Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 4 min czytania

1 i jedyny odcinek z cyklu przygód Kolozjusza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kolozjusz uwielbiał las. Drzewa, przyrodę i wszystko co z tym związane. Od zawsze mieszkał na wsi. Jak ognia unikał jeżdżenia do miasta. Był drwalem i bardzo lubił tą pracę. Nigdy nie miał żadnych rozterek związanych z tym, że ścina drzewa, a przez to niszczy las. Wydawało mu się oczywiste, że drzewa trzeba wycinać aby robić miejsce na nowe i jeszcze większe. Poza tym przecież Bóg stworzył świat aby był ludziom ku pomocy. Dzisiaj Kolo, bo tak mówili na niego koledzy z plebani, ściął już 5 drzew, ale nie wyglądał nawet na zmęczonego. Miał swoją ulubioną siekierę. Mówił na nią - No! Zocha, do roboty! - i wziął potężny zamach. Popatrzył się chwilę na drzewo, które miał zaraz pozbawić życia. Stał w bezruchu z siekierą za plecami, tak jakby ukrywał prezent. To była ogromna lipa, po prostu ogromna! Napiął mięśnie, wymierzył cios i już po chwili po lesie rozszedł się huk. Po chwili drugie uderzenie goniło po lesie za pierwszym. Ptaszki zerwały się wystraszone hałasem. Uderzenia w równym tempie odłupywały stopniowo kawałki drzewa. Szybko jednak Kolo zdał sobie sprawę, że siekierką to on tego drzewa nie powali. Miał piłę, ale do niej potrzebna była jeszcze jedna osoba. Wziął kolejny już zamach. Chciał uderzyć, ale zaczął się zastanawiać i stał tak w bezruchu. Zastanawiał się czy nie spróbować jednak z piłą, bo drzewo było za wielkie aby je tak po prostu ciach ciach... Wtem poczuł, jak trzymana przez niego Zocha leci po ostrym łuku w kierunku drzewa. Trzymał ją obiema rękami, ale to siekiera niosła jego ręce a nie na odwrót. Uderzenie było potwornie mocne. Kolo otworzył usta ze zdumienia. Całe drzewo zadrżało, pospadało kilkanaście liści. Kierowany przekorą wziął drugi zamach. Gdy tylko wygiął się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%