Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 27 min czytania

4 minuty (z ogonkiem)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZAS-już-PRZESZŁY

Agnieszka spojrzała z niechęcią na zegarek. Za dziesięć minut odjeżdża autobus. Ostatni, żeby nie spóźnić się do szkoły. A dzisiaj pierwsza jest Matma, z tą rudą jędzą – Deską-Tereską. Jak się spóźni, to będzie pisać kartkówkę. O nie! Zerwała się od stołu, zostawiając niedopitą kawę, chwyciła plecak i wybiegła z domu. Na stole została ta książka, którą pożyczył jej młodszy brat. Próbowała przeczytać ją „do poduszki”, ale i tym razem wygrał Sen. Zapamiętała tylko autora – Lema, ale on to chyba tylko przetłumaczył z niemieckiego, i szokujące dane – co się dzieje na świecie w ciągu jednej minuty. A zwłaszcza ta jedna wiadomość ... koniecznie musiała to pokazać Asi. Niestety książka została na stole – zorientowała się kiedy już wsiadała do autobusu. Jej miejsce, przy oknie, było jeszcze wolne. Siadła z westchnieniem i wyciągnęła komórkę, była godzina 7.30 – może napisać to Asi? Nieeee – lepiej jej to sama opowie. Sprawdziła, czy nie ma wiadomości od Piotra – nie było – schowała komórkę do kieszeni. Tym samym autobusem jeździł od niedawna Sebastian. I tym razem tak się ustawił, żeby dyskretnie obserwować Agnieszkę. Nazwał ją w swoich myślach Tati – bo była łudząco podobna do pewnej piosenkarki Tatiany, Nawet ostatnio kupił jej płytę – może uda mu się na nią poderwać tę dziewczynę? Autobus ruszył. Agnieszka patrzyła przez okno zastanawiając się – co też właśnie, kiedy ona sobie spokojnie jedzie, W TEJ MINUCIE dzieje się, na przykład ..... w Hong-Kongu? Może tam jakaś inna 17-latka właśnie walczy o życie? Albo co się dzieje w Moskwie czy ... Sebastianowi wydała się jeszcze ładniejsza – z tym swoim zamyślonym spojrzeniem. * * *

Wrocław – godz. 7.30 rano Autobus 146

1 – MINUTA JAZDY.

HONG-KONG

Ki-Jang spojrzała na zegarek – była 16.30 Zaraz zacznie pracę. Stała, kuląc się w deszczu, przed tylnym wejściem do lokalu Go-Go. Tu pracowała od kiedy pod wpływem Zanga rzuciła szkołę. Brrr! Jej drobnym ciałem wstrząsały dreszcze ale teraz z zadowoleniem usłyszała człapanie starego Changa. Drzwi zaskrzypiały i gorące powietrze, pełne ostrych, kuchennych zapachów owiało ja od stóp po czubek jej - na rudo pofarbowanych włosów. Weszła do środka. - Masz iść do Zanga – Chang patrzył na nią z wyraźnym współczuciem. .....................................................................

MOSKWA – okolice ( 9.30 )

Gotowe! – krzyknął Sasza. Już od godziny wisiał na słupie wysokiego napięcia i reperował linię po ostatniej burzy. To już piąty dzień napraw. Słońce znowu raziło, przymknął oczy - mam już dosyć – pięć dni na tym zadupiu. Bez kolegów, gorzałeczki-matki i bez Iriny. Teraz jej brakowało mu najbardziej. Popatrzył na zegarek – była 9.30 – pewno moja mała teraz przebiera się na zapleczu sklepu. Szkoda, że tego nie widzę. A wieczorem pójdziemy na tańce, i ten nasz walc ... AAAAAAAAAAAAAAAAAA !!! Koledzy z dołu zauważyli tylko jak Saszka lekko machnął ręką w bok i dotknął przewodu. Teraz wisiał ze słupa, głową w dół, a powietrzu dał się wyczuć zapach spalonego mięsa.

.......................................................................

LONDYN ( 6.30 )

Szymon popatrzył na zegarek – była 6.30. Zebrał do kupy swoje szczotki i zamknął je w schowku. Miał jeszcze czas coś zjeść i za godzinę ma zameldować się w barze na lotnisku – to już jutro minie rok tej mojej harówki – pomyślał. Ale zrobi wszystko – żeby tylko nie mieszkać dłużej z teściami. Jola jest w 5- miesiącu – na początek coś wynajmą w Warszawie – a potem się zobaczy, teraz z pracą tam – nie ma problemu. Żeby tylko wytrzymać. Zamknął szafkę, ale kluczyk wypadł mu ze zmęczonych palców. Schylił się i zamarł. Pod szafka leżał jakiś portfel.

.....................................................................

CZAD – 7.30

14-letniego N’gewe zbudziło słońce, które przebiło się przez liście najwyższego drzewa rosnącego na skraju dżungli. Rozejrzał się dookoła. Był „ukryty” w niewielkim krzaku rosnącym na polance okalającej jeziorko – odnogę Rzeki. A już myślał, że nigdy tej rzeki nie znajdzie. Nocą przecież w lesie niczego nie widać i dopiero ta polana wydała mu się bezpieczna. Teraz już łatwo trafi do domu. Zapuścił się w dżunglę za stadem Guźców. Musiał zdobyć kły i jądra dużego samca – żeby móc zostać kandydatem na myśliwego. To już wprawdzie trochę przestarzały zwyczaj – N’gewe wolał by zostać kierowcą ciężarówki – ale jego ojciec był od niedawna Wodzem Wioski – i chciał na jego przykładzie odnowić stare tradycje. Inaczej nie pozwoli mu poślubić M’seti. Najpiękniejszą pannę w całej Krainie. Sięgnął do pasa i z ulgą namacał woreczek ze swoim trofeum. Dopisało mu szczęście, bo Guziec uwiązł pomiędzy dwoma drzewami. I wystarczyło tylko wbić mu dzidę w serce. Wstał, żeby się wysikać – ale lepiej nie zostawiać wyraźnych swoich zapachów, Hieny mają niesamowity węch – wysika się do rzeki. Tymczasem Gruby – krokodyl i król tego rozlewiska postanowił podpłynąć do brzegu. Był głodny.

.....................................................................

RIO DE JANEIRO ( 4.30 )

- Chico zapal światła, bo wpakujemy się w jakąś budę. Stary, rozklekotany VW-Bus ostro wziął kolejny zakręt. - Musimy zdążyć przed piątą schować Hansa i tę dziwkę w piwnicy – bo potem stróż robi poranny obchód – tłusty Chico sapał jak miech. - A która jest godzina? - zapytał z twardym, niemieckim akcentem Hans. - 4.30 – odpowiedział Ricardo – Podoba Ci się ta mała? - Na pewno lepsza niż ostatnia – Hans chwycił za włosy leżąca na podłodze Busa, związaną dziewczynę. Wykręcił jej głowę w swoją stronę i napotkał przerażone spojrzenie pięknych czarnych oczu. - Ile ona ma lat? – zapytał. - Najwyżej 16 – Ricardo szukał po kieszeniach zapalniczki. Na tłustych wargach Chico – pojawił się obleśny uśmiech.

...................................................................

HAWAJE – plaża ( 21.30 )

„Tu Radio Honolulu-Jazz jest godzina 21.30 Zapraszamy na wiadomości. Trzęsienie zie ...” Jeremy wyłączył radio i siadł da piasku. Obok, na ręczniku leżała naga Tina. Jego najnowsza „zdobycz”. Była inna niż reszta Hawajek, które tu zaliczał już od 2 lat. Księżyc oświetlał jej brązowe ciało. A on siedział i patrzył na nią oczami „artysty”. Po raz pierwszy zaczynał żałować, że Bóg pozbawił go talentu do malowania. Za to dał mi filmową urodę i niespożyte siły – pomyślał z uśmiechem. Wziął w dłoń garść ciepłego piasku i zaczął powoli sypać go na jej gładkie plecy. Tina słodko zamruczała i przewróciła się na wznak. W ciemności błysnęły jej białe zęby. - Chodź – wyszeptała.

..................................................................

Wrocław – 7.31 – Autobus 146

2 – MINUTA JAZDY

Agnieszka po minucie przestała gapić się w okno i rozejrzała się po autobusie. Napotkała wzrok jakiegoś chłopaka – fajny, blondyn – obojętnie patrzyła dalej. Te same twarze co zawsze. Sięgnęła po komórkę – może zadzwonić do Piotra? Nieee. Niech sam zadzwoni. Ponownie spojrzała przez okno. W samochodzie obok, jakaś blondynka malowała usta patrząc we wsteczne lusterko. Ładna szminka – pomyślała Aga ... a w Afryce pewno teraz jest ta sama godzina, ciekawe czy jakaś murzynka maluje się też teraz jakimś świństwem?

...................................................................

Zaczęła się kolejna, 2-ga minuta na Świecie

HONG-KONG ( 16.31 )

Do Zanga?!– Ki-Jang zrobiło się jeszcze bardziej zimno. Weszła do przebieralni, zostawiła tu krótki płaszczyk i torebkę. Przygładziła przed lustrem włosy i obciągnęła krótką skórzaną spódniczkę. Wyszła z przebieralni i po schodach wdrapała się do Gabinetu, Zapukała. - Właź! – usłyszała głos Zanga. Weszła. W pokoju obok Właściciela siedział jakiś Europejczyk. - Siadaj! – Zang pokazał jej, stojące na środku pokoju krzesło.

.............................................................

MOSKWA – Okolice ( 9.31 )

Wszyscy rzucili śniadanie i poderwali się na równe nogi. - Dawaj drabinę – Majster pokazał na Kolę. Kola chwycił drabinę razem ze Stiepanem i pobiegli do słupa. Majster odsunął wszystkich i sam zaczął włazić na drabinę. - Zadzwońcie po Pogotowie – krzyknął już z góry. Uniósł głowę Saszy i przyłożył ucho do jego warg. Niczego nie wyczuł, zaczął wiec rozpinać paski Raków, na których zawisł chłopak. ..........................................................

LONDYN ( 6.31 )

Szymon odruchowo rozejrzał się dookoła. Peron był pusty. Powoli wyciągnął portfel spod szafki. Od razu zdziwiła go miękkość jego skóry i niewielki, złoty monogram – W.S. Musiał być robiony na zamówienie - pomyślał. Wstał z kolan i schował się za słupem. Jeszcze raz czujnie rozejrzał się dookoła i otworzył swoje znalezisko ...

.................................................................

CZAD (7.31 )

N’gewe wstał i przeciągną się leniwie – teraz jak najszybciej wracać do Wioski – pomyślał, ziewając. Chwycił w rękę wbitą w ziemię dzidę i potruchtał w stronę rzeki. Zaraz jednak się zawahał – cały brzeg porastały gęste trzciny. E tam! – pomyślał – nic się nie stanie, Stanął na jakimś płaskim kamieniu i zaczął sikać. Gruby zobaczył cień zbliżający się do trzcin. Wystarczyły dwa ruchy potężnego ogona, żeby jego pysk cicho zanurzył się w zaroślach.

.................................................................

RIO DE JANEIRO ( 4.31 )

Vw-Bus wyjeżdżał już z „zadżumionej” dzielnicy brazylijskich slumsów. Chico włączył światła i ostro skręcił w ulicę wiodącą do portu. Hans nie złapał równowagi i przewrócił się na dziewczynę, która jęknęła z bólu. - Popatrz – zagadał Ricardo, zaciągając się papierosem – jeszcze nie zaczęliśmy , a ona już jęczy! Ha!Ha!Ha! - Jeszcze się najęczy – Chico musiał wtrącić swoje trzy grosze. Był bardzo podniecony. Krew nabiegła mu do twarzy i znowu poczuł, swoją bliznę. - Mam nadzieję, ze ta mała dłużej wytrzyma nasze tortury – Hans sprawdził więzy i knebel Izabelli – za ostatni film Karl strasznie mnie obrugał. Przecież to było niecałe 20 minut! Kto to kupi?! Oparł się o drzwi i zaklął cicho po niemiecku.

.................................................................

HAWAJE – plaża ( 21.31 )

Najpierw może się wykapiemy – Jeremy wstał i wyciągnął ręce do Tiny – jestem cały w piasku. Dziewczyna chwyciła jego ręce i szybko podniosła się z ziemi. - OK., ale ... tak daleko do wody – zalotnie spojrzała mu w oczy. - Ech ty małpeczko – Jeremy wciąż był pod jej urokiem – Twój Tarzan poniesie swoją Jane – dokąd ona zechce! Tina, nie namyślając się, zgrabnie wskoczyła mu na ręce. Ciasno objęła go za szyję i delikatnie pocałowała. Lubiła robić to w wodzie. Jeremy ruszył w stronę czarnej tafli morza.

...............................................................

Wrocław – godz. 7.32 – Autobus 146

3 - minuta jazdy

A właściwie to po co murzynka miała by się malować? – Agnieszka bezmyślnie mazała po szybie palcem – przecież na czarnym nie widać makijażu. Może jakiś czerwony, albo żółty barwnik ... żółty? – ciekawe, czy na tej mojej Chince z Hong-Kongu było by cos widać. Eee – dobrze, że mieszkam tutaj. Chociaż nie mam skośnych oczu . Autobus zaczął powoli wymijać wielką cysternę. Ciekawe ile litrów mieści taka cysterna – pewno z 5 tysięcy. To znaczy około 5 ton, to by było ... 9 takich cystern ! Hi! Hi! Hi! Co powie Aśka na te dane z mojej książki – że na całym świecie, w każdej minucie w narządy rodne kobiet wlewa się 45 ton spermy? I to bez przerwy – bo jak u nas ludzie pracują, to gdzie indziej jest noc i na odwrót. A co na przykład z takimi chłopakami jak mój brat? Przecież on chyba to robi 3 razy dziennie! Co chwilę zamyka się w łazience – to pewno drugie tyle, pełniusieńkich cystern.

Sebastian zauważył, że dziewczyna uśmiecha się do siebie. Postanowił wykorzystać jej dobry nastrój i jakoś zacząć rozmowę. Sięgnął do torby w poszukiwaniu płyty Tatiany. Agnieszka odruchowo spojrzała na niego. Naprawdę nie jest zły – pomyślała i ma odlotowe ciuchy. Za chwile znowu mazała palcem po szybie – co też teraz Piotr może robić ...albo ta Chinka ?

................................................................

Zaczęła się kolejna 3- minuta.

HONG-KONG ( 16.32 )

Li-Jang posłusznie siadła na wskazanym krześle. Czuła się nieswojo pod badawczym spojrzeniem tego obcego gościa. Starała się uśmiechnąć, ale jej oczy niespokojnie biegały po pokoju. Już kilka jej koleżanek znikało z dnia na dzień i nikt nie wiedział o co tu chodzi. - Posłuchaj Kwiatuszku – głos Zanga był wyjątkowo miły – obecny tu pan ... powiedzmy Joe ... chciałby poznać Cię bliżej. A ponieważ może on zasponsorować dużą sumą nasz lokal – liczę na ciebie. - Ale czy koniecznie ... – nie chciała stąd odchodzić. - TAK!!! – Szef nie był już miły – Bez dyskusji! Dzisiaj nie występujesz, tylko jedziesz z Panem Joe. Zrozumiałaś ?! - Tak - dziewczyna wyszeptała cicho – wiesz, że zrobię co zechcesz – starała się go udobruchać. Obaj mężczyźni wstali i uścisnęli sobie ręce. - Chang! – Zeng krzyknął w stronę drzwi – zaprowadź naszego gościa i pannę Li-Jang do tylnego wyjścia. Dziewczyna też teraz wstała z krzesła.

................................................................

MOSKWA – okolice (9.32)

Ciężko

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
4 minuty (z ogonkiem) — czytnik · opowiadania