DRUKUJ

 

Dzień: Potrzeby

Publikacja:

 13-03-07

Autor:

 Urrrsula
WAKACJE

Pod przysięgą relacjonowałam cały wypadek. Proces był zamknięty dla mediów. Sebastianowi nie przeszkadzało to w udzielaniu wywiadów, po lub przed kolejnymi rozprawami. Odbyłam nieprzyjemną rozmowę z jego agentem, który okazał się gościem po pięćdziesiątce w drogim garniturze i pożelowanymi włosami. Pierwsze co zrobił to wcisnął mi swoją wizytówkę. Mariusz Popiel, agent.

- Czego Pan ode mnie chce? – zapytałam. Sądowy korytarz zapewnił echo moim słowom.

- Chciałbym przedstawić ci ofertę nie do odrzucenia, maleńka. – odpowiedział, żując gumę z otwartymi ustami.

- Po pierwsze nie nazywaj mnie „maleńka”, a po drugie od razu możesz sobie wcisnąć tę ofertę w dupę. – rzuciłam mu wizytówkę w twarz i zdecydowanie ruszyłam korytarzem.

- Jeszcze do mnie wrócisz! – zawołał za mną. Wystawiłam wysoko w górę środkowy palec. Za rogiem natknęłam się na Pawła, który uważnie niósł dwa kubki kawy.

- Gdzie tak pędzisz? – spytał.

- Rozmawiałam właśnie z cholernym agentem Sebastiana. Próbował mnie zwerbować. – ręce lekko trzęsły mi się z tłumionego gniewu.

- Hej, spokojnie. To tylko jakiś palant. Nie stanowi zagrożenia.

- Wiem, ale… on reprezentuje wszystko czego nienawidzę od czasu tego wypadku. Bogacenia się na dramacie. – oparłam się o ścianę i delikatnie kręciłam palcami po wypukłościach wzorzystej tapety.

- Po prostu, rób co masz robić i nie patrz na innych. Może, choć częściowo zapewni ci to spokój. – zaśmiałam się krótko i złośliwie. Paweł popatrzył na mnie z niepokojem.

- Agent jest tylko jednym z wielu. Całe stado dziennikarzy czeka przed wejściem. – powiedziałam.

- Zajmę się z nimi, dobrze? O nic się nie musisz martwić. – przytulił mnie mocno, uważając na trzymane w dłoniach kawy.

- Dziękuje, Paweł. – szepnęłam w kurtkę.



***



Za pobicie w maju dziewczyny zapłaciliśmy dwa tysiące, pięćset złotych. Koszty pokrył mój brat, który świetnie radził sobie z świecie prawniczym. Kiedy przekazywał gotówkę był wręcz uszczęśliwiony ponieważ po tym wybuchu zaczęłam wracać do normalności. Nie powiem też, że zobaczenie świeżych koron i lekko skrzywionego nosa tej panienki nie było satysfakcjonujące.

- Paweł, może dopłacisz jej za wybielenie zębów. Różnica w kolorze jest nazbyt widoczna. – powiedziałam w czasie przekazywania odszkodowania. Zakryła szybko usta, które przedtem były zwycięsko uśmiechnięte. Jej matka stanowczo skrytykowała moją impertynencję.

- Chrzańcie się. – stwierdziłam.



***



W środku letnich wakacji sięgnęłam po telefon. Pierwszy raz od wypadku. Zaginął wtedy w pobojowisku, ale na początku czerwca przynieśli mi go policjanci, mówiąc, że został zbadany i oznaczony jako nieistotny dla sprawy. Czyli mógł wrócić do mnie. Od tamtej pory leżał wyłączony w szufladzie biurka. Coś mnie podkusiło, by po niego sięgnąć i włączyć. Z nabożną ciszą zaczęłam to robić. Na tapecie miałam fragment mojej ulubionej piosenki: „I’m on the pursuit of happiness and I know everything that shine ain’t always gonna be gold. I’ll be fine once I get it, I’ll be good.”

Zawiadomienia o nieodebranych smsach i połączeniach przychodziły sporymi falami. Bardzo się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam wiadomość od Ady. Z szybko bijącym sercem otworzyłam ją.

Jak zwykle będziesz na ostatnią chwilę? Zajmuję już miejsce :D

Gniew wrócił. Jeszcze większy niż poprzednio. Cisnęłam komórkę prosto w przeciwległą ścianę. Telefon rozwalił się na kilka części. Butami zgniotłam pozostałości. Jak możesz mi przypominać o tym?!

Do pokoju wpadła mama. Odciągnęła mnie od fragmentów obudowy.

- Dlaczego ją rozwaliłaś? – zapytała, wyraźnie zdenerwowana.

- Dostałam smsa od Ady. Wysłała mi go w dniu wypadku. Dlatego ją rozwaliłam. – wyszarpałam się z jej uścisku i wyszłam z domu. Moja mama już nie dawała sobie rady ze mną, ani z tą sytuacją. Chyba nie rozumiała jak bardzo i jak długo mogę to przeżywać.

A szkoda, bo myślałam, że otrzymam od niej należytą uwagę.



***



Byłem zdeterminowany by to zrobić. Nie należało tego dłużej ciągnąć. Przygotowałem sznur i wybrałem się do lasku. Znałem jedno takie miejsce, niedaleko starego, ceglanego mostu. W pobliżu niego stało idealne drzewo na powieszenie się. Pięknego, lipcowego dnia wybrałem się tam, razem z moim nowych przyjacielem.

Drzewo cieszyło się latem, rozwijając się w stronę słońca. Przy konarze postawiłem kamień, znaleziony nieopodal, a na jednej z wyższych gałęzi zawiązałem sznur. Stanąłem na skale, wziąłem ostatni, głęboki oddech i zsunąłem się z bryły.

Uczucie utraty powietrza było okropne. Nie powinienem był walczyć o oddech, ale to robiłem. Jednak już po chwili odpływałem z tego świata, graniczyłem między życiem, a śmiercią. Wtedy pojawił się ktoś, ktoś kto dotykał mnie i próbował postawić na kamieniu. Nie robiłem sobie z tego kłopotów, ponieważ czułem, że to wszystko zaraz się skończy. Miałem umrzeć i tyle. Straciłem przytomność.



***



Zrozpaczona próbowałam ratować życie temu chłopakowi. Był za ciężki dla mnie. Rozglądnęłam się po ziemi w poszukiwaniu czegoś ostrego. Zobaczyłam butelkę po piwie. Chwyciłam ją uradowana i rozwaliłam o kamień samobójcy. Z zawzięciem cięłam sznur. W żaden sposób nie zdążyłam złapać tego chłopaka więc, upadł, mam nadzieję, na dość miękką trawę. Poranionymi od szkła rękami, poluźniłam sznur na jego szyi. Mocno zaczerpnął tchu, wydawał się dość przytomny. Mógł być starszy ode mnie, co najwyżej o dwa lata, miał niebieskie oczy i ciemne włosy, które opadły mu na czoło. Uklękłam przy nim.

- Wszystko w porządku? – zapytałam, zdejmując z jego szyi linę. Ciężko leżał na trawie i oddychał najgłębiej jak się dało. Uniósł lekko głowę i popatrzył na mnie.

- Kurwa mać! Jesteś Klara Turska. – powiedział i z powrotem upuścił głowę na ziemię. – Nie mogę uwierzyć, że akurat ty uratowałaś mnie.

- To była ostatnia rzecz na jaką miałam ochotę. – warknęłam. – Nie mam ochoty ratować idioty-samobójcy. Radź sobie sam, żegnam.



***



- Nazywam się Krystian Rosecki. Miło było poznać! – krzyknąłem za nią.

- Pierdol się! – usłyszałem z głębi ścieżki. Zaśmiałem się, ale zaraz pożałowałem, ponieważ gardło i kark bolało mnie okropnie.

Nie umiałem zaprzeczyć, że Klara jest ładną dziewczyną. Jej zielone oczy były niesamowicie hipnotyzujące. Chyba, że była to zasługa niedotlenienia.

Dziewczyna, która była na ustach wszystkich uratowała mi życie. Zaśmiałem się jeszcze raz. Przypadek czy przeznaczenie?



***

Tydzień później



Wróciłam na swoje ukochane miejsce. Ceglany mostek. Nie było śladu po sznurze, kamieniu czy chłopaku. Na szczęście.

Próbowałam wybrać co czułam w stosunku do tego zdarzenia. Współczucie czy odrazę. Usiadłam na skraju kładki. Woda wciąż spokojnie płynęła swoim korytem.

- Wiesz, że przychodziłem tu codziennie. – odwróciłam się gwałtowanie, ledwo nie wpadając do wody. Krystian właśnie wychodził ze ścieżki.

- A miałam nadzieję, że nie będziesz się już tu więcej pokazywać. – stwierdziłam.

- Przychodziłem tu, ponieważ chciałem podziękować za to co zrobiłaś. – powiedział i przysiadł się do mnie. Popatrzyłam się na niego. Włosy odgarnięte miał na jeden bok i wyraźnie krótsze, a niebieskie oczy przyjacielski wyraz.

- Nie chce podziękowań. Szczerze powiedziawszy, nie jestem pewna, czy chce cię nawet znać. – odparłam.

- Dlaczego? – pokręciłam głową i spojrzałam znowu na Krystiana.

- Ponieważ chciałeś skończyć życie, własnowolnie chciałeś je sobie odebrać i wiesz co? Faktycznie nie zasługujesz na nie. Moi przyjaciele nie mieli wyboru, ktoś zadecydował o ich losie. Więc tak, nie chce cię znać. – wstałam i ruszyłam przed siebie.

- Klaro, zaczekaj! – zawołał i zagrodził mi drogę. – Przykro mi z powodu tego, co się stało. Przykro mi, że straciłaś swoich przyjaciół. Rozumiem…

- Rozumiesz?! – wrzasnęłam. – Gdybyś rozumiał, nie chciałbyś się powiesić. Chciałeś zmarnować tak ważną rzecz, jaką jest życie! Jak możesz rozumieć coś, czego nie szanujesz. Zostaw mnie w spokoju.

- Straciłem życie, już dawno temu. – powiedział. – Straciłem życie, kiedy mój ojciec stał się alkoholikiem i kiedy bił nas wszystkim po kolei. Straciłem życie, kiedy moja matka odeszła od nas dla młodszego bogacza. Straciłem życie, kiedy wywalili mnie z uczelni, za przewinienie kogoś innego. Straciłem życie, kiedy musiałem wrócić do tego gnoja i pracować na jego alkohol na budowach. Doskonale rozumiem, o co ci chodzi. – patrzyłam na niego w ciszy, oniemiała z wrażenia.

- Przepraszam. – oznajmiłam.

- Dziękuje. – odpowiedział.






Zapraszam do przeczytania kolejnych rozdziałów: Momenty, Zmiany i Duma

Data:

 06.03.2013

Podpis:

 Ula Bogucka

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=74524

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl