DRUKUJ

 

Rzeka nie zadaje pytań

Publikacja:

 26-05-17

Autor:

 strapionyjaguar
W pewnych opowieściach nieszczęście przychodzi nagle. W innych — takich jak ta — rozlewa się powoli, cicho, jak woda. W sobotę, która z początku nie zapowiadała niczego szczególnego, Maciej Rymarowicz zabrał Kamilę Giełdę na spacer nad Odrę we Wrocławiu. Był to jeden z tych wieczorów, w których świat zdaje się spokojny aż do przesady, jakby celowo odwracał uwagę od rzeczy, które nie powinny się wydarzyć. Kamila ufała mu wystarczająco, by iść obok niego w ciszy, która nie przeszkadzała zakochanej parze. Uderzenie przyszło z tyłu — nagłe, ostateczne, pozbawione jakiejkoľwiek dramaturgii, która mogłaby uczynić je mniej okrutnym. Potem była tylko głębia wody, która nie zadaje pytań, a jednak przechowuje wszystko. Kamila nie była pierwszą ofiarą Macieja, lecz trzecią. I na pewno nie ostatnią. Nie zabijał z potrzeby ani z desperacji, lecz z czegoś znacznie trudniejszego do zrozumienia — z chłodnej przyjemności, która nie wymaga uzasadnienia. Był ostrożny. Nie zostawiał śladów, nie zabierał pamiątek w postaci obciętych uszu czy skradzionych bransoletek, nie pozwalał sobie na błędy, które mogłyby go zdradzić. Nie zostawiał odcisków palców i trzymał się z daleka od miejskiego monitoringu. Przeprowadzał research na temat swoich ofiar i wybierał samotne kobiety, które często nie miały kontaktu ze swoją rodziną. Jego zbrodnie były uporządkowane, niemal staranne, jakby wierzył, że precyzja może go ochronić przed konsekwencjami. I być może miał rację. Ale tylko częściowo. Ponieważ istnieją rzeczy, których nie da się przewidzieć w żadnym planie. Nie dowiedział się o bliźniaczej siostrze Kamili. Ewelina Giełda nie rozmawiała z Kamilą od wielu lat, co w zwykłych okolicznościach oznaczałoby, że nic już ich nie łączy. A jednak w dniu swojego ślubu, w chwili, która miała być początkiem czegoś nowego, poczuła nagłe, niewytłumaczalne pęknięcie — jakby coś w niej zostało brutalnie wyrwane. Straciła przytomność, zanim zdążyła wypowiedzieć słowo, które miało zmienić jej życie. Ceremonia nie doszła do skutku. Przez tydzień leżała w śpiączce, zawieszona między światem, który znała, a czymś znacznie mniej określonym. Śniła za każdym razem to samo. Kolacja. Uśmiech. Spacer nad rzeką. “Spójrz na księżyc, jaki piękny.” Potem uderzenie. I woda. Zawsze woda. I tak w kółko. Ewelinie śniło się to tyle razy, że wyryła sobie każdy obraz, chcąc nie chcąc, w pamięci. Kiedy się obudziła, nie była już tą samą osobą, która zemdlała. Nazwisko zabójcy przyszło do niej bez wysiłku. Nie jak myśl, lecz jak wspomnienie, które nigdy nie należało do niej, jakby podszepnięte przez duszę zmarłej bliźniaczki. Ewelina nie zwróciła się do władz. Są pojęcia, które nie mieszczą się w słowie “sprawiedliwość prawa”. Przesunęła datę ślubu i przez parę następnych tygodni planowała zemstę.

Na początku pokazała mu się z daleka na wrocławskiej ulicy. Rymarowicz spostrzegł ją i zareagował przewidywalnie – uciekł do domu. Był przekonany, że zobaczył ducha. Potem widywał ją częściej. W oknach. Na ulicy. Zaczął źle sypiać. I pić. Zaczął wychodzić z domu, ponieważ są pewne rzeczy, których człowiek nie jest w stanie oglądać bez końca — nawet jeśli przez całe życie wmawiał sobie, że nic nie jest w stanie go poruszyć. Twarz w oknie, pojawiająca się zawsze tam, gdzie nie powinna, należała właśnie do takich rzeczy. Ewelina to przewidziała. Wykorzystała jego nieobecność w sposób metodyczny, niemal cierpliwy, jak ktoś, kto nie spieszy się z zadaniem, bo wie, że jego rezultat nie zależy od pośpiechu, lecz od dokładności. Napełniała wannę wodą i szlamem przyniesionym z Odry — nie czystą wodą, lecz ciężką, mętną, obcą. Zostawiała zabłocone ślady stóp w łazience. Raz rozbiła lustro. Na ścianach zaczęły pojawiać się zdjęcia Kamili. Nie dało się odwrócić wzroku bez natknięcia się na kolejne. Były wszechobecne, tak jak wszechobecna była mroczna woda. A potem przyszło coś, czego Maciej nie potrafił już zrozumieć. Ewelina regularnie dodawała do jego jedzenia autorskie mieszanki środków psychoaktywnych — niewielkie ilości, wystarczające, by zmienić sposób, w jaki postrzegał świat, lecz nie na tyle oczywiste, by od razu wzbudzićopozycję. W jego umyśle woda zaczęła się zmieniać. Stawała się coraz mroczniejsza, coraz mętniejsza, coraz bardziej obecna. I w końcu — świadoma. Nie w sposób, który można by opisać lub udowodnić, lecz w sposób, który nie pozostawiał miejsca na wątpliwości. Jakby wiedziała. Jakby pamiętała dokładnie to, co on zrobił, i nie zamierzała o tym zapomnieć. To jest moment, w którym niektórzy ludzie próbują się ratować. Maciej tego nie zrobił.

Trzy dni później znaleziono go martwego w jego własnym mieszkaniu. Odwodnionego, jakby nie mógł się zbliżyć do jakiejkolwiek postaci wody. Leżał nagi, z wykrzywionymi, zesztywniałymi od potwornych skurczów kończynami, które w śmiertelnej agonii próbował rozpaczliwie przyciągnąć do piersi, jakby w ostatniej sekundzie chciał skulić się i cofnąć się do stanu, w którym jeszcze nic złego się nie stało. Ale są rzeczy, do których nie można wrócić, choćby nie wiadomo, jak bardzo by się tego pragnęło. Zemsta nie przyniosła Ewelinie tego, czego się po niej spodziewała. Nie zasklepiła pustki, nie uciszyła wspomnień, nie przywróciła tego, co zostało utracone. A jednak zrobiłaby to wszystko jeszcze raz, gdyby zaszła taka potrzeba. Doszła w końcu do wniosku, że spokój nie znajduje się w świecie, który nadal istnieje. Założyła więc ślubną suknię. Wymknęła się z domu bez słowa, jak ktoś, kto nie ma już komu niczego wyjaśniać, i wyszła w sobotnią, wrocławską noc. Odra przyjęła ją bez wyrzutów, jak matka, która nie zadaje zbędnych pytań.

KONIEC

Data:

 2026

Podpis:

 Strapiony Jaguar

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=82883

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl