DRUKUJ

 

Koniec waśni

Publikacja:

 18-09-16

Autor:

 mesue
Koniec waśni

W wielkiej puszczy, tam gdzie drzewa stykały się niemalże z niebem na wielkim bananowcu żyła sobie małpka Gratka. Nie miała matki ani ojca. Zginęli kiedyś, gdy była jeszcze mała w wielkim pożarze. Pożar strawił wiele drzew i zwierzęta przeniosły się do drugiej części puszczy. Gratka również ruszyła na poszukiwanie swojego miejsca. Długo błąkała się sama aż znalazła bananowca, na którym zbudowała swoje legowisko. Z biegiem czasu pojawiły się tu i inne małpy. Nie zaprzyjaźniła się z nimi. Nie chciały przyjąć jej do swojego stada, a Gratka nie narzucała się. Chciały ją wygonić z jej ulubionego drzewa, ale póki co nie udawało się im to. Miała ona wielką wolę życia i niespożyte siły. Czasami była głodna, czasami było jej smutno, ale pocieszała siebie, że na pewno jej sierocy los w końcu odmieni się i będzie szczęśliwa. Brakowało jej towarzystwa, ale pogodziła się z tym, że inne małpki jej nie chcą. Przestała zabiegać o ich względy wówczas, gdy zrozumiała, że i bez nich dobrze sobie radzi. Starała się innym małpom schodzić z drogi i ignorować je. Jej swawole na drzewie, pogoda ducha jeszcze bardziej drażniły inne małpki. Chciały widzieć ją zrozpaczoną, błagającą o przyjęcie do ich stada, ale Gratka nie dawała im tej satysfakcji. Jadła banany, kołysała się na lianach i nie przejmowała się ich drwinami. Za jej plecami mówiły, że jest zarozumiała, zbyt pewna siebie, że zadziera nosa, że jest brzydka. Pomówieniem i obmowom nie było końca. Nienawidziły jej i zazdrościły. Zamierzały wygonić Gratkę z tego terenu. Dawno już zapomniały, że Gratka była tutaj pierwsza. Najgorsza z małp była Giga. Zwoływała inne małpki i wrogo nastawiała do Gratki. Pewnego dnia zebrała wszystkie małpki na polanie i przedstawiła im plan zasadzki na Gratkę.
- Wiecie, że Gratka siedzi zawsze na bananowcu i rzadko schodzi na ziemię. ale schodzi. Przypilnujemy ją kiedy zejdzie i pobiegnie do strumyka. Wówczas część wdrapie się na bananowiec, a część z nas zostanie na Ziemi. Kiedy będzie wracać zaatakujemy ją z dwóch stron. Co wy na to? – zapytała Giga.
- Plan jest dobry – pochwaliła Lina.
- Super plan – pochwaliła Gigę Fila.
- Co my mamy do niej? Ona nas nie zaczepia– oznajmiła Fina.
- Nie zaczepia, ale zachowuje się jak królowa puszczy. Zwykła małpa i w dodatku kulawa – potwierdziła Giga
- Zachowuje się normalnie - broniła Fina Gratki.
- Nosi się wysoko. Zawsze zajmuje to samo drzewo bananowe i mnie z niego przegania. Nie jest przecież jego władczynią. I raz mnie ugryzła w ucho. Tak mnie bolało, że wyłam z bólu. Nie daruję jej tego – dodała Fila
- A ty ile razy z niej się wyśmiewałaś i w końcu to ty wtedy weszłaś podstępnie na jej terytorium – dodała Fina.
- No to co. Jesteś siostrą miłosierdzia, czy co? Mnie może można. Nie chce z nami skumplować się bo uważa, że jest lepsza od nas. Ja tam z nią też nie chcę. Jest zła i zarozumiała i w dodatku kulawa– powiedziała Fila.
- Tak, trzeba dać jej nauczkę. W końcu jest nas więcej, a ona jest sama. Tym razem nie pożałujemy jej i przegonimy na zawsze – powiedziała Giga.
- Masz rację Giga. Trzeba jej w końcu utrzeć nosa. Głupia małpa z czerwoną twarzą. Jej pycha mnie bardzo drażni - powiedziała Lina.
- Ha! Ha! I wreszcie dostanie baty – cieszyła się Hola.
- Jesteście okrutne –krzyczała Fina.
- Spadaj! Idiotka! – krzyknęła Giga.
- Idziemy? – zapytała Fila.
- Oczywiście. Na przód – krzyknęła Giga.
- Ja nie idę. Nie będę jej dokuczać. Nie uważam, że to dobry pomysł. Ona nic złego nie robi i nie zaczepia nikogo, tylko broni się, gdy jej dokuczacie – odpowiedziała Fina
- Nie chcesz to nie. Nikt ciebie nie zmusza. Tylko spróbuj ostrzec Gratkę, to mocno tego pożałujesz - powiedziała Giga
- Może Fina ją lubi i zaprzyjaźni się – powiedziała Wila i roześmiała się.
- Do ataku! Naprzód! – krzyknęła Giga.
I poszły. Zaczaiły się na Gratkę na jej ulubionym drzewie bananowym, a cześć schowała się za drzewem. Kiedy Gratka wróciła i chciała wejść na drzewo osaczyły ją z dwóch stron i dotkliwie pobiły. Nie miały litości dla niej.
- Jeśli jeszcze raz wrócisz na nasz teren, to już nie będziemy takie dobre i skopiemy cię jeszcze bardziej, i to tak, że będziesz miała dwie kulawe nogi– powiedziała Giga ze złością.
- A teraz wynoś się i więcej nie wracaj, ty kuternogo – krzyknęła Mila.
- Precz ty niedojdo. Nie ma tutaj dla ciebie miejsca – syczała Hola.
- Teraz ja zajmę to drzewo – śmiała się szyderczo Giga.
Małpy skakały z radości, Były dumne z siebie. Nareszcie pobiły Gratkę. Śmiechu i drwin było bardzo dużo. Tym czasem Gratka leżała o podał bananowca nieprzytomna. Był już wieczór kiedy ocknęła się. Z trudem podniosła się z ziemi. Nie dała rady stać. Usiadła. Miała mocno zbitą stopę. Płakała. Wiedziała, że musi czym prędzej odejść, bo jeśli wrócą znowu dojedzie do bójki, a ona nie miała siły, aby siebie obronić. Owinęła stopę gałązkami i starała się wstać. Poczuła ostry ból w prawym boku. Oparła się o pień drzewa. Westchnęła. Z oczu popłynęły łzy. Mocno poturbowana, z wielkim bólem zaczęła iść. Nie oglądała się za siebie tylko szła i szła. Tułała się przez dni kilka po puszczy. Wszędzie ją przeganiano. Nikt nie chciał jej pomóc. Była głodna i zmęczona. W końcu znalazła opuszczone drzewo, na którym wydawało się jej, że nikt nie mieszka. Chciała wejść na nie, ale nie dała rady. Usiadła pod nim i zmęczona zasnęła. Śniło się jej, że obok niej ktoś siedzi i przygląda się jej. Uśmiechał się i coś mruczał. Nie długo spała. Głód nie dał jej spać. Obudziła się. Otworzyła oczy i zobaczyła małpę.
- Ojej - przestraszyła się Gratka. Już odchodzę.
- Spokojnie! Nie bój się. Jestem przyjaźnie do ciebie nastawiony. Nic złego ci nie zrobię. Obserwowałem cię jak chciałaś wejść na drzewo i nie dałaś rady. Pomyślałem wtedy, że ci pomogę, a kiedy zasnęłaś czuwałem nad twoim snem. Niedługo spałaś.
- Dziękuję ci za ochronę, ale na mnie już czas.
- Dlaczego odchodzisz?
- Idę dalej. To twoje terytorium.
- Może być i twoim. Poza tym masz rany, które jeszcze nie zabliźniły się. Noga też w nie najlepszym stanie. Jest spuchnięta.
- Rany się zabliźnią, a noga wydobrzeje.
- Kto ci je zrobił?
- Złe małpy. Zazdrośnice.
- Poczekaj aż wydobrzejesz. Wtedy jak zechcesz, to odejdziesz. Weź banany, podjedz sobie, bo chyba od kilku dni nic nie jadłaś.
- Dziękuję. Ciągle biegłam, gdyż bałam się, że mnie dopadną i zabiją. Nie miałam sił, aby szukać jedzenia.
- To zrozumiałe. Nie lubiły ciebie?
- Nie. Nie wiem dlaczego.
- To nie istotne. Zostań. Wejdź mi na plecy. Jestem silniejszy od ciebie i zaniosę ciebie do mojego legowiska. Tam odpoczniesz i wydobrzejesz. One tam nie wejdą, wiec będziesz tam bezpieczna. Nie musisz się śpieszyć. Musisz najpierw wyzdrowieć, albowiem w tym stanie daleko nie zajdziesz. Będę przynosił ci banany. I co?
- Dlaczego jesteś dla mnie taki dobry?
- Może z natury jestem dobry. Może.
- Dziękuję. Masz racje nie mam sił, aby dalej iść. Zostanę.
Gratka z dnia na dzień czuła się coraz lepiej. Nie chciała odchodzić. Linek spodobał się jej. Był czuły, opiekuńczy. Dawno nie zaznała takich uczuć. Uważała jednak, że nie może nadużywać gościnności Linka i narażać go na niebezpieczeństwo. Tamte małpki mogły ją wytropić i zabić i ją, i Linka. Nie chciała tego. Z bólem serca postanowiła odejść.
- Linku czuję się już lepiej. Nogi nie są już spuchnięte. Odzyskałam siły. Dziękuję ci za wszystko z całego serca. Jesteś dobry. Na mnie już czas.
- Gdzie pójdziesz? I po co?
- Dalej. Puszcza jest wielka. Znajdę swoje miejsce, swoje drzewo.
- Na pewno chcesz odejść?
- Tak trzeba Linku. Żegnaj– powiedziała i odeszła.
Link posmutniał. Liczył na to, że Gratka z nim zostanie. Nie potrafił jej okazać uczuć, ani nie widział czy ma prawo prosić o to, aby została. Nie był zbyt wylewny. Długie lata spędzone samotnie spowodowały, że stał się nieco oschły.
- Może trzeba było poprosić ładniej, czulej, aby została. Jestem do niczego. Teraz będę wzdychał i tęsknił za nią – pomyślał Link.
Gratka z kolei nie za szybko oddalała się od legowiska Linka. Z trudem z nim pożegnała się, ale wydawało się jej, że tak powinno być. Szła wolnym krokiem i często oglądała się za siebie, jakby liczyła na coś. Pewnie miała nadzieję, że Link ją dogoni i zatrzyma.
- Może chciałam zostać. Może liczyłam na coś więcej, ale nie starczyło mi odwagi, aby to okazać. Ciągle byłam sama, odrzucana, a Link przygarnął mnie i pomógł. Może zawrócę i powiem mu, co czuję do niego. Nie, nie mogę. Ośmieszę się tylko. On pewnie cieszy się, że odeszłam. Trudno. Tak już czasami jest, że kochamy kogoś, a ten ktoś nie odwzajemnia naszych uczuć. Może moje życie to samotność. Muszę iść dalej choć tak ciężko.
- Gratko! Gratko! Zatrzymaj się! Zaczekaj! Nie odchodź – Link biegł i krzyczał.
- Na co Linku mam zaczekać? – zapytała Gratka
- Na mnie. Nie jestem zbyt wylewny, ani też nie umiem pięknie mówić. Trudno było mi okazać ci moje uczucia do ciebie, bo też długo byłem sam. Pokochałem ciebie od pierwszej chwili, kiedy tylko ciebie zobaczyłem. Nie odchodź. Proszę. Może zostaniesz ze mną? Razem będziemy przemierzać puszczę, jeść banany, skakać na drzewach, na których miejsca jest dosyć dla dwojga. Co ty na to Gratko?
- Linku, czy wiesz, że mam jedną nogę krótszą i kuleję?
- Chcesz, to też będę kulał.
- Coś ty!
- Czy wiesz, że mam czerwoną twarz?
- Przecież nie jestem ślepy.
- Czy wiesz, że są małpy, które mnie nienawidzą ?
- Nie będziemy do nich zbliżać się, a poza tym mieszkamy daleko od nich. Nie bój się. Obronię ciebie. Nie będziesz już sama.
- Dobrze Linku. Ale czy jestem dla ciebie atrakcyjna?
- Tak. Bardzo.
- Hm.
- Czy to już wszystkie twoje uprzedzenia?
- Chyba tak.
- To jak?
- Co jak?
- Czy zostaniesz ze mną?
- Tak.
- Gratko to najpiękniejsze słowo, jakie usłyszałem od wielu lat. Nie odejdziesz?
- Nie.
- To wracamy. Już nie będę sam.
- Ani ja sama.
Wrócili. Od razu zaczęli budować nowe i wspólne gniazdko, ale już nieco większe na swoim drzewie. Gniazdo było zbudowane z powyginanych i połamanych gałęzi splecionych tak, że tworzyły platformę, na którą położyli jeszcze drobne gałązki. Gratka na koniec udekorowała je leśnymi kwitami.
- Jest gotowe?
- Tak Gratku. Dzwonki dodają uroku dla naszego gniazda.
- Tak Gratko.
I od tego dnia razem skakali po drzewach, kołysali się na lianach, a kiedy zapadał zmierzch wracali do swojego gniazdka i odpoczywali. Mijały dnie, tygodnie. Gratka zapomniała już o przeszłości. Nie wspomniała o złych małpach ani razu. Była szczęśliwa.
- Linku coś czuję. Znam ten zapach. Kiedyś gdy byłam mała, taki sam swąd czułam gdy palił się las. To nie jest dobry znak. Coś się dzieje.
- Może ci się wydaje?
- Chyba nie. Zobacz Linku inne zwierzęta też są niespokojne.
I wtedy przyleciała papuga, która głośno krzyczała, że muszą opuścić swoje drzewo, bo wielki pożar nadchodzi i wszystko niszczy.
- Słyszysz Linku?
- Tak.
- Ruszajmy. Nie ma na co czkać.
Gratka i Link zostawili swoje gniazdo uwite na wielkim bananowcu i wyruszyli do drugiej strony puszczy.
- Nie będziesz się bała Gratko? To stamtąd cię złe małpy wygoniły.
- Mój drogi. Trzeba stawić wszystkiemu czoła. Całe życie też nie będę się bała. Czas pożegnać strachy z przeszłości. Może ich tam już nie ma. Minęło trochę czasu. Tam zbudujemy nasze gniazdo i może po drugiej stronie doczekamy się naszego potomstwa.
- Jesteś mądra Gratko. Też o tym pomyślałem.
- Właśnie.
Szli i szli. Zatrzymywali się na krótko, aby odpocząć. Gratka miała obawy przed przeszłością, ale nie chciała niepokoić Linka. Ciągle myślała o Gidze. Ona była najokrutniejszą z pośród innych małp. To ona zainicjowała atak na nią.
- Co będzie jak Giga dalej mnie nienawiści i znowu zaatakuje? Co prawda nie jestem już sama i jest ze mną Link, ale to nie wszystko. Czy inne małpy też tam są? Czy będziemy walczyć o terytorium? – martwiła się Gratka.
- Gratko nie martw się. Może nie ma tam już Gigi, albo innych małp. Być może przeniosły się w inną strony puszczy. Wiele czasu minęło od tamtego zdarzenia. Pewnie pozakładały swoje własne rodziny i przeniosły się w inne strony.
- Linku, mój drogi nie znasz ich okrucieństwa, ale może i masz rację. Parę lat minęło od tego czasu gdy mnie wygniły i być może nie ma ich tam. Już odpoczęłam. Możemy iść dalej.
- Pić mi się chce. Może poszukamy jakiegoś strumienia.
- Coś szumi. Może to tam za tym wielkim drzewem. Idźmy tam.
- Ale chyba zboczymy z głównej drogi.
- Mamy czas. Uciekliśmy przed pożarem Tutaj już chyba nie dojdzie.
- Dobrze Linku.
Obmyli się w strumyku i wrócili pod wielkie drzewo, aby odpocząć w jego cieniu.
- Tutaj jest tak pięknie i spokojnie. Może wdrapiemy się na drzewo i zrobimy sobie małą drzemkę. Co ty na to Linku?
- Dobrze Gratko. Choć, upatrzyłem je dla nas. Jest rozłożyste i ma grube gałęzie. Będzie nam na nim wygodnie i bezpiecznie. Jak odpoczniemy, to pójdziemy dalej.
- Jesteś kochany.
- Gratko! To ty jesteś kochana. Dajesz mi dużo szczęścia.
- Chyba nie będziemy spierać się o to, kto kogo kocha i kto daje komu szczęścia łut.
- Chyba nie. Przecież dajemy je sobie wzajemnie.
Weszli na drzewo. Położyli się i zasnęli. Zbudziły ich wrzaski i pokrzykiwanie. Pierwszy otworzył oczy Link.
- Co to? Kto tak krzyczy?
- Linku co się dzieje? Co to za krzyki
- Staram się zobaczyć, ale nie za bardzo widzę.
- Wrzeszczy jakaś małpa z dzieckiem.
- Kto?
- Małpa z dzieckiem.
- Dlaczego krzyczy?
- Chyba tygrys chce porwać jej dziecko.
- Schodzimy z drzewa! Linku trzeba jej pomóc.
- Tak Gratko, ale ty zostajesz. Sam zejdę.
- Nie, Linku idę z tobą. Jeśli mamy zginać to oboje.
- Gratko!
- Linku!
Zeszli oboje i pobiegli pomóc małpie obronić jej maleństwo.
- To Giga!- krzyknęła Gratka.
- Kto droga Gratko?
- To ta małpa co namówiła inne, aby mnie pobiły i sama mnie biła.
- To nie pomagamy jej. Tak?
- Nie, Linku. Idziemy na pomoc. Wszak nie jestem zła ani mściwa. Szybko kochanie. Ona opada z sił.
- Ja podejdę blisko i odciągnę tygrysa, a ty zabierz maleństwo.
Gratka zabrała maleństwo z pola bitwy i wsadziła je na drzewo.
- Siedź i nie schodź z niego dopóki twoja mama po ciebie nie przyjdzie. Wrócę do nich i im pomogę. Zrozumiałeś?
- Tak.
Wróciła, aby pomóc Gidze i Linkowi. Walczyli długo i zaciekle. Tygrys był bardzo silny i sprytny. Nie chciał zrezygnować z porwania małej małpki, a kiedy zobaczył, że zdobycz umknęła zaczął atakować Gidę. Gida, Link i Gratka osaczyły tygrysa i w końcu go przegoniły.
- Nareszcie się wycofał- powiedział Link.
- A gdzie moje dziecko ? – zawołała Giga.
- Twoje maleństwo jest bezpieczne i siedzi na tamtym wielki i rozłożystym drzewie. Czeka na ciebie. Idź po niego – powiedziała Gratka. Linku jesteś ranny?
- Drobiazg.
- Chyba nie. Cieknie ci krew. Nie możemy iść dalej. Zatrzymamy się tutaj na kilka dni.
- Nie. Tygrys może wrócić i co wtedy. Będzie chciał odzyskać siły, a kiedy je odzyska przyjdzie zemścić się. Nie możemy tutaj zostać. To zbyt niebezpieczne.
- Ale ty nie możesz iść dalej.
- Ale tutaj nie ma dla nas pożywienia.
- Nie kłóćcie się. Zapraszam was na swoje terytorium. Tam dalej są drzewa bananowe. Podzielę się z wami. Poniesiemy ciebie?
- Nie, nie trzeba. Dziękuję.
- Nie, Giga. Już raz mnie przegoniłaś. Zbiłaś mnie wówczas tak, że z trudem doszłam do siebie. Pamiętam jeszcze twoje szyderstwa. Długo błąkałam się obolała od twoich ciosów. Spotkałam w końcu Linka i on mi pomógł. Drugiego razu nie będzie. Zostaniemy tutaj.
- Przebacz mi Gratko. Byłam wówczas głupia i niesprawiedliwa. Zazdrościłam ci i sama nie wiem czego. Teraz jest mi wstyd. Ty jesteś dobra. Mimo, że pamiętasz wszystko, nie chowałaś urazy i przyszłaś mi z pomocą. Gdybyś była mściwa dałabyś tygrysowi pożreć moje dziecko, a tak je uratowałaś i pomogłaś mi z Linkiem wyswobodzić się. To wiele dla mnie znaczy. Przyjmij moją gościnę, a jak Link wydobrzeje odjedziecie. Przysięgam, że żadna z małp nie odważy się napaść na ciebie. Na moim terenie będziecie bezpieczni.
- Pilnuj lepiej swoje dziecko – powiedziała Gratka.
- Jest niesforne i nie trzyma się stada, ale masz rację muszę je mieść ciągle na oku.
- Jesteś niesforny mały łobuzie – powiedział Link
- Teraz drżysz. Najadłeś się strachu, to może teraz nie będziesz uciekał ode mnie – powiedziała Giga do maleństwa czule je głaszcząc.
- Już nie będę. Obiecuję – wyksztusiło maleństwo.
- To nasi obrońcy. Gdyby nie oni byłoby po nas.
- Dziękuję – powiedziało maleństwo i szeroko uśmiechnęło się.
- Nie ma za co.
- Linku ty słabniesz.
- Nie. Tylko odpocznę.
- Wybacz mi Gratko. Idźmy. To nie daleko.
- Nie wiem, na ile mogę ci zaufać, ale spróbuję. Link jest ranny i głupotą byłoby dalsza wędrówka. Przyjmuję twoją gościnę. Dziękuję Gigo. Zostaniemy do czasu aż rana Linka zabliźni się. Później pójdziemy dalej.
- Dziękuję Gratko.
Na terytorium Gratki i jej męża Malego zostali parę tygodni. Rany Linka zagoiły się. Gratka i Giga czuwały nad tym, aby mu niczego nie brakowało. Link i Mali przypadli sobie do serca. Trudno im było się rozstać, ale przyszedł czas na pożegnanie.
- Dziękujemy wam za gościnę, ale czas nam ruszać dalej – powiedziała Gratka.
- Gratko, czy teraz możesz mi zaufać?
- Tak.
- To zostańcie. Miejsca jest dosyć i dla was i dla nas.
- No właśnie – dodał Mali.
- Jak Linku?
- Ja bym został.
- Zostajemy.
Giga uśmiechnęła się. Wyciągnęła do Gratki rękę. Uścisnęły się na zgodę. I w tym momencie drzewa zaczęły szumieć weselej - melodię pojednania, a słońce świeciło jaśniej, cieplej.

Data:

 07.9.2018

Podpis:

 MESUE

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81056

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl