Rodzina · 4 min czytania
25. urodziny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Skończyłem dziś 25 lat. Nic nie mam, tylko obowiązki, dziecko, zdobywanie pieniędzy, ciągle mało, mało, aż mętlik. Ławka też zapaskudzona, Romek nie dotykaj, fe! Romek bierze do ręki łopatkę i dokłada ziemi do „budowli”. Cholerny dzieciak z jego zamiłowaniem do babrania się w piachu, mam nadzieję, że nie będzie kopał rowów. Rowów, rowów! Całe dzieciństwo moje to to ciągłe opowiadanie o rowach. A rowy też ktoś musi... Byle nie Romek. Dobra, idziemy do domu. Mijamy drugą piaskownicę. Jest obskurna, odrapana, jakby psu z gardła wyjęta i też psy się w niej załatwiają. Takie slamsy, już od piaskownicy, dla dzieciaków z naprzeciwka. Szare-bure bloki, wiecie. Kiedyś przyszły się bawić do naszej, ale za nimi przyszły śmieci i musieliśmy im powiedzieć. Więcej ich nie było. Więc idziemy chodnikiem równym, nowym i dochodzimy do ostatniej starej klatki. Ale słyszę szamotanie i stękanie, a potem głosy, że nie i nie, nie jego interes i żeby spieprzał. Iść, czy nie iść? Romek ze mną, ale tam kobieta. Krzyczy. On krzyczy. Nie mogę tak. Biorę Romka na ręce, biegnę w przeciwną stronę, patrzę, że kobiecina z psem, stawiam Romka i mówię żeby zaopiekowała się dzieckiem bo tam napad i żeby odeszła jeszcze dalej. Biegnę do wejścia na klatkę, wchodzę. Dziewczyna stoi pod ścianą, przed nią chłopak. Skórzana kurtka, ładne buty, wszystko nowiutkie, od niedawna się tak ubiera. Za nim jeszcze trzech. Ten biały przy dziewczynie wściekły, ma czerwone oczy bardzo błyszczące, tamci trochę zmieszani, jakby przypadkiem tutaj, ale przecież