DRUKUJ

 

Odpowiedź jest blisko

Publikacja:

 17-03-17

Autor:

 wrobcio0
Odpowiedź jest blisko
6 rano: Dźwięk budzika. Oswojony z tym dźwiękiem 30-letni Jacek zrywa się z łóżka. Robi to niemal automatycznie - bez zastanowienia. Każdy dzień z jego życia wygląda tak samo - niemal od 5 lat. Praca od 8 do 16 - 5 dni w tygodniu. Sobota - praca w domu - przecież nie zrobi wszystkiego w godzinach swojej pracy. Szef co piątek daje Jackowi pracę do domu - przeważnie robota papierkowa, dlatego Jacek nie ma co liczyć na to, że wyśpi się szóstego dnia tygodnia. Znowu wstaje o 6. Śniadanie, praca - przecież nie może zawieść szefa -w końcu na jego miejsce jest rzesza chętnych (uroki pracy w korporacji). Gdy już skończy z robotą zleconą przez szefa nadchodzi wieczór. Jacek jest wykończony - nie ma siły na wyjście ze znajomymi (nawet gdyby ich miał - w korporacji nie ma czasu na poznawanie ludzi). Kolacja, szybki prysznic i spać. Niedziela jest jedynym dniem, gdy Jacek może odpocząć po ciężkim tygodniu i odwiedzić ukochanych rodziców. Wstaje o 8, na 9 do kościoła (wychowany w wierze, choć jego obecność co niedzielę w kościele zdaje się być kwestią przyzwyczajenia). Przed kościołem, jak co tydzień, stoi uśmiechnięty, starszy pan - bezdomny. Jacek nigdy nie rozumiał z czego on tak się cieszy - przecież nie ma mieszkania, pieniędzy - nie ma niczego. Jacek nie wiedział też, czemu starszy pan co tydzień stoi przed drzwiami kościoła, chociaż nie żebrze. Jedyne co robi to stoi i wita każdego uśmiechem. Po mszy Jacek jedzie do rodziców. Wsiada do swojego 10 letniego samochodu - wreszcie może się nim przejechać - w tygodniu szkoda mu pieniędzy na benzynę -przecież trzeba za coś spłacić kredyt na mieszkanie. W aucie już od pół roku nie ma płynu do spryskiwaczy - miał go kupić, ale w tygodniu nie ma czasu, a w niedzielę przecież nie robi się zakupów . Mama zawsze mówiła, żeby w niedzielę nic nie kupować . "Poświęć ten czas Panu" - mówiła. Wreszcie dojechał. Mała wieś pod jednym z większych miast w kraju. Niecałe 40 km od mieszkania Jacka w mieście. Mama gdy tylko zauważa Jacka, zaczyna podgrzewać zupę - rosół. Ojciec siedzi na fotelu, paląc fajkę i czytając prasę. Jacek daje buziaka mamie i całuje ojca w rękę - tu od zawsze panowała zasada władzy patriarchalnej . Rozmowa z ojcem, obiad, drzemka i znowu do samochodu. Już 16, trzeba wracać. O 17 Jacek wchodzi do mieszkania (nie pędził w trasie - nie chce dostać mandatu - skąd weźmie na spłatę kredytu). Zjada kolację, po czym nachodzą go różne myśli - czemu jestem nieszczęśliwy? Zarabiam, mam samochód, pracę. Czego mi brakuje? Zaczyna przeglądać Internet, poszukując odpowiedzi na swoje pytanie. Ludzie mają różne recepty na szczęście. Przeważnie jednak rzecz kręci się wokół jednego - pieniędzy. Jacek przyznaje rację internautom - od jutra będzie starał się jeszcze bardziej, trzeba zaimponować szefowi, może dostanie podwyżkę. No ale starczy już tego rozmyślania o szczęściu - jutro Jacek zaczyna o 8 - jak co tydzień . Pora spać.

Data:

 2017-03-17

Podpis:

 pokorny

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80455

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl