Filozofia · 5 min czytania
1.4142
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Brąz i pomarańcz na setkach parseków kwadratowych dachów porozbijanych w dole jak namioty na rusztowaniach z kości. Pomarańcz z góry się leje z otwartego szeroko jeszcze, ale już przymykającego się oka niebios. Ciepło w kolorach, ciepło w żyłach, woła o uwolnienie, woła o pomstę na całym dniu spędzonym bezczynnie na tym dachu świata. Całym dniu, który naładował żyły ogniem, który pozwolił im przekarmić się introwertywnym doznaniem błogiej samotności, który teraz woła o noc w chłodzie obcych ramion, o supernową uczuć, która zostawi miejsce dla dnia następnego, która zapłodni go przed rankiem.
Nad stadionem rozciągniętym gdzieś w dole jak dysk akrecyjny czarnej dziury, jedyny nieprzykryty dachem, otwór do innego świata w tej nieeuklidesowej dachoprzestrzeni samotnych marzeń, wzniósł się klucz kaczek, już zupełna abstrakcja dla umysłu pełzającego po gontach, łupkach i rynnach w kolorach ciepła. Oderwanie od monotonii i zepsucia jakie gnieżdżą się zawsze w tego typu skrajnie pozytywnych doznaniach na jakie mało kto tak naprawdę zasługuje i jakie jest zdolny wytrzymać bez popadnięcia w melancholię. Ci, którzy potrafią, noszą złote dachy w kieszeniach zamiast przesiadywać na nich.
W takich właśnie chwilach tępej refleksji znajomy profesor polonistyki potrafi wyjść przez okno na poddaszu obok, z uprzejmym uśmiechem wyminąć cię i odejść gdzieś, nie wiadomo gdzie, w przestrzeń pod spodem, kreśloną przez kontury domów, z kanałami informacyjnymi w postaci drabinek, ulic, schodów oraz okien pootwieranych na oścież, zaopatrzonych w starych ludzi z implantami z lornetek zamiast oczu. A ty tylko porozumiewawczo mrugasz mu, co ma znaczyć, że tak, rozpoznałeś go i że tak, pozwolisz mu cieszyć się tym swoim mityczno – legendarnym obszarem prywatności, na którego brak narzekają niektórzy znani ludzie. A on o tobie w następnym uderzeniu serca zapomni ponieważ zarówno nachalność fanów jak i ich obojętność już dawno statystycznie znieczuliła jego neurony.
Wtedy oniryczność posuwa się jeszcze dalej, bowiem w całej tej nostalgii pojawia się chęć stabilizacji, chęć poczucia czystego klimatu wyimaginowanych i wyidealizowanych domowych pieleszy, co nabiera postaci starej babowinki, o dziwo, z oczami własnymi (chociaż zębami nie – taka manipulacja rzeczywistością wymagałaby co…