Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

007- nie ostania misja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

BAZA KARTELU NARKOTYKOWEGO GDZIEŚ W KOLUMBI.

James Bond założył kolejny ładunek materiału wybuchowego. -Ten będzie już ostatni – pomyślał – cały ten bajzel wyleci w powietrze z wielkim hukiem i następny kartel narkotykowy straci swoją fabryczkę. Po założeniu zapalnika zgiął się w pół i w tej pozycji biegł do jaśniejszego punktu na podłodze gdzie wiedział, że wisi lina spuszczona ze świetlika w dachu hali, dzięki której się tutaj dostał i przy pomocy której miał zamiar wydostać się ze skazanego na zagładę budynku. Za dziesięć minut wszystko wyleci w powietrze, na taki czas ustawił detonator, ale on będzie wtedy dwie mile od tego miejsca. Na dachu zostawił motolotnię, dzięki której odleci w siną dal i z bezpiecznej odległości będzie obserwował efekt wybuchu kilku kilogramów plastiku który rozmieścił na filarach hali. Ładunek był obliczony tak, że hala miała się nie tylko zawalić ale wręcz wylecieć w powietrze. James lubił efektowne zakończenia akcji. Nic tak nie podbudowywało jego morale jak porządny fajerwerk na zakończenie akcji. Kiedy był o dwa metry od końcówki liny spuszczonej z dachu hali otwarły się drzwi od pomieszczenia strażników i wyszli z nich dwaj mężczyźni uzbrojeni w uzi. - Nadgorliwcy, mogliście pożyć jeszcze dziesięć minut – stwierdził w myślach – celując ze swojego Waltera PPK wyposażonego w tłumik. Dwa ciche paf, paf i obydwaj padli martwi nie wiedząc nawet co ich zabiło. W końcu był doskonałym strzelcem, najlepszym na swoim roku w akademii. Dotarł do liny i zaczepił karabińczyk, następnie włączył wciągarkę i zaczął się unosić do otworu w dachu, był już dwa metry nad posadzką kiedy w hali rozległ się huk wystrzałów. W pomieszczeniu było widać więcej strażników, którzy zorientowali się w sytuacji i zaczęli na oślep ostrzeliwać halę. Wiedział z doświadczenia, że taki ostrzał na oślep nie może być groźny bo prawdopodobieństwo trafienia jest minimalne więc uśmiechną się tylko w duchu i wznosił się dalej. Jeszcze tylko kilka metrów dzieliło go od okna dachowego kiedy poczuł, że spada, któryś z tych pożal się boże strzelców przez przypadek trafił w linę wciągarki. Upadek z wysokości pięciu metrów na betonową posadzkę ogłuszył go nieco, ale szybko przyjął pozycję i wymierzył broń w drzwi z których powinni teraz wybiec pozostali strażnicy. Jednak w stróżówce nie siedzieli głupcy, zdążyli już zgasić światło i w ciemnym otworze drzwi nie widział żadnego celu dla swojego niezawodnego Waltera, kule z pojedynczych wystrzałów których błyski widział uderzały w beton niebezpiecznie blisko niego lub świstały bardzo blisko jego głowy. To już nie były strzały na oślep, strażnicy widzieli go, to że jeszcze nie trafili mógł zawdzięczać temu, że strzelali wychylając się na ułamek sekundy z za framugi drzwi i nie mieli czasu dobrze wycelować. Przetoczył sie po posadzce i znalazł

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
007- nie ostania misja — czytnik · opowiadania