DRUKUJ

 

Cud ludzkiego umysłu

Publikacja:

 21-07-18

Autor:

 Kemilk
– Zdecydował się pan?

Każdy w końcu musi zmierzyć się z odpowiedzią, która dla wielu wydaje się nic nieznaczącą formalnością. Tak nie było w przypadku Tadeusza. Z trudnością patrzył na psychologa i zastanawiał się, co też może powiedzieć.

– Nie podjął pan jeszcze decyzji? – Nie słychać było zniecierpliwienia w głosie rozmówcy, a jednak wyczuwał, że tak jest w istocie.

– Nie – odpowiedział z trudem.

– A zastanawiał się pan co z dziećmi, żoną?

– Tak – wydusił odpowiedź.

Ileż słów mógłby wyrzucić w przestrzeń, argumentów, które nie pozwalały mu tego zrobić. Gdyby tylko mógł. Niestety wypowiedzenie pojedynczych słów stanowiło dla niego większe wyznanie niż ukończenie triatlonu kilkanaście lat temu. Wtedy jeszcze ciało było sprawne i korzystał z niego do utraty tchu.

– Wie pan, że sprawienie bólu najbliższym nie jest dobre? Rozumie pan to?

Kiwnął jedynie głową i myśli odpłynęły do odległej przeszłości. Jakie to wtedy wszystko było proste, gdy możliwość była jedynie mrzonką, mirażem opisanym w książce „Nieograniczone możliwości”. Niestety nie pierwszy już raz fikcja literacka stała się rzeczywistością. Przekleństwo, z którym musiał się zmierzyć.

– Przed chwilą rozmawiałem z pana małżonką. Nie rozumie wahania z pana strony. Gdyby ona była w takiej sytuacji, od razu wyraziłaby zgodę. Zrobiłaby to w imię miłości. Tak właśnie powiedziała: "w imię miłości”. Czy można być tak samolubnym?

– Można – wycharczał i hardo popatrzył na psychologa.

Chciał powiedzieć coś jeszcze, niestety słowa pozostały nigdy niewypowiedzianymi myślami.

– No i po co tak walczyć? Sam pan widzi, że to droga donikąd. Nie może się pan wysłowić, a ruch ręką to jedynie niemożliwe do spełnienia marzenie. A przecież można zupełnie inaczej. – Psycholog westchnął i kontynuował monolog. – Powiem szczerze, że jest pan pierwszym, który się przeciwstawia i naprawdę trudno mi zrozumieć, że nie zostało to jeszcze uregulowane prawnie. Ma pan w dupie żonę, dzieci, wnuki i wszystkich wokół. Rozumiem to, ale żeby nie zatroszczyć się o siebie? Uczestniczył pan w triatlonach?

Tadeusz zamknął oczy, nie reagując na pytanie. Biegał, pływał, bo miał taką możliwość i robiłby to dalej, gdyby mógł, ale tak normalnie.

– Był pan naprawdę w tym dobry i to może wrócić. Wystarczy powiedzieć „tak”. Nie trzeba nawet składać podpisu. Pana czas się kończy. No chyba, że jest pan z tych wierzących? Słyszałem o nich, ale nigdy nie spotkałem. Wierzy pan w życie po śmierci?

Nawet nie wiedział, co odpowiedzieć. Miał nadzieję, ale czy wierzył? Nauka poszła do przodu, można było dokonać transferu całego siebie do biorobota i żyć wiecznie, co kilkanaście lat zmieniając nośnik życia. Niestety nie udowodniono, że jest coś więcej niż życie ziemskie. Czyli po prostu go nie było.

– Tak myślałem. Uparł się pan jedynie i chce skoczyć w przepaść, z nadzieją że przeżyje ten karkołomny krok. Proszę spojrzeć na przygotowanego biorobota. To pan w wieku trzydziestu lat. Żona go dla pana wybrała. Jest pan taki sam jak na pierwszej randce z Janką, nawet ubranie takie same. Jedno słowo i zamieniamy się w młodzieniaszka. – Psycholog zaśmiał się, jednak powoli tracił do pacjenta cierpliwość.

Tadeusz nie miał siły otworzyć oczu, a wypowiadane słowa powoli stawały się dla niego niezrozumiałe. W oddali wydawało mu się, że widzi nikłe światło, kuszące go trudną do wyjaśnienia zbliżającą się miłością.

– Też przez to przechodziłem, a teraz proszę, jak nowy. – Psycholog, udając entuzjazm, opowiedział o własnej przemianie. – Zrobiliśmy to razem z żoną i naprawdę jesteśmy zadowoleni. Po co komu umierać? Rodzina w rozpaczy i jeszcze te koszty. Wie pan, gdzie jest najbliższe krematorium, albo cmentarz? Setki kilometrów stąd. I do tego jeszcze te martwe ciało. Przecież to jest okropność. Pan już jest prawie trup, ale i tak wygląda o niebo lepiej od prawdziwego nieboszczyka. A może i nie?

Psycholog wstał z krzesła i pochylił się nad Tadeuszem.

– Cholera – jęknął. – Na takich trzeba zawsze uważać.

Nałożył transferter na głowę nieboszczyka i chwilę później całość wspomnień, cech charakteru pojawiła się w biorobocie. Przed jego aktywowaniem musiał jedynie nieco zmodyfikować nagranie z ostatniej rozmowy.

– I po to jest właśnie technologia – zaśmiał się, otworzył drzwi i zawołał. – Pani Janino, mąż już jest gotowy.

– Zgodził się? – zapytała, chociaż odpowiedź była jedynie formalnością.

– Oczywiście że tak. Powiedział, że robi to w imię miłości.

– A jak go wybudzić?

– Po prostu go pani pocałuje. Będzie jak w bajce, może z tym wyjątkiem, że wybudzenie potrwa kilka godzin. I jeszcze jedno. Tadeusz miał prośbę, by pani także poddała się zabiegowi.

– Czyli?

– No przecież wiadomo – zaśmiał się psycholog. – Zrobimy transfer danych do biorobota. To pani w wieku trzydziestu lat. Mąż go dla pani wybrał. Będzie pani taka sama, jak na pierwszej randce z Tadeuszem, nawet ubranie takie same.

Data:

 06.2020

Podpis:

 Józef Kemilk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81519

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl