fantastyka · 5 min czytania
24 maja 1716
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wypłynęliśmy wczesnym popołudniem. Słońce górowało nad portem, a fale odbijały promienie w przejrzystej wodzie. Serce wręcz rosło na te widoki. Pochłonęły mnie one całkowicie. Dopiero gdy znaleźliśmy się na otwartych wodach oderwałem się niechętnie od podziwiania krajobrazów. Czekał mnie dzień pełen roboty. Wyciąganie starych i zarzucanie nowych sieci, segregacja złowionych ryb, naprawa zniszczonego ekwipunku. Nie była to łatwa praca, ale dało się z tego wyżyć i to się liczyło.
Mgła pojawiła się nagle. Nie mieliśmy szans zawinąć do portu dostatecznie wcześnie, by przed nią uciec. Miała w sobie coś nienaturalnego czego nie byłem w stanie określić. Załoga zaczęła okazywać zaniepokojenie, a ja wraz z nimi. Kapitan nie odzywał się. Lustrował tylko czujnym wzrokiem biały opar wiszący dookoła, podkręcając przy tym bezwiednie wąsa. Dobry kapitan to podstawa każdej łajby, a nasz był naprawdę szczwanym wilkiem morskim. Z nim nikt nie bał się wypłynąć na otwarte wody. Zawsze opanowany i wiedzący co zrobić. Jednak teraz nie wyglądał na tak pewnego siebie, a dla nas nie był to dobry znak. - Stary nie wygląda najlepiej - zagadnął Willis, podchodząc do mnie. Zerkał z niepokojem na boki, co nie uszło mojej uwadze. - To tylko mgła - odparłem bez cienia pewności w głosie. - Mgła nie mgła, do portu nie zawiniemy. W każdym razie mnie życie jeszcze miłe. - Jak wyda rozkaz to nic nie zrobisz - mruknąłem. Willis splunął za burtę. Jego pomarszczona, poznaczona paroma bliznami twarz wykrzywiła się w wymuszonym uśmiechu. Potarł policzek naznaczony dwudniowym zarostem. - Nie podoba mi się to. Jakem stary, nigdy nie widziałem czegoś takiego. - To zwykła mgła - powtórzyłem, jakbym sam siebie próbował o tym przekonać, i odszedłem zostawiając go samego.
Gdy w bieli otaczającej naszą łódź pojawił się szary zarys z początku nie wiedzieliśmy co to takiego. Nie wszyscy tez od razu to spostrzegli. Kiedy jednak zorientowaliśmy się co nadciąga, było już za późno. Pierwsze co usłyszeliśmy to pieśń. Dobiegała nas jakby z oddali i z początku nie rozróżnialiśmy słów. Jednak