Przygoda · 43 min czytania
7 Dni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
PONIEDZIAŁEK
Głośny, dokuczliwy dźwięk budzika postawił na nogi zmęczonego chłopaka. Zegarek wskazywał siódmą trzydzieści trzy. - Spóźnię się do szkoły! - podskoczył przejęty, ocierając zaspane oczy. Wczorajszego wieczora Jakub późno położył się spać. Esej z niemieckiego i praca domowa z matmy zajęła mu większą część popołudnia, a przecież pozostawały jeszcze inne zajęcia. Poruszony swą niefrasobliwością wybiegł do łazienki. Pośpiesznie myjąc zęby, ubierał się jednocześnie, aby jak najszybciej podążyć na przystanek autobusowy, z którego najczęściej udawał się do szkoły. Kilka minut później Kuba był już na przystanku. Uważnym wzrokiem patrzył na tablicę, śledząc czas kolejnego odjazdu. - Siódma czterdzieści sześć. Nie uda mi się - pomyślał. Autobus punktualnie zjawił się na podjeździe. Chłopak bez zastanowienia wskoczył do środka. Posiadał bilet miesięczny, dlatego kasowanie jednorazowego dokumentu przejazdu nie miało sensu. Kiedy pojazd ruszył, lekko podenerwowany oparł się o barierkę przy oknie. Perspektywa pierwszego niemieckiego, na który i tak był już spóźniony nie napawała go optymizmem. Co innego, gdyby to była biologia, czy jakiś inny przedmiot, ale Język niemiecki? Pani profesor Grzelak, która uczyła tego przedmiotu tylko czekała na odpowiedni moment, aby skatować ucznia swym bezprecedensowym podejściem dyscyplinarnym. W pewnym momencie wzrok Kuby - rozmyślającego nad sensownym wytłumaczeniem spóźnienia - przykuła postać znajomej dziewczyny. Siedziała w tylnej części autobusu tak, że było widać tylko jej twarz. Długie, prawdziwy czarne, kręcone włosy opadały na plecy. Jednak wszystko, co było najszczersze w jej urodzie stanowiły oczy. Podobnie jak włosy nieprawdopodobnie ciemne, nieprzenikalne sprawiały wrażenie srogich i niedostępnych. Jakie były naprawdę? Kuba próbował się przekonać, kiedy po raz pierwszy zauważył dziewczynę na szkolnym korytarzu. Od tamtego czasu postanowił dowiedzieć się o pięknej nieznajomej jak najwięcej. Poprzez pośrednictwo kolegów wywęszył adres zamieszkania, klasę, do której miała zaszczyt uczęszczać i co najważniejsze imię i nazwisko. A nazywała się Aleksandra Pawlak. Wszystko działo się na początku lutego. Zimne, najczęściej szare, ponure dni skłaniały chłopaka do dłuższych refleksji nad własnym życiem. Postanowił coś w nim zmienić. I miał nadzieję, że istotnym urozmaiceniem nudnego dotychczas bytu będzie Ola. Dlatego w perspektywie zbliżających się Walentynek, zdecydował się wysłać kolorową kartkę wprost do serca nieznajomej. Napisał nawet własny wiersz, który rozpoczynał się od słów: �Jestem nieprzeniknionym aniołem, który poświęca niebo by cię ujrzeć�, co miało znaczyć, że dziewczyna nie zna anonimowego nadawcy, aczkolwiek jest ktoś, kto o niej myśli. Zanim Kuba Jakubiak odważył się pojawić w życiu czarnowłosej ślicznotki minął prawie miesiąc. Chłopak uwielbiał wymyślać, a czasami nawet przenosić sytuacje wyjęte z filmu w życie codzienne. I tak zaaranżował spotkanie, podczas którego po raz pierwszy miał spotkać się z dziewczyną. Miało to nastąpić 8 marca, w dniu święta wszystkich kobiet. Niestety ekranowy świat, w którym obracał się Kuba legł w gruzach, kiedy okazało się, że tego dnia Ola nie zjawiła się w szkole. Wszystko trzeba było przekładać na kolejny dzień, a był nim piątek. Ostatnia szansa, aby poznać ją jeszcze w tym tygodniu. Chyba, że podczas weekendu wpadłby przypadkowo na dziewczyną, co wydawało się mało prawdopodobne. Następnego dnia Kubie udało się poznać Olę. Na pierwszy rzut oka wydawała się miłą, wygadaną nastolatką. W późniejszym czasie, chłopak próbował zjednać sobie nowo poznaną osobę, jednak ta zdawała się być niezdecydowana, odpierając wszystkie propozycje ze strony Jakubiaka. Wszystko to prowadziło do coraz krótszych, najczęściej pustych nic nieznaczących rozmów, które z czasem przerodziły się w wymuszone przywitania, aż całkowicie zanikły. Cały plan zmian w dotychczasowej bytności chłopaka zakończył się fiaskiem. A kontakt między nim, a Olą ograniczony został do wspólnej wymiany spojrzeń, którego przykładem była dzisiejsza podróż autobusem do szkoły. Wszystko to wydaje się niewiarygodne, ale prawdziwe. Dwoje ludzi, którzy jeszcze kilka miesięcy próbowało flirtować ze sobą, stali się sobie tak obcy.
Kuba tak się zamyślił nad perypetiami własnego życie, że omal nie zauważył przystanku, na którym każdego dnia się zatrzymywał. Bez namysłu wyszedł z pojazdu kierując się w stronę uczelni. Kilka metrów za nim podążała Ola. Chłopak konsekwentnie przyspieszał kroku, chcąc uniknąć bezpośredniego spotkania z dziewczyną. Kiedy dotarł pod mury szkoły, spostrzegł, że jest już po ósmej. Z tego powodu jeszcze raz zwiększył tempo, idąc do klasy. Było kilka minut po dzwonku. Na szkolnych korytarzach już tylko nie liczni krzątali się szukając klas. Kuba podobnie. Szybko odnalazł salę, w której miał zajęcia. - Przepraszam za spóźnienie - wydobył zmierzając w kierunku Mateusza, kolegi z ławki. - Każdemu się zdarza - Kuba spojrzał z niedowierzaniem na nauczycielkę. - Co jej się stało? Podmieniliście ją - wyszeptał żartobliwie do kolegi. - Jestem tak samo zaskoczony jak ty - odparł sceptycznie. Mimo, że minuty mijały szybko dzwonka nie było słychać. Niemogący się skupić Kuba coraz częściej spoglądał na zegarek. Zauważył to Mateusz. - Co jest? - spytał spoglądając na kolegę. - Wszystko gra - powiedział kierując wzrok w stronę okna. - Znam to spojrzenie. - Słucham? - spytał udając, że nie rozumie. - Co to za jedna? - rzucał z drastycznym uśmiechem na twarzy Mat. - O, co ci w ogóle chodzi? - pytał wyraźnie zdenerwowany. - Zawsze się denerwowałeś, kiedy wiedziałeś, ze mam rację - Kuba spasował nie odzywając się do końca lekcji. Kuba długo zastanawiał się nad tym, co mu powiedział Mateusz. Rzeczywiście jego kolega miał rację. Chodziło o dziewczynę. Ale nie mówił o tym głośno. Był zamknięty w sobie i wszystkie problemy tłumił wewnątrz. Mateusz zaś był całkowitym przeciwieństwem Jakuba. Towarzyski, wygadany, potrafił odnaleźć się w nowym środowisku. Koledzy poznali się, kiedy po raz pierwszy przekroczyli progi tej szkoły. Szybko znaleźli ze sobą wspólny język. Może, dlatego, że mieli różne charaktery. Prawdą okazało się, że przeciwieństwa się przyciągają.
- Cześć - Kuba słyszał zza pleców głos Justyny, koleżanki z klasy. Dziewczyna była jedyną z tych osobą, która potrafiła wydobyć z Kuba największe jego tajemnice. Krótko ścięta o włosach koloru blond, patrzyła na niego szeroko uśmiechnięta. - Co słychać? - nawiązał. - Znakomicie. Wiesz w piątek, wybieramy się ze znajomymi do klubu, więc pomyślałam, że może chciałbyś pójść - zaproponowała. - Będę z Robertem, a Marta przyjdzie z Miłoszem. Pamiętasz go? Był z nami na Połowinkach. - No nie wiem - odparł nie chcąc się przedwcześnie angażować. - Wiem, że jesteś samotnikiem, ale trochę zabawy dobrze ci zrobi. - Myślisz? - dziewczynie prawie udało się przekonać chłopaka. - Jak chcesz, zaproś kogoś, a jeśli nie, to przyjdź, chociaż sam? - Jeśli moje plany się nie zmienią, to niewykluczone, że pojawię się. Ale to nic pewnego - zastrzegł Kuba znikając gdzieś, w końcu korytarza.
To był ostatni rok ogólniaka. Przez ostatnie trzy lata Justyna potrafiła rozgryźć Kubę na, tyle, aby wprost powiedzieć mu, że jest samotnikiem. Nie było to tak wielką tajemnicą, aczkolwiek chłopaka irytowało to stwierdzenie. Kuba wśród uczniów szczególnie płci żeńskiej właśnie za takiego uchodził. Chwilami jednak nienawidził siebie z tego powodu tak bardzo, że zaczął sobie wmawiać różne, niestworzone rzeczy. Zawsze chciał być inny - mówił. Z jednej strony chciał imponować kobietą swoją wrodzoną miękkością serca, z drugiej zaś próbował udawać kogoś, kim nie jest. Rzadko wychodził z domu i niewielu miał przyjaciół. Zmuszony do życia w społeczności szkolnej, z czasem zaczął się do niej przyzwyczajać. Jednak nigdy do końca nie otworzył się przed nikim. Justyna była dziewczyną dość niezwykłą. Od samego początku liceum unikała towarzystwa dziewcząt, a szukała go w osobach Kuby i Mateusza. Ci nigdy nie protestowali, ponieważ takiej dziewczyny jak Justyna po prostu nie dało się nie lubić. Żółta nalepka na drzwiach jednej z sal przypomniała Jakubowi, że przed nim jedną z najbardziej niewdzięcznych lekcji, na jakie miał okazję uczęszczać. Matematyka! Chłopak wywodził się z kręgu humanistów i każdy przedmiot, który wiązał się z liczbami, twierdzeniami i wzorami zwiastował rychły koniec świata lub w najlepszym wypadku katastrofę. - Powtórzyłeś? - zapytał Mateusz trzymając w ręku zeszyt. - Co? - spytał dziwnie rozkojarzony Kuba. - Rachunek prawdopodobieństwa... - chłopak i tak nie słuchał, bowiem ukradkiem zerkał na stojącą pod oknem Olę. Ubrana była w czarną spódnicę z zaznaczonym na boku wycięciem. Do tego błękitny sweterek z białym poprzecznym paskiem na środku. Mając na sobie buty na wysokim koturnie opierała się o parapet. Ręce niedbale podpierały drewnianą poręcz. Kuba zapatrzył się przez chwilę, po czym bez zastanowienia ruszył w jej stronę. Początkowo nieśmiało, ale pewny swego nie mógł się pogodzić z myślą, że inna taka szansa może się nie nadarzyć. - Długo zastanawiałem się; dlaczego? - rozpoczął niepewnie, niemal szepcząc. - Dlaczego mimo szczerych chęci nie wyszło mi? Czemu nie dałaś mi szansy? - chłopak zmarszczył charakterystycznie brwi. - Wszystko sprowadzało się do tego, że zacząłem winić za to siebie i może jest w tym ziarenko prawdy, ale ty... - nie dokończył widząc, że dziewczyna nawet nie starała się słuchać. Mimo nieudanej próby Jakub chyba odczuł ulgę. Długo to w nim tkwiło. Ola zaś sprawiał wrażenie niewzruszonej wyznaniem chłopaka. Nie można było wyczytać z jej twarzy, chociażby najmniejszej reakcji. Jakby żyła w innym świecie, gdzie głosy rzeczywistości były dla niej niesłyszalne. Zastygła jak kamień stała tak do końca przerwy.
- Więc to ona? - spytał Mat, kiedy wchodzili do sali. - Tak - odbąknął Kuba. - Jest tego warta? - Czego? - Twoich starań, prób i energii, jaką w to wkładasz. - Jest warta, więcej niż ci się zdaje - wyznał, po czym zamknął za sobą drzwi.
WTOREK
Pogodny, słoneczny jesienny dzień nie przyniósł ze sobą poprawy nastroju Kuby. Można by stwierdzić, że nawet pogorszył. Co prawda tym razem nie zaspał do szkoły, jednak myśl o nieudanej rozmowie z Olą coraz bardziej pogłębiała jego rozterkę. Oziębłość ze strony dziewczyny katowała jego myśli. Kiedy zależało mu na dziewczynie każde niepowodzenie traktował niezwykle poważnie. W oczach, innych dziewczyn takie zachowanie widziane byłoby jako objaw dziecinności. Sam zaś uważał Olę za bardzo niezdecydowana. Może była nieśmiała, a może chciała sprawdzić wytrwałość Kuby. W każdym bądź razie w innym przypadku chłopak pewnie by więcej o niej nie pomyślał. Jednak nie tym razem. Posiadała w sobie coś szczególnego, co przyciągało go bez opamiętania, zamykało oczy na świat. Być może była to filmowa uroda modelki, a może te jej tajemnicze oczy, które Kuba starał się sobie zjednać. Jakub szedł ze spuszczoną głową po szkolnym korytarzu. Wpatrzony w lśniącą podłogę, co chwilę natykał się na przechodzących po niej uczniów. Zatrzymał się przy sali Języka polskiego. Rozglądając się próbował szukać znajomej twarzy. Zauważył tylko kilka osób, z którymi i tak rozmawiał bardzo rzadko. Wiedział jednak, że na tym samym piętrze zajęcia ma Ola, dlatego w podświadomości to właśnie jej szukał po zakątkach korytarza. I rzeczywiście. Dziewczyna siedziała podkurczona na ławce pod klasą. Ręce miała schowane w dłoniach, zakryte dodatkowo gęstymi włosami. Kiedy chłopak podszedł bliżej zauważył jak pomiędzy palcami spływają jej łzy. Sunęły się po dłoniach upadając po chwili głuchym krzykiem na ziemię. - Dlaczego płaczesz? - spytał ciepłym, ale ostrożnym głosem. - Bez powodu - chlipnęła. - Ludzie nie płaczą bez powodu. Robią to z radości bądź ze smutku, tylko czasami bywa to rozpacz, która i tak nie jest warta łez. - Ze smutku - przyznała się cicho szlochając. - Jest tego wart? - Kuba próbował zgadywać. - Zostawił mnie... - wyznała. - Wariat - pomyślał chłopak. - ...dla innej - dodała zapłakana dziewczyna. - Dlatego płaczesz? - starał się zapanować nad rozmową - Czujesz się odrzucona i nikomu nie potrzebna. Prawda? - Co ty możesz o tym wiedzieć?! - dziewczyna niespodziewanie podniosła głos odwracając się w drugą stronę. - Może niewiele, ale tego nie wiesz - spytał zarzucając plecak, odchodząc za chwilę w kierunku klasy.
Część 22 / 2
Mateusz stał pod szkołą. Nieliczne już promienie słońca z wysiłkiem przebijały się przez gęste jesienne chmury. Bezlistne drzewa wydawały dziwne dźwięki wspomagane przez podmuchy wiatru. Jasne przesmyki światła odbijały się w mglistych kałużach. - Jak leci? - wydobył Mateusz. - O.K. - odparł posępnie Kuba. - Dobrze się czujesz? - Znakomicie - odparł dokuczliwie. - Nie wyglądasz najlepiej. Coś się stało? - znów spytał dla upewnienia. - To prawda. Bywało lepiej. - Więc... - Mateusz próbował wymusić na Kubie rozmowę. - Więc ... Co? - odezwał się z pewną ironią w głosie. - Nigdy nie byłeś towarzyski, ani nie odgrywałeś pierwszoplanowych ról, ale ostatnimi dniami twoje zachowanie wykracza poza wszelkie granice. Cały czas chodzisz ze zwieszoną głową. Nie poznajesz znajomych. Dzieje się z tobą coś niedobrego. - Zawsze taki byłem - próbował przekonać kolegę. - Tylko nie próbuj mi wmawiać takich rzeczy. Znam cię lepiej niż ci się zdaje. - To źle ci się wydaje. I nie mów mi, że mnie znasz! - protestował Kuba. - Tak! To powiem ci o tobie najświętszą prawdę, jaka istnieje. - Mateusz też się nie poddawał. Kuba tylko podkreślił skwaszoną minę, maszerując wolnym krokiem przed siebie. Nawet nie starał się omijać kałuż, co chwile mocząc w nich buty. - Ma na imię Ola. Jest piękną młodą trzecioklasistką i nic o niej nie wiesz - Kuba zatrzymał się, patrząc z niedowierzaniem na kolegę. - A nie mówiłem - powiedział widząc kamienną twarz chłopaka. - Skąd wiesz jak ma na imię? - spytał oszołomiony. - To nie istotne - odparł krótko. - Dla mnie jest. - Nie mogę ci powiedzieć, ale jedno muszę ci przyznać: Jest tego warta. - Ty draniu! - Kuba spojrzał złowrogo w stronę rozmówcy. - Kuba! Zaczekaj! To nie tak! - Mateusz próbował się wytłumaczyć. Chłopaka ogarnęła wściekłość. Bynajmniej powodem nie były słowa Mateusza. Denerwował się, ponieważ wiedział, że nie będzie potrafił walczyć. Zawsze, kiedy pojawiały się przeszkody, przedwcześnie składał broń.
Jeszcze tego samego dnia poszedł do Casablanki, klubu, w którym spotykała się młodzież. Można było tutaj posłuchać dobrej, spokojnej muzyki. Poza tym ludzie przychodzili tutaj się uczyć. Podobnym miejscem w mieście była tylko biblioteka. Wykluczając oczywiście barek, przy którym można było zakupić coś do zjedzenia lub napicia się, nie tylko wody mineralnej. Jakub siedział przy jednym ze stolików. Na około słyszał rozmowy znajomych licealistów. Nikt jednak nie próbował zaprosić chłopaka do wspólnej konwersacji. Pogrążony we własnym świecie rozmyślał nad szklanym kufelkiem wypełnionym chmielowym trunkiem. Po kilku minutach w pomieszczeniu pojawiła się Justyna. Początkowo nie spostrzegła siedzącego w kącie Kuby. Po kilku rozdanych znajomym uśmiechach, ruszyła w stronę chłopaka. Widząc jego grobową minę, zawahała się na moment. Lecz kiedy ten odwzajemnił spojrzenie zdecydowanie podążyła w jego stronę. - Coś taki przygnębiony? - próbowała złagodzić podły nastrój kolegi. - Myślisz, że tak jest. - Skądże. Nigdy nie widziałam cię w lepszym nastroju. - próbowała żartować, kiedy zrozumiała, że nie uda jej się pocieszyć kolegi. Nosząc w sobie naturalną radość życia, próbowała przelać jej część w smutne oczy Kuby. Justyna miała dość duży wpływ na chłopaka. Jednak dzisiaj nie mogła zrobić nic, co by go odmieniło. - Dobra. Co jest grane? - dziewczyna podjęła radykalne kroki ku szczerej rozmowie. - A, co ma być - odezwał się ponuro, krzyżując ręce. - Nie wiem. Może jest dobrze, a może jest tak źle, że chce się płakać. Którą opcję wybierasz? Kuba zmarszczył brwi, jednoznacznie dając do zrozumienia, że nie jest skory do rozmów. - Będę tu siedzieć, tak długo, aż mi nie powiesz - odparła stanowczo. Chłopak nie protestował i znów skierował wzrok w środek szklanki. Minuty mijały szybko, a dziewczyna nie poddawała się patrząc na niego nie wydobywszy choćby zdania. Tymczasem stary zegar na ścianie uwydatniał swoją obecność, wybijając kolejne sekundy. Kuba w końcu nie wytrzymał. - Pokłóciłem się z Matem. - A już myślałam, że nie przemówisz. O, co poszło? - spytała pochylając się do przodu. - O nic wielkiego. - Kuba ciągle nie chciał mówić wszystkiego. - Taki drobiazg, a prawie zioniesz ze złości - nie łatwo było ją przechytrzyć. Na moment znów zapadła cisza. - Oczywiście! - Justyna uśmiechnęła się do siebie. - Pokłóciliście się o dziewczynę. - Dlaczego tak myślisz? - usiłował ją zbić z tropu. - Kiedy faceci się kłócą, to albo chodzi o politykę, albo o samochody, bądź o kobiety. Ty zaś nie znosisz polityki, a za samochodami szczególnie nie przepadasz - Kuba był zdziwiony bystrością Justyny. - Jeśli nawet. To, co? - To ta dziewczyna, którą chciałeś zaprosić na piątkowy wieczór? - Skąd wiesz? - tym razem nawet nie starał się ukrywać swojego zdziwienia. - Nigdy byś się nie zgodził na wspólne wyjście do klubu. Ale kiedy powiedziałam, że możesz przyjść z koleżanką, sprawa stała się otwarta. - Istotnie. Jednak teraz to już nieaktualne. - Dlaczego? - spytała, kładąc ręce no stole. - Pewnie pójdzie tam z Mateuszem. - Skąd ten pesymizm? Mateusz nie jest taki! - próbowała bronić kolegę. - Jaki? - Kuba coraz częściej sięgał po kufel. - Nie zrobiłby ci tego. Przecież wiesz. Wiesz, prawda? - spytał dla pewności. - Nie wiem. Dał wyraźnie do zrozumienia; jak jest? - Nie będę ci nic sugerować, ponieważ to zbyt skomplikowane. W tej sytuacji będę bezstronna. Wybacz - powiedziała wstając od stolika.
ŚRODA
Dzień wstawał leniwie i z kolejnym jego nadejściem był krótszy. Kubie coraz bardziej brakowało czasu na nadrobienie zaległości w szkole. Od kilku dni nie radził sobie z tym tak dobrze, jak w poprzednich latach. Był jednym z wyróżniających się uczniów na tle klasy. Z bystrego i nieustępliwego przerodził się w szarą, mało znaczącą myszkę. Coraz częściej zdarzało mu się opuszczać zajęcia, a kontakty ze znajomymi z niewielkich zostały ograniczone do znikomych. Jedynym jego oparciem była Justyna i Mateusz. Ten zaś zagrzebał wszystko dwoma niepotrzebnymi słowami, a odzyskać zaufanie u Kuby było nie lada wyzwaniem, dlatego rzadko, kto starał się podjąć takiej próbie.
Justyna siedziała pod ścianą. Oczy wlepione w książkę, co jakiś czas zabawnie przerzucała do początku kartki. Naprzeciwko niej, po drugiej stronie korytarza stał Mateusz. Podobnie jak dziewczyna, w rękach trzymał podręcznik powtarzając ostatnie zagadnienia. Kuba ubrany w lśniące, czarne buty i krótki dobrze krojony płaszcz kroczył w stronę koleżanki. - Myślałeś o piątku? - spytała, jak tylko się zatrzymał. - Tak i chyba nic z tego nie będzie. - wytłumaczył. - Dlaczego? - znów zapytała, ale tym razem nie otrzymała odpowiedzi. Odszedł zanim zdążyła skończyć.
Stojący pod ścianą naprzeciwko Mateusz, zbliżył się do kurczącej dziewczyny. - Nawet na mnie nie spojrzał! - powiedział Mat. - A, co myślałeś. - Nie wierzę! - wykrzyknął zdenerwowany - I ty stoisz po jego stronie! - A, mam powody by tego nie robić - ripostowała. - Nie ufasz mi? Przecież dobrze wiesz, że nie mógłbym zrobić czegoś takiego najlepszemu kumplowi. - Ja wiem. Ale on tego nie wie. - Więc, co mam zrobić? - spytał. - Przekonaj go. - Przecież on nawet nie chce ze mną rozmawiać. - Więc, może jest ktoś, kto potrafi go przekonać - Mateusz spojrzał pytająco na Justynę. - To przecież oczywiste - stwierdził doskonale wiedząc, co dziewczyna miała na myśli.
Jakub siedział w szkolnej kawiarence. Pomieszczenie było dość przestrzenne, tylko w czasie przerw zbierały się tutaj tłumy, co sprawiało, że był ogromny tłok. Mimo wszystko jej awangardowe wnętrze chętnie wszystkich przyjmowało do środka. Chłopak w jednej ręce trzymał słomkę, drugą zaś opierał o blat stołu. Próbował skupić się na zadaniach z matematyki, w czym przeszkadzało mu jaskrawe światło dochodzące z lampy zawieszonej tuż nad jego głową. - A ty? - usłyszał znajomy głos. Podnosząc głowę ujrzał Olę. Początkowo spojrzał na nią złośliwie, przypominając sobie rozmowę z Mateuszem. Uśmiechnął się jednak, kiedy ta usiadła do stolika. - Przez kogo zostałeś odrzucony? - dokończyła dziewczyna. Chłopak poczuł się niezręcznie. Dotychczas to on stawiał ludzi w takich sytuacjach, dziś jednak został porażony własną bronią. - Zawsze jesteś taka szczera? - spytał. - Tylko, kiedy rozmawiam z tobą - wydobyła drżącym głosem. - Nie odpowiedziałeś mi - tym razem swobodniej, mimo grymasu na twarzy. Kuba zamilkł nie wiedząc, co powiedzieć. - Nie chciałem ci mówić i unikałem tego jak ognia - Chłopak w końcu wydobył niepewnie zerkając na Olę. - To byłaś ty - dziewczyna spojrzała na niego z niedowierzaniem. - Ja? - Pamiętasz? To był początek marca, dopiero się poznawaliśmy, a ty już wtedy nie dawałaś mi szans. - Nieprawda! - Czyżby? - To ty powinieneś się o to starać - usiłowała się usprawiedliwić. Jednak bez konkretnego skutku, bowiem Kuba skwitował to zgorzkniałą miną. - Tak też było. - Nie zauważyłam. - No właśnie - stwierdził ironicznie. - Pewnie do dziś