DRUKUJ

 

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział II

Publikacja:

 22-05-30

Autor:

 jolsokolowska079sok
— Pinokio chciałem ci tylko coś powiedzieć i nie wrzeszcz, bo uszy puchną! Ale, do rzeczy - ten twój pomysł z oceanem to WIELKA PORAŻKA.

Pajacyk nie był pewien czy dobrze słyszy. Popatrzył na przyjaciela ze zdumieniem.

— Nic nie rozumiem — jęknął.

Miś wyglądał jak srogi profesor, który coś gwałtownie musi wytłumaczyć uczniowi.

— Posłuchaj Pajacu, nie przyznawałem się, ale boję się Wielkiej Wody, bardziej niż skoku na bungee. Więc, nie wiem, w imię czego targam ten ciężki plecak i to po nocy. Skołowany, na dodatek, zapomniałem telefonu i karty kredytowej. Czy to wszystko trzyma się kupy? Ponadto, przebywanie nad oceanem jest potwornie niebezpieczne, grozi śmiercią i kalectwem.

Na te słowa Pinokio zbladł.

Co ten Miś opowiada? Może ma gorączkę?

— To nie są plotki, Pajacu. Pływasz, jak kłoda i kto mnie uratuje, gdy będę tonął? Przypomnę, gdybyś cudem nie trafił do sieci Głuptaka, to byłoby po tobie. Wystarczy?

Pluszak skończył mówić, ale dalej stał w mroku, ociekający deszczem, mały, ale groźny. Pinokio zlustrował go od stóp do głowy.

— Misiu, możesz zawsze zawrócić, to zależy tylko od ciebie.

Zapanowała pełna napięcia cisza.

— Co chcesz przez to powiedzieć? Już wiem, chcesz się mnie pozbyć... — wybąkał Miś po chwili namysłu.

— Wielkie nieba! — żachnął się Pajacyk i nie zwlekając ruszył przed siebie z prędkością wiatru. Do Szybowca wskoczył pierwszy.

Miś zebrał wszystkie siły, parskał i sapał z wysiłku, aż w końcu udało mu się wciągnąć ogromny plecak na pokład szybowca. Wyczerpany usadowił się tuż za drewnianym przyjacielem. Ptaszek wtulony w najdalszy kąt kabiny rozglądał się bojaźliwie. Może dziwił go brak powitalnych gestów i śmiechów, na pewno dołowała sztywna, ponura atmosfera.

Pluszak ze zmarszczonym czołem długo przyglądał się plecom Pajaca, nie wiedział, co zrobić. W końcu zdobył się na odwagę i odezwał się cichym głosem:

— Pinokio, przegiąłem. Nasza kłótnia niczemu nie służy. Owszem, ocean pachnie Wielką Przygodą, ale może zaczniemy od ciut mniejszej wody?

Pinokia kilkakrotnie przełknął ślinę.

Miś czyta w moich myślach jak z nut!?, pomyślał, ale nie dał nic po sobie poznać.

Po chwili tylko skinął głową i schwycił za ster. Szybowiec uznał, że może wzbijać się w górę. Dostojnie wspinał się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu zatoczył wysoko w powietrzu dwa koła. Tu i ówdzie pojawiały się prześwity między strzępami chmur. Miś patrzył na znikające w strugach deszczu miasto. Daleko w dole przemykały niczym cienie góry, lądy, wyspy rzeki... Widok był wspaniały. Pluszak chłonął ten obraz całym sobą, gdy się ocknął, wymruczał:

— Rozumiem, że lecimy do Doliny Duchów, tak?

I nie czekając na odpowiedź drewnianego przyjaciela, wydobył z przepastnego plecaka zmiętą mapę, ołówek i długą, żółtą latarkę.

We wnętrzu Szybowca ściemniło się.

— Prawie jak w studni, nawet moja latarka nie pomaga — wymruczał ze złością Miś, stawiając na mapie okazały krzyżyk.

Pajacyk zajrzał mu przez ramię.

O rany! Większa od niego, brudna, jakby czyścił nią buty. Co on majstruje i to po ciemku?

Pytanie goniło pytanie, włosy na drewnianej głowie stawały dęba, aż w końcu nie wytrzymał:

— Misiu, znam na pamięć drogę do Doliny Duchów, nie musimy lecieć przez Brukselę. Będziesz miał tam swój staw i plażę. To blisko. W przerwie obiadowej będziesz mógł wpaść do domu. Od dawna noszę ten pomysł w sobie. Lecimy, skoro jest ci wszystko jedno!

Pluszak skrzywił się.

— No cóż.

Szybowiec energicznie poruszył skrzydłami, jakby mówił: Cisza! Najwyższy czas lecieć!.

— Nareszcie ustaliłem cel podróży. Coś na ząb, a potem słodka drzemka — wyszeptał Miś, sięgając do kieszeni po czekoladowy batonik.

Po chwili chrupanie ucichło.

— Nie budźcie go, błagam! — zaćwierkał Ptaszek. — Po raz pierwszy widzę jak Pluszak zasypia na siedząco — dokończył, przysiadając na ramieniu Pajacyka.

— Spoko Ptaszku, gwiazdy nas poprowadzą — mówiąc to, Pinokio wskazał na Mleczną Drogę.

Ptaszek zasalutował skrzydełkiem i stanął na warcie. Szybowiec trzymał kurs. Zmęczony Pajacyk zasnął oparty o ścianę kabiny. Zbliżała się północ, na ołowianym niebie zawisł srebrny księżyc. Na pokładzie Szybowca zapanowała niczym niezmącona cisza

Miś śnił o Ewie:

Październikowy dzień, słońce cudownie przygrzewa. Rozbiegany wiatr mruży figlarnie oczy i pędzi ciągle przed siebie na przekór niebu.*) On i mała dziewczynka zbierają kasztany w parku. Dla dzieci to prawdziwy skarb. Siedzący na nagrzanym pniu rudy kot, obserwuje ich bacznie, ale nie przeszkadza. Chyba coś go zaciekawiło.

Z drzew spadają lśniące, dojrzałe kasztany. Obrodziły jak żadnego roku, wszędzie ich mnóstwo. Część przysiadła na żółtym piasku, inne w gęstwinie rudych i czerwonych liści, upojnie szeleszczących pod stopami. Ewa je wącha, obraca w dłoniach, wydając okrzyki zachwytu. Miś nie odstępuje jej na krok.

Muszę jej pilnować, stąd tylko kilka kroków do lasu, a tam może być niebezpiecznie, mruczy pod nosem, wojowniczo zaciskając pluszowe piąstki.

— Zobacz, Misiu, jakie ładne. Nadadzą się na krówki w białe łatki, cielęta, koniki i jeże, na mój cały leśny teatrzyk. Nóżki i kolce zrobię z zapałek.

Pluszak z ochotą dołącza do marzeń i cudownych planów dziewczynki, rzucając od czasu do czasu jakąś wesołą uwagę.

— Skorupki kasztanów nie wytrzymają nożyczek błyskających w twojej zwinnej rączce, ale już taki ich los.

Dziewczynka chichocze, wrzucając kolejnego kasztana do koszyczka. Ma ich już ze dwadzieścia. Rumiana twarzyczka promienieje dumą, wygląda na bardzo szczęśliwą, jakby dokonała czegoś niezwykłego. Miś rzuca dziecku czułe spojrzenie. Od wyjścia z domu minęło parę godzin, zmęczenie daje znać o sobie. Miś opierając się o pień rozłożystego kasztana, odpływa myślami:

— Zwierzątka z kasztanów zamieszkają w kartonowym pudełku w niebieskie kółka, w tym stojącym na białej półce. Będę do nich zaglądała, tak jak ubiegłej jesieni i zimy. Zanim wyschną cudownym zapachem wypełnią dziecięcy pokój.

Zadumę przerywa radosny szczebiot Ewy. Zachwycony Miś dodaje szeptem:

— Nawet jeszcze z tornistrem na plecach, skacząc na jednej nodze, na tej w buciku ortopedycznym. Małe ręce z przejęcia będą drżały. A, mnie Misia, będzie zapierać zazdrość, troszkę może będę się boczył. Ot tak, dla hecy.

— Co mówiłeś, Misiu?

— Ależ nic takiego.



****


O poranku wszyscy jeszcze spali, tylko Miś się kręcił, żałośnie wzdychając przez sen.

Chyba tęskni za Ewą. Tak, są takie sytuacje w dzieciństwie, które pamiętamy do końca życia. Cudowne, odległe czasy *, a nasz Pluszak nie jest wyjątkiem, pomyślał Szybowiec, lecąc prosto przed siebie.

Lądu nie wiele było widać, wydawał się spowity mgłą. Gdy w końcu Szybowiec go dostrzegł obniżył lot, schodząc powoli do lądowania. Z głośników popłynęła wesoła muzyka. Pinokio poruszył się pierwszy, otrzepał się, kichnął jak pies wychodzący z wody i ogłosił, zwijając ręce w trąbkę:

— Panowie, dość tego królowania, zaraz lądujemy. Słońce, niebo robi się błękitne i brak opadów. Dolinie Duchów wita!

Miś na dźwięk słów przyjaciela przecierając zaspane oczy, zerknął przez okienko.

Słońce niczym ognista kula wisiało pośrodku nieba. Zawisło i wydawało się nie ruszać z miejsca. Powietrze drgało od narastającego z każdą minutą gorąca.

— Co to za dziwna okolica? Niewiele z tego rozumiem. Pinokio, odpowiedz i to natychmiast!

Pajacyk nie od razu zorientował się, o co Misiowi chodzi. Gdy przywarł twarzą do szyby, ku jego zdumieniu trawiasty płaskowyż, na którym lądował Szybowiec, szczelnie pokrywał biały puch.

Gdy latająca maszyna dotykała kołami lądowiska w powietrze wzbiła się biała chmura. Uszu wędrowców doszedł szum tysięcy maleńkich skrzydełek.

— Szybowcu, tylko cię spuścić z oka! Przez omyłkę wbiłeś się w Polanę Motyli, to nie jest nawet przedsionek Doliny Duchów. Niewielu odwiedzających Krainę Niekończącej się Bajki o niej wie. Tu rosną niezwykłe orchidee, wabiące cudownym zapachem motyle. Tych pięknych owadów jest tu tysiące. One lubią ciepło, nie znoszą zimna. W południe może być tu nawet 30 kresek w cieniu!

— Przed spiekotą chroni mnie pluszowe futerko. A teraz muszę was opuścić. Ruszam w świat, gdzie czekają na mnie nowe możliwości i kariera — stwierdził Miś, lekko wyskakując z Szybowca.

Spokojnie poczekam na rozwój wypadków, pomyślał rozbawiony Pajacyk.

Po paru minutach Pinokio rozejrzał się na wszystkie strony:

— Jak to możliwe?

Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Pluszak zamiast biec, stał jakby wrośnięty w wysoką trawę na skraju skąpanej w słońcu bezkresnej łąki.

Pinokio wyszczerzył zęby w uśmiechu, kierując pytający wzrok na skrzydlatego przyjaciela.

— Nie ulega wątpliwości, że coś go zauroczyło — pisnął Ptaszek, kiwając główką.

— Nigdy nie widziałem tylu motyli w jednym miejscu. Są takie piękne i ulotne, jak ta chwila — jakby w odpowiedzi, oznajmił rozmarzony Miś, spoglądając na ślicznego motylka, który właśnie usiadł mu na ramieniu.

Słońce przygrzewało coraz mocniej. Rabaty bajecznie kolorowych kwiatów wyciągały ku słońcu smukłe łodygi. Rozchylając kielichy piękniały. Powiew wiatru poderwał ku niebu motyle, ale ich lot nie trwał długo. Chmara białych owadów ponownie pokryła łąkę. Trawa lśniła najczystszą, nieskazitelną bielą, falowała, niczym wielki dywan rozpostarty na wietrze. Było w tym coś widowiskowego.

— Te motyle zdają się strzec jakiejś tajemnicy — odezwał się cicho Szybowiec i zamilkł poruszony cudownym widokiem.

Płynąc po falach traw, owady wyglądały, jak małe białe okręciki pędzone podmuchami ciepłego wiatru. Nikt, oprócz nich, nie wiedział dokąd podążają.

— Dawniej nie bywało was tyle! Jesteście niczym bilet wstępu do Krainy Niekończącej się Bajki. Nareszcie, jestem u siebie i wszystko tu kocham — szeptał szczęśliwy Pajacyk.

Ptaszek z zachwytu, ćwierkał i ćwierkał.

— W kąt wszystkie obawy! To zupełnie inny bajkowy świat. Popatrzcie, na te różowe obłoki, są zupełnie jak z waty cukrowej! Wydają się niewyczerpane w tworzeniu nowych kształtów i odcieni. Wszystko tu jest takie dziwne — rzucił Miś, zadzierając pluszową głowę ku niebu.

— Co, jak co, ale niebo mam opanowane — odparł Pajacyk, wyciągając się obok niego na trawie.

Wyglądało, że czerpie wielką przyjemność z obserwowania pluszowego przyjaciela.

— Mógłbym tu zostać na zawsze — po dłużej chwili oświadczył, lekko zdyszany.

— Nie, Misiu.

Pajacyk potrząsnął głową.

— Dlaczego nie? — spytał zamyślony Pluszak.

— Posłuchaj, zawsze możesz przejść od jednego pragnienia do następnego — odparł Pinokio.

— A jeśli go nie znajdę?

Miś wydał ciche westchnienie.

— Musisz dać się im prowadzić, odważyć się. Jesteś w Krainie Niekończącej się Bajki, przed nami jeszcze długa droga. Już się cieszę.

— Niewiele rozumiem, ale niech ci będzie, Pajacu.



****

Nastała pora obiadu. Słońce utraciło swoją prażącą moc, delikatnie oświetlało krajobraz. Zielona łąka pełna kwiatów i soczystej trawy cudownie pachniała, przyprawiając o zawrót głowy. Lśniła niby ubrane na biało dziewczę. Niebo zabarwiło się purpurą. Pinokio wpatrywał się w nie zachwytem. Gdy spuścił wzrok jego uwagę przykuła kwaśna mina Misia. Pajacyk usiadł po turecku na trawie, przyglądając się pluszowemu przyjacielowi uważnie.

Oj, niedobrze! Czyżby taki miał być kres marzeń Pluszaka o nowych przygodach?, przeraził się, nie na żarty.

Powinien wiedzieć, że Miś był głodny. Z reguły Pluszak tego nie ukrywał, potrafił tupać, podnosić głos, ale tym razem było inaczej. Jak na zawołanie wyciągnął z zewnętrznej kieszeni plecaka dwa batoniki.

— No proszę, mam.

I twarz Pluszaka rozjaśniła się w tryumfalnym uśmiechu. Pinokio z zachwytu aż klasnął w dłonie.

— Pluszaczku, to mi się podoba! Brawo!

— Przecież nie jestem głupi! Ledwo zaczęliśmy Wielką Przygodę — mruknął do siebie Miś, upychając papierki po słodyczach do woreczka na śmieci.

W dźwiękach dolatujących z pobliskich zarośli brzmiała jakaś niespotykana łagodność. Bajkowy świat delikatnym szelestem liści, upojnym zapachem bujnej trawy i rozmaitego kwiecia zapraszał małych wędrowców w swoje podwoje.

Data:

 2021

Podpis:

 Jolka

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81662

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl