DRUKUJ

 

Inqusitor

Publikacja:

 04-06-08

Autor:

 Lord Raziel
Tyle czasu już minęło a wciąż żyje we mnie ten dzień, w którym umarła moja wiara.
Urodziłem się wiele lat temu, w pięknej krainie zwanej Karą. Z wiarą w Jedynego, mieczem w dłoni i ogniem za plecami wypalałem zło, rozpleniające się po naszym wspaniałym imperium. Złe moce sięgają po dusze śmiertelnych, wielka walka wciąż trwa.
Zawsze lubiłem patrzeć w płomienie, tańczące na drewnie. To znaczy wciąż lubię, ale często nie potrafię wytrzymać i spoglądam w przeszłość. Języki ognia są niczym brama do wspomnień, tak silnie wyrytych na mojej duszy.
Z woli Jedynego stałem się Inkwizytorem, walczyłem za moją wiarę, zabijałem zły pomiot w Jego imię. Chroniłem dzieci naszego Pana przez zakusami, a te niewinne dusze, które opętał mrok, chrzciłem uświęconym ogniem, oferując im zbawienie. Moje zasługi dla kościoła były doceniane i chwalone. Wiem jak ludzie słabej wiary reagowali na moją obecność, ale nigdy nie zmniejszało to mojego zapału. Dzierżyłem swoją duszę, jak gwiezdny miecz, którym ciąłem ciemność i zepsucie.
Jakiż ja byłem wtedy młody i naiwny...
Teraz siedzę samotnie w moim domku łowieckim, trzymając się kurczowo życia, bez głębszego sensu istnienia. Poszukuję wiary, którą straciłem gdzieś po drodze...
Rozpalam co wieczór ogień w kominku, i tak każdego dnia wracam do zamierzchłej przeszłości.
Było to prawie dziesięć lat temu, a moje rany wciąż krwawią, zupełnie jakby to było wczoraj. Czas wyleczył oparzenia, ale moja dusza jest tak silnie nadpalona, iż ledwo opieram się przypływom słabości, rozkazującym mi się zabić.
Zaczęło się to jesienią, drzewa pokryły się cudownym złotym kolorem, Jedyny często doglądał swoich dzieci, racząc je obfitymi plonami. Byłem wtedy jednym z najbardziej znaczących postaci w Karańskiej inkwizycji. Gdyby nie to nieszczęsne wydarzenie, może stałbym się biskupem...
Pewnego pięknego dnia zostałem wezwany do króla. Jego bliski przyjaciel, człowiek, którego rodzina bardzo zżyła się z dworem, został opętany przez demony. Gdy tam przybyłem, okazało się, że nie tylko ten jeden człowiek był skażony złem. Cała jego rodzina padła ofiarą wyższych sił, które doprowadziły ich do szaleństwa. Wielodzietna rodzina, niemal wszyscy reagowali już na pierwszą próbę z krzyżem i świętą księgą. To było oczywiste, że dla sił, które ich opętały Jedyny był głównym wrogiem, tym, którego najbardziej nienawidziły ze wszystkich. Ale najmłodsze, dwunastoletnie dziecko nie reagowało na próby, albo robiło to w bardzo dziwny sposób. Po namyśle uznałem, że nawet, jeśli nie jest opętane w pełni to wkrótce zostanie. Widziałem już wiele takich przypadków w moim krótkim życiu.
Niestety.
Nie pierwszy raz posłałbym niewinnego na śmierć. Zdarzały się przypadki, że pierwszy kontakt z ogniem oczyszczał ciało i duszę człowieka, uwalniając go z pod wpływu złych mocy, niektórzy zamiast opętania nosili w sobie po prostu szaleństwo.
Tutaj było jeszcze inaczej.
Cała rodzina, za wyjątkiem tego chłopaka spłonęła od razu. Po dwóch dniach badań, gdy zdecydowałem się go w końcu oddać Jedynemu, w mieście trwał akurat dzień targowy.
Król uznał, że odbędzie się bardzo rozbudowana uroczystość dla uczczenia kolejnej uratowanej duszy... Ileż bym dał za to by to odmienić.
Na wzgórzu, tuż za miastem, zebrało się może i z pół królestwa, nie wiem, nie pamiętam dokładnie. Było jednak niezwykle dużo ludzi. Stos ofiarny był przygotowany z przepychem. Drewna było aż nadto dla czterech osób, krąg ulany z oliwy, który niejako miał nas chronić od złego, miał może z metr grubości. Wygłosiłem mowę, która wyszła mi doskonale, pierwszy i ostatni raz przemawiałem tak dobrze wobec tak wielu ludzi. Wręcz czułem na sobie wzrok Jedynego.
Wziąłem pochodnię do ręki i z modlitwą na ustach podpaliłem oliwę. W momencie zajął się cały stos, zupełnie jakby chciał się palić bardziej niż mógłby normalnie to robić.
Zorientowałem się, że było coś nie tak. Niezależnie od tego, czym człowiek był opętany i czy był w opętany ogóle, zawsze krzyczał z bólu, gdy ogień lizał jego skórę. Teraz jednak ze stosu nie dochodziły żadne jęki ni krzyki.
Wejrzałem w płonący stos, przebijając się wzrokiem przez roztańczoną ognistą potęgę.
Wtedy to się stało.
Nie wiem czy był to podmuch wiatru, czy też nadpalone drewno nieco się osunęło, ale przez krótki moment dojrzałem twarz tego chłopczyka. Widać było na niej bąble i poparzenia, włosy wypaliły się, a na wargach było wiele krwi. Wciąż żył, ale nie krzyczał, nawet nie drgał, jedynie patrzył się w moją stronę.
Te oczy...
Te oczy prześladują mnie do dziś. Śnią mi się po nocach, budząc mnie z krzykiem. Minęło już tyle lat, a ja wciąż pamiętam je tak dokładnie.
W oczach człowieka opętanego lub zła wcielonego widać szaleństwo, brud i nieczystość. W jego oczach widziałem światło... Światło naszego Pana. Ta umęczona dusza, którą tak lekkomyślnie oddałem płomieniom mogła być równie dobrze naszym nowym prorokiem, mesjaszem, który przyniósłby nam nową erę.
Światło z jego oczu poczułem na dnie mojej duszy, widziałem jak przebija się przez moje ciało spalając mnie na popiół. Umierałem razem z nim, przez ten krótki moment czułem jak Jedyny, który był w tym człowieku, patrzy na mnie...
Gdy ogień znów przesłonił mi widok, poczułem się opuszczony. Rzuciłem się w stronę ognia, lecz potężna siła, jaką stanowił płonący stos, nie pozwoliła mi się nawet do siebie zbliżyć...
Padłem na kolana i wzniosłem ręce ku niebu.
Panie, weź mnie a jego ocal! - Wołałem, lecz nie było żadnej odpowiedzi. Głośno spytałem się Jedynego, dlaczego pozwolił mi się tak pomylić. Dlaczego pozwolił mi zrobić to, co zrobiłem? To pytanie wciąż krąży mi po głowie i wciąż nie dostaje na nie odpowiedzi.
Niewiele pamiętam, co się działo potem. Dalsze wspomnienia są już bardziej odbiciem emocji niż konkretnych faktów.
Pamiętam łzy, ból i samotność. Wszechogarniającą samotność. Nigdy nie czułem się tak samotny w całym moim życiu...
Tego dnia przestałem wierzyć, moja wiara umarła...
Żyję jako cień siebie, swoje bogactwo, zebrane na niezliczonych krucjatach przeciwko złu rozdałem potrzebującym, pokutowałem, próbując jakoś wskrzesić w sobie wiarę. Wciąż pełniłem rolę inkwizytora, ale to już nie było to samo.
Mieszkam teraz niemal jak pustelnik, próbując samotnie zmierzyć się z przeszłością.

Data:

 2004-05-12

Podpis:

 Lord_Raziel

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=7084

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl