Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 10 min czytania

#1 Pierwsza walka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień poprzedni był bardzo ponury, niemal cały czas padał mocny deszcz, który spowodował, że wszystkie drogi dookoła wioski rozmokły i zmieniły się w ogromne ścieżki błota. Wieczorem zaś przyszedł ogromny wiatr, który przyniósł z sobą białą jak mleko mgłę. Gdy nawet on odszedł mgła została, można powiedzieć, że jeszcze się zagęściła. Więc następnego dnia o poranku nikt nie spostrzegł nawet, że już nastał dzień. Nikt nie mógł spostrzec.. nikt nie mógł zdążyć.

Poranną ciszę przerwał najpierw ostry świst a następnie okrzyk, jednak nie okrzyk pojedynczej osoby, okrzyk całej grupy. Wpadli do wioski niczym stado wygłodniałych wilków i zaczęli po kolei wchodzić do domów i mordować. Tu nie chodziło o samą grabież, podczas zabijania wyraźnie się cieszyli i bawiło ich to. Z dachów niektórych domów zaczął lecieć dym, i już nie panowała cisza. Było słychać piski kobiet i dzieci, a także okrzyki mężczyzn.

Kilku chłopom z wioski udało się zebrać, a konkretniej zebrał ich dookoła siebie kowal. Kowal był najroślejszy a w rękach trzymał sporych rozmiarów topór więc chłopi z widłami i kosami w rękach automatycznie do niego biegli i formowali się w spory oddział. Gdy kowal uznał, że chłopów jest wystarczająca ilość i na więcej nie ma co liczyć machnął swoją dłonią w kierunku skąd dobywały się najgłośniejsze krzyki. Sam ruszył przodem, z kamienną twarzą prowadząc za sobą garstkę mężczyzn którzy nigdy nie musieli walczyć.

Rzeczywiście, w miejscu skąd dobywał się najgłośniejszy krzyk było najwięcej łotrzyków. Jednak nie przejęli się oni zbytnio na widok kowala i chłopów. Co więcej, mordercy – bo tak ich po tym na padzie można już nazywać – zaczęli się śmiać jak opętani i krążyć dookoła grupki mieszkańców. Spowodowali w ten sposób strach wśród chłopów którzy zaczęli uciekać mimo prób zatrzymania ich przez kowala. Nie uciekali jednak zbyt daleko, gdy tylko, któryś z nich wpadł w mgłę to można było usłyszeć cięcie i okrzyk bólu. Po chwili zbójcy zaatakowali malutką grupkę z wszystkich stron. Walka była krótka i jednostronna, już po chwili z gromady którą prowadził kowal został on sam nad ciałem jednego z łotrzyków wywijając dookoła siebie toporem.

- Kim jesteście? - zapytał chrypiącym z strachu i napływu adrenaliny głosem – Czego chcecie? - Jesteśmy śmiercią – rzucił krótko głosem bez emocji jeden z nich – Chcemy śmierci! Po tych słowach ten, który to powiedział rzucił się do ataku na kowala. Zwinnym piruetem uniknął ciosu toporem a następnie odrąbał mu rękę. Przechodząc za jego plecami znów uderzył, w drugą rękę także ją odcinając od reszty ciała. - Śmiercią – rzucił na koniec podchodząc już od przodu do bezrękiego kowala i wpychając mu miecz w usta.

Następnie uśmiechnął się do swoich towarzyszy pokazując im w pełni swoje zęby, a ręką zrobił ruch w wybranym kierunku wskazując kontury dworku. Po zaledwie godzinie od krzyku, który przerwał poranną ciszę cała wioska już stała w ogniu, nie palił się tylko dworek. Pomiędzy chatami walały się trupy jej mieszkańców. Wioska znów zapadła w ciszę.. martwą ciszę.

Po takiej pogodzie dnia poprzedniego, nikt się nie spodziewał, że następny dzień będzie tak piękny. Słońce szybko przegoniło mgłę, w koronach drzew zaszumiał delikatny wiaterek a drogi zaczęły powoli wysychać i powracać do pierwotnej formy. Z tym pięknym dniem do życia wróciła natura, odezwały się ptaki a okoliczny strumyk zaczął o sobie przypominać swoim szemraniem. Jednak dookoła wioski wciąż panowała nieprzyjemna cisza, cisza śmierci. Każdy podróżny w okolicy dostrzegłby tą dziwną anomalię, brak chłopów na polach.. przecież nie naraziliby się swojemu panu leniąc się.

Nagle na drodze rozszedł się chlupot błota, a także rżenie i parskanie koni. Ścieżką od strony lasu zbliżała się nieduża grupka jeźdźców. Na ich czele jechało dwóch młodych mężczyzn. Jechali oni na pięknych klaczach, ubrani w standardowe ubrania, a przy pasach przypasane miecze – na pierwszy rzut oka nawet wiejski debil mógłby rozpoznać w nich szlachtę. Kilka metrów za nimi jechało kilku innych jeźdźców. Bardziej przypominali straż kupiecką, jednak taką nie byli. Ktoś obyty w świecie po znakach na ich bluzach mógł poznać w nich żołnierzy najemnej grupy nazywającej się Brytanami. Prowadzący grupkę szlachcice nie śpieszyli się za bardzo. Za to rozmawiali między sobą, wybuchając co jakiś czas śmiechem. Jednak gdy tylko spostrzegli dym unoszący się z tego co pozostało po wioskę zerwali konie do galopu i pognali jak szaleni w kierunku wioski. Z miejsca za szlachcicami ruszyli najemnicy po drodze dobywając mieczy. Młodzi mężczyźni w okamgnieniu wpadli do wioski i widząc walające się dookoła zmasakrowane ciała ruszyli dalej, wprost do niedużego dworku. Gdy tylko podjechali pod rozwalone drzwi zeskoczyli z koni i dobywając swych krótkich mieczyków wpadli do środka rozglądając się dookoła. Zaczęli biegać od pokoju do pokoju z każdą chwilą coraz bardziej bladzi na twarzy. Jednak ich bieg szybko się skończył gdy wpadli do jadalni. Zobaczyli tam kilka…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%