DRUKUJ

 

Tabula rasa część I

Publikacja:

 13-06-26

Autor:

 shubskin
„Tabula rasa”
Padało. Tomas idąc z wolna pustą jeszcze ulicą dużo tego dnia rozmyślał. Było wcześnie, a już miał wrażenie jak jego szare komórki sinieją od natłoku myśli. Przynajmniej one nie zbieleją –pomyślał. I w tym samym momencie zakuło go serce. Było to uczucie podobne do tego, które się doświadcza po usłyszeniu gorzkiej bądź smutnej prawdy. Tak też niestety było i w jego przypadku. Różnica była jednak taka, że gorzka prawda zasłyszana wcześniej tego ranka, dała w głowie Tomasa po prostu wyraźne przypomnienie swojego jestestwa.
Tomas był wstrząśnięty słysząc co mu dolega. Miał białaczkę. Lekarz oznajmiający mu gorzką prawdę niestety nie był na tyle uprzejmy, by po usłyszeniu owych słów, Tomas mógł sobie pozwolić na przywilej doznania szoku. Znachor wypowiedział te słowa równie beznamiętnie i rzeczowo co sprzedawczyni kiosku tytoniowego oznajmiająca po raz enty że nie sprzedają papierosów na sztuki.
Oczywiście słowa które wypluł były naszprycowane rozmaitymi detalami, których zrozumienie, jak uważał lekarz, było kluczowe dla dalszego leczenie (bądź podjęcia jego próby).
- Cierpi Pan, Panie Blanc na ostrą białaczkę szpikową, czyli acute myelogenous leukemia, w skrócie AML – przedstawił rzeczowo lekarz, nie szczędząc okazji do pochwalenia się znajomością łaciny. Po słowach tych następuje naturalny… WRÓĆ!... Po słowach tych POWINIEN nastąpić naturalny moment doznania szoku. Poprawił się w myślach Tomas. Jednak moment ten w jego przypadku nie nastąpił. Przynajmniej nie w owej chwili.
- Charakteryzuje się ona zaburzeniem proliferacji i dojrzewania komórek z nagromadzeniem form niedojrzałych w szpiku… - dalszej części wykładu Tomas nie zarejestrował. Nie chciał by jego szaraki siniały z byle powodu. Kiedy miał już popadać w zadumę doktor gwałtownym ruchem odchylił się w fotelu , złączył opuszki palców obu rąk i wygodnie się usadowił. Po upewnieniu się że jest mu dostatecznie wygodnie, zaczął drugą część swojego dumnego monologu.
- Ale nie będę Pana tu zanudzał szczegółami (oczywiście że nie ,już Pan doktor to zrobił, no ale cóż Harvard z pewnością jest z Pana dumny).- Domyślam się że musi to być dla Pana wielki cios. (o proszę, znalazł się tak poszukiwany czynnik ludzki).
- Jednak musimy skupić się na leczeniu. Naszym głównym celem jest znalezienie dawcy szpiku kostnego, jednak zanim to zrobimy musimy zlikwidować możliwie jak najwięcej komórek nowotworowych. W tym celu konieczne jest intensywne leczenie cytostatykami, aż do osiągnięcia remisji. W AML istotnym punktem jest… - Tomas już go nie słuchał. Wiedział, że samo zrozumienie monologu harvardzkiego pomiotu nie sprawi że wyzdrowieje.
- Panie doktorze?
- Tak? – spytał zdezorientowany znachor.
- Kiedy mogę zacząć leczenie.
- Myślę że pierwsze kroki powinniśmy podjąć już w przyszłym tygodniu.
- Rozumiem. Coś jeszcze WAŻNEGO ma Pan mi do przekazania?
- Nie – burknął lekarz wyraźnie oburzony faktem, że nie wszystkie jego słowa wydały się Tomasowi równie ważne. – Proszę to okazać Pani w recepcji. Zostanie Pan umówiony na samym początku przyszłego tygodnia – lekarz podał Tomasowi niezgranie wypisaną karteczkę, przy czym „niezgrabnie” było delikatnym określeniem. Powszechnie wiadomym jest że lekarze Pisza niewyraźnie, jednak rozszyfrowanie pisma urażonego lekarza, jak się później okazało, było nie lada wyzwaniem nawet dla recepcjonistki. Po wręczeniu karteczki Tomasowi, lekarz gwałtownie wstał, co było ewidentnym zaproszeniem pacjenta do wyjścia.
Zaczynało padać coraz mocniej. Tomasa ulubiona, biała bluza z kapturem chłonęła deszczówkę jak gąbka. Przylegająca do jego ciała bawełna była zimna i na pewno zwiastowała kolejne zapalenie oskrzeli a może nawet płuc. Jednak Tomas nie przejmował się tym specjalnie. W ciągu ostatnich dwóch lat chorował na zapalenia wszelkich narządów układu oddechowego nad wyraz często. Z tego powodu bywał niejednokrotnie uraczany przez matkę teatrem jednego widza. W teatrze tym on był widzem, a matka aktorem, a konkretniej mówiąc Konradem z powieści Mickiewicza wygłaszającym błagalny monolog niczym Wielką Improwizację w jego stronę na temat konieczności ciepłego ubierania się.
Wiedząc to co wie teraz, poczuł swoistą ulgę. Mimo iż nie lubił biologii, niejednokrotnie bywał zmuszany do jej przyuczenia za sprawą niezwykle wymagającej nauczycielki zwanej pieszczotliwie przez uczniów – rosiczką. Podczas przerabiania materiału z układu oddechowego Tomas zasłyszał, że zapalenie płuc oraz oskrzeli może być objawem nawet białaczki. Jednak fakt ten był zasłyszany na tyle dawno, że skrył się w czeluściach pamięci Tomasa w sekcji „Na czarną godzinę”- O ironio!
Tak czy inaczej została wydobyta właśnie teraz i właśnie teraz była powodem ulgi Tomasa, ponieważ to by świadczyło, że wcale nie ubierał się zbyt „lekko”. No z wyjątkiem dzisiejszego poranka. Pogoda tego dnia postanowiła zrobić mu psikusa (albo jeszcze wczoraj zrobiła to pogodynka) i zmieniła się diametralnie. Z tego też powodu ubrał swoją białą, letnią bluzę z kapturem. W szafie miał sporo białych ciuchów. Biały był w końcu jego ulubionym kolorem. Cóż za ironia!
Mimo kiepskiego nastroju Tomas uśmiechał się do siebie. Kto by pomyślał że kolor, który lubił najbardziej, który symbolizuje czystość i niewinność dosłownie zeżre go od środka. Na domiar złego, dla niego pozostanie już tylko kolorem śmierci. Dlaczego nie – pomyślał. W końcu meksykanie podczas żałoby chodzą ubrani właśnie na biało, a śmierć denata jest powodem do radości z powodu rzekomego odejścia do innego świata. I ponownie ogarnął go smutny ból w sercu. Całą drogę próbował się naprzemiennie pocieszać i dołować, dostrzegając coraz to nowe powody do pocieszeń i dołowań. Niekiedy wyraźnie absurdalne jak np.: „Skoro już biel to dobrze że nie bielactwo, nie chciałbym wyglądać jak osławiony Michael Jackson, u niego wszystko widać, u mnie nie”. Jednak po tej marnej próbie pocieszenia poczuł się winny posiadania tak kamiennego serca i braku współczucia. Przecież moje cierpienie nie jest najważniejsze. Jak to nie jest ?! – przekonywał sam siebie. On na to nie umarł a ja mogę. W tym samym momencie pomyślał o swoim sercu jak z kamienia. Nawet Stephen King w jednej ze swoich książek pisał : „Ziemia serca mężczyzny jest kamienista”. Jednak w obecnej chwili serce Tomasa zalewało najzwyklejsze błoto. Każda ziemia potraktowana takich deszczem zamieniłaby się w błoto. I tak też się czuł. Dziwił się jak często pogoda odzwierciedla jego, jakby to ujął kiepski angielski poeta: „pogodę w jego sercu”. Zdarzało się tak, że słoneczne dni, pozornie nieudane, były mimo wszystko pozytywne. Tomas wiedział, że to zasługa właśnie pogody. Słońce dodawało mu sił niczym Supermanowi. Wiedząc to czuł dodatkową satysfakcję, że łączy go coś z jednym z superbohaterów komiksowych, których tak bardzo lubił. Jednak Tomas nie widział się w stroju superbohatera w kolorach czerwieni i granatu. On preferowałby strój koloru… BIAŁEGO!
I znów te drobne ukłucie w sercu.
Z drugiej jednak strony wiedział, że etap choroby stanie się nowym etapem w jego życiu. Rozpoczynając nowy rozdział życia nie zakładamy z góry przecież, że skończy się on dla nas źle. Zawsze tworzymy nowy rozdział po to, by zażegnać stary. By wprowadzić do naszego życia coś innego, świeżego. To jest coś jak nowa podróż. Tak powinienem to traktować – pomyślał Tomas. Nowa podróż jest źródłem bagażu nowych doświadczeń. Może to okres i czas aby stać się lepszym człowiekiem? – dumał, starając przekonać samego siebie Tomas. Nowe doświadczenia ukształtują mnie jako nowego człowieka. To będzie coś, coś jak … Tabula rasa!
Na tę myśl Tomas poczuł przypływ nowej energii i automatycznie przyspieszył kroku. Do dworca było już niedaleko. Miał już dosyć tej pieszej wędrówki, zwłaszcza w tym deszczu. Pozwolił sobie na mokry spacer tylko dlatego, że w gabinecie lekarskim przegapił chwilę przeznaczoną na przeżycie szoku, dlatego też moment ten musiał odłożyć na później. Oczywiście wszystko za sprawą bezdusznego lekarza. No ziemi w JEGO sercu to nie zruszyłby nawet biblijny potop – pomyślał z kwaśną miną Tomas. Jednak dzięki spacerowi mogłem wszystko przemyśleć – stwierdził sucho.
Drogę z przychodni do dworca pokonał w pół godziny. Niebo zaczynało się przejaśniać. Tomas z lekkim uśmiechem wsiadł do autobusu i zasiadłszy przy oknie, zaczął rozmyślać co pozytywnego może przynieść mu nowa podróż.

Data:

 25.06.2013

Podpis:

 Shubskin

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75301

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl