Inne · 10 min czytania
7 żyć
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Gdybym miała 7 żyć…? Jak kot? - Tak, gdybyś miała 7 żyć, i mogła je zaplanować, albo przynajmniej stwierdzić, kim chciałabyś być to, co byś wybrała…? Patrzyła na mnie tymi zielonymi oczami, które przecinał kosmyk jej jasnych włosów opadający na twarz. Czekała na odpowiedź. - Wiesz, w pierwszym życiu- zaczęłam niepewnie- chciałabym być kobietą. Piękną, długonogą, zgrabną brunetką. Nawet, jeśli faceci wolą blondynki w stylu Merlin Monroe. Ja wolałabym być jak Audrey Hepburn. Wiesz, mieć klasę, ogromne oczy, w których kryje się jakaś tajemnica i niewinność dziecka zarazem. Byłabym dystyngowana, delikatna, ale byłabym damą. Pełna klasa, szampan, kawior na śniadanie, bułkę w bibułkę, mężczyźni u stóp, serenady pod oknem, wiersze miłosne każdego poranka wraz ze słodkim uśmiechem przystojnego kochanka, na widok, którego inne kobiety mdleją, bądź syczą z zazdrości. Taka kobietą- kokietką odrobinę.. Co to uwodzi dla uwielbienia samego w sobie, dla podniesienia własnej wartości, by po prostu nie wyjść z wprawy, jednocześnie nie przekraczając cienkiej linii, po której może balansować dama. Mówiłam już luźniej, jakby widząc oczami wyobraźni siebie, jako ową kobietę. Puszczając wodzę fantazji moje wizja nabierała z każdym słowem wyraźniejszych kształtów. - A czym ta kobieta się zajmuje?- Zapytała niemal szeptem, by nie wyrwać mnie z początkowej fazy własnego wyobrażenia o sobie. - Jest tancerką. Żyje musicalami, od premiery do premiery, od przedstawienia do przedstawienia. Gra pierwsze skrzypce, główne role, zawsze na pierwszym planie. Śpiewa, tańczy, gra i jak zwykle zbiera najlepsze recenzje od krytyków. Wieczory, po przedstawieniach spędza z mężczyzną. A to kolacja w dobrej restauracji z widokiem na miasto, albo wspólne gotowanie w jej pięknym mieszkaniu w centrum, a później namiętność i magia zaplątana w białą, zmiętą już pościel z jej wielkiego łoża, na którym czuć jeszcze jej uwodzicielskie perfumy… Przerywam na chwilę i patrzę na nią. Trzyma w dłoni kieliszek czerwonego wina i mruży te zielone oczy jakby chciała mi coś powiedzieć, ale.. Milczy. Więc odczytując to jako sygnał do kontynuacji, zaczynam swoje. - W drugim życiu chciałabym być pluszowym misiem… Takim słodkim, uroczym przytulakiem, który należy do jakiegoś równie uroczego dziecka. I choć zabawki duszy w założeniu nie mają, to zakładając, że ją posiadają i myślą, i czują i widzą, ale również rozumieją trochę, chciałabym być przy tym dziecku zawsze. Gdy budzi się i mówi do swojego misia „dzień dobry”, gdy karmi go niewidzialnym ciastem i podsuwa pod usta filiżankę z niewidzialną herbatą, którą ten oczywiście niezdarnie rozlewa… Albo ciągnie za łapkę do piaskownicy, kładzie przy nim kawałek patyka, umownie pistoletu i kładąc się obok każe strzelać do nieprzyjaciela, by wspólnie bronić naszego cennego, ale jak wiadomo bardzo zagrożonego życia. By razem kłaść się spać, słuchać bajek, które ktoś czyta na dobranoc, razem myć ząbki, nawet, jeśli skończy się to sklejonym pluszem i być tulonym, gdy czegoś się boi, gdy mu smutno, albo po prostu wtedy czuje się bezpiecznie. - Kolejne życie wykorzystałam jako mężczyzna. Taki męski, doskonale wyrzeźbionym ciałem, mocnym charakterem. Takim odrobinę nonszalanckim, flirciarzem z dobrą bajerą, który podrywa kobietę w sposób bardziej wyszukany niż „bejbe, jakie ty masz piękne oczy”. Takim, co to bywa na dobrych imprezach, świetnie gra w kosza, lubi spędzić wieczór z kumplami na kręglach czy bilardzie, pijąc różne alkohole, a nocą okrywa rąbka tajemnego wnętrza, razem z pościelą na swoim łóżku i zaprasza doń kobietę, która fizycznie stanowi ideał znacznej części populacji mężczyzn, a mentalnie uwodzi słodyczą i siłą zarazem swojego dużego intelektu. Takim facetem, który będzie żył szybko, umrze młodo i zostawi po sobie przystojne zwłoki, a jego dusza odrodzi się na nowo. Tym razem jako autodestruktywny buntownik, narkoman i alkoholik, który żyje jak prawdziwa gwiazda rocka. Gra na gitarze, koncertuje, ma miliony fanek, które gotowe są na wszystko i ma chore wizje, w których ukazuje mu się śmierć. Mimo kilkakrotnych stanów przedzawałowych, akcji reanimacyjnych i jasnych oznak przedawkowania nie próbuje nawet walczyć o własne życie. Nie próbuje przestać popijać, szwędać się po klubach z tłumem dziewczyn uwieszonych na szyi, uprawiać przygodnego seksu i przyjmować najróżniejsze narkotyki, by wprowadzić się w stan, w którym, jak sam twierdzi, jest bliżej Boga. Najważniejsze w jego życiu to nieustanna zabawa, bo przecież nasz żywot jest zbyt krótki, by nie przeżyć tego wszystkiego. Zielone oczy badały mnie dość dokładnie, jakby chcąc wychwycić każdy element mojej nieco dziwnej wizji i przedłożyć go przed własnymi oczyma. W końcu, kto marzy o tym, by w kolejnym życiu dążyć do tego by parszywie