DRUKUJ

 

Ucieczka Rozdział I - Pukanie do okna

Publikacja:

 09-11-22

Autor:

 Adrian_Juliusz_Kowalski
Była noc. Maurycy obudził się nagle słysząc dziwne pukanie do okna. Na początku zignorował je, myśląc że to wiatr obija krzak dzikiego bzu o szybę. Zakrywał sobie uszy poduszką, przewracał się z boku na bok, ale po chwili usłyszą rytmiczne stukanie. Wstał i podszedł do okna. Wsadził głowę między firankę. Chwilę wpatrywał się na ogród, ale nikogo nie widział, bo trudno było zauważyć coś w ciemnościach. Teoria z krzakiem wydawała mu się coraz bardziej słuszna. Gdy odchodził od okna znów usłyszał stukanie. W końcu jednak ubrał się i wyszedł, by dowiedzieć się co lub kto zakłóca jego sen. Gdy otwierał furtkę poczuł na swojej dłoni, zimną delikatną dłoń. Dreszcze przeszły jego całe ciało, ale ustały z chwilą podniesienia głowy wprost ku tej twarzy, którą skądś znał. Usłyszał nagle ten ciepły szepczący głos kobiecy:
- Maurycy to ja. Przestraszyłeś się?
- Nie. Ale co ty tu robisz?
- Uciekłam z domu.
- Co?! Spytał tak głośnio , że obudził psy, które obudziły inne psy i trzeba było się wynosić z ogrodu, żeby nie obudzić ludzi. Przeskoczyli przez płot, żeby nie hałasować już furtką. Pod płotem leżała torba podróżna. Złapał dziewczynę za rękę i spytał z ironią. Dziewczyno! Ty naprawdę chcesz uciec? ale po co? Dokąd? Co się stało? Zasypywał ją tysiącem pytań. Chwilę stała w milczeniu ze spuszczoną głową. Gdy ją podniosła z oczu zaczęły jej płynąć łzy. Maurycy zupełnie był zszokowany sytuacją. Nie wiedział co w tej sytuacji robić. Spytał się jeszcze raz:
- Co się stało?
- Roman karze mi się, żenić z jakimś cyganem.
- Zaraz pleciesz ty nie jesteś cyganką, a on nie jest twoim prawdziwym ojcem.
- no tak, ale sam wiesz.
- A matka.
- Wiesz jaka jest nim zafascynowana, ona już zachowuję się jak cyganka.
- No i co teraz? wiesz o co prosisz.
- wiem. Odpowiedziała.
- nie możesz poczekać do osiemnastki.
- Nie mogę.
Stanął chwilę łapiąc się za głowę. Próbował przekalkulować wszystko, żeby nie ulegać emocjom. Wiedział jednak, że sam chciałby się choć na chwilę wyrwać.
Podszedł do niej bliżej i spojrzał jej się w oczy.
- Dobrze pomogę ci, tylko powiedz gdzie chcesz jechać.
- Do ciotki Marii, nad morze.
- wiesz, że to daleko.
- wiem.
- A za co chcesz jechać.
- Mam parę groszy.
Spojrzał jej się jeszcze raz w oczy, czy mówi prawdę.
- Dobrze, poczekaj tu chwilę. Ja spakuję parę rzeczy i wrócę.
W korytarzu zobaczył matkę, która dziwnie podejrzliwym wzrokiem wpatrywała się na niego.
- No co?
- Gdzie łazisz po nocach.
- Nigdzie, tylko coś ten, pukały w okno gałęzie.
- Tak?
- Tak.
Poszedł do łóżka i leżał tak chwilę by nie zdemaskować swoich zamiarów. Po dziesięciu minutach spakował się. Wziął portfel, wkładając go do prawej kieszeni. Ubrał jeszcze bluzę z kapturem i wyskoczył przez okno do ogrodu, a potem jeszcze przez płot. I znów stał z nią. Ona była zmarznięta, chodź była połowa sierpnia. Złapał ją za rękę i powiedział. – chodź, idziemy na przystanek. Szli bocznymi drogami, tak by ich nikt nie widział .Była noc, ale oni nieczuli się bezpiecznie. Ona ani na chwilę nie puszczała jego ręki. Chwilę jeszcze szli bez słowa. On spytał się po chwili.
- a dokładnie to gdzie mieszka ta twoja ciotka?
- W ustce.
- aha.
Potem znów szli w milczeniu. Poprzez polne drogi, aż dotarli najpierw na szosę, a potem na przystanek. Ona wciąż trzęsła się z zimna. Usiadła na ławce . On sprawdzał rozkład.
- Dobra najpierw na stacje, a potem już prosto nad morze. Usiadł obok niej, i objął ją ramieniem.
- Nie martw się, jakoś to będzie.
- Nie, ale się zastanawiam czy dobrze robię.
- Robisz bardzo dobrze. Jest za późno by się wycofać.
Potem podjechał autobus. Był zupełnie pusty, do cna. Wsiedli. Maurycy zapłacił za bilet, wrzucił bagaże do góry i usiedli od strony kierowcy zaraz na pierwszym miejscu. Oparła mu głowę na ramieniu i chwilę zasnęła. On Zastanawiał się teraz, co będzie dalej. Może dojadą do stacji i gdy wysiądą z autobusu, a tam czekać już będą na nich policjanci i cała chorda cyganów by go zlinczować. To było głupie co myślał, a myślał naprawdę w samych negatywach. Jedyna go co utwierdzało w przekonaniu, że dobrze robi, to ona blisko niego. Poczuł nagle przyjemne uczucie w sercu. Po chwili on też zasnął, zatracając się w snach.

Data:

 22.11.09

Podpis:

 Adrian Juliusz Kowalski

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=58745

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl