DRUKUJ

 

Ucieczka

Publikacja:

 17-01-15

Autor:

 Kemilk
Butelka w dalszym ciągu leżała na środku pokoju, jednak nikt nie zwracał na nią uwagi. Jedynie stara gruba mucha czasami podlatywała do niej, sprawdzając, czy dywan pod butelką za bardzo się nie wgniótł.

Alojzy leżał na kanapie, udając martwego. Miał oczy szeroko otwarte, wpatrzone w jeden punkt. Nawet nimi nie mrugnie. Jednak w jego głowie, tlił się iście szatański pomysł. Tylko czy uda mu się go zrealizować? Jego obolałe ciało przypominało mu o ostatniej libacji. Nie pamiętał wszystkiego, jednak stan po imprezie zaniepokoił go. Przede wszystkim brakowało mu lewego ucha oraz z czym pogodziłby się bez problemu, ktoś obciął mu także mały paluszek u nogi. Paluszek był w szklance, ale ucha nie było nigdzie.

Postanowił poznać prawdę. W tym celu ubrał zielone skarpetki, różowe majtki, pomarańczowy podkoszulek, białe buty i tegoż koloru spodnie, nałożył na głowę czapeczkę z daszkiem i udał się do hipnotyzera. Spotkał go zawód, gdyż hipnotyzera znalazł leżącego we krwi. Był martwy! Bez namysłu, wszedł do sąsiedniego pokoju, by spytać się jasnowidza, czy może go oświecić. Jednak i jasnowidz nie żył, a obok niego leżało jego ucho!

To wzbudziło w Alojzie niepokój. Czy ktoś śledzi jego myśli, czy ktoś nie chce, by poznał prawdę? Postanowił nie poddawać się i ile sił w nogach, pognał do swojego mieszkania, by jak najszybciej założyć maskę gazową, która być może uchroni go od osobnika czyhającego na jego myśli. Tym razem udało się. Zadowolony z siebie stanął przed lustrem, by upewnić się, czy rzeczywiście na głowie ma założoną maskę gazową. Była. Z jego gardła wydobyło się westchnienie ulgi. Powoli obrócił się na pięcie i poszedł w kierunku wyjścia. Jednak coś kazało mu przystanąć. W pokoju coś się zmieniło.

Zaczął szukać. Lekko urwana zasłona wciąż wisiała, zasłaniając kawałek wybitego okna. Kanapka leżąca na parapecie była jedynie bardziej zaschnięta. Na stole leżała gazeta. Wciąż ta sama. Cóż u diabla się zmieniło. Zamarł. Na podłodze nie było butelki. Został po niej ślad w postaci lekko wgniecionego dywanu.

W jego głowie w ciągu jednej milionowej sekundy przeleciały dwie myśli. Jedna do przyjęcia, druga zaś była na tyle przerażająca, iż nie chciał jej nawet wypowiedzieć. Jednak to ona właśnie była bardziej prawdopodobna. Powoli i on dochodził do tego wniosku. Przecież to raczej niemożliwe, by zbieracz butelek wszedł do jego mieszkania i wziął butelkę, tym bardziej że mieszkanie było zamknięte na starą poniemiecką kłódkę. To, co sobie uzmysłowił, sprawiło mu nieopisany ból. Znowu go znaleźli, a maska gazowa, która do tej pory broniła go przed nimi, tym razem stała się bezużyteczna. Znaleźli sposób na zneutralizowanie jej działania.

Czy to miał być ich gorzki żart, czy też otwarty atak, tego jeszcze nie wiedział? Z rozmachem otwarł lodówkę. Tym razem się tego spodziewał. Usiadł na krześle i rozmyślał. Czy ma wystarczającą ilość sił, by się bronić, uciekać przed nimi? Spojrzał jeszcze raz na lodówkę. Była cała wypchana salami. A przecież on tak nie lubi jeść tej przeklętej oślej kiełbasy.

Jego myśli wróciły do wczesnego dzieciństwa. Leżał wtedy w kołysce. Miał, co najwyżej dwa miesiące. Wtem nagle nad kołyską pochylił się jego ojciec i dał mu do buzi salami. Ledwo poczuł ten smak, zwymiotował. Pierwsze traumatyczne wspomnienie, zaważyło na jego życiu. Teraz ból wrócił ze zdwojoną siłą. A tak bardzo chciał o nim zapomnieć. Siedział na krześle i patrzył na lodówkę wypełnioną po brzegi salami. Zwymiotował.

Powoli wstał z krzesła i przekrwionymi oczami spojrzał na swe odbicie w lustrze. Zrzucił bezużyteczną już maskę gazową. Z szafy wyciągnął kanister pełen benzyny i rozlał ją po pokoju. Zapalił zapałkę i rzucił na podłogę. Czekał, aż płomień opanuje cały pokój. Dopiero wtedy miał szansę uciec. Niknąc w oparach dymu, wyciągnął spod stolika ciało swojego dawnego kolegi, nałożył na jego szyję swój amulet. Sam zaś otworzył ukryte przejście w ścianie obok lodówki i wszedł do niego przez nikogo niezauważony. Może teraz stanie się wolnym człowiekiem.

Data:

 2016

Podpis:

 Józef Kemilk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80309

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl