Akcja · 14 min czytania
21 dni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Za 21 dni nastąpi koniec. Koniec tego c było, co mogłoby być. 21 dni, trzy tygodnie i będzie po wszystkim. Już się nie boję, nie walczę, po prostu czekam. A przecież mogło być zupełnie inaczej.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Siedziałem jak na szpilkach czekając na moment rozpakowywania prezentów. Gdy tylko ojciec dał znak, podbiegłem pod choinkę. Dostałem mnóstwo pięknych prezentów. Były klocki, model samolotu, samochód wyścigowy... Ja jednak byłem zawiedziony, gdy po rozpakowaniu ostatniej paczki okazało się, że nie dostałem wymarzonego garażu. Kopnąłem prezenty i zamknąłem się w swoim pokoju. Przyszedł ojciec i długo rozmawialiśmy. Powiedział mi wtedy, że mama choruje, że kupują drogie leki, lecz ja nie słuchałem. Byłem zły i smutny. Rok później byłem już tylko smutny. Mamy z nami nie było. Pamiętam dzień, w którym widziałem ją ostatni raz. Leżała w szpitalu, w ogromnym łóżku. Była słaba i wykończona bólem, lecz mimo to uśmiechała się do mnie. Mówiła, że czuje się coraz lepiej, że latem pojedziemy do dziadków. Długo staliśmy z ojcem w drzwiach, zanim wyszliśmy, mama patrzyła na mnie, po jej policzku stoczyła się łza. W nocy była burza. Obudził mnie grzmot, była godzina druga piętnaście. Pamiętam, bo rano dowiedzieliśmy się, że o tej godzinie serce mamy przestało bić.
Dwadzieścia dni. Noc minęła spokojnie, na razie nie myślę o tym co się stanie. Odsuwam od siebie tą myśl. Chciałbym tylko jeszcze raz przejść się po mieście, usiąść w parku, nakarmić gołębie. Niestety wiem, że to niemożliwe.
W podstawówce byłem niezłym uczniem. Miałem czwórki, czasem piątki, tylko z matematyki zawsze kulałem. Należałem do harcerzy, grałem w piłkę nożną. W siódmej klasie zakochałem się w koleżance z równoległej klasy, zaczęliśmy ze sobą chodzić. Jak bardzo chciałbym mieć dziś tylko takie problemy jak wtedy, choć wtedy wydawały się ogromne. Ojcu nie podobała się moja sympatia, twierdził, że kręci się w podejrzanym towarzystwie. Że wpadnę przez nią kiedyś w kłopoty. Byłem wściekły, gdy to wciąż powtarzał. Krzyczałem żeby się zamknął, wychodziłem trzaskając drzwiami. Zacząłem palić papierosy jemu na złość. W wakacje spakowałem plecak i pojechaliśmy z Magdą na Mazury. To były cudowne dwa tygodnie, to wtedy po raz pierwszy się kochaliśmy.
Tam też, chyba wszystko się zaczęło. Po raz pierwszy wypaliłem trawkę. Kurde, ale to był odlot. Oboje odjechaliśmy, a Magda z uśmiechem powiedziała następnego dnia, że to dopiero początek przeżyć. Odtąd codziennie wieczorem siadaliśmy przy ognisku i paliliśmy dżojnty.
Osiemnaście dni. Dziś przyszedł do mnie więzienny kapelan, spytał czy chcę porozmawiać? Mówił, że może mi pomóc się przygotować. Spojrzałem na niego. - Jak to się przygotować? Czy można przygotować się na taką śmierć? - Można przygotować duszę, pojednać się ze Stwórcą. - Ale jak?! Po co? Ja od lat nie byłem w kościele, nie myślałem o Nim... Boję się, tak bardzo się boję. Czy On mi wybaczy? Nie, nie mogę. Nie potrafię, nie teraz, nie chcę jeszcze o tym myśleć. - Dobrze, przyjdę za kilka dni. - Dziękuję- wyszeptałem drżącym głosem, gdy był już za drzwiami.
Część 22 / 2
Po powrocie z Mazur oznajmiłem ojcu, że rzucam szkołę, a dokładniej kończę edukację na podstawówce. Po raz pierwszy dostałem od niego w twarz. Stałem dumnie wyprostowany, a on ukrył twarz w dłoniach. Wieczorem byłem umówiony z Magdą w dyskotece. Bramkarzem był tam jej kuzyn, więc bez problemu zdobyliśmy alkohol. Połknąłem LSD, popiłem wódką i nareszcie poczułem się wyluzowany. Wpadłem w jakiś trans, tańczyłem i śmiałem się, potem zacząłem płakać. Na koniec straciłem przytomność. Gdy obudziłem się w szpitalu, przy łóżku siedział ojciec. Zerwałem się przerażony - Co ty tu robisz? Co ja tu robię, co się właściwie stało? Gdzie Madzia?! - Spokojnie Leż, zaraz przyjdzie lekarz, straciłeś przytomność. Ona dała ci jakichś świństw, mówiłem, że będziesz miał przez nią kłopoty. - To nie tak! Gdzie ona jest? Wszedł lekarz. - Witam, nieźle nas wystraszyłeś młody człowieku. Szczególnie ojca, ale na szczęście twój stan zdrowia wraca do normy. - Ale co z Magdą, kiedy się w końcu dowiem? - Mówisz o tej młodej kobiecie, z którą bawiłeś się wieczorem? Nic jej nie jest, ale lepiej trzymaj się od niej z daleka. To narkomanka. - To nieprawda! My tylko czasem... Panujemy nad tym. - Zaraz, zaraz. Chcesz powiedzieć, że ty świadomie...? W dodatku byłeś pijany. Jak mogłeś?- Głos ojca się załamał. -Skąd mieliście to świństwo? Nie odpowiedziałem. Odwróciłem się do ściany, byłem wściekły na Magdę, siebie, całą tą sytuację. Jednocześnie cieszyłem się, że żyję. Wypisali mnie po trzech dniach, oczywiście dostałem szlaban na wyjścia. Po kolejnych dwóch dniach dostałem narkotycznego głodu. Dwie godziny kręciłem się po domu, zanim sięgnąłem po apteczkę. Wysypałem całą zawartość i połknąłem garść jakichś tabletek. Byłem zlany potem, choć jednocześnie trząsłem się z zimna. Położyłem się i zasnąłem.
Szesnaście dni. Nie spałem całą noc. Zastanawiam się co jest po tamtej stronie, czy w ogóle istnieje jakaś tamta strona? Może byłoby lepiej, gdyby jej nie było?
Ojciec załatwił mi odwyk, choć ja wciąż nie dopuszczałem do siebie myśli, że jestem uzależniony. To było prawdziwe piekło, na szczęście trafiłem pod skrzydła mądrego terapeuty i po dwóch miesiącach wróciłem do domu. Postanowiłem też, jeśli się uda, pójść do liceum. Ostatecznie skończyło się na zawodówce, lecz tam po raz kolejny zetknąłem się z narkotykami. Nie chciałem wracać do tego bagna, ale wszyscy kumple ćpali, więc i ja, w drugiej klasie dołączyłem. Przez pół roku brałem LSD, potem zacząłem próbować z kokainą. Ona jednak była droższa, więc zacząłem wynosić z domu pieniądze. Byłem ostrożny, brałem małe kwoty,by nie wzbudzić podejrzeń. Ojciec zresztą nabrał już do mnie zaufania. Alkohol był nieodłącznym składnikiem wszystkich imprez. Małe sumy przestały jednak wystarczać. Musiałem zdobyć większą ilość kasy. Pewnego dnia, spotkałem na ulicy Magdę.
Trzynaście dni, czas zaczął przyspieszać. Dziś znów odwiedził mnie kapelan. Długo siedzieliśmy w milczeniu, wychodząc dał mi mały różaniec. Gdy wyszedł, z oczu poleciały mi łzy.
Spotkanie z Magdą wstrząsnęło mną. Śmiejąc się spytała, jak długo dochodziłem do siebie po tamtym. Miałem ochotę dać jej w twarz. Czułem do niej nienawiść w najczystszej postaci, za to jak mnie urządziła, nie dałem jednak tego po sobie poznać. Była modnie ubrana, nosiła drogą biżuterie. Pomyślałem: Ona musi spać na forsie. Wieczorem poszedłem za nią. Mieszkała w ładnym domu w dzielnicy willowej, W zadbanym ogrodzie stało BMW. Stałem długo, widziałem, że zapaliła światło w kuchni. Potem w łazience. Byłem tam chyba godzinę, w końcu wszystkie