DRUKUJ

 

Blokersi

Publikacja:

 22-06-02

Autor:

 dudens
Iwo wstał dzisiaj wcześniej niż zwykle. Przetarł zaspane oczy i wyjrzał przez okno. Słońce wisiało już jakiś czas oderwane od widnokręgu, zapowiadał się piękny czerwcowy dzień 2004 roku.
Zaparzył kawę i zabrał się do smażenia jajecznicy z czterech jaj.
Mała motorola z klapką zaczęła rytmicznie brzęczeć na kuchennym stole.

- Halo.
- Za ile będziesz gotowy?
- Kończę robić śniadanie, daj mi dwadzieścia minut i możemy działać.
- Dobra, nie zapomnij o sprzęcie.
- Nic się nie martw Łysy, wszystko gotowe.

Iwo i Łysy mieli po dwadzieścia lat i byli kumplami od dzieciństwa, razem chodzili do podstawówki, teraz łączyła ich przyjaźń i zamiłowanie do kombinowania; bardzo często na granicy prawa... lub poza nią.
Iwo zjadł pośpiesznie jajecznicę i wypił czarną, mocną kawę. Zawsze pił kawę bez cukru i mleka, nie rozumiał jak można spożywać ten napój inaczej. Sięgnął prędko ręką pod łóżko i wyciągnął mały, wojskowy plecak “kostka”. Sprawdził w środku sprzęt; stacjonarny aparat telefoniczny, z przewodem, na końcu którego zamiast wtyczki były dwa zaciski typu krokodylek. Iwo był specem od nowinek technicznych, znał się na elektronice i komputerach a jego głównym zainteresowaniem było łamanie systemów telefonicznych. W owym czasie była możliwość doładowania konta telefonu komórkowego na kartę, dzwoniąc pod specjalny numer udostępniony przez operatora danej sieci. Dzwoniąc, obciążało się abonament telefonu stacjonarnego na żądaną kwotę i środki te były dostępne do wykorzystania na telefonie komórkowym. Iwo wpadł na “wspaniały” pomysł by doładowywać telefon.. Niekoniecznie ze swojego telefonu stacjonarnego. Łysy skupił się na zakupie pustych kart
z numerami telefonów w salonach sieci komórkowych. “Doładowane” karty sprzedawali za połowę wartości dilerom i złodziejom, którzy potrzebowali często zmieniać numer.
Łysy czekał jak zwykle na ławeczce i palił spokojnie papierosa, napawając się słońcem i zapachem kwitnącej akacji. Był niskiego wzrostu, wysportowany; wspinał się i grał w tenisa. Kochał ryzyko i życie na krawędzi; okazja czyniła go złodziejem, dorabiał dilerką.

- No jesteś w końcu, kurwa. Czekam na tej ławeczce już 15 minut.
- Sorry Łysy, miałem drobny poślizg na chacie.
- Dobra, nie ważne. Działamy póki wszyscy są w robocie.

Weszli do klatki schodowej wieżowca pamiętającego jeszcze lata 70 i udali się w kierunku wejścia do komórek lokatorskich. Skrzynka rozdzielcza Telekomunikacji Polskiej wisiała tuż przy wejściu, zamknięta na solidną kłódkę z hartowanej stali.
- Debile. Nigdy się kurwa nie nauczą. W każdym bloku to samo.
- Iwo, to jest Polska, co ty się kurwa dziwisz. Wszystko jak zwykle na odpierdol. Kłódkę porządną dali a skrzynkę z gównolitu.

Iwo wypchnął pręcik przechodzący przez zawiasy i otworzył drzwiczki rozdzielni, w której były poszczególne łącza telefoniczne przydzielone lokatorom.
Wpiął się swoim aparatem w pierwszy, lepszy obwód i wykręcił numer doładowania karty.
Czynność tę wykonywał na przemian podsłuchując rozmowy lokatorów, którzy akurat byli w domu. Z racji pory dnia byli to najczęściej emeryci, matki opiekujące się małymi dziećmi i bezrobotni; nic specjalnego, nudne plotki i rozmowy o pogodzie.
-Słuchaj Łysy o czym ten gość pierdoli, jakiś czubek chyba.. No sam posłuchaj.

- …Profesorze, co teraz?
- Ustawiłeś poprawnie rok, miesiąc i dzień?
- Dokładnie tak jak ostatnio, mimo to zamiast do przodu o dziesięć lat, system zmienia o dziesięć lat wstecz.
- To bardzo niebezpieczne anomalie na tym etapie eksperymentu doktorze….

- O czym oni pierdolą Iwo? To jakiś pseudonaukowy bełkot człowieku, nic z tego nie kumam.
Nagle potężny huk dobył się z piwnicy, w całym bloku zgasły wszystkie światła. Po chwili zdającej się trwać wieczność, Łysy z Iwem podnosili się po omacku z podłogi, oszołomieni olbrzymim błyskiem w rozdzielni telefonicznej. Oślepieni łukiem elektrycznym, pomału dochodzili do siebie.

- Co to kurwa było stary?
- Nie wiem Łysy, ale lepiej stąd spierdalajmy. Musiałem zewrzeć coś niechcąco, zaraz pewnie przyjadą psy.

Tego wieczoru postanowili zakończyć proceder z doładowaniami, raz na zawsze, albo przynajmniej do czasu aż sprawa ucichnie. Poszli zapalić jointa na innym bloku i zanim wrócili do swoich domów zdążyli nieco ochłonąć z emocji.
Następnego dnia Iwo obudził się wypoczęty, wstał z łóżka i z początku nie wiedział co się dzieje.

- Co jest? Gdzie ja kurwa jestem, co jest grane?

Zaczął klepać się po policzkach, jakby chcąc się obudzić, myśląc że to sen.
Pokój był ten sam ale meble jakieś inne, tapety również inne ale jakby jakieś znajome.
Przeszedł do kuchni, mijając legowisko Ramba; owczarka niemieckiego, który zdechł w zeszłym roku. Koło lodówki stała jego mama, jakaś inna niż zawsze…
- Wyspałeś się Iwcio? Dzisiaj sobota, jedziemy do ZOO.
Iwo z otwartą szczęką spojrzał na kalendarz, wiszący za matką na lodówce.
2 czerwca 1994.

Data:

 2022

Podpis:

 dudens

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81663

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl