Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 5 min czytania

37

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

37

Kiedyś biorąc nocny prysznic zauważyłem że na mojej piersi pojawił się napis – dwie cyfry tworzące liczbę. 37. Cyfry duże, wielkości dłoni, kolor czerwony, trochę wyblakły, czcionka Verdana lub coś koło tego. Pogrubione (Ctrl + B). Liczba jak się po chwili okazało niezmywalna. Potem wyszło że dodatkowo tajemnicza, niby niechciana a przecież tak oczekiwana. Tyle razy prosiłem Absolut o widoczny znak. Ubrałem się w przeświadczeniu że czasy się właśnie wypełniają, a ja z moim transcendentalnym „37” zostałem oznaczony w jakimś celu. Już nie wątpię. Nie kpię. Nie wejdę w polemikę. Ja wiem, mam pewność i zła się nie ulęknę bo mam na prawej piersi czerwone „37”. Po raz setny w moim życiu – nowy ja. Po południu jednak ciekawość wzięła górę. W kiblu sprawdziłem czy znak jest – był. Zacząłem poszukiwania. 37 lat? Już 37? Jeszcze 37? Bez sensu. Izajasz 37? Psalm 37? Jest piękny, w sumie można z niego zrobić motto życia. Tylko czy nie będę z czasem pocieszny jak Samuel L Jackson w Pulp Fiction? Numer buta starszej córki? Żebym już nie zapomniał? A jak jej urośnie stopa to czy zmieni się na 38? Czy wszystko musi mieć sens? Nie musi. Po prostu przywykłem. Do wszystkiego da się przywyknąć. Kiedy mijała moda na tatuaże i ceny usług poszły w dół pomyślałem że może sobie zrobię jeden. Zawsze chciałem czarno-biały obrys modułu lądownika księżycowego (L.E.M.) Apollo 11. Ma fajny kształt i tak wypadło że nasze losy są powiązane. Poszedłem to salonu i mówię o tym lądowniku, pokazuję obrazek, a nawet – nie wiem po co – dlaczego właśnie to. Może trenuję w ten sposób historyjkę na pytania o tatuaż? Pewnie tak. Pada pytanie o miejsce. Zawsze myślałem o przedramieniu, wewnętrzna strona, prawe. OK, może być. Czy mam już jakieś tatuaże? Nie. To znaczy nie, ale mam. No i pokazuję to moje na wpół zapomniane boskie „37”. Kto panu zrobił takie makarony? Myślę – Bóg, i w sumie trzyma się to kupy, bo nie byłaby to pierwsza rzecz która mu nie do końca wyszła. Przynajmniej okiem fachowca, mnie się podoba, ale ja się na tym nie znam. Jedna wiedziony dziwaczną wariacją syndromu sztokholmskiego bronię prawdziwego autora napisu i wymyślam naprędce historyjkę o młodości, motocyklach i prawdziwej przyjaźni co pozostawiło na mnie trwały ślad w postaci liczby „37” na mojej piersi. - Możemy zrobić cover tego czegoś. Propozycja…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%