DRUKUJ

 

r. 19 Trudne chwile

Publikacja:

 22-06-03

Autor:

 mesue
r.19 Trudne chwile

Zostali rozlokowani w wielkim domu pod miastem. Musieli szybko przystosować się do nowych warunków, nauczyć się nowej tożsamości. Różnili się wyglądem zewnętrznym od Ziemian. Nie były to duże różnice, ale rzucające się w oczy. Mieli proste usta, sztwne włosy , nie mieli nosa, a raczej był, ale wklęsły. Wizażystka miała nad czym zastanawiać się.
- Kobietom można usta poprawić szminką, ale mężczyznom nie domalują ust – powiedziała i usiadła zrezygnowana na kanapie.
- Nad czym tak się zastanawiasz? – zapytała Ama
- Chyba trzeba przeprowadzić operację ust i nosa.
- Jeśli zmienisz nam kształt ust, to jak kiedyś wrócimy do siebie?
- Ale tutaj jesteście przez to rozpoznawani. Widzisz mam inne usta niż wy. Na Ziemi każdy ma takie lub podobne do moich. Wy macie inne. Jeszcze jedna lub dwie osoby ujdą, ale was jest piątka i każdy ma takie. Nie myślicie, że po tym was rozpoznają wasi wrogowie?
- Może król Mar nie sięga aż tutaj – powiedział Alan.
- Nie wiadomo.
- Co robimy Tal?
- Nie wiem.
- Może dokleimy wąsy. Zaczekajcie. Zobaczymy jak to wygląda.
- Co to takiego?
- Wąsy.
- O rany tato, to ohyda.
- Nie, to też niedobry pomysł. Trzech facetów nie może być z wąsami.
- Dobrze mogę być z wąsami, ale nic więcej – powiedział Alan.
- Jeszcze w takim razie mam dwóch do przerobienia. Poddaję się.
- Nie możesz. Gdzie dzwonisz?
- Hallo Lea możesz do nas dołączyć. Opadły mi ręce. Nie wiem co zrobić z ustami.
- Dobrze Aniu. Za jakiś czas będę. Ściagnę Lidkę do pomocy Pracowała kiedyś w teatrze jako charakteryzatorka. Może ona coś poradzi. Tłumaczyłaś im, że muszą upodobnić się do nas.
- A jak myślisz?
- Nie było pytania. Przerwij na razie i zaczekaj. Muszę pojechać w jedno miejsce, a później z Lidką do was dołączę. Nie wypuszczaj ich tylko do miasta. Niech siedzą w domu.
- Tal choć porozmawiasz z Leą.
- Tal musicie być do nas bardziej podobni. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć.
- Lea rozumiem, że nie możemy mieć pstrokatych włosów, bo rzucamy się w oczy, ale ust nie chcę zmienić.
- Tal porozmawiamy jak przyjadę, a do tego czasu nie wychodźcie z domu. Może coś zaradzimy. Powiedz Ani, aby zaczęła farbowanie włosów.
- Dobrze. Czekamy.
- Na razie.
- Masz jakieś problemy Lea?
- Nie większe niż zwykle. Tato dzięki za herbatę. Muszę już jechać.
- Dokąd jedziesz?
- Muszę kupić parę rzeczy do domu i dla siebie. Pojadę na zakupy.
- Nie możesz tego odłożyć?
- Nie tato
- Chcesz, żebym ci towarzyszył?
- Nie, zostań w domu. Odpocznij. Niedawno wróciłeś. A tak naprawdę co powiedział Wielki Mistrz?
- Że będzie dobrze.
- To odpowiedź wymijająca. Nie chcesz mi powiedzieć. Dlaczego?
- Jedź już. Masz rację, że jestem zmęczony, chociaż bardziej chyba znużony.
- Wieczorem zadzwonię. Pa.
- Uważaj na siebie moje drogie dziecko.
- Tak tato.
Wyszła na podwórko. Rozejrzała się. Miała wrażenie, że ktoś skrada się za parkanem. Uruchomiła silnik i zostawiła na biegu samochód. Podeszła do kamery i zobaczyła dwa cienie, skradające się za ogrodzeniem. Zawróciła. Weszła do domu.
- Tato musisz uciekać. Ktoś jest za bramą i jest to raczej wróg niż przyjaciel.
- Wezmę tylko parę rzeczy.
- Nie ma czasu. Choć.
Przeszli przez bibliotekę. Zeszli do piwnicy. Ukrytym wejściem przeszli do pokoju., gdzie wszystko było przygotowane na wypadek ucieczki. W rogu stała zapakowana walizeczka, a obok leżał nadajnik. Dalej stała lodówka z zapasem żywności.
- Masz tutaj drugi dom.
- Tak córeczko. Lata służby nauczyły mnie ostrożności i przezorności. Myślałem, że chociaż ty będziesz wiodła spokojniejsze życie, ale to były tylko mrzonki. Wybrałaś taką samą drogę jak kiedyś ja i nie mogłem cię odwieść od tego zamiaru. Nie umiałem. Dziadek powstrzymywał mnie, a ja ciebie, a i tak żaden z nas nie uchronił swojego dziecka przed przeznaczeniem. Już widać w naszej rodzinę tak być musi.
- Nie było wyboru. Idziemy w jednej linii tato. Tylko ty masz więcej doświadczenia i mądrości niż ja.
- Długo nie możemy tutaj zostać. Pójdziemy tunelem na wichrowe wzgórze. Mam tam ukryty samochód.
- Jak myślisz kto to może być?
- Zobacz na kamerze.
- Czy to …?
- Myślę, że to oni. Kiedy wracałem czułem, że od połowy drogi ktoś mi depcze po piętach. Nie ujawnił się wcześniej, ale czułem, że są od Konrada.
- Co on ma do ciebie?
- Służy w przeciwnym kierunku.
- Ano tak. Bierz walizkę. Nie możesz tutaj wrócić. Wyjeżdżasz w góry. W chatce nad potokiem będziesz bezpieczniejszy.
- Nie martw się. Wiesz, że zawsze mogę wejść do świata, gdzie wchodzą tylko nieliczni.
- Wiem, ale i my tato nie możemy robić tego zbyt często. Musimy zmieniać nasz układ pierwiastków i ….
- Dobrze. Nie panikuj. Znam zasady. Obiecaj, że nie wrócisz z powrotem i nie będziesz się niepotrzebnie narażać.
- Nie, nie będę. Wyślę tam Edka z ekipą. Oni sobie z nimi poradzą.
Lea odwiozła ojca na stację. Poczekała aż pociąg odjedzie i wróciła do domu.
- Jestem nieposłuszna, ale nie mogę inaczej.
Weszła od strony wichrowych wzgórz. Przeszła tunelem do schronu i czekała na swoich. Kiedy zobaczyła Edka wyszła z ukrycia.
- Rączki do góry drodzy panowie. Co tutaj robicie?
Jeden z nich rzucił się do ucieczki.
- A dokad to pan zamierza iść? – zapytał Edek.
- Gładko poszło. Lea, czy możesz wyjść? Musimy panom zastosować bardziej liberalne sposoby na rozwiazywanie języka – powiedział Karol.
- Poradzicie sobie już sami. Spadam. Zamknijcie tylko drzwi za sobą. Jeśli dalej będą udawać niemowy to związać i wsadzić do lochu u Zygfryda. Tam szczury może przywołają ich do posłuszeństwa.
- Dobrze Lea.
Wsiadła do auta i odjechała. Wyjęła zdjęcie żony Tala i położyła na kolana.
- Tak, to ta sama osoba. Może trochę zmieniona, ale to ona – pomyślała.
Dojechała na miejsce. Rozejrzała się, czy jest sama. Włączyła nibulizator, na którym po chwili przeczytała napis:
- Czysto. Droga wolna.
Przed domem czekał mały Tes.
- Co masz dla mnie?
- Idź zobacz. Tes w brązowej trbie jest coś dla ciebie.
- Rozpuszczasz go.
- Nie. Mam i dla ciebie coś, tylko rozpakuję zakupy. Przywiozłam trochę prowiantu dla was.
- A co masz dla mnie?
- Jesteś tak samo niecierpliwa jak i Tes. Amo nigdy nie mówiłaś o ojcu Tesa.
- To trudny temat.
- Dlaczego?
- Służył dla króla i nigdy go nie było w domu. Niczego nie widział poza służbą. Kiedy zaczęły się moje problemy z królem też go nie było. Musiałam radzić sobie sama.
- Może król wysłał go specjalnie do jakiejś akcji, abyś została sama?
- Nie wiem. Może i tak.
- Czy nie wiesz co z nim się dzieje?
- Nie wiem. Wysłałam do niego wiadomość, ale nie odpowiedział. Może zapomniał i dalej służy temu pyszałkowatemu królowi. Nie męcz mnie. To boli.
- Jeszcze tylko jedno pytanie. Czy możesz go opisać?
- Lea, bo pogniewam się.
- Chyba raczej nie. Czy to ten?
- Skąd masz to zdjęcie?
- Teraz możesz gniewać się na mnie – powiedziała Lea i wyszła obrażona z kuchni.
- Skąd to masz? Przecież nie mogłaś tam być.
- Oczywiście, że nie. On jest tutaj.
- Nie, to nie możliwe.
- A jednak.
- Gdzie on jest?
- Jeśli będziesz grzeczna to zawiozę cię do niego. Chyba, że nie chcesz.
Ama usiadła na brzegu kanapy, ukryła głowę w dłoniach i rozpłakała się.
- Mamo, dlaczego płaczesz? – zapytał Tes.
- Tes, choć pójdziemy nakarmić kurki. Mama musi pobyć trochę sama.
Ama siedziała i tępo patrzyła na zdjęcie swego męża. Dawno pogodziła się z tym, że go już nie zobaczy. Kiedy parę miesięcy wcześniej dowiedziała się, że Tal żyje wysłała wiadomość, ale gdy nie było przez wiele miesięcy odpowiedzi pomyślała, że może ma już inną rodzinę i o nich nie myśli, a dzisiaj Lea przynosi jego zdjęcie. Uspokoiła się. Wstała. Podeszła do Tesa.
- Synku, tata jest tutaj. Chcesz go poznać?
- Chyba tak. Nigdy go nie widziałem.
- Byłeś malutki kiedy uciekliśmy na Ziemię.
- Przebierajcie się. Ama nałóżcie maski. Zaczekam przed domem. Chyba nigdy nie będę niewrażliwa – powiedziała Lea i otarła łzę.
Podróż odbyli w milczeniu. Przed domem Lea nakazała Amie i Tesowi pozostanie w aucie do czasu aż ich wezwie. Sama weszła do domu i przywitała się ze wszystkimi.
- A gdzie Lidka?
- Niestety, nie zajechałam po nią. Uznałam , że to zbyteczne. Zrobimy im cieliste maski i wtedy nie będzie widać ich ust i wystającego, kanciastego podbródka. Przyzwyczają się do nich. Ania nie ufarbowałaś im włosów. Dlaczego?
- Nie pytaj. Myślałam, że pożrą mnie żywcem, jak zbliżyłam się z farbą.
- Włosy niestety musimy przefarbować.
- O nie – krzyknął Rek.
- Niestety na to musicie się zgodzić.
- Alan wytłumacz młodemu człowiekowi, że pięć osób o pstrych i sztywnych włosach to już tłum.
- Sam tego nie pochwalam.
- Alanie. Włosy wrócą kiedyś do swojego koloru, ale teraz lepiej, żeby były podobne do naszych. Na ziemi nie ma pstrych włosów ani nie sterczą jak druty. Tal, czy ty też jesteś przeciw?
- Tak.
- Niestety musicie na to przystać. Chyba, że nie chcesz zobaczyć się z kimś, za kim tęsknisz od wielu lat.
Tal podniósł głowę i spojrzał w kierunku Lei.
- Kogo masz na myśli?
- Sam odpowiedz sobie. Zaczekam aż ochłoniesz.
- Nie drażnij się ze mną.
- Zaraz ich przyprowadzę. Tylko bez nagłych ruchów. Czekaj w domu.
Lea wzięła za rękę Tesa i Amę i wprowadziła do salonu. Tal znieruchomiał. Poczuł skurcz w gardle i nie mógł wykrztusić słowa. Patrzył to na Amę to na syna, to na Leę. W końcu ruszył w kierunku Amy i mocno ja przytulił. Stali tak w milczeniu przez kilka sekund. W końcu Ama wyswobodziła się z jego uścisku. Wzięła synka za rękę i powiedziała:
- Tes, to twój ojciec.
Tal przygarnął Tesa do siebie. Podeszli razem do Amy i wszyscy troje zamarli w uścisku tęsknoty. Była to chwila, w której i pozostałym zawilgotniały dziwnie oczy. Powoli wyszli z domu, pozostawiając odnalezionym swobodę i możliwość porozmawiania bez świadków.
- Lea jak do tego doszłaś? Gdzie ich poznałaś – zapytała Sara.
- To długa historia. Opowiem, ale nie tym razem. Lidka przyjedzie o czwartej. Nie możecie sprzeciwiać się. Wasz wygląd zbyt bardzo rzuca się w oczy. Po za tym musicie rozdzielić się. Alan z rodziną zamieszka w domu na ul. Sikorskiego a Tal na ulicy Hetmana. Wieczorem wyślę wam znaki rozpoznawcze i hasła. Jutro rano ktoś przyjedzie po was. Tutaj nie możecie zostać. To zbyt niebezpieczne.
- Odwiedzać się chyba możemy?
- Oczywiście. Do jutra Aniu z Lidką musicie upodobnić do nas.
- Lea nie zdążymy z maską.
- Musicie. W tej walizeczce macie niektóre rzeczy, które będą potrzebne. Resztę przywiezie Lidka. Nie pozwólcie im zbyt długo witać się. Muszą wrócić do rzeczywistości.
- Odnaleźli się po tylu latach, to trudno się dziwić.
- Tak Saro. Teraz już będą razem, ale trzeba chronić ich i siebie. To nie koniec wojny. Ona dopiero zaczyna się. Wszelka nieostrożność jest zbyteczna. Muszę jechać dalej. Spotkamy się później. Pożegnaj ich ode mnie Saro.
- Uważaj na siebie Leo.
- Wy też.
Lea czuła się wyśmienicie. Cieszyła się szczęściem Tala i Ammy. Tes poznał ojca. .Nawet fakt, że jedzie do Wielkiego Mistrza nie zmącił jej radości, choć czuła, że tym razem Wielki Mistrz nie wzywa jej bez powodu, ale nie wiedziała, że jest on poważniejszy niż domyślała się.
- Cóż. Jedni cieszą się, inni smucą, jeszcze inni boją się, ale takie jest życie. Może nie będzie tak źle. Czuję jednak, że nie będzie wesoło. Nadchodzą trudne czasy.
Wyszła z auta i ruszyła w kierunku lasu. Tam jednym gestem rozsunęła ścianę i weszła do tunelu. Szła powoli i niechętnie aż ukazały się jej schody. Weszła na pierwszy stopień i na chwilę zatrzymała się. Pomyślała, że ma cichą nadzieję, że usłyszy od Wielkiego Mistrza, że to koniec zła, że nie będzie wojny, że koniec świata odwołany i wszystko będzie kręciło się tak jak dawniej. Z tą nadzieją ruszyła do Wielkiego Mistrza.

Data:

 18.05.22

Podpis:

 MESUE

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81664

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl