Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 5 min czytania

3. Wiosna, Lato, Jesień, Zima, Przedwiośnie.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Do unii, czy bez unii, pozostaniemy durni?

Wiosna. Już nie wychodzi w pole z sochą ten co bronił, lecz nadal chce żywić, bo cóż ma uczynić z ponadplanową produkcją swych ziemiopłodów, świnie skarmia i w nieopłacalności ich, nie chce nad nimi się ckliwić, pomimo, iż tak wiele do ułaskawienia świńskiego ogona ma powodów, zamierzchłe to czasy, gdy za końskim zadem obrabiał pole, dziś nieekonomicznie maszyny pracują na spłachetku roli, pragnie chłop intratnie sprzedawać to co zebrał w mozole, jednak każdy miastowy tańsze produkty zagraniczne woli, chłop znów zaora, bezplanowo areały obsadzi i ziarnem obsieje, kapitalista wyrzuci, nikomu nie da, on jeszcze drobnym kułakiem, narzeka, ojcowiznę obrabia, a kogut do pobudki już mu nie pieje, ty, gdy zabiorą ci miejsce pracy, możesz tylko obejść się smakiem.

Lato. Zawitało nam lato, gospodarzowi pnie się wszystko zielonym do góry, po łąkach chodzą krowy soczystą trawą spasione, niczym buldożery, chłop w pole wyszedł i wie, że to jego, nawet nie moje są bloku mury, pojechałem nad jezioro, je także ogrodzono, a co nasze jest do cholery, chłopu z natury genetycznie jest przyznane grzebanie się w ziemi, wokół osiedlowych blokowisk bujne trawniki się rozpościerają, i tu chłop niczym na swoim założył warzywniki pod oknami memi, o ojcowe nie mają dbałości, a utraty ziem zachodnich się obawiają, zgadzam się z tym, że ich są pełne soczystych owoców sady, także on nawiózł uprawnych pól kipiące kwiatem kartofliska, z jego stajni na kabanosy do Italii wyjechał zasłużony gniady, wszystko jego, a ja nawet nie wiem, czy Europa jest mi bliska, gdy w Brukseli się zgodzą, ponoć nasza będzie wspólna Europa, rynek pracy się zwiększy, nasz kraj zaleją tanie unijne towary, wtedy wszyscy uciekną z kraju, a światło zostawią dla chłopa, kiedy promyk nadziei zgaśnie, z kim on będzie wiódł swe swary?

Jesień. Trawy schną na łąkach, liściem czerwienieją klony, choć to wrzesień, do stodół zwieziono z pól słomę, siano i pękate wory złocistego zboża, dojrzałością lśnią owoce sadów, to z pewnością nadchodzi już jesień, kartoflisk rubież, buraczane i marchwi pióropusze, to wykopków loża, przed porą zimową, na niej ostateczne zapasy stoczą gospodynie, tyle dóbr matki ziemi - wykarmił by nimi głodującego w RPA luda, ale nie - produkcją zasilą „Polmos”, resztę krowy zjedzą i świnie, chłopu z dziada pradziada ziemia przynależna, a nie czynić cuda, zatem nie cuda, lecz ciężka praca nim…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
3. Wiosna, Lato, Jesień, Zima, Przedwiośnie. — czytnik · opowiadania