DRUKUJ

 

Musiałem cię stracić, żeby pokochać

Publikacja:

 25-04-07

Autor:

 W0jciech0wska
Uciekam, po usłyszeniu słów, które rozbiły moje serce na tysiąc kawałków- zgubiłem elementy i nie umiem ich na nowo poskładać. Biegnę, a pęd powietrza suszy łzy napływające z moich źrenic. Ciągle myślę o bursztynowym odcieniu jej tęczówek. Miała oczy, w których można było się utopić a ja nie zdążyłem złapać większego oddechu. Gdy mięśnie w nogach odmówiły współpracy uklęknąłem na wilgotnej trawie, która już dawno straciła swój blask z bijącym sercem, jakby miało wyrwać się z klatki piersiowej ciągle próbując pozbyć się echa w głowie

Michał, nie kocham Cię już.

Mam wrażenie jakbym zestarzał się właśnie o dwadzieścia lat, tocząc w głowie wojnę z moimi autodestrukcyjnymi myślami. Rozglądam się wokół siebie i mimo rozmazanego obrazu rozpoznaję miejsce. Tutaj miał miejsce nasz pierwszy pocałunek. Pod drzewem ozdobionym przez jesień. Teraz jest zniszczone przez brak czyjegoś zaangażowania. Pamiętam ciepło jej warg gdy opatulały moje. Teraz pozostał mi zimny powiew wiatru.

Nie wiem kiedy słońce zaszło za horyzont, a ja paląc całą paczkę papierosów przywołałem wszystkie wspomnienia. Czułem wszystko dziesięć razy mocniej, oprócz zimna które ubyło moim zmysłom, mimo że był styczeń.

Nie czułem też ani grama szczęścia- ale to tylko szczegół.

Wracając do swojego mieszkania kupiłem nową paczkę marlboro, bo kto teraz zaopiekuje się moimi ustami. Otwierając drzwi przywitał mnie krzyk ciszy. Jej ubrania, które tak często porozrzucane był po meblach (co było źródłem mojej irytacji) zostały starannie złożone i czekały w walizkach do odbioru. Chwyciłem moją czarną bluzę wiszącą przy lustrze, tak często ją zakładała na gołe ciało. Wyglądała uroczo, kochałem patrzeć na nią taką słodką i niewinną. Na bluzie ciągle unosiła się woń jej ciała. Z zamkniętymi oczami wciągam aromat bluzy, aby za chwilę rzucić materiał i jak niewinne dziecko skulić się na podłodze zalewając łzami.

Bez niej życie jest marną syntezą bieli i czerni.

Kiedy na zegarku wybiła druga w nocy, poszedłem do sypialni i w samych bokserkach wszedłem pod kołdrę. Odruchowo sięgnąłem ręką na jej stronę łóżka, ale zamiast ciepła jej ciała poczułem zimne prześcieradło. Zaciskając dłoń w pięść cofam rękę. Chcę ją mieć przy sobie.

Jeszcze rano budziłem się przy niej, teraz muszę zasypiać sam.

Brakuje mi uczucia jej włosów na twarzy. Obiecuję- już nie będę na Ciebie krzyczeć, że masz je ściąć. Teraz wiem, że robiłaś wszystko, aby twoje blond loki mi się podobały. Idę na balkon, ale już nie muszę nikomu tłumaczyć dlaczego wychodzę w takie zimno. A raczej nikt się o mnie nie martwi że będę przeziębiony.

Odpalając papierosa patrzę na sąsiednie bloki w mroku, a do głowy przychodzi mi multum myśli. Nie doceniałem jej, teraz to widzę. Zbyt często reagowałem krzykiem, kiedy ona się o mnie martwiła. Nie pytałem co u niej mimo, że widziałem te wory pod oczami i zaczerwienione spojówki. Mimo, że ją kochałem nie mówiłem tego. Cierpiała po cichu.

Dlaczego dopiero teraz to zauważyłem? Kochałem tą kobietę ponad wszystko. Ale tylko ją raniłem. Nie umiem bez niej żyć i nie chcę się nauczyć. Gasząc peta z euforią wszedłem do mieszkania w amoku chwytając nóż i zatapiając się w mroku łazienki.

Data:

 2020

Podpis:

 Wojciechowska

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=82563

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl