Dla dzieci · 8 min czytania
50 euro za Indi
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bylem juz na dole, kiedy przypomnialo mi sie, ze nie wzialem rysunku na plastyke. Moglbym go zaniesc za tydzieñ ale w koñcu nie po to siedzialem wczoraj do 23.30 aby dzis zrezygnowac z oceny. Rysunek zreszta wyszedl mi wspaniale. Lurdes wpadla na pomysl, abysmy stworzyli cos, co oznaczaloby zyciodajna energie. Moja wyobraznia stworzyla ogromne kolo wypelnione w srodku pradem. Oczywiscie pomalowane kredkami swiecowymi ale na pierwszy rzut oka jak zywe. Tak wiec wrocilem szybko do domu, wzialem rysunek i juz chcialem wsiadac do windy, kiedy okazalo sie, ze ktos ja zamowil. Trudno, zaczalem zbiegac po schodach. Bedac juz na ostatnim stopniu zerknalem odruchowo na tablice ogloszeñ. O rany! Zobaczylem afisz, na ktorym widniala kwota 50 euro. Stanalem pod tablica i zaczalem czytac: W nocy z 23 na 24 zginela suczka rasy foksterier o imieniu INDI. Jest bardzo czula i ufna. Znak szczegolny - na czubku glowy kolorowa kokardka w kratke. Znalazce czeka nagroda w wysokosci 50 euro. 50 euro bylo wyroznione z tekstu czarnym, grubym drukiem. Pod ogloszeniem widnialo zdjecie psa. Usmiechnalem sie do niego i powiedzialem: - Indi, dzisiaj zapewnie ci powrot do domu. 24-go bylo wczoraj, wiec minal tylko dzieñ od zaginiecia - przeanalizowalem w myslach. Wyrwalem pedem do szkoly, gdyz do dzwonka pozostalo niecale 5 minut. Aby znalesc psa potrzebowalem posilkow. Zaproponowalem wspolprace Daniemu, pozniej Kamilowi i Omarowi ale zaden z nich nie mial dzis ani czasu ani checi aby uganiac sie za jakims foksterierem z kokardka na glowie. Rozejrzalem sie po klasie. Mark odpada, z nim mozna predzej cos zgubic niz znalesc, Alex przynosi tylko pecha. Lukas i Emilio dojezdzaja, Josuy jak zwykle nie bylo w szkole. Nie wezme przeciez dziewczyn bo to tylko klopoty. Zreszta po co mialbym sie z kims dzielic nagroda - przemknelo mi przez mysl. Pojde sam - postanowilem. Siedzac na lekcjach myslalem tylko o jednym. Gdzie i w jaki sposob rozpoczac poszukiwania Indi. Po wejsciu do bloku jeszcze raz spojrzalem na afisz. Skoro wisi nadal, znaczy to, ze pies sie nie znalazl. Zjem i pojde na poszukiwanie. Tak tez zrobilem. Ledwie wyprosilem mame aby pozwolila mi wysc z domu. Nie moglem jej narazie zdradzic swoich planow, gdyz pewnie stwierdzilaby, ze to bez sensu i na pewno nie wysadzilbym nosa z domu. Wyszedlem z bloku i rozejrzalem sie dokola. A moze zajsc po Habiego? - przypomnialo mi sie, ze nie bylo go dzis w szkole. A moze jest chory i nie wyjdzie? Zawsze we dwoch byloby nam razniej. Ruszylem wiec do domu Habiego. Okazalo sie, ze byl rano u dentysty i wyrwal zeba, dlatego tez nawet po poludniu nie pojawil sie w szkole. Perspektywa zarobienia po 25 euro spowodowala,ze momentalnie zapomnial o bolu i postanowil mi towarzyszyc. Troche zajelo nam przekonanie jego mamy, ze juz wszystko jest w porzadku i Habi idzie do mnie uzupelnic lekcje. Dostal na to dwie godziny. Dochodzila 19.00 - Gdzie idziemy? - zapytal Habi kiedy znalezlismy sie juz na ulicy. - A jak myslisz? Gdzie taki pies moglby sie zgubic? - Moze cos go pozarlo? - Tak, najpredzej porwal go wsciekly jastrzab! Pomysl logicznie. Pies ma krotkie lapy, wiec nie mogl zajsc daleko - oznajmilem pewny tego co przemknelo mi przez mysl. - Wiec gdzie moze byc? - Mysle, ze niedaleko mojego bloku. Idziemy! Obeszlismy blok pare razy przeszukujac dokladnie parking i plac zabaw dla dzieci. - A moze sie utopil? Zobacz, tam jest basen - wskazal reka Habi. - To niemozliwe, od paru tygodni nie ma w nim wody. - A moze jest w parku? - Idziemy. Tam jednak tez nie bylo zadnego sladu po Indi. - Sluchaj, zostalo mi pol godziny. Co robimy?…