|
|||||||||
|
Cywilizacja |
|||||||||
|
|||||||||
| Cywilizacja. - Co się dzieje? – pomyślał oszołomiony, a potem sam sobie próbował wszystko wyjaśnić: - Musieli mnie złapać, tym razem nie udało mi się uciec. – a potem znowu zadał sobie pytanie - Ale na Boga, przed kim miałem uciekać? Tego raczej nie wiedział. Za to czuł, że na domiar złego był skrępowany. Jednocześnie jego oczy były czymś zasłonięte, uszy skutecznie zatkane, a na głowie miał śmierdzący, drapiący worek. A może coś innego. Lecz było to okropnie nieprzyjemne. Nic nie widział i nie słyszał, tylko czuł ucisk na nadgarstkach oraz w okolicach kostek nóg, a do tego to cholerne drapanie i gryzienie w policzki i nos. W tym stanie rzeczy nie wiedział, co się z nim dzieje. Czuł jedynie, że gdzieś go wiozą, a potem przenoszą i sadzają na twardym, a do tego mokrym siedzeniu. Był gotowy na wszystko, lecz w złym tego słowa znaczeniu. Ale co by nie miało się dziać, pragnąłby się to wszystko skończyło. Gdy uwalniano go z krępujących więzów nie szamotał się. Nie wiedział co będzie, ale był zadowolony, że w końcu się dowie o co chodzi. I może nareszcie zdejmą mu z głowy ten okropny worek. W napięciu oczekiwał co się będzie dalej działo. Gdy w końcu zdjęto mu z głowy parciany, szorstki worek oraz opaskę z oczu, ujrzał, a po wyjęciu stoperów z uszu usłyszał wiwatujących ludzi. Był zdezorientowany, bo co było najdziwniejsze, ludzie na trybunach wiwatowali na jego cześć. Ta sytuacja zaskoczyła go, a jednocześnie nie wiadomo, dlaczego wywołała pozytywne podniecenie. A może nawet coś w rodzaju szczęścia. Po chwili usłyszał modulowane okrzyki człowieka ubranego w złoty smoking. Postawny mężczyzna obdarzony aksamitnym głosem, z mikrofonem w ręku, stał na podwyższeniu, w samym środku sześciokątnej, dużej klatki. Od razu zrozumiał, że był to konferansjer. Ale skąd i dlaczego” Lecz w tym momencie dotarło do niego zasadnicze pytanie: - Co jest do cholery? Skąd ta klatka? - zszokowany pomyślał. A konferansjer modulując głos wydzierał się: - Nnnaarruutttt Xxaaawwweeeryyy. Toooo! W interakcji publiczność darła się jeszcze głośniej – Bohater! Bohater! Oszołomiony i ciągle jeszcze niepewny pomyślał: - To o mnie? To ja, Xawery Narut. Konferansjer profesjonalnie wykonywał swoją pracę. Głośno nawoływał, a może raczej skandował: – Nnnaaarrrruuuttt! Nnnaaarrrruuuttt! Na przeciągle wykrzyczane jego nazwisko jeszcze głośniej wołała publiczność: - Xxaaawwweeeryyyy! Xxaaawwweeeryyyy! Konferansjer zapytał: – ktooooooo bohaterrrrrr?! – a publiczność gromko wykrzyczała: – Xaweryyyyy! Na to znowu konferansjer – To wasz bohater?! Ludzie na trybunach odpowiadali: - taaakkkkkk! To onnnn. Po czym konferansjer podniośle zawołał: - To naród wybiera swoich bohaterów! – Publiczność potwierdziła słowa spikera rzęsistymi oklaskami, a jednocześnie skandowaniem - Xawery, Xawery! Wtedy do jego uszu przebił się głos ludzi, którzy znajdowali się za jego plecami. Byli to trzej mężczyźni w różnym wieku, wszyscy ubrani w jaskrawożółte dresy. Usłyszał ich głosy. Pomyślał, że musieli to być jego sekundanci. Tłumaczyli mu: – Nic się nie bój. Stój tylko nisko na nogach i czekaj. Gdy na ciebie ruszy złap go za kark albo za kaganiec i przyciśnij do ziemi. Potem trzymaj mocno, tak długo, ile się da – słuchał oszołomiony. Słowa sekundantów mieszały się z okrzykami konferansjera, który głośno krzyczał: – Gdzieeeee wrrrrrróg? Rozentuzjazmowana publiczność wrzeszczała: – Bydleeee! Bydleeee! Wtedy on też spojrzał na przeciwległy narożnik sześciokątnej klatki. A tam dostojnie, z wysoko podniesionym łbem siedział nienaturalnie wielki, dorodny, biały pies. Wokół zwierzaka uwijali się ludzie ubrani w czerwono czarne dresy. Pomyślał, że musieli to być sekundanci tego pięknego czworonoga. Nie miał nawet czasu się zdziwić. Tym bardziej, że biały pies siedział spokojnie. Patrzył w jego stronę, a jego oczy wyrażały pogardę i absolutną pewność siebie. Zauważył też, że zwierzak miał na pysku złoty, poprzetykany błyszczącymi kamieniami kaganiec. Na solidnym, dobrze umięśnionym karku połyskiwała kolczasta obroża. Jej kolce skierowane były do zewnątrz. Obroża podobnie jak kaganiec również była bardzo ozdobna. Widok tego białego psa, zrobił na nim duże wrażenie, a jednocześnie oszołomił go. Nie wiadomo, dlaczego uspokoił się dopiero, gdy przypomniał sobie, że kilka dni wcześniej spierał się z właścicielem podobnego czworonoga o niezapłacony podatek. Tylko tamten pies był o wiele mniejszy. W tym czasie niestrudzony konferansjer śpiewnie intonował okrzyki: – Białyyyyyyy Kiełłłłłłłłłł – wtórowała mu publiczność – Bydleee! Bydleee! W tym momencie niespodziewanie przypomniał sobie ulubioną w młodości powieść Jacka Londona o takim tytule. Ponownie usłyszał konferansjera – Białyyyyyyy – na to publiczność – uuuuuuuuuuuuuuu! Jeden z jego sekundantów dalej tłumaczył: – możesz go złapać za ogon i cisnąć na kraty, ale pamiętaj, to bardzo zwinny zawodnik. Niejednego już załatwił na amen. Tumult narastał. Przerażony uświadomił sobie, że zbliża się moment starcia. Sędzia, który pojawił się na środku klatki, gestem zawołał jego i psa do siebie i głośno powiedział: - Zapoznam was z zasadami walki. Aby wszystko odbyło się fair play. Gdy już miał podejść do sędziego, a Biały Kieł stanął na czterech łapach i również szykował się, aby ruszyć w to samo miejsce, rozległ się głos konferansjera. Lecz zabrzmiał jakoś inaczej. Pomyślał: - Cóż to się stało? Coś się zmieniło. Gdy zwrócił głowę w kierunku miejsca, gdzie wcześniej z mikrofonem w ręku stał przystojny mężczyzna ubrany w złoty smoking, stwierdził, że teraz stał tam ktoś inny. Dostrzegł niewysokiego, pokracznego starca, który był ubrany w jakiś nieciekawy zielono – fioletowy uniform. Po chwili usłyszał skrzekliwy, nieprzyjemny głos tamtego człowieka. Z jego ust do mikrofonu popłynęły stanowcze słowa: - Ta walka jest nielegalna. Jako Strażnik Praw i Obowiązków ja ją przerywam – a po chwili nie mniej stanowczo dodał – wszelkie walki psów i innych zwierząt w klatkach w cywilizowanych społeczeństwach od dawna są stanowczo zakazane. Takie widowiska są wbrew elementarnym zasadom człowieczeństwa i humanitaryzmu. Przed takim barbarzyństwem, a można powiedzieć dosadniej, wynaturzeniami, naszych braci mniejszych chronią międzynarodowe konwencje. Ludzie na widowni przez moment byli skonsternowani. Ostatecznie zapłacili za bilety. Zaczęły się gwizdy. Może dlatego Strażnik Praw i Obowiązków dodał: - Jak powszechnie wiadomo w klatkach mają prawo walczyć wyłącznie ludzie. Jako istoty wolne i myślące posiadają taki przywilej. Według mnie, najlepsze są walki na gołe pięści, a do tego, gdy najważniejszą zasadą w trakcie takiego pojedynku, jest brak jakichkolwiek ograniczeń, a wszystkie chwyty są dozwolone. Gdy klatkę opuścił Biały Kieł, na jego miejscu pojawił się człowiek, którego przodkiem musiał być King Kong. Usłyszał słowa sekundanta: - No to zmieniamy taktykę. |
|||||||||
|
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|
|||||||||
|
Powyższy tekst został
opublikowany w serwisie opowiadania.pl. |
|||||||||