Fantastyka · 6 min czytania
4 listopada: Zaginiony Dzień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
4 Listopada: Zaginiony Czas
CZ.1
Zawsze jest jutro i zawsze jest wczoraj. Czy aby na pewno? Raczej tak..., ale nikt nie ma co do tego pełnego przekonania... Przynajmniej w tym miejscu, które zaraz opiszę. W Bostonie.
BOSTON, 3 LISTOPADA, GODZ. 23:45
- Dobranoc!- powiedziała Vanessa, 42 letnia kobieta, matka chłopca Leo.- Jutro niedziela. Trzeba wstać i iść na poranną Mszę. Pamiętasz chyba, że jeszcze przed południem musimy wyjechać, aby być nad jeziorem o 14:00? - Pamiętam, mamo. Dobranoc.- odpowiowiedział dziesięcioletni Leo. Matka zgasiła światło i w pokoju małego zapanował kompletny mrok. Vanessa weszła do swojej sypialni gdzie na łóżku leżał już jej mąż, James Tolland. - Idź spać- poradziła Vanessa.- Jutro będziesz nieprzytomny. - Już prawie się kończy!- powiedział James jeszcze bardziej wlepiając oczy w telewizor.- To bardzo ważny mecz. - Ta, prawie się kończy? Dopiero co się zaczął.- Vanessa stanęła na polu widzenia swojego męża.- Idź spać. Jutro będziesz musiał prowadzić. - Dobra- przewrócił się na bok James- Dobranoc! - Dobranoc- odpowiedziała Vanessa kładząc się koło niego na łóżku.
NAD RANEM.
Część 22 / 2
- Matko, wstawaj James, już ósma!- próbowała obudzić swojego męża Vanessa. - No, daj jescze pospać. A po za tym nie musimy iść na tą mszę. I tak nic nie pamiętam z kazania!- przyrął się poduszką zaspany James.- Wyjedizemu o 9.00. - Zgoda. Ja też bym jeszcze trochę pospała, ale wybacz. Korzystając z okazji chcę obejżeć "Dzień Dobry Bostonie". Już się zaczeło.
Vanessa nacisnęła jeden z klawiszy na klawiaturze pilota. W ułamku sekundy pojawiły się napisy wstępne " Dzień Dobry Bostonie". Na ekranie pojawiła się reporterka (prawdopodobnie też zaspana). - Dzisiaj piąty listopada, witam państwa Gloria Rodrigez.
W pierszej chwili Vanessa nie zwróciła na to uwagi. Później oniemiała. Ale, przecież reporterka się mogła pomylić. Dla pewności jednak zajżała do kalendarza w komórce. Uchyliła klapkę komórki i... szerzej otwarła oczy. Na ekranie komórki wyraźnie było napisane:
5 LISTOPAD 2007
- James.- Vanessa szarpnęła swojego męża za ramię. Mówiła bardzo cicho ponieważ nie była wstanie wymówić żadnego słowa - Wstawaj. Coś tu jest nie tak. - Co znowu?- pyrsknął z niezadowolneniem James.- Mówiłem ci, że jedziemy o dziewiątej. - Nie o to chodzi? Wczoraj była sobota, prawda? - Tak.- burknął z pod poduszki mąż Vanessy. - W takim razie dzisiaj jest Niedziela? - Nie zadawaj dziecinnych pytań Vanessa. Przecież po sobocie zawsze jest niedziela!- powiedział wyrzucając ze siebie złość pan Tolland.- Vanessa, lepiej się jeszcze połóż! - Daj mi na chwilę swoją komórkę- poprosiła…