DRUKUJ

 

LILY

Publikacja:

 26-06-01

Autor:

 JerzyTrzcinski
Lily
- Dziadku – niespełna dziesięcioletnia Lily, poważnym głosem, zwróciła się do dojrzałego mężczyzny. Ten bardzo był zadowolony, gdy mógł rozmawiać bezpośrednio z wnuczką.
A w ciągu roku nie zdarzało się to często. Lily z rodzicami mieszkała w Szkocji, a dziadek
w Polsce.
- Bo wiesz – kontynuowała dziewczynka - w mojej szkole kiedyś na lekcjach pani opowiadała
o szkockich bohaterach. Mówiła, że dawno temu, były tam straszne wojny. Szkoci walczyli
z Anglikami, bo chcieli, żeby ich kraj był wolny i niepodległy. Mama mówiła mi, że teraz Szkoci też mówią o niepodległości, ale zupełnie inaczej niż w dawnych czasach. A czy tu też, u was – na chwilę zawiesiła głos - a tak właściwie u nas, działy się takie różne, straszne rzeczy? Dziadek delikatnie uśmiechnął się, bo ucieszył się, że wnuczka myśli o nim, jako o autorytecie w tak trudnych tematach. Był też zadowolony z faktu, że Lily Szkocję i Polskę traktuje na równi. A po zastanowieniu powiedział: - Kochana Lily – zaczął trochę smutnym głosem – historia ludzi, niestety chyba od zawsze obfitowała w przeróżne przejawy przemocy.
W różnych częściach świata nieustannie, co pewien czas wybuchały i toczyły się wciąż nowe wojny. Gdy jedne się kończyły, to znowu rozpoczynały inne. Słabsze państwa były napadane przez silniejsze, a jeszcze dochodziły do tego konflikty zwalczających się religii. Gdy wojny się kończyły podpisywano porozumienia pokojowe, a potem o nich zapominano i znowu
z niewiadomych przyczyn rozpoczynały się nowe konflikty. Oczywiście były również okresy pokoju i normalnego życia.
- Dziadku, ale, po co te wojny. Dlaczego ludzie ciągle je wywołują. Nawet teraz też, ludzie gdzieś walczą ze sobą. Mówią o tym w TV. Przez to dzieci nie mogą normalnie żyć – wnuczka drążyła temat.
- Zadane przez ciebie pytanie nie jest łatwe – dziadek chwilę zastanowił się i dodał, – ale mówiąc trochę przewrotnie, odpowiedź na nie jest prosta i oczywista. Czasami źli ludzie potrafią zapanować nad innymi i wtedy dzieją się takie złe rzeczy. Twoja nauczycielka opowiadała o wojnach Szkotów z Anglikami. Nie zgłębiałem historii Wysp Brytyjskich, ale
z tego, co pamiętam, to te wojny miały miejsce w średniowieczu. Jest to nazwa pewnej epoki. Trwała ona prawie tysiąc lat, mniej więcej do połowy ubiegłego tysiąclecia. Były to pod wieloma względami bardzo brutalne czasy, ale jednocześnie właśnie wtedy ukształtowała się dzisiejsza nowoczesna Europa. Tamte wojny między Szkotami i Anglikami pochłonęły wiele ofiar, a zakończyły się przyłączeniem Szkocji do Anglii. Na pewno kiedyś zobaczysz taki dość dobry film o tamtych wydarzeniach. A może nawet rozmawialiście o szkockim bohaterze Williamie Wallace?
- No właśnie – emocjonalnie przytaknęła Lily - to o nim mówiła pani. Czytała nam różne opowieści i pokazywała reprodukcje obrazów z tamtych czasów. Ale to było takie dziwne
i straszne. Najpierw on zabijał ludzi, znaczy Anglików, a potem został zdradzony i też zginął.
- Lily – dziadek na chwile zawiesił głos, bo zdawał sobie sprawę, że temat był trudny,
a wnuczka to jeszcze małe dziecko. Dlatego nie mógł z nią rozmawiać jak z dorosłym. Po chwili powiedział - no właśnie historia ludzkości jest – znowu się zastanowił – chwilami straszna,
a często niezrozumiała i trudna do wyjaśnienia. Niełatwo jest dociec, dlaczego ludzie czasami postępowali tak okrutnie. Pytasz, co działo się w tamtych czasach na ziemiach polskich. Bardzo chętnie przybliżę ci ważne historyczne wydarzenia. Bo tutaj, też nie było spokoju. Polska była targana wieloma wojnami. Ale niestety musimy umówić się na jutro. Teraz mam coś do załatwienia. A ty zdaje się, że umówiłaś się z babcią. Planowałyście pójść na rolki i na plac zabaw.
- O tak, rzeczywiście – Lily ucieszyła się perspektywą popołudniowego wyjścia z domu – dobrze dziadku, że mi przypomniałeś, muszę szybko przebrać się w sportowy strój. A na torze do jazdy na rolkach już za pół godziny, będą czekały na mnie koleżanki. Poznałam je tutaj na wakacjach. Lily zerwała się i pobiegła do swojego, wakacyjnego pokoju, żeby się przygotować do wyjścia. Dziadek został sam ze swoimi myślami. Bardzo odpowiadała mu sytuacja, że nie musiał opowiadać wnuczce na gorąco, tego, co zamierzał. Chciał mieć czas na przemyślenie wszystkiego. Gdy Lily zadała dziadkowi pytanie dotyczące polskich dziejów
w średniowieczu, od razu postanowił opowiedzieć jej o wojnach z Krzyżakami i bitwie pod Grunwaldem. Nasunęła mu się, ta może nie całkiem oczywista analogia, lecz gdyby te wojny, a tym bardziej bitwa pod Grunwaldem zakończyła się naszą klęską, zupełnie inaczej potoczyłaby się historia. Może nie doszłoby do wymazania Rzeczpospolitej z map Europy, lecz reperkusje takiego faktu byłyby fatalne.
- Ale właśnie – zastanawiał się dziadek – jak przedstawić jej te wydarzenia nie narażając na traumatyczne przeżycia, wynikające chociażby z okrucieństwa rycerzy zakonu. Na ustach mieli Chrystusa i Maryję, ich herbem był Krzyż, a wyczyniali straszne rzeczy. Trudne do wyjaśnienia było również postępowanie Papieża. Był on w stanie, zaakceptować ze szkodą dla Rzeczpospolitej, dużego państwa chrześcijańskiego, nieprawe działania zakonu. A i tak Polska z naddatkiem wywiązywała się ze swoich zobowiązań wobec Rzymu. Aby nie budzić podejrzeń, a zarazem nie podważyć swojej wiarygodności dziadek oznajmił, że musi pojechać samochodem, by załatwić pewną sprawę. Wcześniej dyskretnie wyjaśnił swojej małżonce,
że pojedzie do czytelni, chciał sobie przypomnieć różne historyczne fakty, które na drugi dzień zamierzał przekazać Lily. Co prawda babcia była trochę zdziwiona. Wiedziała, że na potrzeby opowieści wnuczce, dziadek miał wystarczający zasób wiedzy. Jednakże nie oponowała, tym bardziej, że za moment miała pójść z wnuczką w umówione miejsce. Dlatego też do niczego nie potrzebowała męża. Jak ustalili tak zrobili. Dziadek w czytelni wziął do przejrzenia kilka pozycji dotyczących króla Władysława II Jagiełło, zakonu krzyżackiego i bitwy pod Grunwaldem. Powieść Krzyżacy Henryka Sienkiewicza od zawsze stała na półce w ramach niezbyt wielkiego, ulubionego księgozbioru. Planował ponownie przejrzeć ją wieczorem, gdy wróci do domu, a wnuczka będzie już spała. Film o tym samym tytule Aleksandra Forda, praktycznie znał na pamięć. Oglądał go wielokrotnie. Kulminacyjną scenę bitwy, dodatkowo kilkakrotnie zaprezentowano mu w trakcie wycieczek na pola Grunwaldu. Wizyta w czytelni była niezwykle cenna i zajmująca. Co prawda nie zdążył przejrzeć wszystkich materiałów. Lecz, gdy pani sprzątaczka stanęła obok niego z wiadrem pełnym wody w jednej oraz mopem w drugiej ręce, nie oponował. Oddał wypożyczone książki, podziękował i wrócił do domu. Było lato, do końca dnia zostało jeszcze parę godzin. Babcia razem z wnuczką powinny wrócić za godzinkę. Dlatego przekąsił coś lekkiego, zabrał wodę do picia, a potem poszedł na strych. Mógł zamknąć się w swoim gabineciku, a potem zagłębić, po raz nie wiadomo już, który
w „Krzyżakach”.
Pomimo, że po jakimś czasie zaczęły dobiegać do niego dźwięki i hałasy świadczące
o powrocie babci i wnuczki do domu, on myślami przeniósł się w odległe czasy, stając się nieomal uczestnikiem opisanych przez Sienkiewicza wydarzeń. Tak działo się nie po raz pierwszy, za każdym razem intensywnie przeżywał opisane w powieści, de facto, fikcyjne wydarzenia. Jednakże w tym dniu, nie wiedział, dlaczego jego przeżycia były jeszcze intensywniejsze. Pomyślał, że to zapewne z powodu chęci znalezienia jak najbardziej komunikatywnego i przystępnego sposobu przekazania wnuczce wszystkich najważniejszych informacji. Więc stąd takie wrażenie. Czuł się z tym bardzo dobrze, dlatego zamierzał jeszcze trochę posiedzieć. Niespodziewanie poczuł chłód na plecach, a po chwili usłyszał znajomy głos Emila Karewicza.: - No nie zasypiaj waść, spać będziemy jak skończymy dzieło
– stanowcze słowa otrzeźwiły go. Wtedy ujrzał postać króla Jagiełły, w stroju, jaki zapamiętał z filmu. Król o twarzy i posturze Emila Karewicza, zamyślony spacerował w tą i z powrotem. Poruszał się po niedużej powierzchni pomiędzy drgającymi, lekko pochyłymi, białymi ścianami. Były to ściany namiotu, którego wystrój był dość skromny. Panował tam półmrok. On siedział na solidnym, twardym zydlu, wyścielonym włochatą skórą. Lewą ręką opierał się o stół, a w prawej dłoni ściskał długie, gęsie pióro. Na niezbyt dużym blacie leżała częściowo zapisana karta formatu A3 z papieru czerpanego. Światło pochodzące z palących się kilku świec niezbyt dobrze oświetlało zarówno pomieszczenie jak i papier, na który prawdopodobnie to on przelewał treści dyktowane przez króla. Ze zdziwieniem zauważył, że pismo było po łacinie, chociaż nigdy nie uczył się tego języka.
- Ważkie dla Rzeczpospolitej jest – król powiedział w jego kierunku – aby wieści o naszej walce i zwycięstwie jak najrychlej obiegły wszystkie zakątki Litwy i Korony. Potem napiszemy do Ojca Świętego i innych ważnych tego świata. Tak, więc pisz bez zwłoki, bo świt już blisko, a i wróg w gotowości. Pewno już te antychrysty dzielą się łupami, ale zwycięstwo, jak Bóg pozwoli, będzie naszym udziałem. Po naszej stronie prawda i wiara prawdziwa, w Pana Naszego Najwyższego.
- Wasza królewska mość – powiedział uniżenie – pismo sam zakończę, a potem przedstawię by Król Jegomość podpisać raczył. Król Dobrodziej, choć niewiele odpocząć raczy. Chociażby ze trzy pacierze przespać się należy. Dzień od świtu będzie ciężki, a sen jasność umysłu daje.
- Gdzie mi tam teraz spać – odpowiedział król Jagiełło, o obliczu Karewicza, a po chwili dodał – ale może to i racja, wódz w czasie bitwy musi przewidzieć, do czego jego hufce zdolne,
a i co wróg knuje na zgubę. Dlatego zakazałem picia miodu i wina, czas będzie po temu, da Bóg, po naszym zwycięstwie. Chociaż jak ci wiadomo mnie woda i mleko smakuje najbardziej.
- Jaśnie Panie inaczej być nie podobna. Twoje i nasze musi być zwycięstwo – powiedział
z zaangażowaniem i oddaniem dla swojego władcy.
- Wiem, wiem – z aprobatą w głosie powiedział król - waść jesteś człowiek mądry i uczony. Niejedną bitwę widziałeś, o nie jednej w księgach czytałeś. Bo to i całe dnie przesiadujesz pogrążony w tych mądrościach zapisanych przez przodków w księgach. Ale na wyprawę, wybacz, zabrać cię musiałem. Tu mi potrzebny jesteś. Bo bitwy wygrywają rycerze, potem zaś na świat rozgłosić wieści o tym należy. A i w księgach dla potomnych ślad zostawić wypada. Twoja to rzecz.
- Królu najmilejszy – pospiesznie zeskoczył z zydla i przykląkł na kolano – dla mnie
to zaszczyt i obowiązek najpierwszy. Tobie Wasza Wysokość służyć. Dla dobra Rzeczypospolitej i na chwałę Pana Naszego na niebiesiech.
- Wiem ja ci to dobrze – odpowiedział król – żeś człek zacny, a i przydatny w moim dziele. Ale teraz daję ci rację, na trzy pacierze zamknę oczy, żeby o brzasku mieć świeże spojrzenie na ten nowy dzień. Jak Bóg pozwoli to naznaczony on zostanie naszą chwałą, po wsze czasy. Idź, zatem i ty wypocznij. O brzasku wracaj tu, może pismo skończymy, a i inne sprawy rozpatrzeć przyjdzie. A zawołaj mi tam kogoś, co by mi tu do snu komnatę oporządził. Wygód na wojnie nie znajdziesz. Dynamicznie wstał, pokłonił się, król z aprobatą kiwnął prawą ręką. Odwrócił się i odsłonił białą płachtę namiotu. W tym momencie usłyszał grzmot i poczuł intensywny powiew wiatru.
Przebudził się. Przez otwarte okno na strychu do jego uszu dobiegły kolejne wyładowania atmosferyczne. Twarz owiały podmuchy ciepłego, letniego wiatru.
- Będzie burza – pomyślał lekko oszołomiony nagłym wybudzeniem - lubię takie letnie burze.
Wstając od biurka, przy którym zasnął przymknął okno. Gdy usiadł na kanapie przypomniał sobie przerwany sen. Pomyślał: - Przez moment byłem z Jagiełłą – uśmiechnął się do siebie – A to historia. Dosłownie historia. Co prawda postać Jagiełły wykreowana przez Gustawa Holoubka bardziej przypadła mu do gustu, ale gdy chodzi o bitwę pod Grunwaldem, w jego wyobraźni zawsze królem był Karewicz. Położył się na stojącej na strychu kanapie. Miał nadzieję, że może jeszcze raz uda mu się przenieść w tamte czasy. Zasnął twardo, lecz nic mu się nie przyśniło. Za to kolejny wieczór był bardzo udany. Lily z dużym zainteresowaniem wysłuchała opowieści o Królu Władysławie II Jagielle i zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem. Może opowie o tym w swojej szkole w Szkocji. Jagiełło, a i Zbyszko z Bogdańca, w niczym nie ustępują Wallace`owi.
Dla Lily.

Data:

 2022

Podpis:

 Jerzy Trzciński

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=82915

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl