Filozofia · 6 min czytania
1.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Mela chodząc w górę i w dół po schodach wijących się po suficie czyniła tyle hałasu kłócąc się ze zdrowym rozsądkiem, że w końcu uznałem za stosowne interweniować. Krótką i celną ironią zawstydziłem ją, co doprowadziło do chwilowej utraty pewności siebie i gromkiego upadku na łeb na szyję ze schodów prosto do kałamarza, z którego zaraz wyskoczyła cała granatowa, prychając jak morska foka. W samą porę, bo działanie mojej niezawodnej kpiny właśnie przestawało działać i powoli wracała do swoich normalnych rozmiarów - nieco większych niż u przeciętnej dziewczyny w jej wieku osiemnsznastu lat. Cały atrament, którym wcześniej nasiąkła został teraz w jej włosach, na zawsze aż do wieczora barwiąc czerwień jej grzywy na coś bliższego nocnemu niebu nad sawanną.
- No i czemu? Twoje młodzieńcze bunty zaczynają być męczące i zbyt absorbujące nawet dla rodziców, a co dopiero dla znajomego, po którego stronie z samej definicji wieku powinnaś być. Ja rozumiem - sprzeczać się z matką, sprzeczać się z ojcem. Ale choćbyś grawitację zostawiła w spokoju.
- Ja przez roztargnienie. Po prostu pani Leokadia z bocznego piętra potrzebuje chleba i miałam jej go zanieść, ale ona jest taka dziwna, że na samą myśl o tym zaczyna mnie rozpierać jakaś dziwna energia. Jakby mnie coś napinało i od razu niemal moje palce odrywają się od ziemi i wtedy dopiero na górze mogę się jakoś zatrzymać w tym swoim uniesieniu. O - widzisz! - krzyknęła Mela i znowu zaczęła powoli się unosić.
- Uspokój się! Pójdziemy tam razem. Nie będziemy wchodzić do bocznego piętra. Stanę tam i zawołam na nią, a jak wyjdzie to moim niezawodnym słowem sprowadzę ją do parteru i tam będzie mogła wziąć swoje kromki.
Część 22 / 2
- Ależ Motteuszu - rzecze na to Mela - jest to absolutnie niemożliwym ponieważ pani Leokadia jest po pierwsze dziewięćdziesięcioletnią staruszką, która nie potrafi o własnych siłach pokonać bariery progu, a po drugie już prędzej wróci do siebie głodna i telefonicznie poskarży się moim rodzicom o niedopełnieniu przeze mnie obowiązków, za co wyciągną niewątpliwie surowe i niebotyczne konsekwencje.
- Zatem chodźmy tam razem. Ty dasz jej chleb, ja zaś stworzę przytłaczającą atmosferę, która nie pozwoli ci odlecieć w czeluście bocznego piętra.
Wyszliśmy razem. Mela przodem, jednak, przeskoczywszy na serii krzywo przyklejonych kafelków, które zwężały odbijające się w nich przedmioty, zupełnie niepostrzeżenie znalazłem się przed nią, musiałem tylko jeszcze zaczekać aż doskoczy głowa, która trafiła akurat na rządek kafelków równiejszych.
Skręciliśmy korytarzem w prawo, po czym korytarz skręcił w lewo, następnie zaś świat stanął na głowie i już byliśmy na klatce schodowej do bocznego…