DRUKUJ

 

Państwo Florek-Rozdział IV-Od punktu A do punku B

Publikacja:

 17-12-01

Autor:

 Kemilk
Krzysztof usiadł za kierownicą i z piskiem opon ruszył do pracy. Był w swoim żywiole, uwielbiał jeździć szybko i właśnie miał ku temu doskonałą okazję. Niestety nie ujechał zbyt daleko, gdyż na pierwszym dłuższym odcinku zza krzaków wyskoczył policjant wyposażony w „suszarkę” i machnął na niego. Ratując sytuację, przeistoczył się w kulturalnego kierowcę, który całkowicie przypadkowo dokonał wykroczenia drogowego, włączył migacz i zjechał na pas awaryjny. Tam zatrzymał się, wyłączył silnik i czekał na policjanta.
- Dzień dobry panu, proszę przygotować prawo jazdy i dowód rejestracyjny. - Policjant wydał standardowe polecenie.
- Panie policjancie, zagapiłem się. To się więcej nie powtórzy. - Krzysztof bez najmniejszego wysiłku udał skruszonego.
Policjant często słyszał tego typu tłumaczenia, więc nie zdziwił się zbytnio tej formie obrony. Czekając na dokumenty, zerknął do samochodu i oniemiał. Na przednim siedzeniu znajdowała się klatka z siedzącym pingwinem, który wydawało się, iż z uwagą się mu się przypatrywał. Policjant przetarł oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Jego rozmyślania przerwał Krzysztof.
- Panie władzo, proszę, to są moje dokumenty.
Policjant machinalnie wziął je do ręki i powolnym krokiem poszedł do radiowozu. Czy jest możliwe, że pół litra, jakie skonsumował poprzedniego dnia, krąży jeszcze w jego żyłach? Wyciągnął alkomat i dmuchnął w niego. Wynik wyświetlony przez alkomat nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Był zupełnie trzeźwy, a to zaś oznaczało, iż w tamtym samochodzie faktycznie siedzi pingwin. Już nieco pewniejszy siebie, ponownie ruszył w kierunku zatrzymanego pojazdu. Tu niestety czekała na niego kolejna niespodzianka. Obok Forda Escorta Krzysztofa, zaparkowana była żółta Syrena 105L, której na drogach raczej się już nie spotykało. Samochód był pusty, co świadczyło jedynie o tym, że wielki facet stojący przy zatrzymanym przez niego Fordzie, to kierowca Syreny. Zaciekawiony podszedł do Syreny, by przypomnieć sobie, jak wyglądały samochody z siermiężnego socjalizmu. Zajrzał do pojazdu i ponownie w ciągu tego dnia zaniemówił..., na przednim siedzeniu w klatce siedział pingwin. To czarno-białe stworzenie z ciekawością mu się przyglądało i mógłby przysiąc, iż mrugnęło do niego. Mimo jego doskonałej kondycji fizycznej, która była potwierdzona przez coroczne testy sprawnościowe, jakie obligatoryjnie przechodził każdy funkcjonariusz, jego organizm nie wytrzymał nadmiaru wrażeń i wyłączył się. W efekcie czego leżał zemdlony obok żółtej Syreny. Tymczasem Eryk pochylony w kierunku Krzysztofa, wyjaśniał sytuację.
- Krzysztof, ten pingwin, którego ci dałam, nie może z tobą jechać. On był przeznaczony do wypożyczenia do ogrodu w Hoboken. Przywiozłem ci innego, jest nieznacznie grubszy, ale poradzisz sobie z nim. Wymienimy tylko klatki i spadam do pracy.
- Naprawdę nie ma sprawy Eryk. Mnie tam wszystko jedno, którego mi dasz.
Krzysztof wyszedł z samochodu, chwycił klatkę z pingwinem i ruszył w kierunku samochodu Eryka. Eryk w tym czasie poszedł do swojego wozu i wyciągnął klatkę z drugim pingwinem, położył ją obok leżącego policjanta i czekał na Krzysztofa. Krzysztof wpakował klatkę z pingwinem na przednie siedzenie Syreny i zamknął drzwi.
- Bubel, a co ty zrobiłeś z tym policjantem?
Zdziwiony Krzysztof dopiero teraz zobaczył leżącego policjanta.
- Eryk ja nic. Dałem mu tylko mojego dokumenty i tyle.
- Bubel nie wiem, czy tylko tyle, ale nie wnikam. Jak chcesz, pomogę ci zanieść policjanta do radiowozu.
Eryk wyraźnie nie wierzył w zapewnienia kolegi, miał jednak swój honor i nie dociekał, gdy ktoś wyraźnie sobie tego nie życzył. Nie czekając na Krzyśka, chwycił policjanta i zaczął go ciągnąć w kierunku radiowozu. Krzysztof machinalnie przyłączył się do niego i po chwili policjant siedział w swoim pojeździe. Wrócili po pingwina i przenieśli do samochodu Krzysztofa. Mimo niespodziewanych problemów wymiana pingwinów została załatwiona. Eryk z uwagą przyjrzał się koledze i z ociąganiem postanowił wrócić do swoich obowiązków.
- Do zobaczyska Bubel. Jak będziesz miał jakiś problem, to wal śmiało.
- Jeszcze raz dzięki Eryk. Ja naprawdę nic temu policjantowi nie zrobiłem. - Krzysiek próbował ponownie się usprawiedliwić.
- Nie ma sprawy Bubel, kiedyś pewnie będziemy się z tego śmiać.
Eryk podszedł do swojego antycznego samochodu i wzbudzając kłęby dymu, odjechał. Krzysztof przypomniał sobie, iż nie ma swoich dokumentów. Z wyraźną obawą poszedł w kierunku radiowozu, gdzie zostawili zamroczonego policjanta. Niestety policjant powoli dochodził do siebie, co nie było mu na rękę. Udając naiwniaka spytał się.
- Panie władzo czekam już z dziesięć minut. Czy mogę prosić o swoje dokumenty ? Czy jest jeszcze coś do wyjaśnienia?
Policjant nieprzytomnym wzrokiem popatrzył na Krzysztofa. Pingwiny w klatkach? To przecież jest niedorzeczne. Chcąc uniknąć kompromitacji przed przypadkowym zatrzymanym, oddał dokumenty, zasalutował i powiedział.
- Obywatelu, proszę jeździć wolniej. Dzisiaj tylko pouczenie, następnym razem będę zmuszony dać mandat. Do widzenia i mam nadzieję, że nie spotkamy się w podobnych okolicznościach.
- Do widzenia i dziękuję za wyrozumiałość.
Krzysztof szybkim krokiem poszedł do swojej gabloty i odjechał. Tym razem mu się udało. Dojazd do pracy przebiegł już bez żadnych dodatkowych zakłóceń. Zaparkował na swoim miejscu o numerze „666”. Miejsce to było obiektem różnorakich spekulacji, czy nie brata się on czasem z diabłem. Krzysztof z przymrużeniem oka traktował tego typu rozważania, jednak gdy w domu napomknął o tym swojej małżonce, ta urządziła mu o ten nieszczęsny numer, przysłowiowe piekło. Teraz jednak nie był czas na tego typu rozważania, gdyż czekały go przenosiny pingwina. Wyciągnął klatkę z pingwinem, owinął ją papierem pakunkowym, i powolnym krokiem poszedł w kierunku biurowca. Maszerującego Krzysztofa zauważył niezwykle uczynny Pan Heniek, ochroniarz biurowca.
- Panie Krzysiu, tak nie wolno się przemęczać. Niech Pan postawi ten pakunek, przywiozę wózek i pomogę Panu.
- O, dzień dobry Panie Heniu. Nie trzeba żadnego wózka, ale jak chce mi pan pomóc, to faktycznie w dwójkę będzie lżej go nieść.
Do Henia nie trzeba było dwa razy mówić. Chwycili pakunek i ponieśli go do windy. Wprawdzie Heniek oferował pomoc także w dalszym transporcie, Krzysztof jednak zdecydowanie odmówił. Tym oto sposobem znalazł się w windzie wraz z uroczym biało-czarnym stworzeniem. Tam sprawnie odpakował klatkę, zdjął swój długi płaszcz, podrapał się w nosie na tyle mocno, by pojawiła się krew. Spojrzał na lustro i zadowolony uśmiechnął się do siebie. Wyglądał okropnie! Jego oczom ukazał się krwawiący facet, z plamami krwi na koszuli, oraz z upiornym uśmiechem na ustach. Dojechał na siódme piętro, gdzie mieściło się jego biuro, wypchnął klatkę i umieścił ją obok windy. Otwarcie klatki nie sprawiło mu żadnego problemu, a pingwin chętnie z niej wyszedł i popychany przez Krzyśka zmierzał w kierunku jego miejsca pracy. Przed drzwiami wyciągnął jeszcze pistolet, przyłożył go do głowy pingwina i wszedł do pokoju. Spodziewał się mocnego szoku, jakie wywoła jego wejście, jednak to nie on zaskoczył swoich współpracowników, ale oni jego. Na podłodze leżała Anna, która na ustach miała masę piany i cała drgała. Nad nią pochylał się Wiesiek trzymający w lewej ręce butelkę wódki. Jedynie Janek wydawał się normalnie pracować, co w tej sytuacji wydawało się zachowaniem najbardziej nienormalnym. Siedział on przed swoim komputerem i coś tam pisał. Krzysztof zamarł, trzymając przy głowie pingwina pistolet. Wiesiek spojrzał na niego i wrzasnął.
- Krzysiek zostaw tego pingwina. Ania odleciała, dzwoń po pogotowie.
Janek spojrzał z zainteresowaniem na Krzysztofa i stojącego obok niego pingwina.
- Krzysiek, nie ratuj jej. Niech zdechnie. Uratujemy ją, a ona dostanie wyrok 25 lat, wyjdzie po 12 i będzie się na nas mścić. Dla zabójców nie można mieć litości.
Krzysztof oszołomiony patrzył na swoich współpracowników. To on miał im wyciąć numer, a nie oni jemu. Teraz do niego dotarło, co powiedzieli im fałszywi policjanci.
- Słuchajcie, ci policjanci co tu byli, to byli aktorzy wynajęci przez moją żonę. Nie było żadnego zabójstwa, nie było żadnej rannej foki.
Wiesiek pociągnął spory łyk z trzymanej przez niego butelki, natomiast Janek przestał pisać na komputerze i zadał całkowicie logiczne pytanie.
- Słuchaj Krzysiek, wiem, że dzisiejszy dzień jest dziwny i wszystko może się zdarzyć, ale po cholerę masz tego pingwina.
Pytanie może było i logiczne, jednak w tym momencie Krzysztof nie potrafił na nie odpowiedzieć. Podszedł jedynie do Ani, sprawdził jej puls, spojrzał w oczy i stwierdził.
- Nic jej nie będzie. Wygląda na to, iż wzięła zbyt dużo swoich tabletek.
Szybko okazało się, iż miał rację. Anna przestała się trząść, starła dłonią pianę, jaka wypłynęła jej z ust. Następnie z wyraźną trudnością wstała i chwiejnym krokiem podeszła do pingwina, uklęknęła przed nim i przytuliła się do niego.
- Och mój ty kochany kotku. Mamusia ma dla ciebie cukiereczki.
Wyciągnęła ze swojej kieszeni tabletkę amfetaminy, którą momentalnie pingwin połknął. W trakcie próby wyciągnięcia kolejnej tabletki Krzysztof podbiegł do niej i chwycił za rękę.
- Cholera! Ania otrząśnij się. To jest pingwin, a nie jakiś kot, a to, co dajesz, to nie są żadne cukierki, tylko cholerne narkotyki. Chodź, idziemy to ubikacji, może uda mi się ciebie jakoś doprowadzić do ładu.
Anna nadzwyczaj zgrabnie wyrwała się Krzysztofowi i zaczęła wołać.
- A ja wiem, co robicie z psami. Trzymacie je w piwnicy wy przebrzydli psychopaci.
Janek nadstawił ucha i z uwagą przysłuchiwał się słowom Anny. Ledwie tydzień temu zniknął mu jego pies i nigdzie nie mógł go znaleźć. Nie było go u jego byłej żony, nie było w klinikach weterynaryjnych, nie było go też w schroniskach dla zwierząt. Czyżby jego koledzy z pokoju stali za zniknięciem jego psa?
- Ania nie gadaj bzdur, bo ci jeszcze ktoś uwierzy. –Krzysztof przytomnie przerwał Ani.
- Zabójcy psów, zabójcy psów!
Ania kontynuowała swoje wrzaski, Krzysiek biegał za nią, a pingwin niezauważony przez nikogo wyszedł z pokoju. Trwałoby to pewnie wiele dłużej, gdyby nie dzwonek telefonu znajdującego się na biurku Janka. Janek zobaczył na wyświetlaczu numer telefonu i pobladł. To był ich szef ! Drżącą ręką odebrał telefon.
- Dzień dobry panie Dyrektorze. […] Tak, wszystko jest pod kontrolą. […] Tak projekt będzie zrobiony w terminie. […] Tak, oczywiście, może pan przyjść nawet teraz, przedstawimy wstępną wersję projektu. […]. Oczywiście, może pan być nawet za minutę.
Wiesiek i Krzysiek z otwartymi ustami przysłuchiwali się rozmowie. Ich szef miał się pojawić lada chwila, a oni delikatnie rzecz ujmując byli w totalnej rozsypce. Anna wciąż biegała po pokoju i dla odmiany udawała lot ptaka. Janek odłożył telefon i grobowym głosem powiedział.
- Szef jest już w windzie.

Data:

 03.2017

Podpis:

 Józef Kemilk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80824

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl