczulenie na dym. a zwłaszcza na jakiekolwiek fajerwerki!
-A może czarodziejka zajrzałaby do księgi? - zauważył Ani. - Przed chwilą z takim trudem ją zdobyłem!
-Masz rację, złodziejaszku - przytaknęła Carys. - Wyjątkowo się z tobą zgadzam.
"A zatem Xitana wkłada okulary, w których wygląda bardzo inteligentnie..."
-Okulary? - wyraz twarzy Aniego mówił sam za siebie, co o tym myśli. - Jak stara baba?!
-A co, może soczewki kontaktowe?! - prychnęła Xii. - O zniewalającym, turkusowym spojrzeniu?
-Nie kłócić się - zawołała Carys.
"Xii... ekhem, Xitana, kartkuje starą księgę.
Ale skąd ma wiedzieć, czego szukać?"
-Rzuć kośćmi. To nie takie trudne - rzekła Carys. - Najlepiej tymi od Aniego. Podobno są szczęśliwe - zerknęła na złodziejaszka, który tylko wyszczerzył ząbki.
-Wolę polegać na własnym szczęściu - odparła Xii, rzucając kośćmi. - On pewnie, jak zwykle, oszukuje. W końcu to jego działka!
"-Znalazłam! - zawołała Xitana, otwierając księgę. - Tu, na pierwszej stronie. Słuchajcie!
>W dawnych czasach, gdy świat był jeszcze młody, źli czarnoksiężnicy zamieszkiwali miejsce zwane Mhist-Awhful. Była to mroczna twierdza wznosząca się na zdradliwych bagnach<"
-Brzmi strasznie - Ani zatrząsł się.
-Wcale się nie boję - mruknęła Carys jakby od niechcenia.
">Czarnoksiężnicy całą swoją moc skupili w Czarnej Kuli. Na straży postawili paskudne potwory, które wyskakiwały z Kuli, gdy tylko jakiś nieproszony osobnik pojawiał się w pobliżu. Czarnoksiężnicy chcieli, by żaden ze śmiertelnych nie zdobył Kuli i nie przywłaszczył sobie ich mocy.
Po pewnym czasie potwory strzegące Kuli zbuntowały się i wygnały swoich stwórców, a pamięć o tym miejscu zaginęła w mroku dziejów.<
-Wiecie co? - czarodziejka zwróciła się do towarzyszy. - Ja, Xitana Srebrna przypuszczam, że potwory, które nawiedzają tę okolicę, pochodzą z Czarnej Kuli.
-Jak na to wpadłaś? - Andar zapytał pełnym ironii tonem.
-Intuicja - powiedziała Xitana, nieco urażona uwagą Andara.
-Czy księga mówi, co zrobić, żeby potwory nie wychodziły z Czarnej Kuli? - zapytała rzeczowo Calia.
-Jasne - Xitana przekartkowała strony. - Musimy ją oczyścić za pomocą mojej białej magii. A ten tom zawiera potrzebną do tego inkantację."
-Taa, wielka Xitana przyzwie Wizir do kolorów i bieli - zachichotał Ani.
Xii pacnęła go podręcznikiem w czuprynę.
-No, co? - sapnął Ani, chwytając się za głowę.
"-Mamy iść do Mhist-Awhful i trochę posprzątać? - rzucił Andar.
-Chyba tak - odparła Calia. - Przyda się.
-No to do dzieła - zawołała Xitana.
-Nareszcie jakaś normalna robota, w sam raz dla paladynki - ucieszyła się Calia.
Nagle rozległo się stukanie do drzwi..."
Do pokoju wszedł Beld.
-Co robicie? - zapytał, widząc, że jego braciszek jest bardzo czymś zajęty.
-Gramy sobie - odparła xii.
-W co?
-RPG - rzucił Ani, a Beld podrapał się po głowie, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
-Mogę popatrzeć?
-Nie. Twoja obecność nas rozprasza - odezwała się Anaron i wskazał drzwi.
-No coś ty taki tajemniczy? Pokaż, jak się w to gra?
-Innym razem - rzekł złodziej. - A teraz wyjdź.
-No dobra, jak sobie chcesz - westchną Beld i wyszedł.
-Coś ty taki cięty na brata? - zdziwiła się Xii. - Biedak od rana szuka zajęcia.
-Wolałbym uniknąć jego dogadywanek - odparł Ani. - A jak chce, to niech się zgłosi do Marcalla po jakąś robotę.
"Do pomieszczenia, w którym >obradowali< Calia, Xitana i Andar, wszedł dobrze już nam znany osobnik.
-Marcall! - Andar wytrzeszczył oczy na widok swego niegdysiejszego towarzysza.
-Pani paladynko, błagam - Marcall rozpłaszczył się na podłodze przed Calią. - Ten okropny Xavier Bhancbrick wyrzucił mnie na zbity pysk! - pożalił się. - Szukam nowej, uczciwszej pracy. Chciałbym zostać twoim giermkiem, o pani.
-Giermkiem? - Calia zastanowiła się. - Ciekawy pomysł. Czemu nie - zgodziła się po namyśle.
-Chwileczkę! Coś mi tu śmierdzi - przerwał jej Andar. - Precz z nim!
-Sama podejmę decyzję - obruszyła się Calia. - To nie twoja działka, złodzieju!
-Pani, a co to za rycerz bez wiernego giermka? - podchwycił Marcall, dalej płaszcząc się przed Calią i robiąc maślane oczka.
-Ale... Nawet cię nie stać na giermka! - Andar próbował znaleźć jakiś dobry argument.
-Wystarczy mi wikt i opierunek - odparł Marcall. - Nie jestem tak pazerny, jak dawniej. sama twoja obecność sprawia, że staję się lepszy.
-Fakt - dodała Calia władczo.
-nie widzisz, że to podstęp? - Andar o mało nie wyszedł z siebie na myśl, że mógłby podróżować w jednej drużynie z Marcallem, który sypał aż nazbyt widocznie wazeliną.
-Mówisz tak, bo sam nie możesz mieć giermka - obruszyła się Calia."
-Może kości rozstrzygną - odezwała się Xii.
-Hm... Czemu nie? - Carys potarła policzek. - Ale biorę kości Aniego - dodała.
-O żesz! - westchnął Ani. - I uchroń tu się przed taką kanalią.
-Dwie szóstki. Calia zyskała giermka.
"-Nie martw się - odrzekła Calia do Andara. - W pełni za niego odpowiadam.
-I to mnie właśnie martwi - mruknął złodziej pod nosem i krzywo spojrzał na szczerzącego zęby Marcalla.
-no to w drogę! do Mhist-Awhful! - zawołała paladynka i ruszyła przodem, podśpiewując. - >Jedzie paladynka na rumaku, trochę chleba ma w chlebaku, Nie straszna jej zmora zła, gdy giermka u boku ma<
-Co za głos - zachwycił się Marcall i ruszył w ślady swej pani.
-Taa, a cisza nocna to komu? - mruknął Andar pod nosem i razem z Xitaną zamknął pochód.
Z nadejściem świtu Calia Śmiała rusza wraz z giermkiem i świtą na wyprawę, która okryje ją chwałą."
-Świtą? - Ani miał szczerą chęć zaprotestować, ale Xii kopnęła go w kostkę.
"-Giermku - Calia zwróciła się do Marcalla. - Dokręć mi ostrogi!
-Tak, pani - Marcall służalczo wykonał polecenie.
-Caliu, czekaj! - z tłumu rozległ się okrzyk. - Dokąd jedziesz? Nie opuszczaj mnie..." - Carys zastopowała z niezbyt ciekawą miną.
-O, robi się ciekawie - zachichotał Ani, czytając dalej. - Czyżby kolejne niedopracowanie postaci?
-Przecież nie będę grała faceta! - obruszyła się Carys.
-Więc któż się tak za tobą stęsknił?
-Może...
-Requel - podpowiedziała Xii. - Tak będzie najbezpieczniej.
-Masz rację. To mój nieobliczalny braciszek - Carys pokiwała głową z aprobatą.
"-Dokąd jedziesz? - zapytał Requel siostrę. - Miałaś mi pomóc przy konstruowaniu tego nowego pojazdu.
-To... chyba może zaczekać, co braciszku? - odezwała się Calia. - Czeka mnie teraz bardzo ważna misja.
-To przynajmniej podrzuć mnie do kowala - westchnął Requel. - Ale trzymam cię za słowo.
-Jasne - Calia uśmiechnęła się. - Wsiadaj..."
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Można? - Requel wsadził głowę do pokoju.
-O co chodzi? - Carysce od razu zrzedła mina.
-No, bo widzisz, moja kochana siostruniu... - zaczął Requel niepewnie.
-Czy wyście się umówili, żeby nam przeszkadzać? - Carys nie wytrzymała.
-Oho, poważnie się zaczyna - zachichotała Xii.
-Miałaś mi załatwić to żelastwo od Brannora - upomniał się Requel. - Nie mam czym pracować. Potrzebuję tej dostawy i to szybko!
-O żesz, wyleciało mi z głowy - mruknęła drowka. - Ale nie teraz. Gram w "Zmory i potwory". Gra wciągnęła mnie bez reszty i nie chcę tracić wątku.
-Więc mam rozumieć, że nie przywieziesz?
-Czyś ty na głowę upadł? W taką pogodę? - Carys wskazała na okno, o które niezmiernie bębnił deszcz.
-Ale nie przywieziesz?
-Nie - Carys przecząco pokręciła głową. A teraz daj mi grać w spokoju.
-Masz u mnie przechlapane - Requel pogroził palcem i zapowiedział: - Możesz być pewna, że ta twoja kłująca kolekcja w mig wyniesie się na śmietnik. Dopilnuję tego osobiście! - trzasnął drzwiami.
Za oknem huknął grom i pokój przez chwilę oświetlił blask błyskawicy.
Anaron i Xiitane popatrzyli po sobie.
"Calia wysadziła brata na pierwszym lepszym przystanku z wymówką, że bardzo jej się spieszy. Requel wylądował w błocie.
Czarodziejka i złodziej popatrzyli na paladynkę, oczekując wyjaśnień.
-Przecież powiedziała, że go podrzucę! - syknęła Calia.
-No... Cóż. Można i tak na to spojrzeć - stwierdziła Xitana."

***

>>Na tropie przygody – część 4
/maj 2005/

"Pierwszy dzień wędrówki mija spokojnie.
Bohaterowie zatrzymują się na leśnej polance.
-Tutaj przenocujemy - zakomenderowała Calia, zsiadając ze swego wierzchowca.
-Rozpalę ognisko - zaproponował Andar.
-A ja... się przeciągnę - dodała czarodziejka, ziewając.
-Marcallu, zdejmij tobołki z wierzchowców - rzekła Calia.
-Tak, pani - Marcall zrzucił tobołki na Andara.
-Bez przeszkód, tak? - prychnął Andar. - A chamskie zagrywki twojego giermka? - dodał gniewnie.
-Wybacz mu. Dopiero wprawia się w ten fach - zachichotała Calia.
-Sorry, stary! - zawołał Marcall do Andara. - Mam dziurawe ręce!
-Ja się tak nie bawię - złodziejaszek obraził się i odwrócił plecami do towarzyszek. - Ktoś z nas musi odejść!
-Daj spokój, Andar - rzekła Xitana. - Wszystko przez twoją dumę i uprzedzenia. Wiem, że nie lubisz pracować z Marcallem, ale dla dobra drużyny...
-Miło, że ktoś się za mną wstawia - dodał na boku Marcall ze słodkim wyrazem twarzy."
-Niech będzie. Dla dobra drużyny - prychnął Ani. - Ale to był ostatni raz!
Xii i Carys podały sobie ręce.
"Ale pora zamknąć buzie, a potem oczy i trochę się przespać.
Chrapanie współtowarzyszy usypia czarodziejkę. Gdy wtem... Xitana dostrzega, że ktoś jednak też nie śpi.
-Marcall... - Xitana udając, że śpi, śledziła każdy ruch giermka. - Co on kombinuje?
Marcall oddalił się od obozowiska i zniknął w ciemności nocy.
Xitana cichutko ruszyła za nim. Jednak szybko zgubiła z oczu Marcalla.
-Dokąd on poszedł? - stanęła i rozejrzała się dookoła. - Ciemno, choć oko wykol!
Nagle jej uwagę przykuło światełko wydobywające się z pobliskich zarośli.
-Hej, kto to? - zwołała, podchodząc bliżej.
-Jak to, kto? - usłyszała dziwnie znajomy głos. - Smużek!"
-Smużek? - zdziwił się Anaron. - A co to za nowe licho?!
-To mały duszek, który pali się jak pochodnia, ale nie parzy - wyjaśniła Xii.
-No coś takiego - Ani pomyślał chwilkę nad czymś. - A wiecie, ile moglibyśmy zaoszczędzić na świeczkach i nafcie? Tylko z dwóch takich wynająć...
-No kombinatorze, zamknąć buzię - przerwała mu Carys. - Interesy będziesz ubijał później. Teraz głos ma Xii - dodała, gestem ponaglając przyjaciółkę do kontynuowania.
-A co z Marcallem? - zapytał Ani, niecierpliwie postukując o blat stołu.
-Poszedł za potrzebą - zachichotała Carys. - Czy Xitana ma od razu wezwać nas na pomoc?
"Nie, Xitana wcale się nie boi. Smużek zachowuje się przyjaźnie.
Pyta o wyprawę. Potem mówi, że pomysł z oczyszczeniem Czarnej Kuli jest genialny.
Za złotą monetę obiecuje, że zjawi się, kiedy tylko czarodziejka go zawoła."
-Calia Śmiała nie potrzebuje pomocy żadnych istot nie z tego świata - odezwała się Carys. - Wolę polegać na swoim mieczu i doświadczeniu.
-Im więcej w grupie, tym raźniej - zauważyła Xii. - Poza tym teraz przyda nam się każdy sojusznik.
-Fakt, potworki nie są miłe - rzekł Ani i złośliwie zerknął na drowkę. - Czyżbyś już zapomniała, jak jeden z nich próbował cię zjeść?
-Cicho bądź - syknęła Carys.
"Calia, Andar i Xitana bez większych przeszkód przespali resztę nocy.."
-Co masz na myśli, mówiąc o "większych przeszkodach"? - Ani podrapał się po głowie.
-Bo ja wiem... Komary, dzikie zwierzęta... - Carys zaczęła wyliczać na palcach.
-I zabójcze chrapanie Andara - dodała Xii, chichocząc.
-Ja chrapię? - Ani wskazał na siebie a jego mina wskazywała pełne niedowierzanie słowom towarzyszki.
-Jasne, i to jeszcze jak! - przytaknął Beld, który właśnie wszedł do pokoju.
-A ty tu znowu czego? - elf zmarszczył brwi.
-To wy jeszcze gracie? - westchnął Beld.
-A coś myślał?
-Zaczynało się robić głośno... Więc sobie pomyślałem, że już nie gracie w to... coś - dodał, z niesmakiem wskazując na planszę i porozstawiane po niej pionki. - Badziewie. Dziecinniejesz na starość, braciszku - mruknął z pełnym politowania tonem.
-I kto to mówi! Ekspert od gier RPG się znalazł - prychnął Ani.
-Zrobiłem wywiad u Kolmusi - Beld poklepał brata po ramieniu. - Już ja wiem, na czym to polega - poczochrał Aniemu czuprynę i skierował się do wyjścia. - Tylko nie zapomnijcie zapalić bardziej nastrojowych świeczek. Bo na maniaków ciemności raczej nie trafiło, a przy obecnym oświetleniu tracicie prawie cały klimat!
Anaron miał wielką chęć rzucić w brata najbliższą filiżanką, lecz Carys szybko schwyciła drogocenny przedmiot, którego zniszczenie zapewne kosztowałoby ją wysłuchiwanie kazania Kolmy, i skupiła się na akcji gry.
"Calia nieustraszenie prowadzi śmiałków do celu wędrówki.
W końcu docierają do miejsca otulonego złą sławą, Mhist - Awhful...
-Patrzcie, oto mroczna siedziba czarnoksiężników - rzekł Andar, spoglądając przed siebie na stojącą na wzgórzu budowlę.
-Odjazdowe miejsce - Calia zagwizdała z podziwu.
-Trochę przerażające - dodała Xitana, mocniej ściskając księgę, jakby w obawie, że ktoś może jej ją zabrać.
-Mnie nie przeraża - rzekła dziarsko paladynka - a póki Calia Śmiała jest z wami, nie musicie się niczego obawiać. Naprzód, wiara! - zakomenderowała, wskazując mieczem na mroczną budowlę.
-No, jeśli nie jest przerażające, to przynajmniej lekko upiorne - podsumowała Xitana i ruszyła za paladynką."
-Dobra strachajły, to teraz wypróbujemy, kto ma mocniejsze nerwy - odparł Anaron, wstając od stołu i szukając świeczek.
-Mów za siebie - westchnęła Xii. - Nienawidzę ciemności.
-Spoko, czarodziejko, od czego ma się ogniste kule? - rzekła Carys. - Andar pierwszy padnie, czuję to w kościach.
Za oknem huknął grzmot i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pogasły wszystkie światła.
-Ratunku! - pisnął Ani, gdyż właśnie w tej chwili jedna z pułapek na myszy, które Kolma stawiała we wszystkich możliwych miejscach, zatrzasnęła się na jego dłoni.
-No, nieźle się zaczyna - zachichotała Carys i nagle sama podskoczyła, jak oparzona, słysząc skrzypienie drzwi.
-Carysiu, gdzie Req ma te swoje druty? - rozległ się głos Nathaniela.
-Czyżby znowu coś zmajstrował z instalacją? - zapytała drowka.
Mężczyzna odchrząknął i odparł:
-To moja robota. Braciszek jest strasznie zajęty znoszeniem jakiegoś żelastwa...
-Moja kolekcja! - ryknęła Carys i wybiegła z pokoju. Z ciemności dobiegł głośny łomot i kilka niecenzurowanych słów. Najwidoczniej panna Velmondo spotkała się oko w oko z podłogą.
Anaron w końcu znalazł jakąś świeczkę i ustawił ją na stoliku.
-A wy przypadkiem nie wiecie...? - Nathaniel spojrzał błagalnie na resztę.
-Przykro mi, ale jeszcze nie zdążyłem się zapoznać z wszystkimi zakamarkami tej obszernej budowli - elf wyszczerzył zęby w uśmiechu, a Xii kopnęła go w kostkę.
-Zapytaj hrabiego - doradziła srebrnowłosa.
Nie okazało się to jednak konieczne, gdyż właśnie wróciła Carys, ciągnąc za ucho Requela.
-No, to panowie sobie teraz pogadają - rzekła, wypychając mężczyzn za drzwi - a my pogramy - dodała, siadając za stołem.
"-Gdzie znajdziemy Czarną Kulę? - zapytał Andar, rozglądając się dookoła.
-Księga mówi, że mamy iść naprzód - rzekła Xitana, wskazując na jeden z zakurzonych korytarzy twierdzy.
Ruszyli nim.
-Najwyraźniej czarnoksiężnicy musieli szybko się stąd zmyć - stwierdziła czarodziejka, wskazując na panujący w twierdzy bałagan.
Idąca przodem Calia dzielnie odpierała ataki pajęczyn.
-Hej! - zawołał za nią Andar. - Powinniśmy uważać na zapadnie i takie tam, inne pułapki!
-Spokojnie, Calia prowadzi, więc nie wpadniemy w żadną pułapkę!"
-Musisz wyrzucić dwie szóstki, żeby mieć tyle szczęścia - Anaron z powątpiewaniem popatrzył na towarzyszkę. - Nie mówiąc już o bardzo wysokim poziomie zręczności.
-A ty ciągle o tym? - Carys pokręciła głową - więc zdaję się na twoje szczęśliwe kości - dodała, rzucając. - Proszę bardzo, Calia jest nie do zdarcia! - zawołała, a Ani, z niezbyt szczęśliwą miną popatrzył na wynik.
-To nie fair - mruknął. - Każdy ma swoje kości!
-A ty myślisz, że granie takimi kośćmi jest fair? - obruszyła się Carys. - Kombinator!
-Spokojnie - Xii po raz kolejny z rzędu rozdzieliła szykujące się do bójki towarzystwo i oznajmiła: - Dokończymy grę z moimi kościami. Są jak najbardziej w porządku!
-Dobra, zgadzam się - Carys poparła pomysł. - Szanse będą przynajmniej równe!
-I tak cały czas grałaś moimi kośćmi! - obruszył się Ani. - Ale niech wam będzie, prowadź, kapitanko!
"-Pułapki i tak nie są potrzebne, bo z Czarnej Kuli i tak wyłażą potwory, gdy ktoś niepożądany pojawi się na widoku - stwierdził Andar obojętnym tonem.
-Potwory? Zupełnie zapomniałam - Calia stanęła w pół kroku i odwróciła się do złodziejaszka. - To może ty, Andar powinieneś iść pierwszy? Umiesz się skradać, no nie?
-Ależ Caliu, jesteś niezwykle odważną paladynką. Obronisz towarzyszy przed potworami - Andar pokręcił głową. - Poza tym, to kobiety mają pierwszeństwo, chyba temu nie zaprzeczysz..."
-Nerwy ci puszczają? - Ani skwitował ze złośliwą miną.
-Mnie?! Chciałbyś! - warknęła Carys.
"Calia odważnie kroczy naprzód, a za nią reszta drużyny.
Jej wierny giermek, Marcall zamyka pochód.
-Narysuję znak, żebyśmy znaleźli drogę powrotną - informuje Marcall, kreśląc na ścianie biały iks.
-Spójrzcie! Światło! - zawołała Xitana, wskazując na kraniec ciemnego przejścia.
Bohaterowie wychodzą z korytarza.
Znajdują się teraz w wielkiej grocie. Grocie? Może w otchłani, to byłoby dobre określenie do tego miejsca, ponieważ dno jaskini jest bardzo głębokie i tonie w mroku.
Na przeciwległym krańcu, na skalnej półce, znajduje się wnęka, w której leży Czarna Kula. Do półki prowadzi skalny pomost, dosyć podziurawiony, nadający się raczej do natychmiastowej renowacji.
-Jest! Czarna Kula! - zawołała Xitana, wskazując na wnękę.
Nagle Kula zalśniła złowrogim, niebieskim światłem.
-Oho, zaraz wyskoczy z niej nowy potwór - mruknął Andar i spojrzał na paladynkę. - I jak, Caliu? Gotowa do boju?
-J-jasne - mruknęła paladynka z niezbyt szczęśliwą miną.
Z Kuli coś wyskoczyło i nasi bohaterowie odruchowo, wrzasnęli zgodnym chórem, biorąc nogi za pas.
-To jeszcze dziecko - zauważyła Xitana, która pierwsza wróciła na miejsce wypadku. - Jaki milusi - dodała, głaszcząc stworka, łaszącego się do jej nóg.
-Baardzo straszne te potworki - zachichotał Andar, przyklękając obok Xitany i biorąc na ręce stworka.
Lecz Calia nie dała się zwieść pozorom. Jej przyjaciele doznali szoku, ale paladynka ma obowiązek chronić bezbronnych i pchających swe cztery litery nie tam, gdzie mają."
-Szoku? Bezbronnych? - Ani o mało nie spadł z krzesła.
"-No co wy! Zostawcie to monstrum! - krzyknęła Calia i kopnęła stworka, który z piskiem spadł z kamiennego pomostu. - Wracaj w otchłań, z której wylazłeś!
-Calia Śmiała w akcji. He, he - Andar oparł ręce na biodrach i z boku przyglądał się poczynaniom towarzyszki.
-Xitano, pora rzucić zaklęcie na kulę - Calia zawołała do czarodziejki.
-Właśnie, trzeba ją oczyścić - przytaknął Andar.
-Moment! Szukam tego zaklęcia - odparła Xitana, wertując kartki.
W końcu znalazła odpowiednią stronę.
Xitana rzuca potężny czar, który, niechcący, rozwala kamienny most, na którym stoją, w drzazgi."
-Niezbyt fortunne określenie - stwierdził Ani. - Masz zamiar produkować wykałaczki?
-Ciicho! - syknęła Carys.
-"Ojć! To nie to zaklęcie! - zawołała Xitana wisząc na skraju przepaści i kurczowo trzymając księgę.
-Zauważyliśmy! - odkrzyknął Marcall, który pozostał po przeciwległej stronie przepaści, podczas gdy bohaterowie pozostali uwięzieni na skalnej półce.
-No pięknie! - Calia chwyciła się za głowę. - I co teraz?
-Złapię cię na swój złodziejski hak - Andar zawołał do czarodziejki, która jedną ręką przytrzymywała się jakiejś nierówności."
-Czwórka i dwójka - Ani skrzywił się.
-Czyżby coś nie tak z kośćmi? - zapytała słodko Xiitane. - Mówiłam, że moje są fair.
"Andar potknął się i wpadł w przepaść, uczepiony jedynie na swym złodziejskim haku, który w ostatniej chwili schwyciła Calia.
-Nie dam rady was wciągnąć sama! - zawołała do przyjaciół, próbując podciągnąć linę wyżej.
-To trzeba było wybrać inną profesję! - odkrzyknął Andar. - Co za słabosiłka! I co teraz będzie?
-Wezwę Smużka na pomoc - zaproponował Xitana.
-Lepszy rydz, niż Calia z liną - westchnął Andar. - Wołaj!
-Smużku! Na pomoc! - zawołała Xitana.
-Już jestem, moja prostacka przyjaciółko - u wylotu jaskini pojawiła się postać.
-Co?! - Xitanie oczy o mało nie wyszły z orbit.
-To on?! - zakrzyknęła reszta."

***

>>Na tropie przygody – część 5
/maj 2005/

"Przyjaciele zaniemówili na widok księgarza, który właśnie ukazał się w wejściu to jaskini.
-Xavier Bhancbrick! - zawołała Calia wściekle i o mało nie wypuściła linę z rąk.
-Dobra robota - Xavier pochwalił Marcalla. - Dzięki twoim znakom łatwo was znalazłem.
-Jasne, szefie! - Marcall zasalutował i spojrzał na przeciwległy kraniec jaskini.
-Mój giermek to... zdrajca? - Calia poczuła, jak cała krew odpływa jej z twarzy.
-Nie znasz Marcalla? - prychnął Ani, któremu w końcu udało się wdrapać na skalną półkę.
Podał rękę Xitanie."
-Ani słowa, rozumiesz, złodziejaszku? - Carys pogroziła palcem Anaronowi.
-Wcale nie zamierzałem powiedzieć "a nie mówiłem?"
-A jednak - westchnęła Xii. - To silniejsze od ciebie.
"-O żesz. Lina jest za krótka! Nie wydostaniemy się stąd - rzekł Andar, który bezskutecznie próbował swym hakiem dosięgnąć przeciwległej krawędzi.
-Czyli Smużek naciągnął mnie za złotą monetę? - zdziwiła się Xitana. - Co za...
-Tego nie powiedziałem! - zawołał Xavier. - Zapłaciłaś, więc ci pomogę. Musisz tylko oczyścić Czarną Kulę, jak zamierzałaś... - postawił warunek.
-On coś kombinuje - Calia podejrzliwie zerknęła na uśmiechniętego księgarza.
-Ale w sumie warto pozbyć się złej magii - Xitana spojrzała na Kulę. - Zwłaszcza, kiedy jesteśmy uwięzieni razem z nią.
-Masz rację - przytaknął Andar."
-Dwie piątki - Xii odczytała wynik rzutu. - Tym razem Xitana rzuciła właściwe zaklęcie.
Reszta odetchnęła z ulgą.
"Xitana za pomocą swej magii oczyściła Czarną Kulę ze złej mocy.
-Teraz to już tylko zwykła Czarna Kula - powiedział Xavier, widząc, że czarodziejka skończyła robotę. - Rzućcie mi ją, a ja wam rzucę linę - zaproponował, wyjmując z tobołka na plecach dosyć pokaźnej długości sznur.
-Dlaczego mamy ci ufać? - zawołał Andar.
-Jestem człowiekiem interesu a nie przestępcą - odparł księgarz.
-Dobra. Łap, draniu - Calia niewiele się namyślając, rzuciła Kulę nad przepaścią.
Xavier szybko schwycił cenny przedmiot.
-Czemu to zrobiłaś? - Andar z głupią miną popatrzył na paladynkę.
-Spokojnie - Calia poklepała go po ramieniu. - Później ją odzyskam. Teraz potrzebna jest nam lina, a Xavier nie jest przestępcą.
-On nie - zgodził się Andar - ale Marcall tal!
W tej właśnie chwili stojący z boku Marcall podniósł za kołnierz swego pracodawcę i odebrawszy mu Kulę, odparł:
-Wiesz, też byłbyś niezłym przestępcą. Gdybyś tylko chciał.
-Puszczaj! - wrzasnął Xavier, majtając nogami w powietrzu.
-Z przyjemnością! - Marcall zaśmiał się złośliwie... I przerzucił Xaviera ponad otchłanią na skalną półkę, na której stali bohaterowie.
Księgarz, z przerażeniem w oczach, kurczowo uczepił się nierówności ściany i wrzasnął przeraźliwie o pomoc.
-Ojej, chyba powinienem trenować rzuty - zaśmiał się Marcall.
Calia, Xitana i Andar przypadli do krawędzi i spojrzeli na przerażonego Xaviera.
-Powinniśmy mu pomóc - zasugerowała Xitana.
-Nie ma mowy! Zasłużył na swój los! Skąpiradło i wyzyskiwacz! - Calia zaprotestowała."
-Pamiętaj, że jesteś paladynką - zauważył Ani, podsuwając Carysce pod nos kartę postaci.
-Co z tego? - drowka skrzyżowała ręce na piersiach w geście protestu.
-Masz pomagać starym skąpcom w nieszczęściu - upomniał Ani.
Carys westchnęła.
-No dobra!
"-Z drogi! - zawołała Calia. - Zejdę i uratuję tego łajdaka!
-Zaczekaj - Andar chwycił Calię za ramię. - Mogę użyć swojego haka."
Carys popatrzyła na Xii.
-Czuję się tak, jakbym jeszcze raz przeżywała najazd krasnoludków w Gnieździe Orła - uśmiechnęła się krzywo.
-Nawet nie przypominaj - srebrnowłosa sztyletowała ją wzrokiem. - Do dziś mam po tym koszmary!
"Calia chwyciła linę i powoli zaczęła opuszczać się w dół.
-Eszch - syknęła, próbując złapać rękę Xaviera. - Chyba zapomniałeś, że lina jest za krótka!
-Szybciej! - wrzasnął księgarz. - Wyciągnijcie mnie stąd!
Jeszcze ten gra mi na nerwach. Co za dzień! - sapnęła paladynka.
-W tej otchłani coś się rusza! - krzyknął przeraźliwie Xavier.
Wszyscy popatrzyli w dół, gdzie złowrogo błyszczały dwa zielonkawe punkciki.
-Co to, do licha jasnego, jest? - zdziwiła się Xitana.
Calii w końcu udało się schwycić rękę księgarza.
-Słuchajcie, mam pewien plan! - zakrzyknął Andar znad krawędzi i zwrócił się do czarodziejki: - Ty też musisz zejść.
-Dobrze - zgodziła się Xitana. - Ale mogłabym...
Fragment skalnej półki osunął się spod stóp złodzieja, który runął w dół. Na szczęście wykazał się niezłym refleksem i uchwycił dłoni Xitany, która sama już wisiała nad przepaścią.
-Świetny plan, Andar! Po prostu genialny! - wrzasnęła Calia, która ostatkiem sił trzymała się jedną ręką skalnej nierówności, a drugą zacisnęła na dłoni księgarza.
-Ty tam nie marudź, tylko dobrze trzymaj! - krzyknął Andar. - Zrobiłem to specjalnie - dodał rozwijając linę, na której zawiązany był hak.
-W życiu bym się nie domyśliła - odparowała Calia.
-Echem. Mogłabym... - zaczęła Xitana, lecz nie dane jej było dokończyć.
-Fajnie się na was patrzy. Komedia na kółkach - zarechotał Marcall. - Ale coś wyłazi z otchłani, więc będę leciał. Żegnam i bawcie się dobrze! - I wyszedł z jaskini, zamykając drzwi z głośnym hukiem.
-Rety! Ten mały potwór strasznie szybko rośnie! - zawołał Andar, spoglądając w dół.
Teraz było już widać nie tylko jego zielonkawe, błyszczące oczy.
-Musimy się rozbujać! - zakomenderował.
-Że co?! - zakrzyknęła Calia, której już prawie odpadała ręka.
-Może teraz wystarczy nam liny! Bujaj a nie obijaj się!
Calia westchnęła i zaczęła się wiercić na wszystkie strony. W końcu udało się jej rozbujać przyjaciół.
Andar zakręcił liną niczym lassem i rzucił przed siebie.
Udało się! Hak zaczepił o mosiężną kołatkę na drzwiach.
Calia puściła skalny występ i wdrapali się na przeciwległą półkę.
-No to ja się stąd zmywam - wypaliła paladynka i podbiegła do drzwi."
-Hej! Przecież jesteś śmiałą i szlachetną paladynką! Nie możesz tak po prostu zdezerterować! - odparł Ani.
-Ale Calia ucieka w śmiały i szlachetny sposób - Carys zarumieniła się.
-Rzuć kośćmi, żeby sprawdzić swoją odwagę - zaproponował elf.
-Wiecie, Xitana mogłaby... - Xii uniosła palec do góry, ale towarzystwo okazało się być bardziej zainteresowane wynikiem rzutu.
-Dwie szóstki. No proszę! - Ani nie krył zdziwienia. - Jesteś wyjątkowo odważna, Caliu!
"Calia dobyła swego miecza i stanęła nad krawędzią.
-Pospieszcie się! Osłaniam was! - krzyknęła."
-Tak lepiej! - Anaron poklepał Caryskę po ramieniu.
"Andar podbiegł do drzwi i chwycił za klamkę.
-A niech to! - syknął wściekle. - Marcall zaryglował drzwi!
-Że co? - Xitana pobladła. - A to drań!
Calia spróbowała wyważyć drzwi, niestety okazały się być zbyt solidne.
-Otwieraj się wreszcie!! - Calia walnęła mieczem we wrota.
-Mogłabym... - zaczęła Xitana.
-Wyłazi! Kryć się! - zawołał Andar widząc stwora i schwyciwszy czarodziejkę za rękę, skrył się między skałami.
Calia poczuła na plecach złowrogi cień.
-S-spokojnie - wymamrotała. - Przecież nie kopnęłam cię zbyt mocno.
Stwór najwidoczniej był innego zdania. Potężną macką zamachnął się na stojącą przed drzwiami paladynkę. Calia w ostatniej chwili zdołała zwiać.
-Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - Andar wystawił nos zza skał. - Dzięki wygłupom Calii możemy uciec. W nogi! - zawołał i pociągając za sobą Xitanę, przeskoczył przez dziurę w drzwiach.
Calia czym prędzej czmychnęła w ślad za przyjaciółmi.
Na zakręcie natknęli się na nieprzytomnego Marcalla, któremu najwyraźniej coś spadło na głowę.
-Marcall nie zdążył daleko odejść - zauważył Andar, pochylając się nad złodziejem. - Nie możemy go tu tak zostawić - dodał.
-Spowolni nas - Calia nie wytrzymała. - Po tym, co zrobił, masz jeszcze czelność się nad nim litować?!
-Przepraszam, czy mogłabym... - wtrąciła nieśmiało Xitana.
-Czarna Kula! - zawołał Xavier trzymając w dłoniach przedmiot. Zaśmiał się złowieszczo. - Nareszcie wpadła w moje, niepowołane ręce!
Bohaterowie popatrzyli po sobie bez słowa.
-Kiedy uwolnię jej oczyszczoną moc zostanę najpotężniejszym i najbogatszym człowiekiem w Krainach!
-Jemu chyba odbiło - Calia pokręciła głową.
Andar wyjął z rąk księgarza Kulę.
-Wybacz, ale zrobię z niej lepszy użytek! - zawołał i rzucił Kulą w potwora. - Udław się, zmoro!
-Nie!! - wrzasnął Xavier.
Rozległ się głośny wybuch, który rozerwał potwora na strzępy.
-Już po potworze - Andar zatarł ręce.
-I chyba po nas! - zawołała Calia, osłaniając głowę przed spadającymi skalnymi odłamkami. - Co ty narobiłeś? Zginiemy!
-Przyjaciele, mogłabym... - zaczęła Xitana. - A co tam, po prostu to zrobię! - postanowiła i zaczęła inkantację.
W kilka chwil bohaterowie i księgarz znaleźli się na rynku w Is.
Calia powoli odemknęła jedno oko, potem drugie i rozejrzała się dookoła.
-Co? Wróciliśmy do domu? - zapytała z niedowierzaniem. - Aa... Już rozumiem! - zawołała po chwili. - Uratowało nas zaklęcie teleportacji! Zupełnie o nim zapomniałam!
-Próbowałam wam powiedzieć - Xitana uśmiechnęła się i pomachała witającym ich mieszkańcom. - Potwory załatwione! Już nie musicie się niczego obawiać! - poinformowała.
-Spójrz, złodzieju - Calia zwróciła się do Andara. - Tak się wita bohaterów..."

***

-Andar? - zawołała Carys, rozglądając się za elfem, który nagle znikł jej z pola widzenia.
-Chyba puściły mu nerwy - zachichotała Xii, wskazując na Aniego leżącego na podłodze i nie dającego żadnych oznak życia.
Carys wlała na nieprzytomnego wodę z wazonu.
Ani zakrztusił się i oprzytomniał.
-No, wstawaj! - Carys chwyciła pod ramię Aniego.
-C-co się stało? - złodziejaszek wytrzeszczył na nią oczy.
-Zaklęcie Xitany ocaliło bohaterów. Możesz się już odprężyć - poinformowała Carys.
-Ja? Jestem odprężony - wymamrotał Ani. - Robiło się nudno, więc chyba przysnąłem.
-Aby na pewno? - Carys podejrzliwie zmarszczyła brwi.
-Gra skończona - dodała wesoło Xii. - Całkiem fajne to RPG. To co, kiedy następna sesyjka? – zapytała.
-Jak uda mi się coś podwędzić Kolmie... - westchnął Anaron.
-To co powiecie na gorącą czekoladę? - zaproponowała Carys.
-Mnie nie musisz dwa razy powtarzać - Anaron zatarł ręce. - Może i Kolma jest wredna, ale robi najlepszą gorącą czekoladę pod słońcem!
Xii i Caryska wybuchnęły śmiechem.

Data:

 marzec-maj 2005

Podpis:

 C.V.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=55365

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl