Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

3 ostatnie minuty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szedłem spokojnie ulicą. Noc okrywała swym całunem ciemności całe niebo, miasto broniło się jeszcze dzięki oświetleniu. Ale gdyby nagle brakło prądu… Wzdrygnąłem się na tę myśl, przypominając sobie jak kiedyś wysiadło zasilanie na mojej ulicy. Egipskie ciemności, to było odpowiednie określenie. Przetrwałem tę noc dzięki mojej ukochanej byłej dziewczynie. Baraszkowaliśmy calutka noc. Wspominałem te piękne chwile, okolice przy rozporku moich spodni uwypukliły się i stwardniały. Nagle z erotycznych myśli wyrwał mnie nietypowy widok. Albo raczej odstający trochę od normalności. Upaprana nieznana mi brązową mazią, pół litrowa butelka po wódce. Śmieć jak śmieć, jednak butelka przyciągała moje spojrzenie. Rozejrzałem się badawczo dokoła czy kogoś nie ma w pobliżu. Bo powiedzcie sami, jak by to wyglądało.

Młody i przystojny facet, ubrany nienagnanie w modne ciuchy. Spacerował późną nocą po mieście. I nagle zatrzymał się przy koszu na śmieci, jego wzrok przykuła umazana najprawdopodobniej psimi odchodami butelka. Młody rozejrzał się dokoła szukając przypadkowych gapi, gdy żadnych nie odnalazł ruszył w kierunku kosza. Nie szedł już normalnie jak wcześniej, poruszał się jak zawodowy złodziej i szpieg w jednym. Gdy znalazł się koło czarnego kosza zbadał srogim spojrzeniem butelkę. Kiedy ustalił że nie jest niebezpieczna, wyciągnął chusteczkę i podniósł ją.

Śmieciarz, tak by powiedział każdy kto by to widział. Je też, ale pytacie się na pewno dla czego podniosłem te butelkę. Coś w niej było po prostu, jej wnętrze koloru kocich wymiocin jak by wirowało powoli. Przyglądałem się zainteresowany strasznie interesującego zjawiska. Lecz brązowa maź nieznanego mi pochodzenia przeszkadzała. Wyjąłem drugą chusteczkę i przetarłem szkło. Wtedy wnętrze butelki zakotłowało się i chyba zagotowało, korek mimo że odkręcany jak w każdej butelce po wódce, wyszczelił jak ten przy szampanie. Przede mną momentalnie pojawił się facet. Wysoki na dwa metry, był łysy ale na twarzy miał równo przyciętą bródkę. Jeśli miał by włosy, to były by najprawdopodobniej koloru białego jak bródka. Na sobie miał czarny garnitur a na nosie okulary przeciw słoneczne. Mina zawodowego mordercy który żył ponad dziesięć tysięcy lat. Tak mogę opisać jego twarz, nic dodać nic ująć. No a na mojej na pewno malowało się zdziwienie mieszane z zaskoczeniem. - Jestem Dżinem, i so pełnie twoje trzy życzenia. - Rzekł swym grubym tenorem. - Dżin? - Jeśli był by to normalny dzień i ktoś by mi tak powiedział to go wyśmieje, ale to co przed chwilą się wydarzyło utwierdzało mnie w przekonaniu że on nie kłamie. - Tak, no i trzy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
3 ostatnie minuty — czytnik · opowiadania