|
|||||||||
|
Zdechłam co noc |
|||||||||
|
|||||||||
| Zdecham co noc Czuję, jak dzień po dniu odpadają ze mnie kawałki światła, jakby ktoś po cichu gasił kolejne okna wewnątrz mnie. Oddech — kiedyś był czymś prostym, teraz jest jak wspinaczka po niewidzialnej ścianie. Leżę i słucham ciszy, która nie jest ciszą, bo ma ciężar i mówi szeptem o strachu. Kości bolą od istnienia, a myśli… jakby ktoś je zabrał, zostawiając tylko pusty pokój. W nocy przychodzi cień, siada obok, nie dotyka — a jednak wszystko we mnie zamiera. Patrzę i wszędzie jest czarno, nie noc — ale coś głębszego, co nie zna świtu. A jednak gdzieś bardzo daleko, tam gdzie jeszcze nie sięga ten mrok, tli się coś małego — tak ciche, że prawie go nie słychać. Może to jeszcze ja. |
|||||||||
|
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|
|||||||||
|
Powyższy tekst został
opublikowany w serwisie opowiadania.pl. |
|||||||||