|
|||||||||
|
Kaplica |
|||||||||
|
|||||||||
| KAPLICA Głuchy jęk dzwonu z pustej dzwonnicy ciężko się wzbija w złowrogie chmury - księżyc wychyla zza nich ponury; krwawo oświetla szczątki kaplicy... Niegdyś witraże, dziś puste dziury, patrzą do wewnątrz te oczodoły; w nich dachów stygną i ław popioły i osmolone czernieją mury... W środku coś leży, jakieś łachamny... To człowiek leży! to leży tam ktoś! ustami cicho wyszeptać chce coś; milniknie po chwili, skurczem targany... Nagle wiatr huczy przeciągłym wyciem! w kaplicy trzewia gwałtem się wdziera! - wyje potwornie, gdy ktoś umiera, i z nieśmiertelnym żegna się życiem... W dali ryk trąby ciężkim dmie grzmotem, jak gdyby góry ktoś kruszył młotem!; i błysków korowód rozświetla ziemie, po czym czerń wieczna okrywa je cieniem... Kwiecień 2026, hotel B-Biała i inne |
|||||||||
|
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|
|||||||||
|
Powyższy tekst został
opublikowany w serwisie opowiadania.pl. |
|||||||||