filozofia · 8 min czytania
2 korM
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nogi ugięły się pod Elizą, a z jej ust wypłynął przeraźliwy, niekończący się krzyk. Jej piękne zielone, pełne życia oczy wyblakły, przybierając martwy, matowy wyraz. Piękne długie, czarne włosy momentalnie posiwiały, wyprostowana sylwetka zapadła się w sobie, jakby w jednej chwili przybyło jej kilkanaście lat. Otwierała drzwi jako młoda kobieta, na syna zaś patrzyła przygnieciona życiem starsza kobieta. Wchodząc do pokoju Piotrka, nie przeczuwała niczego złego. Na nieszczęście jej oczom ukazało się ciało syna leżące na dywanie, a wokół niego rozpościerała się plama zeschniętej krwi. W lewej ręce trzymał kawałek rozbitego lustra, na prawej widniały grube czerwone linie. Twarz Piotra także została okaleczona i również na niej widniały wyschnięte ślady krwi. Jego martwe, pozbawione blasku oczy zwrócone w kierunku okna, jakby w blasku dnia szukały ratunku.
Zszokowana Eliza nie dopuszczała do siebie tragedii. Wpatrywała się w syna, szukając w nim życia, którego już nie było. Atmosfera panująca w pokoju była wroga i nieprzyjazna. Sięgając po telefon, nie zauważyła, iż z jej ust unosi się para, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Nie zwracała uwagi na przenikliwe zimno panujące wokół. Stała na progu życia, które nie miało jej już przynieść żadnej radości. Wybrała numer sto dwanaście, wezwała pogotowie i padła zemdlona obok najukochańszej osoby. Jeszcze niedawno płynęła w Piotrze jej krew, która teraz zaschnęła i wsiąknęła w dywan. To ona przekazała mu w genach kawałek siebie, częściowo wyznaczając jego przyszłość. Tragiczną przyszłość naznaczoną walką z życiem i próbami samobójczymi. Walczyła jak lwica, ciągając Piotrka do psychologa, psychiatry. Chodziła z nim na terapie grupowe, poznawała ludzi z tymi samymi problemami. Grupa wsparcia pomagała jej w codziennej mozolnej walce, a Internet wskazywał nowe możliwości. Pilnowała syna, systematycznie podawała mu leki, mając nadzieję, iż ponownie znajdzie on radość życia. Po ostatniej próbie samobójczej płakał wraz z nią i przyrzekał, iż więcej tego nie zrobi. Bał się, gdyż kotara odgradzająca go od życia ukazała mu drugą stronę. A tam wszędzie wokół wyczuwał zło czyhające na zagubionych, zasadzające się na niego!
Poprawa w jego zachowaniu była wyraźna. To był przełom, na który tak długo czekała. Na jej twarzy coraz częściej gościł delikatny uśmiech, a jej syn dzień po dniu stawał się bardziej pogodny. Nic nie zapowiadało dramatu, który nastąpił. Czy mogła przewidzieć tragedię i jej zapobiec? Jak zza mgły wyczuwała ręce ratowników chwytające ją i kładące na noszach. Martwa za życia wieziona do szpitala, tylko po to, by wegetować do końca swoich dni. A gdyby tak...? Ulotna myśl kierowała ją do błogiego końca. Ostatecznie i ona mogła rzucić się na ratunek jedynemu dziecku. Wystarczyło mieć odrobinę odwagi i skoczyć z okna umiejscowionego na tyle wysoko, by zminimalizować ryzyko przeżycia. Będzie z nim na zawsze.
Z wysiłkiem otworzyła oczy skierowane wprost na biały sufit. Obróciła się w lewą stronę i jej wzrok natrafił na nieśmiało uśmiechającą się pacjentkę. Była taka nierzeczywista w tych swoich próbach kontaktu z nią. Mówiła do niej słowami, których nie rozumiała. To nie był już jej świat. Obca ręka, jej ręka trzymała kartkę. Z wysiłkiem uniosła ją do oczu i przeczytała naprędce napisane koślawe słowa: „Błagam o modlitwę". Trafny cios ponownie zanurzył ją w rozpaczy i niemożności. Świadomość powędrowała w ciemne i mroczne miejsce, gdzie zobaczyła swego kochanego syna! Syna ogarniętego rozpaczą, błądzącego w nowym nieprzyjaznym wymiarze. Docierające do jej świadomości jego myśli, boleśnie raniły matczyne serce. Nadzieja na ponowne zbliżenie się do Piotrka gasła niczym słabnący płomień…