Filozofia · 5 min czytania
A deszcz pada i pada...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
A deszcz pada i pada... Patrzę w okno i czuję wszechogarniające mnie przygnębienie. Przede mną piętrzą się stosy zeszytów, książek, notatek. Jakoś nie potrafię zabrać się do nauki, jest mi wszystko obojętne. Ostatnio łapię się na tym, że potrafię godzinami patrzeć bezmyślnie w okno. Czuję jakąś pustkę, smutek. Do pokoju wchodzi mama i widząc moje nieobecne spojrzenie z niepokojem pyta, czy wszystko w porządku. "Tak, wszystko jest ok mamusiu". Tylko skąd ta obłudna w głosie? Od ostatniego "wyskoku" wszyscy domownicy obchodzą się ze mną jak z jajkiem. Jednym słowem-atmosfera nie do zniesienia! Co zrobiłam? W sumie to nic takiego, po prostu uciekłam z domu. Teraz nawet nie wiem, w jakim celu. Prawdopodobniej myślam, że kiedy stąd wyjadę, wszystko się zmieni, moje życie nabierze jakiegoś sensu. Ale nie nabrało. I wszystko stało się jeszcze bardziej beznadziejne... Ale dość zastanawiania się nad tym, co było. Może włączę telewizor. No tak wspaniałe reklamy..."Pokaż, jak bardzo ją kochasz, podaruj jej rafaello, wyrazi więcej niż słowa..." Hmm może lepiej jakiś film? Proszę bardzo. Optymistyczny, typowo amerykański. Ojciec nie ma czasu dla rodziny, żona go zdradza, ich dzieci ćpają. Nic nie szkodzi, na wszystko jest przecież rada. Po chwili wszyscy uświadamiają sobie popełnione błedy. Rodzinka (teraz już szczęśliwa) pada sobie w ramiona i zapewnia o wielkiej miłości. Lepiej pójdę sprawdzić pocztę. Skrzynka w necie zapchana reklamówkami: ,,Czatuj i poznaj swoją połówkę", "Sympatia.pl- dłużej nie czekaj, zakochaj się ze wzajemnością!" No tak, po prostu wspaniale. Media sprawiły, że słowo "kocham" staje się już powol zużyte. Muszę odetchnąć świeżym powietrzem. Przynajmniej przestało padać. Skierowałam się w stronę parku. Nieopodal przeszedł starszy pan z pomarszczoną twarzą i ogromnym smutkiem w oczach. Odruchowo uśmiechnęłam się, chcąc dodać mu otuchy, a on popatrzył na mnie podejrzliwie i przyspieszył kroku. Usiadłam na ławce obok jakiejś kobiety zmagającej się z dwójką niesfornych dzieci. Znowu się uśmiechnęłam, a ona krzyknęła: "Czy to takie zabawne, że nie potrafię sobie poradzić z dwoma bachorami?!" Spłoszyłam się i odeszłam. W drodze powrotnej zaczęłam się zastanawiać ,dlaczego na zwykłą życzliwość reagujemy agresją