Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

17 września

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

17 września 2011 roku razem z czwórką przyjaciół wyjechaliśmy poza miasto na tak oczekiwany długi weekend. Naszym celem było oddalone o 80 mil miasteczko Ciemnice, a właściwie jaskinie, które się tam znajdowały. Podróż minęła szybko, trwała nieco ponad godzinę. Wyjechaliśmy z samego rana żeby ominąć korki. Gdy dojechaliśmy na miejsce moim oczom ukazało się podupadłe miasteczko. Monika wysiadając z naszego terenowego Nissana rozejrzała się wokół z uniesionymi brwiami. - To jakaś ruina. – rzuciła kpiącym głosem. - Daj spokój, nie jest tak źle – skomentowała Amanda. – Podobno maja tu prąd. - Nie przyjechaliśmy by zwiedzać miasto, a raczej tego co z niego pozostało – stwierdził optymistycznie Edward. - No właśnie – wtrąciłem. – Chodzimy się rozpakować i w drogę. Po wynajęciu pokoju w tamtejszym motelu zabraliśmy sprzęt do wspinaczki i ruszyliśmy w stronę jaskiń. Po kilku minutach marszu dotarliśmy do starego wejścia wbudowanego w zbocze wzniesienia. - Tu zaczynamy. Załóżcie kaski i trzymajcie się blisko siebie – powiedział Damian sprawdzając szybko czy niczego nie zapomniał. – Będziemy iść wyznaczonym szlakiem o ile to będzie możliwe, ale i tak musicie uważać. - Nie mamy pięciu latek - stwierdził Edward. – Jesteś tylko o rok starszy więc nie musisz zgrywać dorosłego braciszku – dodałem podkreślając ostatni fragment. Zaczęliśmy się śmiać, poczym ruszyliśmy w głąb tunelu. Droga robiła się coraz węższa i wyboista a z sufitu zaczęły kapać kropelki wody. Drogę oświetlały nam pałki, które trzeba był złamać by się zapaliły. Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się żeby chwilę odpocząć. Wszyscy byliśmy niesamowicie podekscytowani. Czas umilaliśmy sobie rozmowami i głupimi choć bardzo śmiesznymi docinkami. Rozbawiony wstałem i podszedłem do Damiana żeby spojrzeć na mapę i dowiedzieć się, ile nam jeszcze zostało do przejścia. W pewnym momencie usłyszałem dźwięk spadającego kamienia i obijającego się o skały. Pozostali również to usłyszeli, gdyż nagle wszyscy zamarli w bezruchu. Spojrzałem pod nogi. - Jakby pod nami. – stwierdziłem wciąż nasłuchując. - Weź mnie nie strasz. Zabierajmy się stąd – oznajmiła Monika drżącym głosem. Gdy zrobiłem krok w stronę reszty poczułem, że kamenie pod moimi nogami ustępują i zapadam się. Wrzasnąłem, a po chwili poczułem ze spadam. Odruchowo próbowałem się czegoś złapać. Zacząłem się zsuwać po stromej ścianie, aż uderzyłem w twarde podłoże. Żyję. To była pierwsza myśl, która mi się nasunęła. Z lekkim trudem wstałem i zorientowałem się, że na szczęście nic sobie nie złamałem. Byłem w lekkim szoku. Otaczał mnie półmrok. Odruchowo zapaliłem flarę jarzącą się czerwonawym światłem. - Eeeej, czy ktoś mnie słyszy?! – krzyknąłem tak głośno jak tylko mogłem. Zaczęła ogarniać mnie panika. - Mateusz! – usłyszałem po chwili głos Amandy – Jak dobrze cię słyszeć. Czy nic ci nie jest? – spytała zdenerwowana. - Raczej nie – wydusiłem rozglądając się dokoła. - Zostań na miejscu. Damian i Edward powinni zaraz wrócić z dłuższą liną – oznajmiła trochę spokojniejszym tonem. Wtedy zadałem sobie sprawę że musiałem stracić przytomność. Będzie co wspominać pocieszałem się w duchu. Odpaliłem drugą flarę i zacząłem ostrożnie iść dotykając jedną ręką ściany dla lepszej równowagi. - Zrzucam ci światło – rzekła, po czym ujrzałem jaśniejącą łunę spadająca z góry. – Nigdzie się nie ruszaj zaraz przybędzie pomoc – zapewniała Amanda. Krocząc po skałach moja ręka natrafiła na niezwykle wygładzony fragment. Był niczym szkło i miał kształt kuli. Zbadałem go przesuwając po nim dłonią. Nagle poczułem, jakby przeszedł po mnie potężny ładunek elektryczny i zatkało mi dech w piersiach. Wszędzie zrobiło się niesamowicie jasno. Tak bardzo, że aż raziło mnie w oczy. Zdałem sobie sprawę, że znajduję się w zupełnie innym miejscu. Poczułem przypływ adrenaliny, a serce biło mi jak młot. Było to niewielkie pomieszczenie wypełnione dziwnymi urządzeniami. Usłyszałem dźwięk zasysanego powietrza i nagły pisk. Upadłem na podłogę. Nie wiedziałem co się dzieje. - To nie wiarygodne – dotarł do mnie pełen fascynacji głos. Odwróciłem się i ujrzałem wysokiego mężczyznę w białym skafandrze. - Gdzie ja jestem – wydukałem zupełnie zdezorientowany. - Planeta Ziemia, Centrum Badań Czasu i Przestrzeni w dużym skrócie. Rok 2773 – oznajmił z nieukrywaną satysfakcją nieznajomy. – Nazywam się Artur Menges. Jestem jednym z twórców tego statku. - Statku? – miałem wrażenie, że to mi się śni, że leżę nieprzytomny w jaskini czekając, aż mnie znajdą i uratują. - Tak. Rada nadzorcza oczekuje cię – stwierdził, po czym odwrócił się i wyszedł przez gródź. – Nie obawiaj się. Choć za mną. Wstałem, zdjąłem kask i ruszyłem za nim. Przeszliśmy przez długi korytarz, aż do czegoś, co wyglądało jak winda. Wsiedliśmy, a gdy zamknęły się drzwi miałem wrażenie, że jadę metrem. - Gdzie jedziemy? – zapytałem nieśmiało. - Na powierzchni oczywiście. Rada Nadzorcza ma swoją siedzibę w sektorze 14b. Gdy wysiedliśmy okazało się, że jesteśmy w gigantycznym gmachu. Co chwila przelatywały jakieś pojazdy. Staliśmy na środku placu, który nagle kończył się 100 metrów przed nami. Podszedłem do jego krawędzi i zobaczyłem przepaść. Mogłem tylko zgadywać na jakiej wysokości się znajdowaliśmy. 60 może 70 piętro. Dostrzegłem łuki elektryczne i wyładowania na samym dnie. Nieco pod nami rozciągała się długa jak okiem sięgnąć panorama potężnego miasta. Jednak to, co było w tym najdziwniejsze to to, że nad całym miastem rozciągała się gigantyczna kopuła. Widok zapierał dech w piersiach. - Chłopcze – zawołał donośny głos. – Polecisz z Jordanem na miejsce. Ja musze zająć się twoim transportem do domu – wołał naukowiec próbując przebić się przez hałas panujący na zewnątrz. Podbiegłem bliżej do stojącego obok niego transportera, a gdy otworzyły się drzwi wsiadłem. Bardzo entuzjastycznie przywitał mnie jego kierowca. - Witaj jestem Trej – wyciągną dłoń w moja stronę. Od razu rzuciły mi się w oczy jego niebiesko- błękitne włosy. - Hej, jestem Mateusz – odrzekłem, a na mojej twarzy zaczął tworzyć się niewielki uśmiech. Gdy ruszyliśmy poczułem, że wgniatam się w fotel, po czym momentalnie zapięły mi się pasy. - Ma niezłą moc co nie? – oświadczył z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. - Nie da się ukryć. To jest po prostu nieziemskie – odrzekłem czując niesamowita frajdę. – Jak to możliwe? - Co? - No to. Lecimy. Jak udało się coś takiego zbudować? – wystrzeliłem zżerany z ciekawości. - Działają na zasadzie zwrotnego przyciągania. No wiesz taka odwrócona siła grawitacji.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%