DRUKUJ

 

Ania

Publikacja:

 13-09-09

Autor:

 RomanWeglarz
Wbiega na ulicę. Pisk hamulców. Maksymalnie przyspieszone tętno. Huk!
Pisk w uszach jest nie do zniesienia. To bardzo spowalnia moje myśli. Całe ciało mam niewyobrażalnie sztywne.
Rozległ się sygnał szybko zbliżającej się karetki. Powiększa się grupka gapiów. Kierowca ciężarówki szlocha i pochłania papierosy w zaskakującym tempie. Wreszcie dotarli sanitariusze. Zabierają nieprzytomną kobietę do ambulansu.
Męczący pisk powoli ustępuje miejsca innemu monotonnemu dźwiękowi. To chyba jakiś alarm. Co się ze mną dzieje? Nie mam siły otworzyć oczu.

- Pana żona uległa poważnemu wypadkowi. Jej stan jest niestabilny nie możemy jej wybudzić. Może pan teraz do niej pójść.
Lekarz jest doświadczonym specjalistą. Mówi straszne rzeczy ciepłym i poważnym głosem. Widzi ból mężczyzny, ale wie że nie może angażować się emocjonalnie w cierpienia swoich pacjentów. Ściąga tylko swoje krzaczaste brwi i kładzie smukłą dłoń na ramieniu Jakuba.
- Ania jest w najlepszych rękach. Zrobimy co w naszej mocy. Naprawdę mi przykro. Tu ma pan numer mojego telefonu. Proszę dzwonić niezależnie od godziny.
Jakub nie może wykrztusić ani słowa. Stoi z na wpół otwartymi ustami i wizytówką w ręku. Jego świat legł w gruzach. Kolorowa chmura marzeń prysnęła jak bańka. Dziwi się, że nie uronił do tej pory ani jednej łzy. Rusza do ukochanej.

Wciąż nie dam rady podnieść powiek ale moje myśli są bardziej przejrzyste. Chyba jestem w szpitalu. Słyszę jakieś urządzenia, czuję igłę wbitą w przedramię. I chyba ktoś tu jest. Kuba? Tak jest przy mnie. Jak zawsze gdy się wpakuje w kłopoty i jak zawsze strzela przy tym stawami palców.
Jakub porusza się nerwowo na krześle nie spuszczając wzroku z żony. Chwyta jej rękę w przegubie.
- Aniu...

Bardzo jasne promienie słońca budzą Jakuba. Chwilę potem wchodzi lekarz ze swoją świtą. Na końcu wchodzi pielęgniarka pchająca brzęczący wózek z lekami.
- Doktorze!
Młody mężczyzna wygląda fatalnie. Podkrążone z niewyspania oczy, koszula w kratę koszmarnie pognieciona.
- Czy ona z tego wyjdzie? Kiedy Ania się obudzi?
- Czuję się paskudnie jak to mówię ale musi pan zrozumieć, że Ania się nie obudzi.
Kolejny powalający cios spowodował, że Jakub z powrotem ląduje na krześle. Nie może opanować trzęsących się rąk. Coś palącego wydziera się przez jego gardło. To chyba dusza... Nie. Będzie wymiotował.

Budzę się. Czuję trzy dłonie na swoim ręku. Jedna jest spora, jakby wysokiej kobiety, ale ja doskonale wiem, że to filigranowe palce mojego kochanego informatyka. Pozostałe dwie łapki należą do mojej słodziutkiej córeczki. Wyobrażam sobie, że ma zamknięte oczka gdy tak mocno ściska moje przedramię.
- Czemu mamusia tak długo śpi? Jest chora?
Ojciec zmierzwia Dominice włosy i rude serpentyny sypią się każda w inną stronę.
- Mamusia cię bardzo kocha. Przytul ją teraz to poczuje się lepiej.
Jego głos jest zdławiony przez płacz. Płacze bez przerwy, ale łzy nie wydobywają się na zewnątrz. Zalewają go od środka.

Po ponad dwóch miesiącach Jakub szykuje się do szpitala. Nie wie co na siebie włożyć. Decyduje się jednak na czarny kolor. Patrzy w lustro. Nie poznaje się. Wszystkie jego włosy nabrały srebrnego koloru, stracił kilka kilogramów. Patrzy otępiałym wzrokiem, miewa niekontrolowane ruchy, wybucha na przemian płaczem i wściekłością. Nie może pogodzić się z losem małżonki. Ania bardzo się męczy. Miała operacje, po których rany się nie goją bo serce prawie w ogóle nie pracuje mimo iż jest podłączone do najnowszej aparatury. Odwiedza ją każdego dnia i widzi jak ulatnia się z niej życie. Jest tak przeraźliwie chudziutka. Zastanawia się czy podjął słuszną decyzję.

Jest już na miejscu. Odebrał Dominikę od siostry, która teraz się nią zajmuje. Trzyma córkę na rękach. Lekarz jest bardzo poważny i unika jego wzroku.
- Teraz pocałujesz mamusie bardzo, bardzo mocno i pójdziesz z panią pielęgniarką dobrze?
Budzę się. Czuję jak niezdarne ciałko ładuje się na moje łóżko. Moje dziecko zaśliniło mi cała twarz obsypując pocałunkami. Teraz Kubuś ściska moją dłoń chyba z całej siły. Bolą mnie palce, w które wrzyna się obrączka. Ukłucie. Jakaś lodowata substancja rozpływa sie po moim ciele. Nie czuję już bólu miażdżonych palców. Jest mi zimno. Wydaje mi się, że gdy oddycham to powstaje para. Huu. Przeraźliwie zimno.
Lekarz wyciągnął igłę, zmarszczył wielkie, czarne brwi i spojrzał na zegarek.
- Siostro! Proszę zapisać godzinę zgonu. Jest 13:23.

Data:

 30.05.2013

Podpis:

 RomanWęglarz

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75645

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl