DRUKUJ

 

Wesołe miasteczko - odcinek 8

Publikacja:

 11-10-07

Autor:

 roxetka
- Tak? - zainteresował się Per. W jego pytaniu czy spojrzeniu jakim patrzył na Fridę nie było ani odrobiny szyderstwa.
- Boję się zostać sama. Czy mógłbyś...?
- Zostać z tobą aż zaśniesz? Jasne, że tak. Po tym co dziś przeszłaś - wcale się nie dziwię, że się boisz.
- Dziękuję... - szepnęła Frida. Uradowana pocałowała delikatnie Pera w policzek. Chwilę później odwróciła zawstydzona głowę i szepnęła:
- Pozwalam sobie na zbyt wiele. Przepraszam...
- Wcale nie. Po prostu chciałaś okazać swoje szczęście, wdzięczność. To nic złego - mówił Per, idąc z Fridą do pokoju Marie. Frida szła do pokoju Marie pełna lęku. Im była bliżej - tym większy stawał się ten lęk, tym mniej pewnie szła.
- Co się dzieje? - spytał spokojnie i z troską Per.
- Boję się...
- Czego?
- Sama nie wiem... Trudno to opisać... Wchodząc tu mam wrażenie jakbym naruszała czyjąś prywatność...
- To tylko złudzenie... Nieprzyjemne złudzenie. Pierwsze dni będą najmniej przyjemne ale potem wszystko stopniowo zacznie mijać - mówił Per, pomagając Fridzie ułożyć się w łóżku i okrywając ją cienkim pledem. "Jest prześliczna... I do tego tak wrażliwa i delikatna jak Marie... - myślał Per, patrząc na zasypiającą Fridę - Czy to jakiś znak? Co chcesz mi powiedzieć, Marie?" - spytał w myślach Per, trzymając Fridę za rękę i szukając wzrokiem jakiegoś zdjęcia, na którym byli razem albo takiego na którym była tylko Marie. Pierwsze jakie znalazł przedstawiało Marie z małym chłopcem na ręku. Był nim chrześniak Pera, Gabriel, obecnie siedmioletni chłopiec. "Gdybym tylko mógł zrozumieć co też chcesz mi powiedzieć, osiągnąć, stawiając na mojej drodze Fridę..." - pomyślał, zerkając na dziewczynę i próbując wyjść. Niestety, kiedy tylko zrobił kilka kroków w stronę drzwi, usłyszał zalękniony szept Fridy:
- Zostań... Proszę, nie zostawiaj mnie samej... Nie wychodź... - szeptała, niespokojnie wyszukując dotykiem choćby dłoni Pera (miała ciągle zamknięte oczy).
- Spokojnie, jestem przy tobie - odpowiadał Per, podchodząc do Fridy, ujmując delikatnie jej dłoń w swoją i gładząc ją delikatnie co sprawiało, że dziewczyna uspokajała się i zasypiała. sytuacja podobna do wcześniejszej powtórzyła się jeszcze dwa razy. Dopiero potem Frida zasnęła spokojnie i głęboko. Per na wszelki wypadek zostawił na szafce nocnej przy łóżku kartkę ze słowami: "Gdybyś czegoś potrzebowała - jestem w pokoju obok". Per też był zmęczony i wystraszony przejściami całego dnia. Dopiero po wejściu do pokoju dał ponieść się emocjom, które musiał tak długo w sobie skrywać. Przed oczami przesuwały mu się urywki całego dnia: od przyjazdu, przez wypadek Marie i ucieczkę przed szefem miasteczka aż do powrotu do domu z Fridą. Myśląc o tym wszystkim Per wiele razy ocierał łzy. "Czemu to musiało spotkać Marie? - myślał - Czemu nie mogliśmy zamienić się miejscami? To ja powinienem był wtedy spaść, nie ona". Per nawet nie zorientował się kiedy przyszedł sen. Gdzieś nad ranem przyśniło się coś bardzo dziwnego. Zobaczył we śnie Marie. Była spokojna, uśmiechnięta, nie miała żadnych nawet najmniejszych ran, złamań, skaleczeń. Ten widok wydał się aż nazbyt realny.
- Zaopiekuj się Fridą a o mnie się nie martw - usłyszał spokojny głos przyjaciółki - Uwierz mi Per, nie musisz się o nic bać - to były jej ostatnie słowa. Później jej postać zaczęła się oddalać, zasnuwać się mgłą. Po chwili Per obudził się. Twarz i dłonie miał mokre od potu, przed oczami twarz Marie jaką widział we śnie a w uszach echo wypowiadanych przez nią słów. Kiedy spojrzał na zegarek, była piąta rano. Normalnie nadal spałby spokojnie. Teraz wiedział jedno: nie ma najmniejszych szans na to, żeby spokojnie zasnął. Najchętniej zacząłby krążyć po domu bez celu ale zdawał sobie sprawę, że za ścianą śpi Frida, że nie może jej obudzić. Trzymając w ręku ich wspólne zdjęcie i przyglądając się Marie zaczął zastanawiać się nad sensem jej słów; nad ich znaczeniem. "Zaopiekuj się Fridą, o mnie nie musisz się martwić... O co jej chodziło? Przecież nie zostawiłbym dziewczyny na pastwę tego wariata! I - skąd ona znała imię? - zastanawiał się Per - Kojarzyła ją jeszcze z czasów teledysku?". Z rozmyślań wyrwało go nieśmiałe pukanie do drzwi.
- Dzień dobry... - przywitała się nieśmiało Frida - Jesteś strasznie blady i niewyspany - zauważyła - to moja wina, przepraszam - chciała się usprawiedliwiać.
- Nie, skąd. Miałem bardzo dziwny sen i to przez niego jest jak jest.
- Czujesz się na siłach żeby mi go opowiedzieć? Jeśli nie - zrozumiem.
- Powiem ci o wszystkim. To było naprawdę dziwne uczucie. Muszę podzielić się tym z kimś, wyrzucić to z siebie.
- Dobre śniadanko postawi cię na nogi. Śniadanko i kubek mocnej kawy.
- Czytasz w moich myślach - rozmarzył się Per.
- Tym razem ja coś przygotuję - powiedziała przezornie Frida. Coś jej podpowiadało, że tak byłoby bezpieczniej.

Data:

 07.10.2011

Podpis:

 Fanka Roxette

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=69947

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl