Inne · 19 min czytania
2012
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
2012
1 styczeń 2012 Tommy obudził się, łaskotany delikatnie promieniami porannego, zimowego słońca, które wpadało do pokoju przez stare, wciąż niewymienione drewniane okna. Na szczęście znów mamy niedzielę, pomyślał. Zwłaszcza, że Sylwester nie należał do najprzyjemniejszych. Już od początku imprezy nie mówiło się o niczym innym. Długo oczekiwany, z przerażeniem, ale jednak, rok 2012 zawitał nie tylko na przedmieścia Nowego Jorku, ale rozgościł się też na całym Bożym świecie. Dla całej ludności Ziemi był to Sylwester bardziej niż zwykle związany z niepokojem – za niecałe 12 miesięcy zakończy się przecież czas istnienia czegokolwiek na naszej planecie. Jak dało się zauważyć, nikt już nie traktował tych przepowiedni jak zwykłych bajeczek. Sam Prezydent wygłosił orędzie na Nowy Rok, w którym przedstawił plan działania. Tym rzekomym planem nazwane zostały wysiłki, które podjąć miały w najbliższym czasie władze kraju. Nie wiadomo było, jakie nieszczęście miało unicestwić ludzkość, działania te podjęto więc na różnorakich polach. Ogromne pieniądze zasiliły konta firm, które budowały specjalne schrony dla ludzkości, miały spróbować zagospodarować Marsa i bronić przed wrogimi nacjami. Amerykanie nie bali się już tak jak kiedyś na przykład Rosjan. Teraz obawy dotyczyły połączonych sił terrorystów z różnych krajów, którzy swoimi mackami obejmowali prawie cały świat, stale poszerzając strefę wpływów. Te ponure myśli kotłowały się w głowie Toma aż do chwili, gdy wymacał na oślep pustą przestrzeń w miejscu, gdzie powinno znajdować się delikatne i kruche ciało jego ukochanej Kate. Wspomnieniami wrócił więc do upojnej nocy, którą spędzili w ramach obchodów Sylwestra, następnie zaś został brutalnie przywrócony do rzeczywistości przez kolejną kobietę jego życia – Avril. - Tatusiu! Tatusiu! - córeczka wskoczyła na łóżko wołając z radością, jaka może drzemać jedynie w 7-letniej dziewczynce. To lekko bolesne (bo nawet przypadkowe zderzenie kolana z udem nie należy do przeżyć, które ludzie lubią wspominać), ale jednak absurdalnie przyjemne zaproszenie na śniadanie, odsunęło umysł Toma całkowicie od przyszłych wydarzeń, skupiając całą moc obliczeniową na zaplanowaniu miłego, spędzonego z rodziną dnia. Mieszane uczucia targały jednak, w wielu przypadkach połączone z nieprzyjemnymi skutkami sylwestrowego kaca, całą rzeszą świadomych obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki, Unii Europejskiej, a nawet Wybrzeża Kości Słoniowej czy Burkina Faso. Właśnie rozpoczął się bowiem ostatni rok życia tych wszystkich niewinnych oraz, co tu dużo mówić, winnych istnień. Niepewność i strach, choć jeszcze ciche i wręcz niezauważalne, nie opuszczały nikogo. Dotyczyło to także mieszkańców domu przy ulicy Johnsona 5. Choć śniadanie, jak zwykle w dzień wolny od pracy sprawiło rodzinie Andreasów więcej przyjemności niż w pozostałe dni, w umysłach Toma i Kate gnieździła się jednak świadomość, że to wszystko, co działo się dookoła, za rok bez kilku dni, będzie prawdopodobnie znaczyło tyle, co nic. Jedynie mała Avril, szczerze i bez cienia lęku, upajała się wolnością od nauki i mającymi nadejść godzinami zabaw z rodzicami.
1 luty 2012 Właśnie rozpoczął się ostatni tak krótki miesiąc na planecie Ziemia. Świadomość szybko upływającego czasu stała się wręcz namacalna i to w sposób zatrważający. Ginące minuty, godziny i dnie można było prawie dotknąć, choć był to dotyk nieprzyjemny, którego oczywistości nikt nie chciał zaakceptować. Coraz częściej rzesze pragnące skupić się na zwykłych, codziennych sprawach, obrzucane były informacjami przypominającymi o zbliżającym się końcu. Szczególnie dotyczyło to najróżniejszych sekt i wyznań religijnych. Tom nie mógł się nadziwić, w jaki sposób każdego ranka znajdował w skrzynce na listy ulotki przynajmniej pięciu organizacji, propagujących „jedyną drogę” ratującą od zniszczenia związanego z końcem świata. Co ciekawe, niektórzy guru religijni obiecywali wybawienie od zagłady nie tylko duszy, ale także ciała. Tom jednak wcale nie chciał zajmować się takimi pierdołami. Miał własne problemy. Jego ford, choć miał dopiero półtora roku znów nie chciał odpalić, a musiał być w szkole najwyżej za pół godziny. Wprawdzie Kate była szanowanym naukowcem, jednak jej zarobki nie były tak wysokie, by uczniowie Midlow High School nie musieli wysłuchiwać wykładów Toma na temat poezji Szekspira. Krąg się zamykał – całe życie Tom uczył się, by móc uczyć innych, co, z kolei pozwoli zdobywać wiedzę Avril.
Marzec 2012 W tym roku marzec, pomimo pięknej pogody, nie przyniósł ze sobą odwiecznego symbolu odradzania się przyrody. Nie. Ludzie po prostu obserwowali topniejący przedwcześnie śnieg i beznamiętnie wyczekiwali śpiewu skowronków. Nadejście wiosny nie cieszy w stu procentach, gdy wiesz, że nie będziesz mógł oglądać go za rok. Rodzina jest zdrowa, wszystko się układa, jednak i tak nic nie zmieni faktu, że rzeczy mogą nie wyglądać równie kolorowo za kilka miesięcy. Wielu zaczynało dostrzegać brak logiki w pędzie do pieniądza i sławy. Po co ktoś ma zapisać się złotymi literami na kartach historii, dzięki wynalezieniu szczepionki przeciw AIDS, skoro nikt nie zdąży wdrożyć leku do produkcji, a nawet jeśli, to i tak chorzy, podobnie zresztą, jak i zdrowi, umrą przed kolejnym Sylwestrem. Poza tym, nie będzie przecież nikogo, kto te zapisane karty historii mógłby odczytać. Dlatego właśnie Kate wzięła urlop. Zespół badawczy, a zwłaszcza szef, nie byli zadowoleni, ale przecież prawo do dni wolnych od pracy jest zagwarantowane w Konstytucji. Tylko że, w przypadku Kate, dwa tygodnie urlopu nie okazały się zbyt dobrym pomysłem. Gdy Tom wyszedł do pracy, Avril do szkoły, a cały dom lśnił czystością, pozostawało tylko myślenie. Można by wnioskować, że tak ścisły umysł dojdzie do jakichś konstruktywnych wniosków, ale Kate rozmyślała głównie nad sensem swej pracy i, w ogóle, życia. Taka nostalgia nie sprzyjała stosunkom rodzinnym, powodując rozdrażnienie i swego rodzaju upierdliwość. Cóż jednak było poradzić, trzeba było szukać kompromisów i kontynuować tę wegetację, gdyż właśnie do tego zaczynało sprowadzać się życie. Jakże szczęśliwi musieli być ci, którzy nie musieli przejmować się faktem, iż znają dokładną datę swojej śmierci, a nie wiedzą w jaki sposób ona przyjdzie.
Część 22 / 2
1 kwiecień 2012 Mimo wszystko był to piękny dzień. Nie dlatego, że wiosna w pełni, ani z powodu świadomości, że maieli jeszcze aż 9 miesięcy życia. Także nie dlatego, iż 1 kwietnia to Prima Aprilis. Po prostu, równe 9 lat temu Tom i Kate przyrzekli sobie miłość i wierność do końca życia, czyli do 21 grudnia 2012 roku, choć wtedy wierzyli, że będą ze sobą o wiele dłużej. Co ciekawe, równe 8 lat temu świat przywitał małą Avril Andreas. Szykowało się więc małe, rodzinne przyjątko. Zbieżność dat pozwalała na zorganizowanie jednej dużej imprezy zamiast dwóch osobnych. W niedzielny wieczór dom przy ulicy Johnsona 5 rozbrzmiewał więc w miarę radosnymi głosami, aż do czasu, gdy jeden z mocniej wstawionych gości wzniósł toast za zdrowie pary małżeńskiej, która przeżywa swoją ostatnią rocznicę. To spowodowało zagęszczenie atmosfery i powolne zakończenie wspólnej zabawy. Gdy wszyscy sobie poszli, a Avril już smacznie spała, rodzice wciąż nie mogli zapomnieć o tym, co ma nadejść, nie wykorzystując nawet tak ważnego dnia do przypomnienia sobie nocy poślubnej.
Maj 2012 Zaczęło się. Powstanie mnóstwa nowych możliwych scenariuszy końca świata nauczyło dużą liczbę ludzi tego, jak je wykorzystać. Niestety naiwność ludzka, podobnie jak głupota, jest niezmierzona, zaś w takich sytuacjach wydaje się jeszcze potężniejsza. Dlatego tak wielu oszustów i kanciarzy wzbogaciło się i ciągle wzbogaca na ludzkim strachu. Przecież już za kilkadziesiąt tysięcy można było nabyć możliwość zajęcia skrawka ziemi na niemalże mitycznej wyspie, która miała być nową arką przymierza. Jak ludzie nie dostrzegali bezsensu takich ofert, sam Bóg raczy wiedzieć, jednak, jak łatwo zauważyć, świeże bułeczki nie rozchodziły się tak prędko, jak taka miejscówka w raju. Ciekawe, że, w miarę wykupu, miejsc nie ubywało, a raczej przybywało…
Czerwiec 2012 Ostatni miesiąc szkoły to dla Toma prawdziwa udręka. Przeważnie. W tym roku bowiem uczniom jakby nie zależało na szybkim poprawianiu ocen. Większość wydawało się mieć wyniki na świadectwie głęboko w nosie. Co gorsza, również na lekcjach, wielu nie przejmowało się konsekwencjami swojego zachowania. Trudno się im dziwić, gdyż spaprane przez zawieszenie papiery nie były w stanie przekreślić niczyjej przyszłości – przecież nikt nie miał mieć ŻADNEJ przyszłości. Dobrze, że chociaż w domu układało się w miarę pozytywnie, oczywiście nie licząc wybuchów, które czasami zdarzały się Kate, ale podobno PMS jest bardzo uciążliwy, więc dało się to wybaczyć. Tom starał się jak mógł, by dogodzić swym damom, dbał o nie. Cóż jednak było poradzić na to, że nawet Avril zaczynała, podsycana zapewne przez koleżanki ze szkoły, zadawać trudne pytania, na które nawet takie źródło wiedzy jak rodzice nie znali odpowiedzi. Ba, nawet prezydent i papież razem wzięci, nie mogli powiedzieć o końcu…