DRUKUJ

 

Granatowe Serce

Publikacja:

 22-03-03

Autor:

 Borek
Trzymałem w garści pistolet celując mu w tył głowy. Za moment pociągnę za spust a jego mózg znajdzie się na murze przede mną. Skazany odwrócił swoją złą, brzydką twarz i splunął mi na mundur. Pociągnąłem za spust. Huk ogłuszył mnie suchym, metalicznym trzaskiem.
Otworzyłem oczy i przez chwilę patrzyłem bezmyślnie w sufit. To był piękny sen. Usiadłem na łóżku i rozejrzałem się po swoim pokoju. Cały był zagracony wszelkiego rodzaju śmieciami i resztkami gnijącego jedzenia. Wszechogarniający mrok rozświetlało jedynie niebieskie światło włączonego komputera. Pomieszczenie atakowało ze wszystkich stron odurzającym smrodem zgnilizny, jednak ja już dawno przyzwyczaiłem się do tego zapachu.
Matka zawołała na śniadanie. Odpowiedziałem, że za raz schodzę obrażając ją pod nosem od kurew. Poszedłem do małej, szarej łazienki obok swojego pokoju, okręciłem zimną wodę i obmyłem twarz. W dużym, zakurzonym lustrze pojawiła się sylwetka wysokiego, zgarbionego chłopaka o tłustych, rozczochranych włosach. Pod czerwonymi oczami malowały mu się dwa, duże cienie.
Schodząc po długich, rozlatujących się schodach spotkałem starszego brata, który rzucił na mnie spojrzenie złych, zielonych oczu i poszedł na górę.
Ojca nie było a matka leżała rozwalona na kanapie i oglądała jakiś paradokument. Usiadłem przy dębowym stole w małej, czystej kuchni. Jakby na wyspie spokoju w tym morzu zgiełku. Zjadłem śniadanie gapiąc się na jakiś filmik na YouTube, a gdy skończyłem złapałem za plecak leżący od wczoraj w holu i wyszedłem na podbój kolejnego dnia.
Na dworze panowała szara, deszczowa pogoda. Z rynien lała się strugami mętna woda. Założyłem na głowę kaptur i ruszyłem naprzeciw tego nijakiego krajobrazu. Gdzieś w środku drogi złapał mnie Michał z parasolem w lewej ręce. Dlaczego sam o tym nie pomyślałem? Kiedy tylko mnie zauważył, zaczął gadać energicznym, niskim głosem. Mówił jak to mu idzie na siłowni i jakie to ma relacje ze swoją dziewczyną. Gdy doszliśmy do szkoły, pożegnał mnie i ruszył w swoją stronę.
Byłem przemoczony i wściekły jak pies. Nienawidziłem Michała. Nienawidziłem tej jego energicznej paplaniny. Wszedłem do szkoły i skierowałem się do swojej szafki. Spróbowałem ją otworzyć. Raz, drugi, trzeci. Zamknięta. Rzuciłem przemoczoną kurtkę w kąt szatni i powlokłem się na pierwszą lekcję robiąc za sobą małe kałuże. Przekroczyłem próg klasy, usiadłem w ostatniej ławce i zasnąłem z głową położoną na książkach.
Byłem wielki, ogromny, unosiłem się nad światem jak grecki bóg. Ludzie pod moimi nogami wyglądali jak mrówki. Tylko jedno moje słowo a zegną karki w poddańczym ukłonie.
Obudził mnie krzyk baby od angielskiego.
- Pobudka panie Dąbrowski!
Zaczęła wrzeszczeć, że nie mam przyszłości bez angielskiego, że bez niego niczego w życiu nie osiągnę. Bez słowa wstałem, spakowałem rzeczy i wyszedłem z klasy. Na korytarzu stał wysoki, bardzo przystojny blondyn patrzący w sufit. Po chwili kucnął i, wciąż patrząc w górę, wyjął coś z plecaka. Przez chwilę dokładnie przyglądał się temu przedmiotowi a następnie przyłożył go do skroni. Rozpoznałem przyrząd w jego ręku. Chciałem krzyknąć, zawołać, żeby tego nie robił, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. On strzelił a huk odbił się makabrycznym echem po całej szkole. Nic się nie stało. Nikt nie wybiegł z klasy. Trup stał w tej samej pozie, w której umarł.
Przerażającą ciszę rozciął dźwięk dzwonka. Wszyscy wyszli z klas. Na korytarzu powstał zwyczajny gwar. Nikt nie zwracał uwagi na ciało. Ludzie przechodzili obok niego nawet na nie, nie patrząc.
Uciekłem na następną lekcję próbując zapomnieć o tym co zobaczyłem. Wejścia do klasy bronił dwumetrowy rycerz. Kiedy spróbowałem wejść, zapytał.
- Jak się zwiem?
- Zawisza
- Jaki?
- Czarny
- Skąd?
- Z Wesela
Rycerz zniknął a ja usiadłem w pierwszej ławce. Nauczycielka weszła do klasy i zaczęła coś mówić. Jednak ja nie słuchałem patrząc w górę, na spektakl który ogrywał się na głowami. Chłop w pocie czoła orał jesienną ziemię z niepokojem oczekując zimy. Obok niego dogorywała krowa zwiastując niepowodzenia i katastrofy. Za nią trwało wesele, na którym bawiły się wszystkie zjawy polskie. W przybudówce po prawo konał dzielny, pobożny sługa nie śmiąc pisnąć ani słówka skargi.
Nagle scena zniknęła i pojawiła się nowa. Latarnia świeciła jasnym, mocnym blaskiem a na niej siedział latarnik trzymając „Pana Tadeusza” przy piersi. Bolał nad biednym Wokulskim, który gonił za swoją Izabelą, chociaż dzielił ich Mur Warszawy. Byłem zachwycony tymi obrazami. Chciałem sprawdzić, czy ktoś jeszcze widzi te piękne sceny. Jednak w oczach kolegów z klasy świeciła tylko pochłaniająca pustka. Nikt nie zauważył życia toczącego się nad ich głowami. Pani skończyła gadać a ja wyszedłem na przerwę, powoli wracając do rzeczywistości.
Teraz czekało mnie najgorsze cholerstwo. Matematyka. Kiedy szedłem na lekcję, nogi uginały się pod moim ciężarem a ręce tak się pociły, że nie mogłem złapać za klamkę. Lekcję można opisać jako ciemność, która zamieniła się w jeszcze gęstszy mrok. W tym mroku dało się słyszeć głosy:
- Ile to dwa plus dwa?
- Cztery.
- Źle pięć. Wyjaśnij, dlaczego dwa plus dwa to pięć?
- Ale to cztery.
- Chyba źle mnie zrozumiałeś. Zapytałam cię, dlaczego dwa plus dwa to pięć?
- Ponieważ pani tak powiedziała a pani ma zawsze rację. – odezwał się pełen rezygnacji głos
Gdy wyszedłem z klasy, byłem biały jak papier. Wypadłem ze szkoły i powoli powlokłem się do swojego, brudnego domu. Otworzyłem drzwi wejściowe i nie zwracając uwagi na matkę, która pytała jak w szkole, wspiąłem się po schodach na górę. Walnąłem się na krześle i odpaliłem kompa.
***
O jakiejś pierwszej w nocy Dąbrowski usnął, leżąc z głową przylepioną do klawiatury. Komputer wciąż pracował wyświetlając jakiś film. Śnił, że jest oficerem SS. Przed nim klęczał więzień trzęsący się z zimna. Skazaniec powoli odwrócił głowę i spluną flegmą na kata. Twarz ofiary była twarzą Dąbrowskiego tak jakby oficer i więzień przeglądali się w lustrze.

Data:

 21.01.2022

Podpis:

 Borek

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81617

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl