DRUKUJ

 

"Dlaczegóż by nie"

Publikacja:

 03-07-04

Autor:

 nać.
-Nikt nie może pozostać obojętnym wobec mojej książki – powiedział Toc.
Toc był mężczyzną w dosyć średnim wieku, po polonistyce, aktualnie bezrobotnym. W zielono - burym płaszczu, z czarną aktówką pod pachą, przechadzał się codziennie ulicą.
Nie wiedziałam dlaczego. W zasadzie to nikt nie wiedział. Patrząc nań wydawało się, że i on nie wie.
Znał zawsze wszystkich. Znał najświeższe plotki, miał przygotowane opinie, zawsze wiedział po co przychodził. A przychodził często.
Wiedział o czym z kim rozmawiać. Z panią Staszewską rozmawiał o gotowaniu (w zasadzie z zainteresowaniem słuchał jej nudnego monologu, jej paplaniny. Z Madame rozmawiał o wierszach, głównie o tych starszych, pełnych ckliwych metafor, barwnych epitetów, oryginalnych przenośni. Ze mną rozmawiał o książkach. Zwykle o tych nowych. Miał na swych półkach wszystkie nowinki, a w głowie wyrobione zdanie na temat każdej z nich. Nigdy nie był uległy ani obojętny.
I tak, pewnego sierpniowego popołudnia, Toc stwierdził, że napisze książkę:
Tyle osób chce się pokazać niewiadomo po co – powiedział – Czy czytałaś Pilcha? - nieśmiało przytaknęłam – tajkotanie o niczym, po prostu Jurek Kataryniarz... A Masłowską? To dopiero... Hmmm... Jak oni mogą to i ja mogę. Daj mi czas do kwietnia, N.
Czekałam więc. Mijały dni, a Toca nie było widać. Staszewska i Madame chodziły skwaszone, psy skowyczały, powoli spadły wszystkie liści, nastał kolejny rok, zmarła staruszka z drugiego piętra. Czas płynął. A ja czekałam.
Nieubłaganie zbliżał się kwiecień. W zasadzie Toc miał już tylko jeden dzień. I właśnie tego ostatniego dnia wychodziłam dokądś. Gdzie – to nie jest istotne. Na drzwiach klatki zobaczyłam mały, biało – czarny afisz.
Pierwszego kwietnia przyglądałam się jak czterech barczystych mężczyzn wkłada trumnę z dawno niewidzianym Tocem do paskudnej, zgniłej glebo.
Książka wyszła minimalnym nakładem stu egzemplarzy. Wszyscy mieszkańcy bloku ją kupili. Sprzedano 57 książek pana Toca. Nie wiem kto ją przeczytał. Wiem na pewno, że chciał, aby była dla każdego.
Nie wyszło jednak. Może dlatego, że w poznawaniu świata ograniczył się jedynie do naszej ulicy?
A może nadal sądzimy książki po okładkach?

Data:

 maj 2003

Podpis:

 nać.

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=603

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl