Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 10 min czytania

2084

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1.

Tysiące kropli rozbijało się o blaszany przyrdzewiały stragan. Deszcz padał intensywnie i gęsto. Chodnik nasiąknął wodą, która zaczęła spływać na obumierającą trawę. Bombardowana gleba prawie natychmiast robiła się grząska, a gdzieniegdzie pojawiały się kałuże. Gdy jedne krople rozbryzgiwały się o powierzchnię, drugie już w nią wpadały. Mężczyzna podniósł kołnierz by nieprzyjemny deszcz, nie napotkał na swojej drodze jego bladej i zziębniętej szyi. Wsunął ręce w głębokie kieszenie czarnego płaszcza i pochylając się ruszył, starym chodnikiem w stronę ociekającego miasta. Wysokie, tajemnicze i ponure, wywoływało nostalgię. Światła neonów odbijały się w mokrym otoczeniu, rozlewając się intensywnymi barwami na połyskujące ulice. Niekształtne plamy zwielokrotniały swoje odbicia w pryzmacie tysiąca kropel. Cała ta mieszanina przytłaczała swoją wyolbrzymioną fatamorganą. Są miesiące w roku gdy dzień tak naprawdę nie nadchodzi. Zostają tylko strugi zimnego deszczu, wszechobecna, głęboka ciemność i sztuczne światła przypominające, że tę planetę zamieszkują wysoko rozwinięte istoty. Po wielu dniach ciemności i oglądania umierającej natury, mężczyznę zaczęło drażnić światło żarówki. Po mieszkaniu poruszał się w ciemności, pozwalając tylko by ciemny pokój rozjaśniał blask włączonego monitora. Centrum miasta czy ciemny pokój, wszystko zaczynało zatracać się w sobie i tworzyć jedną całość. Przestał słuchać muzyki. Ludzie potrafiący śpiewać już dawno zostali uznani za kłamców robiących dobrą minę do złej gry. Idąc, złapał się na tym, że zaczyna spajać się z czarnym przemokniętym otoczeniem. Równie dobrze mógłby wtopić się w asfalt i nie byłoby mu źle. Bał się myśli mówiących, że już mu wszystko jedno. Wszedł w ciemną uliczkę, gdzieś między strzeliste budowle. Patrząc w górę widział ich ogólny zarys wypełniony nicością. Były zbyt wysokie by patrzeć. Zwrócił pośpiesznie wzrok na ziemię, gdy z ciemności zaczęły wyłaniać się natarczywe krople, bijące z zaskoczenia w twarz i oczy. Rozbijały się o wszystko. Mężczyzna wyobraził sobie, że to ludzie spowici mrokiem, wyskakują z okien, wpadając w kałuże. Znikając. Człowiek jest najmniejszy podług tego wszystkiego co udało mu się stworzyć. Głupi ekspres do kawy codziennie, dzień w dzień będzie parzył taką samą kawę przez lata. A człowiek?? Któregoś dnia albo wsypał by za mało kawy, albo by ją wylał na siebie. Naprawdę imponujące i zaawansowane myślą rzeczy człowiek potrafi zrobić tylko raz. Później żyją już one własnym cudownym życiem. Człowiek. Jego myśl jest wielką mocą, ale psychika jest słaba i narażona na wieczny zamęt, przy którym wszystko co stworzyła myśl stawało się głupie i bezużyteczne. Kobieta była ładnie ubrana. Czerwona, atłasowa sukienka opadała na piersi i przylegała do jej zgrabnej figury. Szyje zdobiły białe perły łączące się harmonijnie z jasnymi włosami, a ciepła dostarczało wyszukane futro z norek. Spotkał ją nagle, nadchodzącą w pośpiechu z przeciwnej strony, chodem porównywanym do tego, gdy nogi próbują wyprzedzać ciało. Zatrzymała się niezgrabnie dostrzegając ciemną postać. Mężczyzna podszedł bliżej i przystanął. Kobieta spojrzała wdychając zimne powietrze. - Hej – z jej ust wydobyła się para. - Hej – Mężczyzna przetarł mokrą twarz, wycierając dłoń o kurtkę. Stał niepewnie nie wiedząc czy dobrze zrobił zatrzymując się. - Stylizujesz się na lata 40-te ubiegłego wieku? – zapytał od niechcenia. - Tak – odpowiedziała, poprawiając pośpiesznie dobrze ułożone włosy - Mężczyzna dostrzegł, że jej podkreślone czarną kredką brwi i oczy zaczyna rozmywać deszcz. – Można powiedzieć, że coś na wzór tamtej epoki. – dodała pocierając dłonie z zimna. Była blada ale jej wizerunek pociągał. - I pomaga? Kobieta otuliła się szczelniej futrem. - Nie wiem. Chyba nie… - przyjrzała się mężczyźnie. - A ty to kto? - Ja to po prostu ja Wpatrywali się w siebie nie wiedząc co powiedzieć. Mężczyzna dostrzegł jej długie zmarznięte palce. - Dalej szukają definicji, myślisz, że w końcu uda się im znaleźć?? – zapytała próbując przeciągnąć spotkanie. Ostatecznie wszyscy mówią ostatnio o jednym. Mężczyzna uniósł wzrok z ziemi i spojrzał na kobietę. Jej oczy były ciemne i ładne. Wziął głębszy wdech. - Życie jest ciągłą wymianą materii i energii między żywym organizmem, a jego otoczeniem. Życie posiada zdolność do replikacji, powielania się czy też rozmnażania. Do podtrzymywania wymiany energii z otoczeniem konieczny jest stały wkład wysiłku ze strony organizmu. Zatem życie – zaczął na nowym oddechu – to zespół wzajemnie podtrzymujących się procesów metabolicznych zachodzących w organizmie żywym lub jego poszczególnych częściach. Istotną cechą życia, wywodzącą się z natury procesów metabolicznych, jest zdolność organizmów żywych do utrzymania wyższego poziomu uporządkowania, a więc niższej entropii niż otoczenie, - …kosztem zużycia energii… – kobieta weszła w słowo,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%