DRUKUJ

 

Wolne miejsce przy stole

Publikacja:

 22-05-07

Autor:

 Voyager
Z Tadeuszem zawarł znajomość w noc wigilijną, kiedy jadąc samochodem, zobaczył go leżącego przed kościołem na chodniku. Usiłował się podnosić, ale poślizgiwał się na śniegu, a idący na Pasterkę ludzie udawali, że tego nie widzą. Przystanął samochodem, pomógł się leżącemu podźwignąć i zapytał, gdzie go zawieźć.
- Na wigilię, do siostry – wymamrotał Tadeusz. - Jeszcze dzisiaj nie jadłem.
Zawiózł go do stojącego na peryferiach domu i zataszczył na ganek przez zasypany śniegiem ogród.
Nacisnął dzwonek i podtrzymując słaniającego się Tadeusza, patrzył przez firankę na kolorowo rozświetloną choinkę. Rodzina była po kolacji, ale ciągle jeszcze siedzieli i śpiewali, widać było wolne miejsce przy stole i stojące przy nim nakrycie dla niespodzewanego gościa. Z pokoju dobiegała kolęda o płaczącym z zimna, malutkim Jezusku. Jezus malusieńki, leży wśród stajenki, płacze z zimna...
Dosyć długo i uporczywie dzwonił, zanim na ganku zapaliło się światło i usłyszał za drzwiami burkliwy głos siostry Tadeusza.
- Kogo tam niesie po nocy?
- Przywiozłem brata na wigilię.
- Jakiego brata?
- Pani brata, Tadeusza.
- Wynocha, bo poszczuję psami!
- Kto tam? - dobiegły z mieszkania, podpite, męskie głosy.
- Mój pijany braciszek…
- Kto?!
- Chodźmy, bo mnie szwagier znowu zbije - zakwilił żałośnie Tadeusz. - Możesz mnie zawieźć do domu?
- Do jakiego domu?
- Do mojego, pokażę ci, gdzie mieszkam.
I tak owej wigilijnej nocy, odwiedził Tadeusza po raz pierwszy.
Mieszkał w piwnicy, w oficynie przy rynku, zwisająca z sufitu na drutach żarówka oświetlała zrobione ze starych płaszczy legowisko.
- Idziesz już? - zapytał Tadeusz, kiedy zobaczył, że zabiera się do wyjścia.
- Przyjdę, idę ci kupić coś do jedzenia.
- To przynieś piwo.
Kupił w nocnym sklepie bochenek chleba, pomarańcze, jabłka, kostkę masła, słoik dżemu, kilo kiełbasy i czekoladę.
- O, tyle nakupowałeś - ucieszył się Tadeusz. - A piwa nie przyniosłeś?
- Nie piję alkoholu...
- Ale ja piję!
- Ale ja również nie kupuję i nie częstuję.
- To po co kupiłeś jedzenie, jak się brzydzisz ze mną napić?!
- To nie tak, Tadeusz...
- A jak?! Nie potrzebuję twojej jałmużny!
Patrzył na rozżalonego Tadeusza, dawnego zawodowego żołnierza walczącego z Rosjanami o wolną Polskę w 1920 roku, a później urwał z bochenka kawałek chleba i podzielił się nim z bezdomnym jak opłatkiem. Przytulił starego wiarusa do serca i pocałował w zarośnięte, zsiniałe z zimna policzki.
- Siadaj - udobruchał się Tadeusz. - A to jest moja najmłodsza wnuczka - wyciągnął z kieszeni, owiniętą w gazetę fotografię uśmiechającej się dziewczynki. - Ma cztery latka i całkiem złote włosy, chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć.
- A kiedy ją ostatnio widziałeśi?
- Jeszcze jej nie widziałem.
Jedna łezka, druga łezka, serce dziadka płacze, dziadek tęskni, dziadek szepcze...
- Może ją zobaczę!
Patrzył ze ściśniętym sercem na sponiewieranego przez życie człowieka, a później się pożegnał i wrócił do domu.
Latem spotkał Tadeusza na plantach, jak stał w alejce obok pomnika świętego Floriana i liczył drobniaki. Dorzucił mu w przelocie dwa złote, a Tadeusz poderwał głowę i krzyknął za nim porywczo.
- Za dwa złote usiłujesz kupić spokój sumienia?!
Nic nie odpowiedział, ale wieczorem zrobił podobne zakupy jak przed Bożym Narodzeniem i zaniósł je Tadeuszowi, bo zbliżała się Wielkanoc.Drzwi do piwnicznej izby były otwarte, ale nikogo w niej nie było, więc zostawił reklamówkę z zakupami na posłaniu i poszedł.
Dwa miesiące później Tadeusz umarł i zakopano jego ciało do ziemi jak stare nikomu niepotrzebne ubranie.
Miejmy nadzieję, że ten ciężko doświadczony przez życie Człowiek, odpokutował swoje grzechy i dostał od Pana Boga przy wejściu na niebieską ucztę nową piękną szatę. Siedzi w niej pod błękitnym niebem na wolnym miejscu przy stole i spoglądając na ziemię, raduje się widokiem bawiącej się lalkami wnuczki.
Miejmy nadzieję, że tak się stało z Tadeuszem, bo jak napisał w Ewangelii święty Mateusz... Tak właśnie ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi (Mt 20,16).

Data:

 okolo roku 2000

Podpis:

 Andrzej Jarosz

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81647

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl