DRUKUJ

 

Bestia

Publikacja:

 19-02-03

Autor:

 rolando
Zdawała sobie sprawę, że umiera. Wiedziała patrząc w dół, gdzie w niecce robiło się czerwono od krwi, która uciekała z ciała dziewczyny kropelka po kropelce. Bała się poruszyć, zmienić pozycję, żeby nie przyspieszyć tej chwili. Nie chciała umrzeć teraz, bo wiedziała, że oznacza to że ktoś inny zajmie jej miejsce. I nie chodziło o to, że była zazdrosna - o nie. Bestia - bo tak nazwała swego prześladowcę - uwielbiał przemoc i to nie tylko fizyczną, psychiczną, ale też seksualną. Wiele wycierpiała, czasami nawet pragnęła śmierci, ale teraz gdy wiedziała, że na niej ten zwyrodnialec nie poprzestanie...
Ręce dziewczyny były unieruchomione stalowymi okowami. Bestia unieruchomił ciało w pozycji X łańcuchami doczepionymi do belek. Podchodził do niej od czasu do czasu, patrząc jej w oczy. Jakby czekał na pewien sygnał. Gdy się zbliżał, dziewczyna mimowolnie próbowała się odsunąć, chociaż było to niemożliwe. Wtedy ciało zaczynało się kołysać i krew mocniej wypływać, osłabiając ją coraz bardziej.
Nie wiedziała kim on jest. Znała tylko jego głos, wysoką i potężną postać oraz pięści. Nie raz ją katował do granic możliwości. Jednak teraz zgwałcił ją tak okrutnie, że coś w niej puściło. Zaczęła krwawić, jednak on tym razem nic nie zrobił, tylko tak zawiesił. "Potrzeba mi świeżej krwi" - usłyszała.
Zaczęła się szarpać, ale ten już nic nie powiedział, tylko obserwował. Zrozumiała wtedy, że to oznacza wyrok śmierci. Nie zgadzała się z tym, ale czas działał na jej niekorzyść. Zastanawiała się dlaczego tak ją obserwuje, wpatruje się w oczy. Czego tam szuka? Czy myśli że zobaczy tam strach? Pewnie tak, bo to zawsze go podniecało - krzyki, przerażenie, błagania i władza nad ofiarą.
Znowu podszedł i tym razem zamachnął się. Odruchowo skuliła się i nowy strumyk krwi pociekł w dół. To mu nie wystarczyło, uderzył ją w brzuch. Jęknęła cicho i kilka łez poleciało po policzkach. Poczuła następne uderzenia, niecka coraz mocniej zabarwiała się na czerwono. Dziewczyna powoli traciła przytomność. Wtedy usłyszała jakby z daleka - otwórz oczy Piękna - i posłuchała mimowolnie. Jego twarz była blisko jej, intensywnie się wpatrywał. Jednak chyba nie zobaczył tam tego na co czekał i odszedł, dając jej chwilę spokoju. Odpływała pomału, myśli się mąciły i gdy usłyszała pytanie czy chce się napić wody kiwnęła głową, że tak. Poczuła coś chłodnego na wargach i pozwoliła się napoić, było to wino... Dodało jej to trochę sił i otworzyła oczy.
- Chcesz więcej?- kiwnęła znowu. Bestia się tajemniczo uśmiechnęła i nalała płyn do szklanki. -pewnie zastanawiasz się na co czekam Piękna? Czekam na promyk Życia i Śmierci. To jest mój cel. Nie wiedziała o co chodzi, lecz nauczyła się już o nic nie pytać. Bestia jednak sama ciągnęła - to taki mało uchwytny cień duszy, która opuszcza ciało. Pojawia się w oczach umierającego. Niedługo zobaczę to u ciebie.- zbliżył się z kubkiem w ręku. Dał znowu jej się napić lecz tym razem, gdy cofnął kubek od jej ust, szybko zakleił je taśmą, którą miał wcześniej przygotowaną. Najpierw się zdziwiła, o co chodzi, lecz zaraz zrozumiała, gdy poczuła, jak pieką ją najpierw usta a potem cały przełyk. Chciała wypluć, pozbyć się tego świństwa, ale nie mogła. Zachłystywała się wymiocinami, przełyk palił żywym ogniem, jej ciało drgało w konwulsjach. Szeroko otwarte oczy wyrażały niewyobrażalny ból, jednak Bestia z ciekawością obserwował jej koniec. Wtedy pojawiło się to coś, ten blask, na który czekał. Wtedy pochylił się jakby chciał pocałować umęczoną twarz dziewczyny. Gdy się cofnął, to co jeszcze ujrzała gasnącym wzrokiem to blask, który został wchłonięty przez postać stojącą przed konającą w mękach. W jej oczach już nic nie widzących odbijał się co prawda człowiek, jednak poznała prawdę - to nie tylko Bestia, tylko potwór, który żywi się duszami.
Człowiek zbliżył się do stygnącego ciała dziewczyny, jeszcze chwilę gładził je z zagadkową miną. Potem odszedł na chwilę i przyniósł mała walizeczkę.
- Czas na moje trofeum - mruknął sobie pod nosem i znów odszedł w głąb pomieszczenia. Otworzył dużą szafę, która tak naprawdę była olbrzymią lodówką. Wziął z niej słój wypełniony płynem i przeniósł go ostrożnie w pobliże trupa. Podszedł do ciała i znowu obejrzał swoje dzieło. Dziewczyna pewnie była ładna, ale teraz tego zupełnie nie było widać. Posiniaczona skóra, widoczne sine pręgi po bacie, podbite oczy, jeszcze nie tak dawno szare, pełne życia - teraz puste, wybałuszone. Długie, ciemne włosy, za które tak lubił ciągnąć, były skołtunione.
- Jesteś brzydka pokraka - roześmiał się wreszcie rozluźniony i uderzył raz jeszcze ciało. Rozległ się głuchy odgłos. - i wreszcie nie płaczesz - zachichotał i założył rękawiczki
- no dobrze. Za to jak walczyłaś należy ci się nagroda. - pochylił się nad walizką i wyjął skalpel oraz jeszcze jakieś inne narzędzia. Jednym cięciem otworzył jej klatkę piersiową i zaczął grzebać.
Po chwili wyciągnął jakiś narząd i włożył pieczołowicie do otwartego wcześniej słoja. Czuć było już nie tylko intensywny zapach krwi, ale też charakterystyczny odór formaliny. Zakręcił szczelnie zakrętkę i odniósł do lodówki. Tam odstawił wek obok kilku innych.
- Tak... Twoje serce zasługuje na ten zaszczyt - szepnął - ciekawe czy kolejne znajdzie tu miejsce. Czas posprzątać i zacząć polowanie...

***

Parę dni później.

Marta wróciła do pracy po wezwaniu jej z urlopu. Co prawda od niedawna dopiero zaczęła pracę w policji kryminalnej, jednak cała jednostka była postawiona na nogi, ponieważ odkryto kolejne ciało. Właściwie to nie odkryto, tylko dostarczono w ciemnym worku prosto pod drzwi komendy. Teraz przeglądano monitoring, kto to taki mógł być. Parę osób wchodziło i wychodziło po schodach, jednak nikt niczego nie wnosił, ani nie wciągał. Dziwne, bo pakunek był dość ciężki. Nagle właśnie Marta zauważyła pewien ruch w rogu kamery i wreszcie zobaczyli dość potężnego człowieka, który dźwigał czarny worek, postawił pod drzwiami i odwrócił się. Zobaczyli nawet, do jakiego samochodu wsiada. Tak jakby nie obawiał się niczego.
- Co za wariat? Co za licho? - patrzyli się po sobie zdumieni. Ktoś spisał numery rejestracyjne, ktoś znowu wydrukował wizerunek prawdopodobnie sprawcy potwornego morderstwa. Już wysłano odpowiednich funkcjonariuszy. Marta natomiast udała się do kostnicy, gdzie ciałem zajmował się Janusz - jeden z ich najlepszych patologów.
- I co? Jak myślisz, czy to ten sam sprawca, jak w tamtych dwóch przypadkach? - zapytała, ale on tylko wzruszył ramionami. Nie znosił jak mu się przeszkadzało w pracy, zresztą kto to lubi? Janusz był typem samotnika, bardzo dokładnie wykonywał swój kawałek roboty. Wreszcie, gdy widział, że policjantka się nie ruszy, mruknął - Na razie nic nie wiem na sto procent, więc nie mam nic do powiedzenia.
- Ej, Janusz nie bądź taki. Powiedz chociaż co wiesz.
- Wiem tylko, że ta dziewczyna została potwornie zmasakrowana.
- Podobnie jak tamte ofiary?
- Tak. Tylko, że ta dziewczyna nie ma serca.
- Jak to?! - wykrzyknęła Marta.
- Tak, sama zobacz- i podniósł prześcieradło zakrywające ciało. Marta aż się cofnęła - widziała różne rzeczy, ale czegoś takiego jeszcze nie. Słyszała o pewnych sprawach seryjnych morderców, ale z czymś takim spotkała się po raz pierwszy.
- Robi wrażenie, prawda- usłyszała głos patologa, nieco ironiczny. Lecz gdy zobaczył, że policjantka zbladła i się zachwiała szybko podskoczył i ją podtrzymał.
- Oj, dziękuję... Tak, robi wrażenie.

Na stole leżała młoda drobna dziewczyna. Policjantka jednak zwróciła uwagę nie na podbite oczy, tylko na poparzone wargi.
- Co ten potwór jej zrobił? - szepnęła.
- Zobacz na to - odsunął dalej prześcieradło. W klatce piersiowej ziajała wielka dziura. - zrobił te cięcia profesjonalnie skalpelem.
- A te poparzenia?
- Prawdopodobnie jakiś kwas. Jaki, to właśnie sprawdzam.
- Jak cokolwiek się dowiesz, dajesz znać!
- Jakbym nie wiedział - mruknął pod nosem. Machnął ręką, co miało znaczyć - idź już sobie.

Magda wróciła z powrotem do placówki do swojej grupy i streściła to co usłyszała i zobaczyła.
- Co za zwyrodnialec! - wykrzyknęła. Koledzy jednak próbowali uspokoić kobietę.
- Hej, młoda, nie angażuj się aż tak. Rozumiem, że to twój pierwszy raz, ale nie przesadzaj. Wiem, że to okropne, ale teraz trzeba się skupić, żeby złapać tego...
- Potwora...
- Tak, Potwora, który lubi zabijać.
- Wiecie już o tym samochodzie?
Policjanci spojrzeli po sobie i zmarkotnieli.
- Niby prosta sprawa. Numery wyraźne, marka także, ale... - zaczął Piotr, starszy kolega Magdy.
- Ale? - zapytanie zawisło w powietrzu.
- Samochód był skradziony cztery lata temu, a tablice były fałszywe. - dokończył Robert.
- Cholera! - Walnęła pięścią w stół. - A odciski? Jakiekolwiek ślady?
- Sprawdzamy, ale na razie nic nie mamy.


***

Z ciekawością obserwował reakcje po zabójstwie. Nieźle się ubawił, gdy szukali samochodu, albo jak opublikowali jego portret. Wiedział, że kręcą się w kółko i nic tak na prawdę nie mają, ale miał już dość tej zabawy. Nie miał ochoty bawić się z policją w kotka i myszkę, gdzie funkcjonariusze grali rolę myszy.
- Czas na nową zabawkę - powtarzał - Czas na łowy... Wreszcie trzeba zmienić otoczenie, bo zaczęło wiać nudą.
Brakowało mu adrenaliny, która zawsze towarzyszyła mu, gdy typował kolejną ofiarę, osaczał ją i wreszcie dopadał. W sumie był typem drapieżnika, który raz zasmakowawszy krwi, chętnie powraca. Jak tygrys ludojad... Lubił także podróżować, poznawać nowych ludzi, nawiązywać znajomości. Nie przeszkadzało mu to, że momentami był otoczony, nic nie świadomymi zagrożenia ludźmi. Póki nie odzywał się u niego "zew krwi", wszyscy byli bezpieczni i uznawali go za niezwykle ujmującego mężczyznę. Potem przychodził czas, gdy znikał na długi czas. Tłumaczył się, że przeprowadza badania i nie było to niczym dziwnym, ponieważ mimo młodego wieku, stał się jednym z bardziej znanych naukowców. On był niczym kameleon, potrafił dostosować się do każdej sytuacji i robił to tak, że nikt się nie orientował, kim tak naprawdę był. Kiedyś dawno temu uwolnił swoją wewnętrzną bestię i do tej pory tak żył. Po prostu lubił takie życie i nie czuł żadnych wyrzutów sumienia.
Miał już wypatrzoną ofiarę, ale trochę czasu musiało minąć, by wpadła w jego sidła. Na razie pisali ze sobą na jednym z portali, jednakże kobieta nie zdawała sobie sprawy, że zna już tego mężczyznę. A on zastawiał sieci... Jednakże teraz kroił mu się wyjazd na konferencję naukową do Szwecji. Cieszył się, bo wreszcie mógł zmienić otoczenie, a nóż jego "bestia" będzie mogła się znowu uwolnić bez żadnych konsekwencji dla niego. Miał jechać docelowo do Sztokholmu, ale chciał w międzyczasie pojeździć sobie i pozwiedzać. Nawet już sobie zamówił hotel w Falun -Hotel Bergmästaren - podobno dość przyjemny. Najważniejsze, że znajdował się w centrum miasta i stanowił doskonały punkt obserwacyjny. Chciał też spędzić czas dość prozaicznie - pozwiedzać co się da, a tam było co nieco do oglądania. Np. stare kopalnie, czy skocznie.
Konferencja szybko minęła, więc załatwił sobie lot do miasteczka, które znajdowało się dość daleko od stolicy. Pokój już czekał gotowy na czas. Wyjrzał przez okno i miał doskonały widok na ulicę. Wypożyczył rower i wybrał się na rekonesans. Niedaleko znajdowała się szkoła i sporo młodzieży tłoczyło się akurat przed ogrodzeniem. Bestia nie przyznał się, że zna doskonale tutejszy język, w hotelu i na zakupach posługiwał się językiem angielskim. Niedaleko była kawiarenka, gdzie usiadł i zamówił sobie espresso. Jego zmysły nagle wyostrzyły się, gdy weszła do środka grupka dziewcząt. Szwedki nie były zbyt urodziwe, ale zwrócił uwagę na jedną blondyneczkę. Rezolutna i roześmiana dziewczyna była chyba ulubienicą wszystkich, bo gdy weszła, to starsza kelnerka uśmiechnęła się i przywitała ciepło. Okazało się że dziewczyna ma na imię Ingrid. Przysiadły się niedaleko i trajlowały, że aż głowa go rozbolała. Już chciał wyjść, gdy nagle usłyszał, że Ingrid ma wolną chatę na weekend i zaprasza koleżanki na nockę. Bestia nadstawiła uszy. Dziewczyna mieszkała w domku obok miasteczka. Tak zrozumiał. Zapłacił i podziękował za miłą obsługę. Odjechał trochę od kawiarni i wszedł do sklepu z pamiątkami. Tam przyczaił się, niby oglądając prospekty. Po kwadransie dziewczęta wyszły żegnając się i umawiając się na wieczór. Słyszał ich chichotanie, wreszcie złotowłosa Ingrid ruszyła rowerem przed siebie. Mężczyzna kupił przewodnik i ruszył za dziewczyną. Jej dom faktycznie znajdował się poza miastem na trasie między Falun, a Borlänge. Jechał kawałek za nią, potem jednak kontynuował drogę do sąsiedniego miasta. Wiedział jednak, że wróci i to już niedługo. Musiał poznać teren, potem wrócił do hotelu.


***

Babski wieczór udał się znakomicie - widział jak dziewczyny się bawiły, nawet dwie z nich zaprosiły swoich chłopaków. Muzyka niosła się i dochodziła do uszu Bestii. Znał już każdy zakamarek tego miejsca, ba! Nawet znał cały rozkład domu. Czuł się jak u siebie. Czekał tylko na odpowiedni moment. Wrócił na noc do pokoju w hotelu, a następnego dnia powiedział, że wybiera się nieco dalej i może nie wrócić na noc. Nie zdziwiło to nikogo, bo tak się często zdarzało. Łowca wrócił w pobliże domu dziewczyny. Widział jak Ingrid wychodzi i wyjeżdża rowerem do miasta. Nikt już nie kręcił się ani po podwórzu, ani w domu. Wszędzie panowała cisza. Podszedł i sprawdził drzwi - zamknięte. Uśmiechnął się, bo z obserwacji wiedział, że dziewczyna zapominała o tylnych drzwiach. Tak dostał się do środka, gdzie spokojnie przebrał się w swój uniform. Schował się na strychu, gdzie wiedział, że raczej dziewczyna tam nie zajrzy. Już czuł podniecenie, że niedługo nakarmi się strachem i przerażeniem ofiary. Tym razem nie chciał trofeum, pragnął nabrać siły przed "głównym daniem". Było już późne popołudnie, gdy dziewczyna pojawiła się z jeszcze jedną koleżanką. Hmm - mógł to przewidzieć, ale przyczaił się, gdyby miał zaatakować dwie ofiary. Jednak dziewczynka pożegnała się szybko, odebrała tylko swoje rzeczy, które zostawiła poprzedniego wieczoru. Ingrid została sama... Nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które czyhało tak blisko.
Czekał do nocy, wtedy zszedł cicho na dół, kierując się do sypialni dziewczyny - tam zaatakował. Miał już przygotowaną strzykawkę z narkotykiem. Gdy otworzył drzwi od pokoju, właśnie się przebierała. Siedziała przy toaletce i w lustrze zobaczyła przedziwną postać, jednak nie zdążyła nawet pisnąć, gdy istota w dziwnym kombinezonie podskoczyła i coś jej wstrzyknęła. Sekunda nie minęła, jak straciła świadomość.
Bestia ściągnął z dziewczyny koszulę nocną i napawał się przez chwilę nagością. Włożył palec i jej cipkę i zaczął drążyć - wtedy cicho jęknęła. Zerknął szybko, ale nic się nie działo więcej, więc kontynuował swoje badanie. Wreszcie oczy rozbłysły mu - wiedział już, że dziewczyna jest dziewicą. Wyjął sznury, które wcześniej przygotował i przywiązał mocno ręce do poręczy łóżka. Tak samo postąpił z nogami. Teraz była już w jego władaniu. Usiadł na jej brzuchu i znowu usłyszał jęk. Powoli wracała do świadomości. On nie zważał na nic tylko zaczął się najpierw bawić jej piersiami, a te miała spore. Masował brodawki powoli, by naraz ścisnąć je z całych sił. Jęknęła głośniej, a jej wzrok stawał się coraz bardziej ostry. Widział, ze odzyskała przytomność i zaczęła się szamotać, co wywołało jego wesołość. Pogładził ją po twarzy, lecz ona odwróciła ją szybko, co zdenerwowało go i uderzył ją mocno. Policzek szybko zaczerwienił się, a dziewczyna zamarła. Zaczęła się coraz mocniej szamotać, zaczęła krzyczeć, grozić mu, lecz tylko się śmiał. Za chwilę zatkał jej usta jakąś szmatą i zaczął dalej się zabawiać, jak kot bawi się z myszą, tylko bardziej perwersyjnie. Wstał z jej brzucha i schylił się po coś. Był to kawał liny, którą obwinął ciasno jej piersi. Dziewczyna jęczała z bólu, pojawiły się pierwsze łzy, ale jeszcze nie widział w oczach tego prawdziwego przerażenia. Wtedy poszedł do łazienki i przyniósł kilka klamerek, które zaczął przypinać do wrażliwych sutków - przez knebel usłyszał stłumione wycie. - O tak, kochana - to muzyka, odpowiednia dla moich uszu. A my mamy do dyspozycji całą noc. - mlasnął z zadowoleniem. Jeszcze chwilę się tak bawił, potem znudził się. Znowu władował swoje paluchy w jej cipkę, mimo że próbowała zewrzeć nogi, jednak była mocno przywiązana. Potem rozpiął rozporek i uklęknął między nogami dziewczyny. Protestowała, a jakże, ale nic nie mogła zrobić. Płakała i cofała się jak tylko mogła, przed tym co miało nastąpić, lecz temu tylko to pasowało. Jego olbrzymi członek był gotowy i już szukał wejścia. Mężczyzna nagle złapał dziewczynę za jej długie włosy i odchylił głowę do tyłu jakby chciał złamać jej kark, w tym samym momencie wbił się w nią z całych sił. Jej krzyku nie zahamował nawet knebel. Posuwał ją, mimo że pojawiła się krew, aż sam się spuścił. Wtedy puścił jej włosy i zaczął bić po twarzy. Dziewczyna próbowała unikać ciosów, ale za moment miała już podbite oczy oraz krwawiące usta i straciła przytomność. Jednak jemu nie wystarczyło to. Gdy bestia poczuła krew, chciała jej więcej. Ocucił ją i obrócił na brzuch, wykręcając przy tym jej ręce. Zaprotestowała głośno, bo nie dość, że zabolały naciągnięte nadgarstki, to jeszcze napięte i napuchnięte piersi. Ale on nie zwracał na nic uwagi, tylko zaczął dawać jej mocne klapsy. Potem zaczął zabawiać się jej drugą dziurą. Dziewczyna oczywiście się cała spięła i starała się stawiać opór, czym znowu zdenerwowała Bestię. Nachylił się do ucha ofiary i szepnął:
- Hej mała, nawet nie próbuj, bo pożałujesz. Ja i tak dostanę to czego chcę. - Ingrid jednak nie słuchała tylko zaczęła się szarpać.
- O nie, tak się nie będziemy bawić!- nagle wyszedł z pokoju. Dziewczyna zdziwiona podniosła głowę. Nie wiedziała co się dzieje i co planuje ten szaleniec. Wtedy usłyszała jak coś się tłucze na dole. Nie mogła się uwolnić, nie mogła nic zrobić, tylko słuchała, jak ta bestia rozwala chyba całą kuchnię, a może i nie tylko? Zamknęła oczy. Nagle usłyszała kroki - prześladowca wracał.
- I co mała? Wracamy do zabawy - oznajmił beztrosko. - ale nie będzie tak prosto jak myślisz.
Zobaczył jak dziewczyna nieruchomieje. - Taak, teraz to naprawdę się zabawimy, bo jeszcze nie jesteś tak prawdziwie przerażona. Zobacz co znalazłem - pokazał jej starą smycz i obrożę. - teraz ubierzemy sunię i ją potresujemy. A spróbuj tylko nie posłuchać.
Założył jej obrożę na szyję, dopiął smycz i wreszcie rozwiązał ją. Ręce jej powędrowały od razu w stronę granatowych piersi, lecz on szarpnął ją i zakazał. Gdy nie posłuchała, wziął z łóżka pas (poznała, że to był jej taty) i zaczął ją lać. Uciekła w kąt, lecz co to dało? Poddała się szybko i zaczęła spełniać jego zachcianki.
Przez okno zaczęło wpadać światło poranka, a on wciąż ją męczył. Ledwie żywa, ale wciąż miała nadzieję, że przetrwa, że rodzice wrócą i koszmar się skończy. Ale na razie nic się nie zmieniało, albo dostawała lanie, albo ją wykorzystywał. Kazał jak psu chodzić na czworaka. Po pewnym czasie powiedział, że zejdą na dół i tam się wszystko rozstrzygnie. Tylko, że już nie miała siły. Chwycił ją wtedy za włosy i mimo oporu pociągnął po schodach, niemal ją zrzucając. Tam kazał również udawać psa. Zaprowadził do salonu, gdzie zawsze panował wzorowy porządek, ale teraz... Ulubiona zastawa matki była rozbita w drobny mak, a on kazał jej po skorupach chodzić na czworakach! I to nie tylko chodzić, ale i leżeć, czy siedzieć. Trwało to kilkanaście minut, aż zaczęła krwawić dość znacznie. Była już naprawdę przerażona. Wtedy powiedział, że wystarczy i że czas chwilę odpocząć. Pomyślała, że może uda jej się uciec, jednak oprawca miał inne plany. Zaciągnął ją do kuchni w kąt, gdzie stała skrzynia na węgiel. W lecie mało z niego korzystali i skrzynia była niemal pusta. Otworzył ją i kazał tam wejść dziewczynie, najpierw jednak krępując jej ręce. Obejrzał pobieżnie jej rany i wreszcie uwolnił jej piersi. Nie przyniosło jej to jednak ulgi, jęknęła z bólu i za nic nie chciała wejść, nawet gdy dostała smyczą. Przerażenie dziewczyny było niemalże namacalne, a to byłą pożywka dla Bestii. Wepchnął ją wreszcie i uderzając ją zmusił do położenia się z skrzyni, którą zaraz zamknął na klucz. Długo upajał się szlochami i stukaniem, czuł jak przerażenie dziewczyny rośnie i rośnie, tak jak jej płacz zamieniał się w wycie. Dobrze bowiem wyczuł czego Ingrid bała się najbardziej - ciemności oraz zamkniętych przestrzeni. Wiedział, że rodzice dziewczyny wracają wieczorem, więc również mógł odpocząć przy dźwiękach tej rozkosznej muzyki. Za dwie godziny skończy konsumować przystawkę...

***


Wrócił do hotelu około dziewiętnastej. W momencie, gdy wchodził do środka, minęły go na sygnale dwa wozy policyjne, a za chwilę karetka. Przywitał się w recepcji i zapytał co się stało, jednak recepcjonista nie wiedział. Po wymianie uprzejmości mężczyzna odebrał klucz od pokoju i udał się na górę. Obserwował przez jakiś czas ruch na ulicy, potem zszedł na kolację. Schodząc zauważył, że pojawiła się już nocna zmiana. Nowy recepcjonista był bardzo wzburzony i coś opowiadał kelnerowi. Oczywiście Bestia udawał, że nic nie rozumie po szwedzku, jednak stanął nieopodal wyglądając na zewnątrz.
- Proszę, niech pan nie wychodzi. W mieście stało się coś złego i policja szuka zboczeńca.
- Jak zboczeńca, to chyba nie mam się czego obawiać jako mężczyzna - uśmiechnął się lekko do recepcjonisty.
- Może się źle wyraziłem, mój angielski czasem zawodzi jak jestem zdenerwowany - odpowiedział portier. Zdarzyło się nieszczęście, jedna z uczennic pobliskiego gimnazjum została brutalnie zgwałcona i w stanie śpiączki przewieziona do szpitala. Policja szuka winnego i przesłuchuje ludzi, którzy byli w pobliżu tego miejsca.
- Rozumiem teraz. A gdzie to się stało? Może zwiedzając byłem w pobliżu? - zainteresował się mężczyzna. - Czyli dziewczyna przeżyła? Co za tragedia...
- O tak... Ingrid była jedną z najlepszych uczennic, najbardziej lubianą. Nie wiem, kto mógł tak ją potraktować. To po prostu straszne.
- Ale co się tak naprawdę stało? - dopytywał się dalej gość. - widziałem, ze coś się stało, bo jak wracałem z wycieczki, to mijało mnie sporo policyjnych wozów. A rodzice dziewczyny? Ktoś ich napadł?
- Akurat rodzice musieli wyjechać na weekend, wrócili dziś o szóstej i zastali córkę sponiewieraną, pobitą do nieprzytomności i dodatkowo zgwałconą. Jutro będę wiedział coś więcej, bo jej rodzice są moimi przyjaciółmi.
- Ok. Mam nadzieję, że dziewczyna przeżyje... Mówiłeś, że była uczennicą gimnazjum, czyli domyślam się, że już pełnoletnia? Biedna, tak na początku dorosłego życia taka trauma.- współczująco popatrzył na portiera. Sześćdziesięciolatek stał bardzo wzburzony i rozmówca zauważył łzy, które pojawiły się w oczach. -Ona miała dopiero siedemnaście lat, była taka ładna... A ten zbir ogolił jej wszystkie włosy...Przepraszam, muszę iść.
Mężczyzna kiwnął głową i oddalił się.
Bestia także po chwili udał się do swojego pokoju, gdzie po pół godzinie zamówił kolację. Czuł się mocny i wreszcie gotowy do degustacji głównego dania, czyli Hiszpankę Mercedes. Należała do jego zespołu badawczego, który działał w Barcelonie. Niesamowita kobieta - z pozoru skryta i nieśmiała, lecz gdy kiedyś zobaczył ją tańczącą flamenco, z tym rozwianym włosem i blaskiem w oczach, wiedział, że ona będzie jego. Sam udawał niedostępnego, że zależy mu tylko na badaniach, które akurat przeprowadzali. W międzyczasie odkrył, że Mercedes ma profil na portalu randkowym. Odezwał się przedstawiając się jako Wielbiciel. Podesłał zdjęcie, oczywiście nie swoje, bo od razu poznałaby kim jest. Fotka była bardzo niepozorna, specjalnie taką wybrał. Chodziło właściwie o to, by dziewczyna zainteresowała się jego wnętrzem, a nie powierzchownością. I to się powiodło - korespondencja ciągnęła się już prawie trzy miesiące. Jedząc w pokoju kolację i wspominając swoją ostatnią ofiarę, włączył laptopa i napisał do kobiety z prośbą o spotkanie i nie czekając na odpowiedź położył się spać.

Data:

 luty 2019

Podpis:

 Rolando Mroczny

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81141

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl