DRUKUJ

 

Różowy Pinokio

Publikacja:

 15-06-04

Autor:

 jolsokolowska079sok
Książeczka z przygodami Różowego Pinokia i Misia w Krainie Niekończącej się Bajki, wydana przez Warszawską Grupę Wydawniczą, już w przyszłym tygodniu ukaże się w księgarniach w całej Polsce.

Zapraszam serdecznie małych czytelników.


Jolka

************************************************************************************


Mały, pluszowy miś prawie od zawsze siedział na półce w sypialni Ewy. To był jego dom. W nim zestarzał się i wyblakł, niedawno zaczęły sypać się z niego trociny, oczy z czarnych guzików straciły dawny, promienny blask. Przytłaczała go samotność. Chciał nadal być zauważany, przytulany i kochany. Taka jest natura pluszowych misiów. Misiowi zrobiło się raźniej, gdy Ewa postawiła obok niego drewnianą, różową kukiełkę. Miś miał przynajmniej z kim pogadać. Z zapartym tchem słuchał barwnych opowieści Różowego Pinokia o Krainie Niekończącej Bajki. Zasłuchany patrzył na przyjaciela z podziwem i zazdrością.

- On przynajmniej jest częścią bajki - powtarzał, pociągając czarnym noskiem.

Czas płynął. Przeminęły lato i jesień, a ściany sypialni miały ciągle ten sam wygląd. Dni Misia coraz bardziej przepełniała tęsknota za czasami, gdy był ulubioną maskotką Ewy. Gorące łzy nieraz spływały z pluszowego policzka. Różowy Pinokio stał obok na półce coraz częściej niemy i zamyślony. Wspomnienia przygód były tak żywe. Pluszaka to jeszcze bardziej przygnębiało, smutny zakrywał oczy łapkami.

Aż pewnego dnia:

- Mam też dosyć tej nudy, uciekniemy do Krainy Niekończącej się Bajki - nagle zarządził Pinokio.

Miś wybałuszył na niego oczy z guzików. Nie znał Krainy Niekończącej się Bajki, bo i skąd miał znać? Nigdy w niej nie był, dotąd jego jedynym światem była sypialnia Ewy. Obietnica przygody zawarta w opowiadaniach różowego przyjaciela brzmiała zachęcająco.


****

Zimowej nocy sypialnia jest pusta, Ewa jest nieobecna. Wszędzie jest cicho, blask księżyca oświetla pokój.

- Teraz albo nigdy - oświadcza Różowy Pinokio, zeskakując z białej półki.

Miś nie wierzy uszom.

- Nie uprzedził mnie, że to będzie tej dzisiaj - mamrocze, niemrawo podążając za przyjacielem.

Pinokio wyciąga z kąta taboret i podsuwa go do okna.

- Okna nie można otworzyć, jest szczelnie zamknięte! - stwierdza z przerażeniem.

- Są jeszcze drzwi, mądralo!

Na szczęście, drzwi nie są zamknięte na klucz. Pinokio z trudem dosięga mosiężnej klamki. Próbuje raz po raz, szarpie, w końcu oporna klamka puszcza. Przeskakują próg i pędem pokonują długi, ciemny przedpokój. Mają niewiele czasu, zaczyna powoli świtać.

- Misiu, jeszcze parę kroków i będziemy na skraju brzozowego zagajnika, przebieraj żwawiej nogami.

- Cierpliwości! To dla mnie nie takie proste – mruczy pod nosem pluszak, oglądając się co chwilę za siebie.

M wyrzuty sumienia, że znika bez słowa.

- Ewa jest już dorosła i nie ma dzieci - szepcze cichutko, usprawiedliwiając się sam przed sobą.

Z zadumy wyrywa go głos zniecierpliwionego przyjaciela.

- Misiu, wyluzuj! Wskakuj do plecaka, poniosę cię, przed nami długa droga – ponagla.

Miś wystawia czubek nosa z plecaka.

- Brr, Brr, ale zimno.

Pinokio patrzy na przyjaciela podejrzliwie.

- Chyba masz stracha, pluszaku?

- I to ma być współczucie! - odpowiada szorstko Miś.

Kierują się w stronę majaczącego w oddali zagajnik. Wydaje się, że Pinokio zna drogę. Mróz przenika drobne ciała na wylot, wyczerpuje siły, nogi grzęzną w głębokim śniegu, plecaczek nieznośnie ciąży...


****

Kuchenne okno w mieszkaniu Ewy zamiast szyby ma wstawiony witraż. Tego ranka szkiełka przybierają niebieskawy odcień. To źle wróży, mróz nie odpuści.
Dziewczyna wybiega pospiesznie z mieszkania. Na starym zegarze właśnie wybiła ósma; spóźni się do pracy, szef będzie wściekły. Po chwili wyjeżdża samochodem z garażu. Za zakrętem skuty mrozem zagajnik widnieje jak kiczowaty pejzaż, zamknięty w białe ramy. Na jego tle widać drobną, skuloną postać. Mały chłopiec próbuje pokonać głęboką zaspę, z oddali wyraźnie słychać płacz i narzekania. Ewie, z trudem udaje się zatrzymać się na oblodzonej drodze, podchodzi do chłopca.

- Zgubiłem drogę do Krainy Niekończącej się Bajki – skarży się nieśmiało.

Wbija w Ewę smutny wzrok, poprawia wypchany plecaczek i sterczącą na głowie różową czapeczkę. Jest zmarznięty i zmęczony, aż żal patrzeć. Chlipanie chłopca przechodzi w cichy szloch.

- Nie płacz! Wiem jak tam trafić - Ewa słysząc wypowiedziane przez siebie słowa, truchleje. - Co ja plotę? – Próbuje zebrać myśli.

Zamyka oczy, w głowie ma mętlik. Co się ze mną dzieje? Po chwili powoli podnosi powieki. Przed nią nadal stoi chłopiec o brązowych, błyszczących oczach o kształcie migdałów i ustach namalowanych czarną kredką. Spod popielatego płaszczyka sterczą drewniane, chude nogi. Wielkie kamasze też są z drewna, ledwie wystają ze śniegowej zaspy. Twarz malca wydaje się Ewie znajoma.

- Dziwne! Zupełnie jak u różowej kukiełki z białej półki w mojej sypialni.

Okolica też wydaje się znajoma, dokładnie przypomina wyglądem wyjętą z jej opowieści Krainę Niekończącej się Bajki! Łapie głęboki oddech, nozdrza łapczywie podążają za unoszącą się w powietrzu orzeźwiającą wonią, obudzonej wiosennym słońcem, młodej trawy. Brzozowy zagajnik nie nosi najmniejszych śladów zimy, jest soczyście zielony, tętni radosnym szczebiotem ptaków. Motyle nie ustają w powietrznej gonitwie. Słońce cudownie przygrzewa. Od razu na duszy robi się raźniej. Nagle z plecaczka, przewieszonego niedbale przez ramię Pinokia, wydobywa się cienki głosik.

- Możesz już wyjść guzdrało – odezwa się drewniany chłopiec, stawiając na trawie plecaczek.

Ewa dostrzega małą postać, z miłością wpatrującą się w nią parą czarnych oczu. Ich spojrzenia spotkają się.

– Mój Miś?

Podnosi Misia i mocno przytula. Powracają wspomnienia z dzieciństwa, jest znowu małą dziewczynką z rudymi jak sierść wiewiórki warkoczami. Przed oczami staje jej obraz domu rodzinnego, radosnego i bezpiecznego. Przypomina sobie dzień, w którym dostała od ojca wymarzonego misia. Po raz pierwszy od wielu dni czuje, że może się szeroko uśmiechnąć.

– Hej! Słyszycie mnie? Nie mamy czasu do stracenia. – Niecierpliwy głos Różowego Pinokia wyrywa ją z zamyślenia.

Ruszają krętą, piaszczystą ścieżką, prowadzącą przez sosnowy las. Ani śladu wiatru. Misiowi zdaje się, że przydrożne drzewa wyciągają do niego ramiona. Rozgląda się ostrożnie. Przez grube gałęzie przebłyskuje czysty jak kryształ strumień. Słychać plusk wody. Widoki przemawiają do wyobraźni.

- To nie jest sen, to nie jest sen - mruczy i wtula się w Ewę.

Całym sobą chłonie bijące od niej ciepło. Jest mu dobrze. Pinokio biegnie przodem, wygląda na zaniepokojonego.

- Dawno tu nie byłem - szepcze.

- Jesteśmy już niedaleko, doskonale znam drogę - uspakaja go Ewa.

Za kolejnym zakrętem białej drogi otwiera się przed nimi niezwykły ogród. Zaprasza jak starych znajomych. Jawi się niczym panna młoda w zwiewnej, pastelowej sukni. Baldachim z gałęzi dorodnych jabłoni, obsypanych blado - różowym kwiatowym puchem, otula szerokie wejście. Słodko pachną, aż kręci w nosach. W głębi olbrzymie, białe konwalie kuszą niczym wielki puchar lodów waniliowych. Żółte żonkile rozwarły kielichy. Kwiatów jest mnóstwo i to przeróżnych. W czerwieni zachodzącego słońca kwiatowe rabaty lśnią, jak rozwinięta na trawie tęcza. W Kwiatowym Ogrodzie mali wędrowcy dostrzegają to, czego nie sposób było zobaczyć z daleka. Zachwytom Misia nie ma końca.

Pinokio ćwierka jak ptaszek: - A nie mówiłem, to moja kraina. Tu nie ma miejsca na smutki.

Podnosi dumnie brodę i znacząco zerka na pluszaka.

- To prawda - odzywa się Miś z przekonaniem.

Ewa ma wrażenie, że jej uwolniony szczęśliwy duch unosi się wysoko, tańcząc na tle bezkresnego nieba. Miś widząc jej radość rzuca pełne nadziei spojrzenie.

- Czy zostaniesz z nami? - pyta nieśmiało, tak by nikt nie słyszał.

- Bardzo bym chciała, ale naprawdę nie mogę, czeka mnie jeszcze dużo pracy – odpowiada smętnie.

Miś posyła za nią żałosne spojrzenie.


****

W środku nocy w pokoju na piętrze panuje styczniowy zmrok. Ewa przeciera zaspane oczy, chłód zdaje się zgniatać kości. Zapala świecę. Przed nią na biurku stoi laptop, ekran monitora jest czarny.

- Znowu awaria, koniec pisania na dziś.

Wstaje z krzesła. Za oszronionym oknem dużymi płatkami pada śnieg. Wiatr nawiał go równiutko, aż po same czubki płotów. Zagląda do sypialni, na jej twarzy pojawia się nikły uśmiech. Biała półka jest pusta.

Data:

 2015

Podpis:

 Jolka

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78298

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl