Rodzina · 3 min czytania
163,5 cm nad ziemią (6)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
6
Otworzyłam oczy. -Dlaczego rozwiodłaś się z ojcem? W sumie po co pytam, dobrze to wiem. -Wysiadamy. Temat wyminęła jak zwykle zręcznie i chamsko. Wziełam do ręki szmatę leżącą na ziemi. Szmata okazała się dziwaczną szatą, która nawet mi się podobała.Włożyłam ją. Całkiem modna, jak na swój wiek. Gdzie ona poszła? -Oooo... Zacharczała jakaś staruszka prosto w mój pępek. Spojrzałam na nią znacząco. -Nie sądziłam, że ktoś ją zauważy, że komuś się na coś przyda. Popatrzyłam na owo ubranie. -Oby dobrze na Pani zadziałała Wycharczała do końca i poszła. Przyszła matka. -Pytałam, dlaczego rozwiodłas się z ojcem.. -Zamknij się! Po co o to pytasz, po co zaczynasz?! Chyba coś jest nie tak. I czemu ojciec nadal z nami mieszka? Poszłam spać. Śniły mi się jakieś głupoty, jak zwykle o tej porze miesiąca, że jestem opętana. Ale było to dośc realistyczne. Nie mogłam ruzyć rękoma. Czułam na nich niewidzialną linę. Próbowałam krzyknąć. Nic z tego. Tylko skrzypiałam, jak moje łóżko. -Mama...mama... Zdołałam wybąkać. Może przyjdzie. Nic z tego. Ojciec za głosno chrapał. I znów trudno było mi zasnąć. Weszłam do pokoju obok. Rodzina. Cała. Połowy nie znam. -Idź tam, weź tę sukienkę i przepchnij ją do kąta, ona ma tam taki nadajnik... Nie słuchałam. Sukienka była piękna. Cieszyłam się, jak dziecko, że mogłam jej dotykać…