DRUKUJ

 

Kolejna stacja

Publikacja:

 16-02-07

Autor:

 Lew
Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. Wyszedł do centrum tylko na chwilę aby sprawdzić, czy nadeszła aura prawdziwej jesieni. Wybrał maleńką kawiarnię z otwartymi na oścież drzwiami, z której wnętrza dobiegał odgłos tamtej starej tęsknoty. Wszedł aby poczuć ją raz jeszcze.

Wtedy wydało mu się, że wszystko jest lepsze, a jednak jeden głęboki oddech dzisiaj jest prawdziwszy od stu tysięcy słów zapewnień, które obróciły się w perzynę. Zimnymi ustami zdmuchnął stare okruchy ze stołu.
Życie dotknęło po swojemu i po swojemu zdecydowało o tym co faktycznie lepsze. A reszta to czas. Musiał zaprosić czas do codziennych zajęć, myślenia i życia. Zaprosić czas do łóżka, ale nie przespać go. Przespać się z czasem, żeby sprawdzić jak to jest. A potem, żeby zauważyć, że znów zawisła jesień nad miastem, lecz ono jeszcze nie śpi, wciąż żyje. Miasto wynajęte tylko na trochę, na jakiś czas, na jeden pobyt w kawiarni. Miasto zatrzymane gdzieś w polu niczym pociąg, który bezradnie odmówił dalszej jazdy. W każdej chwili można by jednak podłączyć lokomotywę z drugiej strony, i z pierwszym buchem pary nieoczekiwanie odkręcić bieg zdarzeń. Przybliżyć odległe miasta. Zacząć od jakże zużytego słowa „nowe”. Znaleźć nową drogę po beznadziejnym postoju, na rozstaju, na pustkowiu, nieopodal walącej się stacyjki „Scysja”.

Dziś kiedy z nią rozmawia, wyczuwa to demellowskie przebudzenie, podwójną, potrójną świadomość, naturalność, aurę, zgrabne poruszanie się nie odchodząc od wiodącego tematu. Dowcip, inteligencję, brud, chropowatość, nieprzystawanie. Bo kobiety mają potrzebę bycia dla kogoś, a mężczyźni bycia dla świata – przeczytał w książce Krystyny Jandy z małpą w tytule. I zdał sobie sprawę, że nie może służyć światu. Przecież do niedawna był ledwie odbijającym się od dna wrakiem, z rozbitym poczuciem tożsamości i tylko ta wrażliwość mogła być jego siłą. Tak samo teraz, oceniał, że to co silne wokół i w nim to nadal ta wrażliwość, ta słabość uświadomiona, to bezwarunkowe poddanie po wielu próbach. To walenie głową w mur po to, by w końcu się ocknąć i stwierdzić, że dziura została wybita dokładnie w przeciwległym miejscu.



Po „Scysji” wyszli na zewnątrz. Oprowadza ich blask śnieżnobiałego światła, stąpają po ziemi, są dziećmi ziemi, tego świata, tego słońca, tego czasu, tej przestrzeni, tego wiatru, tych dokonań, tego wkurwu i tych frustracji. Skądś się wzięli. Nie oni jedni, i nie sami. Coraz więcej podobieństw, w tych pięknych – niezastąpionych różnicach.

Data:

 dawno temu

Podpis:

 Lew

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79184

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl